Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Veronica Rossi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Veronica Rossi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 września 2014

87. Wielki Błękit - Veronica Rossi

Tytuł: Wielki Błękit ♦ Autor: Veronica Rossi
Stron: 365 ♦ Tytuł oryginału: Into The Still Blue ♦ Wydawnictwo: Otwarte
Trylogia: tom #3 ♦ Ocena: 5/6

Pamiętam, gdy sięgnęłam po książkę "Przez burze ognia" i kompletnie przepadłam na kilka godzin. Książka mi się podobała tak bardzo, że nie byłam w stanie odłożyć jej na półkę. Gdy ją skończyłam, myślałam tylko o tym, że chcę już mieć jej kontynuację. Nic z tego. Musiałam czekać dobre kilka miesięcy i dopiero wtedy zabrałam się za "Przez bezmiar nocy". Tutaj nie było już tego ogromnego entuzjazmu, ale jednak, ciągle mi się podobała. Podchodząc do "Wielkiego Błękitu" nie wiedziałam czego się spodziewać. Po drugiej części byłam lekko zawiedziona, ale nie na tyle by nie dokończyć trylogii. Jak wypadł finał?

Eter szaleje na niebie dzień i noc. Jego siła zdaje się ciągle wzrastać i powodować coraz to nowe wybuchy. Mieszkańcy Fal, nie mają wyboru. Aby przeżyć, jak najszybciej muszą odnaleźć Wielki Błękit- miejsce, gdzie niebo jest przejrzyste, a eter nie unosi się w powietrzu. Tylko tam mają szansę, na bezpieczne życie. Ale jak tam trafić, skoro nie znają jego położenia? Do tego zadania będzie im potrzebny Cinder, tylko on jest w stanie kontrolować eter i przeprawić ich do bezpiecznej przystani. Ale chłopiec przetrzymywany jest przez Osadników wbrew jego woli, dlatego Aria, Perry i Roar wyruszają w drogę, by go uwolnić.

Czuję sentyment do tej trylogii. Mimo iż pierwszą część czytałam w tamtym roku, to wiem, że zajęła ona bardzo ważne miejsce w moim czytelniczym sercu. Drugą częścią niestety byłam odrobinę zawiedziona, bo cóż myślałam, że będzie tak samo genialna jak pierwsza, ale nie zmienia to faktu, że "Wielki Błękit" mógł na nowo wyrównać poziom. Myślę, że tak się stało. Książka ta wzbudziła we mnie wszystkie te emocje, których doświadczyłam przy "Przez burzę ognia", chociaż nie robi ona na mnie już tak dużego wrażenia. Podczas oczekiwania na zwieńczenie trylogii, przeczytałam wiele, niesamowitych książek i teraz widzę, że potrzeba mi czegoś więcej, by wywołać taki zachwyt. Niemniej jednak uważam, że jest to idealne zwieńczenie trylogii i naprawdę nie zawiodłam się na niej.

Akcja książki, tak jak przy poprzednich tomach, jest dynamiczna i ciągle coś się dzieje. Główni bohaterowie to te same osoby, które tak bardzo polubiłam na samym początku trylogii. Nie ukrywam, że jednym z moich ulubionych bohaterów stał się Roar, który swoim humorem i sposobem bycia poprawiał każdemu nastrój. Mimo okropnych wydarzeń jakie miały miejsce, Roar potrafi się udźwignąć i stawić czoła trudnościom. Aria to dziewczyna, która przeszła pewną zmianę, ze strachliwej i kruchej osoby, staje się pewna siebie i odważna. Razem z Perrym mają szansę, uratować plemię i odnaleźć spokój w Wielkim Błękicie. Ale do tego czasu, czeka ich wiele wyzwań i niebezpieczeństw, które muszą pokonać by im się udało.

Myślę, że nie jestem w błędzie pisząc, że zawsze mamy oczekiwania wobec finałowych tomów, prawda? Szczególnie jeśli jest to trylogia czy też seria, którą uwielbiamy- tym trudniej jest wtedy ostatecznie pożegnać się z bohaterami. W przypadku "Wielkiego Błękitu" jestem całkowicie usatysfakcjonowana z obrotu wydarzeń i tego jak koniec swojej trylogii poprowadziła Veronica Rossi. Chciałabym nawet, żeby każdy finał, był tak dobry tak ten. Dlatego teraz, z całego serca polecam Wam tę trylogię, bo jest to jedna z moich ulubionych dystopii.


W skład trylogii wchodzą:
1. Przez burze ognia 2. Przez bezmiar nocy 3. Wielki Błękit

niedziela, 10 marca 2013

51. Przez burze ognia - Veronica Rossi


Tytuł: Przez burze ognia
Autor: Veronica Rossi
Tytuł oryginału: Under the Never Sky
Trylogia: tom #1
Stron: 359
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
Ocena: 6/6  10/10

 Pod eterowym niebem


Aria, siedemnastoletnia Osadniczka mieszka w Reverie. Jest to kopuła, która daje swoim mieszkańcom schronienie przed zdradliwym eterem, kłębiącym się na niebie, który w każdej chwili może zniszczyć wszystko co spotka na swojej drodze. Jak można żyć w jednej kopule z tak wieloma mieszkańcami? Otóż jest i na to rozwiązanie. Reverie podzielone jest na Sfery, do których mają dostęp wszyscy Osadnicy. Na oku każdego z nich nałożony jest Wizjer, dzięki któremu mogą oni podróżować po różnych Sferach. Jest to nic innego jak wyobrażenie o normalnym świecie, gdzie w jednej chwili możesz wylegiwać się na plaży,a w drugiej spacerować po lesie nie ruszając się z miejsca. Na tym właśnie to polega, mieszkańcy nie muszą oglądać zwykłych, szarych ścian kopuły, w zamian za to dostają coś "lepszego niż rzeczywistość" bo tak właśnie brzmi hasło Sfer. Na skutek pewnego zdarzenia Aria zostaje wygnana z Reverie. Dziewczyna zostaje porzucona na pastwę losu w Umieralni. Poza kopułą dziewczyna jest przekonana, że czeka ją śmierć, ale wtedy natrafia na Perry'ego - Wykluczonego, który odchodzi ze swojego plemienia Fal, by odszukać bliską mu osobę. Skazani na siebie Aria i Perry, potrzebują siebie nawzajem by móc odnaleźć ukochane im osoby. Tak wędrując pod eterowym niebem próbują przetrwać.

Narracja podzielona jest na głównych bohaterów- Arię i Peregrine. Dzięki temu możemy wczuć się w ich sytuację i zrozumieć motywy ich postępowania. Taki sposób bardzo mi odpowiada, ponieważ autorka nie skupia się tylko na Arii, która jakby nie było zapowiadała się na główną bohaterkę, tylko przedstawia nam jeszcze Perry'ego, który odgrywa w książce równie ważną rolę co Aria. Jest on Scirem, który posiada niezwykłe umiejętności. Potrafi wyczuwać emocje innych, dzięki czemu udaje mu się przetrwać w świecie plemiennych wojen oraz burz eterowych. Na początku Aria widzi w nim tylko Dzikusa, który by przetrwać musi zabić, a on w niej tylko kogoś kogo może wykorzystać by uratować członka swojej rodziny. Jednak z biegiem podróży, bohaterowie zaczynają postrzegać siebie w inny sposób.
 
Lubię wszelkiego rodzaju fantastykę, utopie i inne tego typu książki. Dlatego gdy przeczytałam opis "Przez burze ognia" wiedziałam, że na pewno przypadnie mi ona do gustu i oczywiście nie myliłam się. Pani Rossi w swojej debiutanckiej powieści poprzeplatała wątki fantasy oraz science fiction, tworząc niesamowicie barwną i  interesującą lekturę, która wciągnęła mnie bez reszty. Zostałam wciągnięta do świata Arii i razem z nią i Perrym wędrowałam przez pustynię pod pięknym, ale jakże niebezpiecznym eterowym niebem. Muszę przyznać, że właśnie na taką książkę od dawna czekałam! Dawno nie pochłonęła mnie tak żadna książka, której po prostu nie dało się przestać czytać! Jaka byłam zła kiedy zostało mi nieprzeczytanych 100 stron, a musiałam ją odłożyć bo szkolne obowiązki mnie wzywały. Nie wiem jak mi się udało wytrzymać cały tydzień bez tknięcia jej, ale innego wyjścia nie miałam. Dlatego gdy wczoraj nareszcie znalazłam czas i mogłam sobie pozwolić na ten luksus czytania, dokończyłam "Przez burze ognia" z wypiekami na twarzy. Autorka miała znakomity pomysł na fabułę, który w pełni wykorzystała. Niektórym może się on lekko kojarzyć z "Igrzyskami śmierci" S.Collins, ale chyba nie powinnam ich do siebie porównywać, bo pomimo kilku wspólnych elementów te książki są zupełnie inne. Może to porównanie się tu znalazło dlatego, że obie książki tak samo mnie zachwyciły? Pewnie tak. W każdym bądź razie nie mogę się doczekać, aż będę mogła zagłębić się w dalsze losy Arii i Perry'ego. Druga część w USA wyszła już w styczniu, dlatego mam nadzieję, że również do Polski wkrótce zawita.

Dawno nie czytałam tak wciągającej lektury. Autorka stworzyła świat, w którym aby przetrwać trzeba walczyć i najlepiej działać wspólnie. Veronica Rossi dokładnie przemyślała wszystkie aspekty swojej książki, dzięki czemu nie ma żadnych niedomówień i czytelnik czuje się usatysfakcjonowany zakończeniem oraz całokształtem. Myślę, że "Przez burze ognia" na pewno przypadnie do gustu fanom fantasy i nawet sci-fi bo i tego trochę tu odnajdziemy. Jest to książka od której nie sposób się oderwać, a każda minuta na czytaniu upływa nam w niesamowicie szybkim tempie. Wydaje mi się, że już bardziej Was zachęcić nie mogę :)

"To nie Sfery, gdzie każda myśl skutkowała rezultatem. A mimo to miała przeczucie, że dała sobie większe szanse. Bo w życiu, a przynajmniej w jego nowej wersji, szanse były wszystkim, na co mogła liczyć. Były jak jej kamyki. Niedoskonałe i zaskakujące, ale mimo to lepsze niż coś pewnego. Szanse były życiem".

Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

***

Przy okazji recenzji, pomyślałam, że muszę się pochwalić moim nowym nabytkiem! :D Otóż ostatnio 'upolowałam' oryginalną wersję "Miasta Zagubionych Dusz" Cassandry Clare. Dzisiaj z rana już zaczęłam czytać, mimo tego, że wersję polską mam już za sobą, ale oryginał to oryginał :) Muszę zaznaczyć, że jest to moja pierwsza książka, którą mam zamiar przeczytać po angielsku :D Zapowiada się ciekawie.


Pozdrawiam!