Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmowa sobota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmowa sobota. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 czerwca 2014

Gwiazd naszych wina - ekranizacja


Gwiazd naszych wina

Na film wybrałam się z samego rana w piątek w dniu premiery. Byłam go bardzo ciekawa, po tym jak czytałam książkę, którą przecież każdy się zachwycał. Właśnie w tym miejscu muszę zaznaczyć, że ja osobiście nie wiem na czym polega jej fenomen. Książka jest owszem ciekawa, wzruszająca, porusza ważne kwestie i zmusza czytelnika do głębszej refleksji, ale na mnie ona nie zrobiła tak dużego wrażenia, jak na innych osobach. Ale dobra, dzisiaj nie o książce, tylko o filmie. Otóż filmu byłam niesamowicie ciekawa. Nieczęsto, ale zdarza się przecież, że ekranizacja jest lepsza od książki, miałam nadzieję, że i w tym przypadku tak będzie. Na moje szczęście tak właśnie było :)

Pierwszą rzeczą o jakiej należy wspomnieć jest obsada. Shai jako Hazel Grace spisała się na medal, teraz wydaje mi się, że jest ona naprawdę niesamowitą aktorką, bo tak samo myślałam po obejrzeniu "Niezgodnej", w której również grała główną rolę i też idealnie się w nią wczuła. Brawa dla niej za to. Ansel stał się prawdziwym Augustusem bez dwóch zdań. Grał on z niesamowitą lekkością, jeśli można tak to ująć, i urzeczywistnił książkowego Gusa w każdym calu. Nie wiem jak to dobrać w słowa, ale znalazło się coś czego mi brakowało. Mianowicie pokazania tego wielkiego uczucia między Hazel a Gusem. Ale wiem, w ciągu niecałych dwóch godzin jest to niemożliwe, by ukazać w pełni ich niesamowitą relację, chociaż właśnie tutaj miałam wrażenie, że coś nie gra. Oprócz tego nie ma się do czego przyczepić, film jest niesamowity.

Kolejnym ogromnym plusem tego filmu jest jego moc działania na widza różnymi bodźcami. Jest on przecież maksymalnie przesiąknięty emocjami. Raz jest śmiech, a raz prawdziwa rozpacz. Nie uwierzę, że ktoś obejrzał ten film, nie roniąc ani jednej łzy! To jest po prostu niewykonalne. Nawet sama książka, nie wywołała u mnie tylu emocji co film. Wiedziałam, że mogę się tego spodziewać, bo zazwyczaj filmy bardziej mnie wzruszają, a szczególnie jeśli dojdzie do tego nastrojowa, ale zarazem smutna muzyka i wtedy koniec- płacz gwarantowany. Tak było właśnie w tym wypadku. Oprócz tego w filmie znalazło się wiele wspaniałych cytatów z książki, a to na pewno ucieszy każdego wielbiciela papierowej wersji "Gwiazd naszych wina". Cóż więcej mogę napisać? Wybierzcie się do kina! :)



Ocena: 8/10

A to moja ulubiona piosenka z filmu, która mnie wzrusza za każdym razem
gdy jej słucham:

sobota, 5 kwietnia 2014

Niezgodna - ekranizacja

Niezgodna

Wczoraj w Polsce, swoją premierę miała ekranizacja książki Veronici Roth "Niezgodna".
Książkę czytałam już dawno temu, przy okazji jej premiery w Polsce. 
Nie szczególnie mnie wtedy zachwyciła, ale muszę wziąć poprawkę na to, że czytałam 
ją zaraz po fenomenalnych Igrzyskach Śmierci, więc to pewnie dlatego 
w porównaniu do niej wypadła dość słabo. 
Gdy wczoraj wybrałam się do kina, nie spodziewałam się szału, a jednak zostałam 
mile zaskoczona. 

Szczerze powiedziawszy z książki nie pamiętałam wiele, ale gdy zaczęłam oglądać film, wszystko mi się przypomniało i okazało się, że film jest bardzo dobrym odzwierciedleniem książki. Reżyserzy przedstawili wszystko w bardzo rzeczywisty sposób i ogólnie film zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Nie spodziewałam się tego po nim zupełnie. Mało tego, nigdy tego chyba nie mówię, bo zazwyczaj po prostu takie rzeczy się nie dzieją w moim przypadku, ale tym razem mogę śmiało napisać, że film okazał się lepszy od książki. Poważnie. Ale to zapewne za sprawą tego, że książkę czytałam po prostu o złym czasie ^^

Na uwagę zasługuje również obsada. Shailene Woodley jako Tris spisała się naprawdę dobrze. Jak najbardziej pasowała mi 
do tej roli. Pewnie wszyscy już o tym wiedzą, ale jej filmowy
brat, będzie grał przy jej boku w filmie "Gwiazd naszych wina". Mało tego będą grali  piękną parę. No cóż, może jednak nie tak piękną bo aktor mi zupełnie do tej roli nie pasuje.  Ale wybaczcie odbiegłam od tematu. Tak więc, filmowy brat, jak najbardziej na plus. Co do Cztery, to również jestem mile zaskoczona. 
Theo James i-d-e-a-l-n-y.
Książkowy Cztery wydawał mi się 
nijaki i szczerze mówiąc nawet go nie polubiłam. 
Natomiast w filmie? Ahh i to jak! Chyba zaraz się rozpłynę..:3

Ekranizację "Niezgodnej" uważam za bardzo udaną. Jak najbardziej polecam wybrać się
do kina. A teraz mam ochotę przeczytać drugą część książki, więc chyba to zrobię :D
Więc Wy do kina, ja do książki! 

Ogólna ocena filmu: 9/10






sobota, 23 listopada 2013

Premierowo: W PIERŚCIENIU OGNIA


Igrzyska Śmierci: W pierścieniu ognia

Długo wyczekiwany dzień nareszcie nadszedł! Wczoraj swoją kinową premierę miała 
druga część Igrzysk Śmierci, na którą czekało tak wiele osób. W tym również i ja. 
Pierwszą część pierwszy raz oglądałam ponad rok temu i pamiętam, że zrobiła na mnie ogromne 
wrażenie. Żałowałam, że wcześniej nie przeczytałam książki, ale zaraz po filmie to nadrobiłam.
Trylogia ta do dziś znajduje się w pierwszej trójce moich ulubionych książek! Papierowa wersja "W pierścieniu ognia" podobała mi się nawet bardziej od pierwszej części. Dlatego tak bardzo nie mogłam się doczekać jej filmowej wersji. I nareszcie miałam okazję wczoraj ją zobaczyć :D

Nie będę się zagłębiać w treść, bo mam nadzieję że jest ona Wam znana, w tym poście mam  zamiar tylko wyrazić swoją opinię na temat  tego filmu. Jak dla mnie GENIALNY! Szczerze mówiąc miałam wymagania, bo po takiej książce film nie może być przecież gorszy, ale jednak i tak jestem zaskoczona jak wszystko udało się twórcom! 

UWAGA! Trochę mini spoilerów.

Arena. Była właściwie prawie identyczna jaką sobie wyobrażałam. Wyspa przedstawiona była w taki sposób jak w książce. Muszę zaznaczyć, że ta wersja areny bardziej mi się  podobała niż ta w pierwszej części. Klimat towarzyszący tej wyspie był świetny.

Bohaterowie i obsada. Znakomici. Jennifer Lawrence (Katniss)  i Josh Hutcherson (Peeta) jak zwykle spisali się świetnie, ich gra aktorska była znakomita. Ale do obsady doszło też wielu nowych aktorów. Najbardziej byłam ciekawa jak Sam Claflin spisze się w roli Finnicka Odair'a. Nie ukrywam, że w książce jego postać mnie po prostu oczarowała. Dlatego na początku gdy dowiedziałam się kto go zagra, nie byłam do końca przekonana do tego aktora. Natomiast po obejrzeniu filmu nie mam już wątpliwości, że Sam idealnie nadaje się na Finnicka. Szkoda, że tak mało było o nim powiedziane, bo według mnie ta postać zasługuje na dużo więcej uwagi. Może w "Kosogłosie" o tym pomyślą. Johanna Mason w książce trzeba przyznać była dość specyficzną postacią i nawet to  udało im się przedstawić w filmie. Jena Malone jej odtwórczyni również świetnie sobie poradziła. Jej postać była żywa i prawdziwa. Naprawę dobrze zagrana rola.


Relacja Katniss - Peeta. Oj tu mogę jednak powiedzieć coś na minus. W książce ich relacja była niesamowita. Uczucie jakim Peeta darzył Katniss było głębokie i wyraźne (jeśli można to tak nazwać), w każdym bądź razie to było takie widoczne, w rozmowach, gestach. Natomiast w filmie  brakowało mi tego. Nie było kilku momentów z książki, które jak dla mnie miały znaczenie. Ale rozumiem, że są limity czasowe itd, ważniejsza jest akcja, więc to tylko taka mała uwaga, chociaż jak dla mnie znacząca.

  Emocje. Ten film jest jedną bombą emocjonalną. Tak samo z resztą jak książka, trzyma w napięciu do samego końca. Cały czas coś się dzieje i nie sposób jest siedzieć spokojnie. Film w wielu momentach jest bardzo poruszający. Sceny gdy Katniss i Peeta są na Tournee Zwycięzców są naprawdę... mocne? Szkoda, że pokazali ich tak mało, a raczej reżyser nie skupił się zbytnio na nich. Może to i dobrze, że tylko Dystrykt, z którego pochodziła Rue był pokazany najbardziej. Właśnie ta scena była bardzo poruszająca.


Ogólnie. Uważam, że film jest bardzo dobrym odzwierciedleniem książki. Wizualnie wszystko zostało świetnie pokazane, a ścieżka dźwiękowa stanowiła idealne dopełnienie. Jak zawsze szkoda mi, że nie były pokazane wszystkie wątki jakie były obecne w książce, ale ja to wszystko rozumiem. Film na pewno będę jeszcze długo wspominać i często do niego wracać. Ahh mam ochotę kolejny raz iść do kina!
Film "W pierścieniu ognia" uważam za lepszy od pierwszej części. Mimo, że "Igrzyska Śmierci" również mi się bardzo podobały, to jednak ta część zrobiła na mnie większe wrażenie. Dawno nie
widziałam tak dobrej ekranizacji, dlatego zachęcam każdego do zapoznania się w pierwszej 
kolejności z pierwowzorem, a następnie do obejrzenia filmu. Teraz pozostaje mi już tylko czekać
na "Kosogłosa", który ma podobno zostać podzielony na dwie części. Trochę mi to przypomina historię ze Zmierzchu gdzie ostatnia część również została w ten sposób podzielona. Mam nadzieję, że to wyjdzie tylko na dobre i dzięki temu twórcom uda się ukazać więcej wątków z książki.
Tymczasem POLECAM!!!
Ocena: 10/10


Zwiastun:

niedziela, 22 września 2013

Filmowy weekend. (Dary Anioła, Percy Jackson)

Dary Anioła: Miasto Kości


Reżyseria: Harald Zwart
Gatunek: Fantasy
Ocena: 9/10

"Współczesny Nowy Jork. Zwyczajna na pozór nastolatka Clary Fray przypadkiem odkrywa, iż należy do niezwykłej kasty Nocnych Łowców, pół aniołów, którzy toczą odwieczną walkę w obronie naszego świata przed atakami demonów. Wkrótce w tajemniczych okolicznościach znika matka dziewczyny. Clary przyłącza się do grupyy Nocnych Łowców i wkracza do alternatywnego podziemnego świata, zamieszkałego przez wampiry, wilkołaki, wiedźmy, wróżki i demony. Obdarzona wyjątkowym darem dziewczyna będzie musiała stanąć do walki nie tylko o życie matki, ale o bezpieczeństwo ludzkiej rasy, która żyje w nieświadomości nadciągającego zagrożenia… "

Miasto Kości to film, na który bezdyskusyjnie musiałam się wybrać do kina.Odkąd przeczytałam pierwszą część serii Dary Anioła, wiedziałam, że będzie to jedna z moich ulubionych serii. Wersja papierowa jest znakomita, dlatego miałam wielkie oczekiwania co do filmu. Na początku byłam zawiedziona gdy go obejrzałam. Właściwie ciągle nasuwało mi się pytanie "Ale o co chodzi?". W filmie jest bardzo wiele różnic, do których dość ciężko było mi się przyzwyczaić, ale w końcu zrozumiałam, że właściwie te różnice wcale nie czynią go gorszym. Dlatego po przemyśleniach doszłam do wniosku, że film jako sam film- nie porównując go do książki, jest naprawdę dobry. Więc wyszło, że nie będę go porównywać,bo nie ma po co, książka zawsze wydaje mi się lepsza, a że w tym filmie wiele rzeczy było zmienionych, nie patrzę na niego jako na wierną ekranizację, ale jako ciekawą serię, którą z przyjemnością się ogląda.

Percy Jackson- Morze Potworów


Reżyseria: Thor Freudenthal
Gatunek: Familijny, Fantasy, Przygodowy
Ocena: 8/10

"Drugi film z serii ekranizacji cyklu bestsellerowych książek Ricka Riordana; Percy Jackson, potomek bogów greckich, wyrusza na wyprawę, by odnaleźć bezcenne złote runo, a po drodze czekają go niezwykłe przygody i niewyobrażalne niebezpieczeństwa, a wśród nich starcie z morskimi potworami."

 Gdy obejrzałam pierwszą część Percy'ego stwierdziłam, że jest to świetny film, dlatego obiecałam sobie, że przeczytam książkę, na podstawie której powstał. Zadowolona, wkrótce stałam się posiadaczką trzech pierwszych tomów z tej serii. Zabrałam się za "Złodzieja pioruna" i z każdym rozdziałem mój entuzjazm słabł. Niestety przekonałam się, że jednak papierowa wersja do mnie "nie przemawia". Tak więc w połowie książki się poddałam, słusznie czy nie, to już inna sprawa. Ale jako, że pierwsza część ekranizacji mi się podobała, na drugą również się wybrałam i bardzo mi się podobała. Nie wiem czemu książka mi się nie podobała, a film już tak. Wydaje mi się, że za szybko się poddałam. Wyszło tak, a nie inaczej, w każdym razie filmy o Percy'm Jacksonie, jak najbardziej polecam. 


***
 Jak dawno nie pisałam żadnej notki :o
Teraz niestety już tak będzie, notki będą pojawiać się pewnie raz w miesiącu, bo najzwyczajniej
w świecie nie mam czasu czytać książek, a tym bardziej później ich recenzować. Będzie to jedyny rok na tym blogu, gdzie recenzje będą pojawiać się tak rzadko. Dlatego na razie nie chcę go zawieszać, ale na pewno zbyt często nie będę pisać. Co nie oznacza, że wcale tu nie wchodzę! ;)
Do napisania za jakiś (nieokreślony) czas.
 

sobota, 6 lipca 2013

Filmowa sobota

Bling Ring


Scenariusz i reżyseria: Sofia Coppola
Gatunek: Dramat, Komedia
Ocena: 7/10

 "Bling Ring" to film oparty na prawdziwej historii, która wstrząsnęła Ameryką. Wyreżyserowany przez laureatkę Oscara Sofię Coppolę, opowiada o słynnej grupie nastoletnich włamywaczy, obsesyjnie pragnących zbliżyć się do świata gwiazd. W poszukiwaniu ekstremalnych wrażeń, grupa Bling Ring zakrada się do domów hollywoodzkich celebrytów, gdzie dokonuje rozbojów. Magia luksusowych marek i wszechobecny glamour wydają się młodocianym złodziejom przepustką do lepszego, niedostępnego dla nich życia. To co zakazane, niesie ze sobą jednak poważne konsekwencje." (źródło filmweb.pl)

Film ten chciałam zobaczyć odkąd tylko o nim usłyszałam. Tym bardziej, że fabuła jest oparta na prawdziwych wydarzeniach, to tylko jeszcze mocniej mnie do niego zachęcało. Byłam bardzo ciekawa jak to możliwe, że tak młode osoby włamywały się do domów i okradały największe gwiazdy. Zapowiadało się genialnie, a jak wyszło? Trochę gorzej. Spodziewałam się, że będę filmem oczarowana, a tak nie do końca było. Naiwny, za krótki i za mało treściwy. To główne wady, ale może po prostu za dużo wymagam. Emma Watson na pewno przyćmiewa te minusy, na które teraz przymykam oko i całość wychodzi całkiem fajna. :)

Bezpieczna przystań



Reżyseria: Lasse Hallström
Scenariusz: Leslie Bohem, Dana Stevens
Gatunek: Melodramat
Ocena: 9/10


"Kiedy tajemnicza, młoda kobieta, Katie pojawia się w nadmorskim miasteczku w Karolinie Północnej, budzi ciekawość tutejszych mieszkańców. Zamknięta w sobie bohaterka unika jakichkolwiek bliższych znajomości. Pewnego dnia poznaje owdowiałego właściciela niewielkiego sklepu, Alexa. Dziewczyna coraz bardziej angażuje się w życie Alexa i jego dzieci oraz zapuszcza korzenie w lokalnej społeczności." (źródło: filmweb.pl)

  Rzadko kiedy czytam książki obyczajowe, dramaty, itp. Ale kiedy już to robię, najbardziej lubię czytać książki Nicholasa Sparksa. Podoba mi się w jego książkach praktycznie wszystko, no może oprócz tych zazwyczaj bardzo dramatycznych i smutnych (nie zawsze!) zakończeń. Dlatego cieszę się bardzo, że tak wiele jego książek zostało zekranizowanych. Każda nowość na podstawie którejś z książek Sparksa musi być przeze mnie obejrzana koniecznie. Najnowszy jest właśnie film "Bezpieczna przystań", na którym się nie zawiodłam. Tak bardzo "sparksowy", romantyczny i klimatyczny. Zdecydowanie polecam.

Alicja w Krainie Czarów



Reżyseria: Tim Burton
Scenariusz: Linda Woolverton
Gatunek: Familijny, Fantasty, Przygodowy
Ocena: 7/10
"Kiedy Alicja była małą dziewczynką, pobiegła za Białym Królikiem, wpadła do jego nory i niespodziewanie znalazła się fantastycznym i nieco dziwacznym świecie, gdzie żyją bajkowe stwory, mówiące zwierzęta i śpiewające kwiaty, a mieszkańcy obchodzą nie-urodziny. Teraz Alicja ma już 19 lat i powraca do tej niezwykłej krainy, by ponownie spotkać dawnych znajomych. Tim Burton podjął się zaczarowania świata doskonale znanego z dwóch książek Lewisa Carrolla - "Alicja w Krainie Czarów" oraz "Alicja po drugiej stronie lustra". Scenariusz do tej fantastycznej produkcji stworzyła Linda Woolverton, która stoi za sukcesem "Króla lwa". W tytułowej roli wystąpi młoda australijska aktorka polskiego pochodzenia - Mia Wasikowska, natomiast w postać Zwariowanego Kapelusznika wcieli się Johnny Depp" (filmweb.pl)

Film ten oglądałam pierwszy raz gdy pojawił się w kinach, wtedy pamiętam, że byłam nim zachwycona. Teraz przy okazji obejrzałam go kolejny raz i mimo, że tak dużego wrażenia na mnie nie zrobił jak wtedy i tak mi się podobał. Historia Alicji jest naprawdę ciekawie przedstawiona, dlatego polecam go właściwie każdemu, dzieciom, ale również dorosłym.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Filmowa sobota (a raczej niedziela :D)


Tytuł: Intruz
Reżyser: Andrew Niccol
Gatunek: Sci-Fi, Thriller, Romans

Przyszłość. Panowanie na Ziemi przejął niewidzialny wróg. Najeźdźcy opanowali ludzkie ciała umieszczając w nich Dusze, dla których ludzie są jedynie żywicielami. Dusze są z natury dobre, spokojne i łagodne, ale nie potrafią czuć jak my. Melanie - jedna z ostatnich wolnych istot, zostaje schwytana, a w jej ciele umieszczona zostaje Wagabunda. Jest to doświadczona dusza, która zamieszkiwała już na siedmiu planetach. Jej zadaniem jest poznanie wspomnień Melanie i odkrycie, gdzie jeszcze ukrywają się buntownicy czyli wolni ludzie. Zadanie okazuje się jednak o wiele trudniejsze niż można było przypuszczać. Melanie jest wyjątkowo silną osobowością i toczy z Wagabundą walkę o panowanie nad ciałem i umysłem. Co więcej - z czasem - Wagabunda poznaje wspomnienia dziewczyny o ukochanym mężczyźnie i sama zaczyna odczuwać coś dziwnego… Wkrótce Melanie i Wagabudna zawrą swoisty pakt i wyruszą na pustynię w poszukiwaniu mężczyzny bez którego nie potrafią żyć…

Na premierę tego filmu czekałam z niecierpliwością. Kilka lat temu, kiedy "Intruz" ujrzał światło dzienne w Polsce, przeczytałam go jednym tchem. Historia jest niepowtarzalna i zupełnie inna od fabuły "Zmierzchu" (tej samej autorki). Dlatego miałam duże oczekiwania względem filmowej wersji, ale powiem Wam, że nawet się nie zawiodłam. Wiadomo, jak to w książce bywa, wszystko jest opisane i przedstawione na spokojnie, a w filmie trzeba te około 500 stron zmieścić w 2 godziny. Zabrakło mi w filmie wielu momentów, a niektóre niestety wyglądały tak, jakby wzięły się znikąd, ale przymykam na to oko, bo film naprawdę uważam, za godny uwagi. Gorąco zachęcam do zapoznania się z obiema wersjami "Intruza".

Ocena: 9/10



Tytuł: Kobieta w czerni
Reżyser: James Watkins
Gatunek: Dramat, Horror


Młody notariusz Artur Kipps (Daniel Radcliffe) wyrusza do oddalonej od świata wioski, by zbadać tajemniczą posiadłość. Kipps nie przypuszcza, że przekraczając próg posiadłości, stanie się częścią przerażającej historii.


Stała się rzecz niespotykana i obejrzałam z własnej woli horror. Może nie jest to typowy horror, ale dla mnie zawsze to coś, gdyż zazwyczaj zapieram się nogami i rękami przed tego typu filmami. (jaki rym! :D) Jest to zupełnie nie mój gatunek, nie potrafię pojąć po co oglądać coś, żeby się bać i potem jeszcze nie spać w nocy ze strachu. No dobra, przesadzam, ale nie lubię wszelkiego rodzaju horrorów. "Kobietę w czerni" obejrzałam tylko z jednego powodu. Pewnie każdy się domyśla, że chodzi oczywiście o aktora grającego głównego bohatera- Daniela Radcliffa. Aktora ubóstwiam od zawsze dlatego po prostu musiałam zobaczyć go w kolejnej odsłonie. Cóż, oczywiście oprócz Daniela, w tym filmie nie ma nic co mogłoby mi się spodobać lub mnie zaciekawić. Nie jestem w stanie ocenić go obiektywnie ponieważ nie znoszę tego gatunku, dlatego możliwe, że jakikolwiek horror bym oglądała to i tak nie spodobałby mi się. Ogólnie przez całe półtora godziny się męczyłam, no i te zakończenie... ale o co tu chodzi?

Ocena: 2/10







Tytuł: Iron Man 2 Reżyser: Jon Favreau Gatunek:  Sci-Fi, Akcja

Kilka miesięcy temu cały świat poznał prawdziwą tożsamość czerwonozłotego bohatera ze stali. W tym czasie miliarder Tony Stark (Robert Downey Jr.) zdołał ustabilizować stosunki Wschód-Zachód i przewrócić nadzieję na międzynarodowy pokój. Nie wszystkim jednak odpowiada jego działalność. Specjalna senacka komisja postrzega Iron Mana jako zagrożenie bezpieczeństwa narodowego. Innym przeciwnikiem Tony'ego jest Justin Hammer (Sam Rockwell), szef koncernu zbrojeniowego pragnący zostać wyłącznym dostawcą broni dla armii USA. Podczas Grand Prix Monako Tony decyduje się osobiście prowadzić samochód swojego zespołu. Wtedy atakuje go Ivan Vanko (Mickey Rourke), rosyjski złoczyńca i genialny fizyk, żądny zemsty za krzywdę, którą rodzina Starków wyrządziła jego ojcu.

Jakiś czas temu obejrzałam pierwszą część Iron Man'a, która niczym mnie nie zachwyciła wręcz przeciwnie. Ostatnio nadarzyła mi się okazja aby obejrzeć drugą część, która spodobała mi się dużo bardziej. Ogólnie nawet ciekawie spędziłam przy tym filmie wieczór,a trzecią część też pewnie obejrzę, bo akurat zbliża się jej premiera.

Ocena: 6/10




***
W tym miesiącu to dopiero mam zastój z recenzjami. Na swoją kolej czekają już dwie, ale 
jakoś nie mam ani weny ani chęci na pisanie. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni i już w weekend majowy uda mi się coś naskrobać.
Do napisania! :)

sobota, 30 marca 2013

Filmowa sobota [2]


Tytuł: Piękne istoty
Reżyser: Richard LaGravenese
Gatunek: Fantasy, Melodramat

"Piękne istoty" to film oparty na pierwszej części powieści autorstwa Kami Garcii oraz Margaret Stohl. Opowiada historię szesnastoletniego Ethana Wate'a, który mieszka na południu Stanów Zjednoczonych. W małym miasteczku Gatlin w Karolinie Południowej czas stanął w miejscu, a ludzie ciągle postrzegają wojnę secesyjną poprzez pryzmat "północnej agresji". Jednakże pierwszego dnia kolejnego roku szkolnego Wate (Alden Ehrenreich) spotyka tajemniczą Lenę Duchannes (Alice Englert), siostrzenicę lokalnego odludka (Jeremy Irons), a także... dziewczynę swoich marzeń. Ethan szybko odkrywa, że Lena nie jest typową nastolatką, a ich rodzący się związek nie opiera się tylko i wyłącznie na fizycznym przyciąganiu, lecz również na tajemniczej więzi, która już niedługo zmieni ich życie.
 
Kilka miesięcy temu pożyczyłam książkę "Piękne Istoty" od koleżanki, z uwagi na to, że bardzo mi je polecała więc pomyślałam, że z chęcią i ja się z nią zapoznam. Dawno nie czytałam tak dziwnej i nudnej książki. Nie dałam rady jej nawet dokończyć, bo nie chciało mi się z nią męczyć. Natomiast na film postanowiłam z ciekawości pójść i go obejrzeć, aby móc porównać wersję papierową do tej na dużym ekranie. Szczerze mówiąc film był nawet lepszy od książki, chociaż na pewno nie zachwyca. Ot taka sobie opowiastka fantasy, w dosyć dziwnym klimacie.
 Ocena: 6/10 





Tytuł: Życie Pi
Reżyser: Ang Lee
Gatunek: Dramat, Przygodowy
„Życie Pi” opowiada o losach 16- letniego Piscine Molitor Patel ( Pi), który wypływa z rodziną z Indii w poszukiwaniu lepszego życia na kanadyjskiej ziemi. Wraz z nimi na japońskim statku towarowym płyną zwierzęta z ZOO, które rodzina prowadziła. Statek zostaje zatopiony przez sztorm. Jedynym ocalałym jest Yann i tygrys, który był jego obsesją od dziecka. Teraz chłopak musi spędzić 227 dni na ratunkowej łajbie wraz z agresywnym zwierzakiem. Czy mu się uda? To wiadomo od początku. Patel jako dorosły wykładowca akademicki opowiada swoją nieprawdopodobną historię szukającemu inspiracji pisarzowi. ( źródło opisu: wnas.pl)

Najpierw czytałam wiele opinii na temat samej książki. Jedni się zachwycali, a drudzy niekoniecznie. Jako, że do książki sama nie byłam na początku przekonana, postanowiłam, że obejrzę najpierw film, a jak mi się spodoba to wtedy zapoznam się też z książką. Film obejrzałam i uważam, że jest on naprawdę dobry. Jako, że większość scen jest na środku oceanu, nie ma za dużo zwrotów akcji, ale za to posiada on morał i nie jest pospolity. Zdecydowanie polecam.
Ocena: 7/10





Tytuł: Słowa
Reżyseria: B. Klugman, L. Sternthal
Gatunek: Dramat, Thriller

Film opowiada o młodym pisarzu (Bradley Cooper), który pragnie odnieść literacki sukces. Przypisuje więc sobie autorstwo dzieła innego człowieka. Wkrótce dowie się jak wysoką cenę przyjdzie mu za to zapłacić.
(filmweb.pl)

O tym filmie nigdy wcześniej nie słyszałam. Dopiero mój tata powiedział żebym go obejrzała, bo na pewno mi się spodoba. Pomyślałam, więc "czemu nie?" i tak zaczęłam oglądać film "Słowa", który od razu przypadł mi do gustu. Opis powyżej za wiele Wam nie powie, ale na pewno dobrze ukazuje on fabułę filmu, a to jest najważniejsze. Jeśli sam opis to dla Was za mało to poniżej obejrzyjcie zwiastun. Ogólnie tematyka jest książkowa. Czyli o tym co najbardziej lubię :D Ale nie tylko. Pokazuje ona jak łatwo można pogubić się w życiu oraz jak wiele człowiek jest w stanie zrobić by odnieść upragniony sukces. Jak dla mnie to najlepszy film z tego miesiąca. Polecam! 
Ocena: 8/10


***
Na dniach pojawi się recenzja książki "Requiem" L.Oliver, która już jest napisana i tylko
czeka na dodanie :) Tymczasem życzę Wesołych Świąt!

sobota, 23 lutego 2013

Filmowa sobota - czyli nowy cykl na blogu

Postanowiłam, że rozpocznę na blogu nowy cykl, a będzie się on nazywał "Filmowa sobota". Nie chciałabym żeby tutaj pojawiały się tylko "suche" recenzje książek, ale także coś bardziej ode mnie dlatego nad tym też będę pracować. Na początek wymyśliłam, że w każdą, prawdopodobnie ostatnią, sobotę miesiąca będę dodawała podsumowanie z wszystkich filmów jakie obejrzałam w ciągu danego miesiąca. Będą opisy filmów + moja krótka opinia. Wiem, że jest to blog o książkach, ale myślę, że nie zaszkodzi jak raz w miesiącu pojawi się coś takiego :) Niektórzy blogerzy też dodają tego typu notki i osobiście bardzo mi się to podoba, dlatego postanowiłam zrobić coś podobnego. Mam nadzieję, że Wam to też przypadnie do gustu i może pomoże w wyborze ciekawego filmu na wieczór.



Tytuł: Służące
Tytuł oryginału: The Help
Gatunek: Dramat
 Reżyseria i scenariusz: Tate Taylor

Lata sześćdziesiąte, amerykańskie Południe. Skeeter (Emma Stone) wraca do domu po studiach dziennikarskich. Rozpoczyna pracę w lokalnej gazecie, marzy jednak o karierze pisarki. Lata spędzone na uniwersytecie zmieniły dziewczynę - zaczyna przeszkadzać jej segregacja rasowa, jeden z fundamentów społecznych stanu Missisipi. Udaje jej się namówić do zwierzeń Aibileen (Viola Davis), służącą jednej z najzamożniejszych rodzin w okolicy. Między kobietami powoli rodzi się przyjaźń, a ujawniona przez Skeeter prawda o życiu czarnych służących wstrząsa lokalną społecznością. Osadzona w realiach amerykańskiego Południa lat 60., inspirująca opowieść o niezwykłych kobietach, które miały odwagę sprzeciwić się lokalnym tradycjom i podać w wątpliwość istniejący porządek społeczny. Oparty na tak samo zatytułowanej książce Kathryn Stockett film był przebojem 2011 roku. Zdobył szereg nominacji do Oscara i Złotego Globu, w tym w najważniejszej kategorii „najlepszy film”. Siłą Służących są jego bohaterki - pochodzące z różnych środowisk kobiety o silnych osobowościach. 
 (źródło opisu: hbo.pl) 

Na ten film trafiłam w sumie przypadkowo. Oglądałam telewizję i pstrykając po kanałach właśnie go znalazłam. Jak to dobrze, że na niego trafiłam! Film jest naprawdę wspaniały. Jest to niezwykle opowiedziana historia o okrutnej segregacji rasowej jaka miała miejsce w latach 60, szczególnie w Ameryce. Dawno nie oglądałam filmu, który by mnie aż tak poruszył. Historia jest wstrząsająca, a szczególnie stosunek białych kobiet do czarnych. W naszych czasach traktowanie drugiego człowieka w ten sposób może nie mieścić nam się w głowie, ale wtedy było to na porządku dziennym. Bardzo Was zachęcam do obejrzenia, bo film jest zdecydowanie godny uwagi. Same nominację oraz wiele nagród na to wskazują. Oczywiście jako mol książkowy w planach mam również i książkę na podstawie, której powstały właśnie "Służące". :)

Ocena: 10/10!





Tytuł: Poradnik pozytywnego myślenia
Tytuł oryginału: Silver Linings
Gatunek: Komedia, Dramat
Reżyseria i scenariusz: David O. Russell

Pat Solitano (Cooper) nie jest zwykłym facetem i ma papiery, którymi może to udowodnić. Po ośmiu miesiącach terapii wraca do rodzinnego domu, by zacząć od nowa w ramach filozofii „pozytywnego myślenia”. Jego konsekwentna strategia zmienia się, gdy poznaje intrygującą dziewczynę z sąsiedztwa, Tiffany (Lawrence). Wzajemna niechęć pary ekscentryków przeradza się w niespodziewaną więź, a wszystkie dotychczasowe plany mogą stać się jedynie nieważnymi wspomnieniami.
 (źródło opisu: multikino.pl) 

Pierwszym powodem dla, którego postanowiłam obejrzeć ten film była zdecydowanie jego obsada. Później przeczytałam jego opis i już wiedziałam, że jest to film który koniecznie będę musiała zobaczyć. Tak też się stało i jestem nim usatysfakcjonowana :) Skrócony opis fabuły macie powyżej, dlatego nie będę go streszczać. Ogólnie film jest interesujący dlatego, że jest on nieszablonowy, akcja często zaskakuje, a historia miłosna również pokazana jest w zupełnie inny sposób. Gwarantuje dobrą zabawę i dużo śmiechu!

Ocena: 9/10





Tytuł: Operacja Argo
Tytuł oryginału: Argo
Gatunek: Thriller, Dramat
Reżyseria: Ben Affleck
Scenariusz: Chris Terrio

Oparty na faktach thriller.
 Czwartego listopada 1979 r., kiedy irańska rewolucja osiągnęła punkt kulminacyjny, bojownicy dokonali szturmu na amerykańską ambasadę w Teheranie i wzięli pięćdziesięciu dwóch amerykańskich zakładników. Jednak w ferworze wydarzeń szóstce Amerykanów udało się uciec. Znaleźli schronienie w domu kanadyjskiego ambasadora. Wiedząc, że odnalezienie i zabicie tej szóstki jest tylko kwestią czasu, specjalista od ewakuacji z terytorium wroga, Tony Mendez z CIA (Affleck), przedstawia ryzykowny plan wywiezienia ich z kraju. To plan tak nieprawdopodobny, że wydarzyć mógłby się tylko w filmie.
 (źródło opisu: multikino.pl) 

Do tego filmu nie byłam zbytnio przekonana, a nawet miałam ochotę już z niego zrezygnować, ale jednak postanowiłam, że tego nie zrobię. Nie często oglądam filmy tego typu, dlatego nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. "Operacja Argo" okazał się dość ciekawym filmem, który ciągle trzyma w napięciu i dosłownie nie ma w nim chwili wytchnienia, na koniec można dopiero wypuścić wstrzymywane powietrze. Jako, że jest oparty na faktach, myślę, że warto obejrzeć.

Ocena: 6/10




Tytuł: Hobbit: Niezwykła podróż
Tytuł oryginału: The Hobbit: An Unexpected Journey
Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Reżyseria: Peter Jackson

Bilbo Baggins to hobbit kochający ponad wszystko spokój  domowego zacisza. Niespodziewana wizyta czarodzieja Gandalfa całkowicie odmienia jednak jego życie. Gandalf zjawia się z kompanią krasnoludów, dowodzoną przez Thorina Dębową Tarczę. Przybysze snują plany odbicia skarbu ich przodków z Samotnej Góry, której strzeże przerażający smok Smaug. Pomimo sprzeciwu hobbita, Gandalf uznaje, że będzie on idealnym uzupełnieniem kompanii. Gdy ruszają w drogę, Bilbo wciąż walczy z wątpliwościami i strachem, krasnoludy zaś nie do końca ufają nowemu towarzyszowi wyprawy. Wkrótce drużynę czekają zmagania ze śmiertelnymi niebezpieczeństwami; wędrowcy muszą bowiem przemierzyć ziemie zabójczych orków i goblinów. 
(źródło opisu: multikino.pl) 

Nie mogłam się zdecydować czy powinnam iść do kina na ten film. Niestety moje zetknięcia z "Władcą pierścieni" nigdy nie były zbytnio udane. Szczerze mówiąc nigdy nie lubiłam tej historii. Nie potrafiłam znaleźć w niej nic ciekawego ani nie odczuwałam żadnej radości oglądając jej części. Tak więc bardzo sceptycznie udałam się na "Hobbita" i nie żałuję! Właściwie to właśnie ta część podobała mi się najbardziej ze wszystkich! No dobra, orki (orkowie?) są obrzydliwe, gdy tylko pojawiały się na ekranie musiałam zasłaniać oczy bo nie dało rady na nie patrzeć. Co za okropne stworzenia! (Nie wiem jak inaczej je nazwać.. ble). Ogólnie historyjka jest ciekawa i całość mi się podobała.

Ocena: 7/10











Tytuł: Charlie
Tytuł oryginału: The perks of being a wallflower
Gatunek: Dramat
Reżyseria i scenariusz: Stephen Chbosky

Nastoletni Charlie (Logan Lerman) jest uczniem pierwszej klasy liceum w Pittsburgu. Nieśmiały i wyobcowany outsider nie ma lekko w nowym środowisku. Nie pasuje do żadnej grupy, a jego niekonwencjonalne poglądy nie ułatwiają mu procesu dopasowywania się do innych. Pierwsze miłosne doświadczenia, samobójstwo przyjaciela, relacje w rodzinie, narkotyki – z tym wszystkim Charlie zmaga się samotnie, aż do chwili, kiedy jego inteligencję i wrażliwość zauważają Sam (Emma Watson) i Patrick (Ezra Miller).
(źródło opisu: filmweb.pl)

Na "Charliego" (Cóż za okropne tłumaczenie oryginalnego tytułu) od dawna miałam wielką ochotę. Na korzyść działała zdecydowanie jego obsada, a głównie Emma Watson, która zrobiła swoje :D Do tego dużo dobrego słyszałam o książce na podstawie której powstał właśnie ten film. Nic innego mi nie pozostało, tylko zabrałam się za oglądanie. Spodziewałam się po nim chyba czegoś lepszego, ale i tak uważam, że jest on na poziomie i ogólnie bardzo mi się podobał. Polecę go przede wszystkim młodzieży, bo głównie do niej jest on skierowany.

Ocena: 9/10




 
Tytuł: Atlas chmur
Tytuł oryginału: Cloud Atlas
Gatunek: Sci-Fi
Reżyseria i scenariusz: Tom Tykwer,
rodzeństwo Wachowski

W filmie śledzimy losy postaci z różnych epok i zakątków świata, których najbardziej błahe decyzje i czyny mają daleko idący wpływ na teraźniejszość, przyszłość, a nawet przeszłość naszej planety. „Atlas chmur” jest ucztą nie tylko dla wielbicieli zapierających dech w piersiach opowieści przygodowych, ale także spostrzegawczych miłośników X Muzy. Każda z gwiazd występuje w filmie w kilku nierozpoznawalnych na pierwszy rzut oka wcieleniach, dając popis wirtuozerskiej gry i ironicznego dystansu do swojego dotychczasowego wizerunku.
(źródło opisu: film.onet.pl)

Moim zamiarem było najpierw przeczytanie książki "Atlas chmur", a dopiero później obejrzenie filmu. Niestety mój plan nie wypalił i zabrałam się za film mając nadzieję, że dzięki niemu będę miała większą ochotę na wersję papierową. Ogólnie film bardzo mi się podobał, ale nie zrobił na mnie aż tak dużego wrażenia jak się spodziewałam, ale i tak jest to jeden z lepszych filmów jakie oglądałam w tym roku. Jeśli chodzi o książkę to jest ona nadal przede mną, stoi na mojej półce i czeka. A kiedy przeczytam? Nie mam pojęcia, kiedyś na pewno, ale chyba nie w najbliższym czasie.

Ocena: 8/10

 Koniecznie zobaczcie świetny zwiastun filmu:



Jak widzicie w ciągu lutego obejrzałam 6 filmów, według mnie to całkiem sporo. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że miałam dwutygodniowe ferie więc i czasu miałam zdecydowanie więcej. :)

Do napisania!
Alys