Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 listopada 2014

97. Sherlock Holmes tom 2 - Arthur Conan Doyle

Tytuł: Sherlock Holmes: 
Dolina Trwogi ♦ Przygody Sherlocka Holmesa ♦  Szpargały Sherlocka Holmesa
Autor: Arthur Conan Doyle ♦  Stron: 839 ♦ 
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Sherlock Holmes to nazwisko znane jest chyba każdemu. Jedni poznali go z opowiadań napisanych przez Arthura Conana Doyla, niektórzy zostają przy wersji filmowej czy też serialu, który osadzony jest w czasach współczesnych. Przyznaję się bez bicia, że to właśnie dzięki serialowi "Sherlock" postać londyńskiego detektywa tak bardzo mnie zainteresowała. Żeby bliżej przyjrzeć się tej jakże wyjątkowej postaci, sięgnęłam już po drugi tom przygód Sherlocka Holmesa.

Gdy ujrzałam zapowiedź tej księgi, wiedziałam, że muszę ją mieć. Pierwszy tom przeczytałam, nie ukrywając z wielkim zainteresowaniem, więc kolejna dawka przygód najlepszego detektywa wszech czasów to była dla mnie obowiązkowa lektura. Książka jest podzielona na trzy części, tak jak to było również przy tomie pierwszym. Na sam początek czeka nas opowiadanie "Dolina Trwogi" gdzie detektyw wraz ze swoim nieodłącznym przyjacielem doktorem Johnem Watsonem udają się do małego miasteczka, by odkryć kto chce zaszkodzić pewnemu panu Douglasowi. Historia na pierwszy rzut wydająca się dość łatwa do rozwiązania, okazuje się być znacznie bardziej skomplikowana i mroczna. Doktor Watson przytacza w niej bardzo ciekawe opowiadanie o niejakich Scowrerach, którzy siali postrach w Vermissie przez wiele lat. W opowiadaniu nie brakuje zagadek, spisków, ale także i zaskoczeń. 

"Przygody Sherlocka Holmesa" i "Szpargały Sherlocka Holmesa" to dwie część książki, gdzie znajdziemy nie jedno opowiadanie, ale w sumie aż trzydzieści trzy! Idealne rozwiązanie gdy ma się ochotę na coś lekkiego i krótkiego, ale zarazem interesującego, jak to zazwyczaj ze sprawami Sherlocka bywa. Za każdym razem gdy czytam dzieło Doyla, nie mogę się nadziwić jak bardzo pomysłowym człowiekiem był. Nie wspominając już o wykreowaniu tak genialnego bohatera jak Sherlock, dla którego nie ma wręcz rzeczy niemożliwych. Ileż to razy próbowałam przewidzieć przebieg wypadków, zawsze kończyło się to nieudolnie. Po wyjaśnieniu przebiegu dedukcji, wszystko staje się jasne i wręcz oczywiste, natomiast sama w życiu nie wpadłabym na takie rozwiązania. To się właśnie nazywa dobry kryminał! W tej z ostatniej części Sherlockowi przyjdzie stawić czoła osobie, której tylko on może dorównać intelektem. Profesor James Moriarty to człowiek, który jest w stanie kontrolować cały Londyn, a Sherlock uznaje, że to na nim spoczywa obowiązek powstrzymania działań wielkiej organizacji, na której czele stoi Moriarty. Dojdzie między nimi do ostatecznego pojedynku, ale pytanie brzmi kto go wygra?

Czuję, że takich książek jak ta, nie wypada mi nawet oceniać. Są one przecież pewnego rodzaju klasyką, do której można wiele razy powracać by móc na nowo odkrywać niesamowite zdolności dedukcji Sherlocka Holmesa. Dla mnie będzie on zawsze moim ulubionym detektywem, a jego dokonania napisane z perspektywy jego przyjaciela Johna Watsona zawsze będę czytać z wypiekami na twarzy. Nie zapominajmy, że oprócz wspaniałej treści, wydanie tych książek jest cudowne. Znajdziecie w nim nawet ilustracje, a to jak wiadomo, zawsze cieszy oko. Bez dwóch zdań polecam! 


Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka!

poniedziałek, 13 października 2014

92. Wzorzec zbrodni - Warren Ellis

Tytuł: Wzorzec zbrodni ♦ Autor: Warren Ellis ♦
Stron: 294 ♦ Wydawnictwo: SQN ♦
Ocena: 3/6 ♦

Z kryminałami to różnie bywa. Jedne od razu wciągają czytelnika w wir zdarzeń i nie wypuszczają go aż do samego końca. Drugie powoli nabierają rozpędu, aż w końcu możemy śmiało stwierdzić, że pochłonęły nas aż do rozwiązania zagadki. Są też kryminały, które, mimo że nie wciągają do swojego świata tak bardzo jak dwa poprzednie typy, to suma summarum są całkiem dobre. Pytanie teraz, do której z grup należy "Wzorzec zbrodni"?

Wezwanie. Zwyczajna akcja policji. Dwoje martwych ludzi i przypadkiem odkryta sprawa, która może nastręczyć policji tylko kłopotów. John Tallow podczas jednej z akcji, nie dość, że traci partnera, to jeszcze trafia w sam środek "świątyni" szaleńca. W jednym mieszkaniu, jeden obok drugiego, na ścianach wiszą bronie różnego rodzaju. Jak się później okazuje, każdy z pistoletów czy karabinów służył do popełnienia innej zbrodni, przy czym zostały one użyte tylko raz. Co ciekawe każda ze spraw, była umarzana ze względu na brak dowodów. Teraz zostają one wznowione, a do ich rozwiązania przydzielony zostaje nikt inny jak John Tallow. Czy uda mu się rozpracować wzór zbrodni i odnaleźć mordercę?

Książka zapowiadała się naprawdę intrygująco. Pomysł na fabułę, uważam za świetny, więc liczyłam, że również i treść okaże się tak dobra. Wydaje mi się, że trochę się przeliczyłam. Ale zacznijmy najpierw od mocnych stron książki, bo na pewno ona takowe posiada. Zazwyczaj nie przykładam większej uwagi do miejsca akcji, ale w tym wypadku Nowy Jork oczami Warrena Ellisa był przedstawiony nad wyraz obrazowo. Zawsze sobie wyobrażałam, że jest to miejsce tętniące życiem, otoczone drapaczami chmur i żółtymi taksówkami krążącymi pośród ulic. Idealne miejsce do zwiedzania i w moim wypadku wręcz do podziwiania. Wizja tego miasta oczami pana Ellisa przeraziła mnie do szpiku kości. Ulice zbryzgane krwią i przesiąknięte przestępstwem. Intrygi, kłamstwa i oszustwa. Mordercy chodzący po ulicy, szukający kolejnej ofiary. Jeśli kiedykolwiek udam się do Nowego Jorku, nie wiem, czy będę w stanie przejść spokojnie przez Central Park. Podoba mi się, to jak bardzo obrazy przekazane przez autora były przekonujące.

Główny bohater John Tallow to postać raczej nijaka, która stara się wtopić w tło i zostać niezauważonym. Jego życie prywatne właściwie nie istnieje, ale można o nim powiedzieć, że jest detektywem z powołania. To właśnie lubię w książkach; pokazują, że na tym świecie, pełnym oszustw, chodzenia na łatwiznę, są ludzie, którzy robią coś z sercem i prawdziwym zaangażowaniem. To można Tallow'owi przyznać. Dostał sprawę, którą każdy spisywał na straty. Wszyscy mówili mu, że to się nie uda, ale on do końca wierzył, że rozwiązanie tej zagadki jest możliwe.

Wszystko niby pięknie, ale jak się okazuje nie do końca. Przeszkadzał mi styl autora. Nie potrafiłam się wczuć w akcję, czy chociażby polubić wykreowanych przez niego bohaterów. Wracając do pytania zadanego we wstępie, "Wzorzec zbrodni" należy do trzeciej grupy przeze mnie wymienionej. Myślę, że ta książka miała duży potencjał, który po prostu nie został odpowiednio wykorzystany. Tak naprawdę wszystko byłoby świetnie gdyby nie ten styl i język jakim się posługiwał autor. A szkoda, bo to mógłby być naprawdę dobry kryminał, a wyszło dość przeciętne czytadło.

We "Wzorcu zbrodni" zabrakło mi "tego czegoś". Nie powalił mnie może na kolana, ale skłamałabym gdybym napisała, że nie byłam ciekawa rozwoju wydarzeń. Więc pomimo tego, że nie podobał mi się sposób jakim została napisana ta książka, to i tak bawiłam się przy niej całkiem dobrze. Myślę, że jeśli lubicie ten gatunek, to możliwe, że Wam "Wzorzec zbrodni" przypadnie do gustu.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu SQN :)

piątek, 25 lipca 2014

81. Dziewczyna #9 - Tami Hoag

Tytuł: Dziewczyna #9  ♦ Autor: Tami Hoag
Stron: 412 ♦ Wydawnictwo: Mira Harlequin ♦ Ocena: 3/6

Od czasu do czasu, lubię dla urozmaicenia czytać kryminały i thrillery. Są one często dobrym rozwiązaniem, gdy nie mam ochoty po raz kolejny zagłębiać się w historie o nastoletnich problemach. W kryminałach sprawa jest dość jasna- mamy ofiarę, mordercę i śledztwo. Jak dla mnie jest to przede wszystkim dobra rozrywka, bo dzięki temu mogę na własną rękę zabawić się w detektywa i odnaleźć poszukiwanego sprawcę zbrodni.

Pewnego zimowego, noworocznego wieczoru, na drogę z bagażnika wypada ciało zmasakrowanej dziewczyny. Jej twarz jest doszczętnie zniszczona, przy sobie nie ma żadnych dokumentów, więc wydział detektywa Kovaca, dostaje kolejne morderstwo NN (Nazwisko Nieznane). Takich spraw przybywa naszemu detektywowi coraz więcej, ale tą szczególną muszą rozwiązać pod baczną obserwacją mediów. Przypadek ten wygląda, na dzieło seryjnego mordercy, który dla policji ciągle jest nieuchwytny. Wszystko wskazuje na to, że dziewczyna Zombi, jak ją nazwały media, jest dziewiąta ofiarą Doca Holidaya. 

Seryjny morderca w "Dziewczynie #9" jest człowiekiem pomysłowym (o zgrozo) i zarazem bardzo ostrożnym. To osoba z planem, która za nic w świecie nie chce popełnić żadnego błędu, przy swoich zbrodniach, jak na seryjnego mordercę przystało. "Doc Holiday" planuje każdy swój ruch. Tu nie może być miejsca na pomyłkę, w innym razie czeka go złapanie. Ale co tak naprawdę może siedzieć w głowie mordercy? Nie powiem żebym jakoś szczególnie miała ochotę to zgłębiać, ale skoro już nadarzyła się ku temu okazja, to ją wykorzystałam. 

Autorka postanowiła postawić sprawę jasno. Od początku czytelnik ma się spodziewać kto jest mordercą, mało tego, mamy okazję poznać myśli tego człowieka. Wiemy kim jest, jak się nazywa i jaki będzie jego następny krok. To było dość ciekawe. Kolejną rzeczą, która jest zdecydowanie korzystna dla książki, jest możliwość poznawania bohaterów z różnych perspektyw. Narracja jest podzielona na kilka osób, dzięki czemu wiemy, co czują dane osoby. Jest dwójka głównych bohaterów - Kovac i jego partnerka Liska, ale także inne osoby, których oczami poznajemy wydarzenia.

"Dziewczyna #9" zawiera wiele elementów, dzięki którym można ją uznać za dobry thriller. Zbrodnia jest doskonale skonstruowana, bohaterowie wyraziści, morderstwo z zimną krwią i dwóch świetnych detektywów, próbujących odnaleźć mordercę. Ale ja nie jestem przekonana. Historia była owszem dobra, przemyślana i napisana jak należy, ale mi w niej brakowało tego pierwiastka dzięki, któremu nie mogłabym się od niej oderwać. Może emocji? Zazwyczaj książki z tego gatunku sprawiają, że zapominam o całym świecie, przez co poświęcam im całą swoją uwagę. Tutaj tego nie czułam, co nie oznacza jednak, że książka jest zła. Ma ona po prostu swoje plusy i minusy, które w ostateczności się równoważą.

Książki z tego gatunku czytam od niedawna, ale potrafię stwierdzić, która jest warta uwagi, a która nie. Moim zdaniem "Dziewczyna #9" to pozycja dobra, aczkolwiek nie rzuca na kolana. Śmiało mogę jednak napisać, iż miło spędziłam przy niej czas, chociaż spodziewałam się czegoś lepszego. W każdym razie, będzie to dobre rozwiązanie dla osób, które lubią wątki z seryjnymi mordercami w tle. Bo to jest chyba właśnie główna zaleta tej książki - możliwość poznania mechanizmu działania mordercy. Decyzję o czytaniu jej, pozostawiam jednak Wam.

 Za możliwość przeczytania książki, bardzo dziękuję
Wydawnictwu MIRA




niedziela, 1 czerwca 2014

70. Sherlock Holmes - Arthur Conan Doyle

Tytuł: Sherlock Holmes 
Opowiadania: Studium w szkarłacie ♦ Znak czterech ♦ Pies Baskerville'ów
Autor: Arthur Conan Doyle
Stron: 491
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Jakiś czas temu zaczęłam oglądać serial "Sherlock". Okazał się on po prostu znakomity w całej swojej okazałości. Nie było w nim rzeczy, która by mi się nie podobała, a główny bohater Sherlock Holmes grany przez Benedicta Cumberbatch'a był genialny. Serial trafił na listę moich najukochańszych i nie mogłam się oprzeć temu, by móc poznać najlepszego detektywa w wersji sir Doyle'a. Zaopatrzyłam się w to cudowne wydanie "Przygód Sherlocka Holmesa", które możecie zobaczyć u góry i usiadłam wygodnie w fotelu by poznać tajemnicze XIX-wieczne sprawy z mglistego Londynu.

O samym Sherlocku Holmsie, chyba nie muszę nikomu opowiadać, prawda? Nazwałabym go detektywem wszech czasów, choć zapewne dla niektórych będzie to kwestia raczej sporna. Dla mnie jednak Sherlock będzie zawsze najlepszym detektywem jakiego mogłam poznać. Tak, poznać. Dlatego, że Holmes jest postacią wykreowaną w taki sposób, że po prostu musi istnieć. Opisać go w kilku słowach to nie lada wyzwanie. Jest on błyskotliwy, inteligentny, uwierzcie mi, że potrafi rozwiązać każdą zagadkę, a w swoim "pałacu myśli" znajdzie tylko najpotrzebniejsze informacje, resztą bowiem szkoda sobie zawracać głowy. Tak właściwie to zaczęłam chyba od złej strony, ponieważ tak naprawdę bohaterem dzięki, któremu możemy czytać o przygodach i dokonaniach Sherlocka jest doktor John Watson. Pisze on dziennik i to właśnie w ten sposób poznajemy jego samego, ale również jego przyjaciela detektywa. John, w momencie gdy go poznajemy, wrócił dopiero co z Afganistanu i poszukuje w Londynie mieszkania i współlokatora. Przez przypadek trafia na Sherlocka i tak właśnie zaczyna się ich wspólna przygoda.

Książka, a może raczej księga, którą widzicie na zdjęciu, składa się z trzech opowiadań napisanych przez Arthura C. Doyle'a, są to "Studium w szkarłacie", które opowiada o morderstwie dokonanym z zemsty i jest to opowiadanie przesiąknięte tajemnicą. Przenosi ono czytelnika nie tylko do Londynu, ale także znacznie dalej. Kolejne opowiadanie to "Znak czterech". Tutaj spotykamy kolejne morderstwo, chociaż dość niespodziewane. W opowiadaniu pojawia się również śliczna dziewczyna Mary, która jak się później okazuje staje się wybranką serca Johna Watsona. Ostatnim opowiadaniem jest "Pies Baskerville'ów", które z tych wszystkich trzech chyba najbardziej przypadło mi do gustu. Tutaj mamy dopiero sekrety i dziwne sprawy! Nad rodem Baskervillów wisi klątwa, a każdy z jego rodu zostaje zabity przez dziwnego stwora, który pojawia się po zmroku na mokradłach. Doktor Watson na polecenie Holmesa wyrusza do mglistego i tajemniczego miasteczka Devonshire by dowiedzieć się kto stoi za wszystkimi morderstwami Baskervillów i na własne oczy przekonać się, czy pies, który zionie ogniem naprawdę istnieje...

Tajemnica, przygoda, morderstwa, XIX-wieczny Londyn i genialny Sherlock Holmes. Czego chcieć więcej? Książka ta, zdecydowanie mnie do siebie przekonała, mimo tego, że współczesna, serialowa wersja Sherlocka bardziej do mnie przemawia, to i tak mogę uznać to dzieło sir Doyle'a za jedyne w swoim rodzaju. Znajdziecie w nim wszystko to, co powinien zawierać świetnie skonstruowany kryminał. Poza tym spójrzcie tylko na to wydanie! Mam ochotę postawić tę księgę na biurku tak, żeby każdy kto wejdzie do mojego pokoju mógł zobaczyć to cudo. Okładka jest świetna, czcionka idealna do czytania, a nawet znajdą się tu również ilustracje Sidneya Pageta. Jeżeli chodzi o mnie, to jestem totalnie oczarowana. Koniecznie dajcie znać co sądzicie o Sherlocku Holmsie, a tych co jeszcze nie czytali lub nie oglądali serialu- zachęcam do tego!

A tak się prezentuje serialowy Holmes *.*



czwartek, 22 maja 2014

68. Trylogia Millenium - Stieg Larsson


Trylogia: MILLENIUM
Autor: Stieg Larsson

Ocena: 10/10

Trylogia Millenium podbiła szturmem księgarnie, kilka lat temu. Pierwszy tom "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" doczekał się nawet ekranizacji, lecz pod tytułem "Dziewczyna z tatuażem". Trylogia Millenium stała się jedną z najlepszych w swoim gatunku. Nie raz słyszałam o znakomitym szwedzkim pisarzu Stiegu Larssonie i o jego trylogii. Nigdy właściwie mnie do niej nie ciągnęło, do czasu gdy całkowicie pochłonęło mnie czytanie kryminałów i thrillerów. Dodatkowo zachęcił mnie fakt, że pewna gazeta wydaje na rynek specjalne wydanie kryminałów, a pierwszym tomem miała być książka "Mężczyźni, którzy.." Tak więc oczywiście poszłam po nią do kiosku, i tak oto teraz jestem już po wszystkich trzech częściach tej znakomitej trylogii.

Ogólnie rzec biorąc nie chcę się zagłębiać w szczegóły fabuły, bo jest ona dość skomplikowana i ciężko ją opisać w kilku zdaniach, dlatego po prostu powiem w skrócie, że pierwsza część opowiada o dziennikarzu Mikaelu Blomkviście, który na zlecenie Henrika Vagnera, poszukuje domniemanego zabójcy jego wnuczki. W tym pomaga mu znakomita researcherka Lisbeth Salander, która jednymi słowy jest postacią bardzo szczególną. W drugim tomie czyli "Dziewczyna, która igrała z ogniem", na wierzch wypływają nieznane fakty z życia Lisbeth, a na dodatek dochodzi do morderstwa trzech osób, a główną podejrzaną jest właśnie Lisbeth. Tym razem Mikael próbuje pomóc dziewczynie, uwolnić ją od zarzutów, tym samym dowiedzieć się kto jest mordercą. W trzecim natomiast, Lisbeth jest podejrzana o morderstwa, a Mikael za cel obiera sobie oczyszczenie jej nazwiska.

Tak, mój opis jest naprawdę wielkim streszczeniem trzech tomów. Taki miał być z resztą zamiar tej notki, ponieważ nie miała to być standardowa recenzja. Po prostu tutaj nie chciałam się skupiać na opisie, bo przecież sam opis można przeczytać równie dobrze od wydawcy. To jest moja recenzja i chciałabym w niej wyrazić swoje zdanie na temat tej trylogii. Zacznę od tego, że pierwszy tom nie przypadł mi od razu do gustu. Przydługie opisy były momentami bardzo męczące, ale jak wiadomo wprowadzenie musiało tak wyglądać. Ale później kompletnie przepadłam. Historia była niesamowicie ciekawa i wciągająca. Zagadka wydawała się wręcz nie do rozwiązania, ale dziennikarzowi Blomkvistowi się udało. Natomiast gdy zabrałam się za drugi tom, już od samego początku czułam, że książka będzie zupełnie wyjątkowa. Podczas czytania ani razu się nie nudziłam! Gdy musiałam oderwać się od książki, myślami cały czas do niej wracałam. Chciałam jak najszybciej zabrać się do dalszego czytania.

W Millenium jest wiele postaci. Najważniejsza jest Lisbeth Salander, której to losy możemy poznać równolegle z historią Mikaela. Jest to dziewczyna przedziwna, często jej nie rozumiałam, ale podczas tych trzech tomów, naprawdę ją polubiłam. Przeżyła ona w życiu wiele złego i tak właściwie to doświadczała zła przez te wszystkie części. Na pewno sobie na to nie zasłużyła, ale dzięki swojej niezwykłej inteligencji potrafiła wybrnąć niemal z każdej krytycznej sytuacji. Jeśli chodzi o Mikaela, to od początku go polubiłam. Jest on przeciwieństwem Lisbeth, ale przy tym potrafią się zawsze jakoś dogadać.

Niedawno skończyłam czytać ostatnią część i teraz jakoś smutno mi jest po tym, bo wiem, że już żadnego ciągu dalszego nie będzie, a sam autor już nie żyje. Jest to dołujący fakt i naprawdę jest mi przykro, że już nigdy nie będzie mi dane przeczytać żadnej książki Larssona. Na szczęście, niedawno zaopatrzyłam się w "Antologię szwedzkich kryminałów" gdzie znajduję się jedno opowiadanie tego autora, także dzięki temu będę miała chociaż jakąś namiastkę jego twórczości.

Powiem tak, nie spodziewałam się, że Millenium tak bardzo przypadnie mi do gustu, a jednak. Dziwię się, że tak późno i tyle lat po jej wydaniu, dopiero się za nią zabrałam. Ale jak to się mówi, lepiej późno niż wcale. Ja jestem bardzo szczęśliwa z tego, że mogłam na własnej skórze przekonać się o genialności pióra Stiega Larssona. Jego trylogia, zrobiła na mnie ogromne wrażenie, każda z części była dokładnie przemyślana, autor każdy szczegół precyzyjnie przedstawiał, a bohaterowie? Moi drodzy, to dopiero majstersztyk! Uwierzyłam we wszystkie postaci jakie przewinęły się przez książkę. Salander, Blomkvist, wszyscy policjanci, Zalachenko- mam wrażenie jakby istnieli naprawdę. Byli oni wykreowani w fantastyczny sposób.

Podziwiam pana Larssona z całego serca. Szczerze, mogłabym tu jeszcze użyć innych sformułowań wychwalających go pod niebiosa, a i tak będzie za mało! Najlepiej sami się o tym wszystkim przekonajcie. Wiem, że nie jest to książka, która spodoba się każdemu, nie ukrywam, że jest ona długa i wymaga całkowitego skupienia się na niej, ale zdecydowanie warto. Jest to historia, którą każdy wielbiciel gatunku, nie tylko thrillerów, ale też kryminałów powinien przeczytać. Jest ona tak wielowymiarowa, że zapewniam iż usatysfakcjonuje każdego wymagającego czytelnika. Zostaje na długi czas w pamięci i wiele bym dała, żeby móc ją znów przeczytać po raz pierwszy. Zdecydowanie polecam!

piątek, 17 stycznia 2014

64. Wołanie kukułki - Robert Galbraith


Tytuł: Wołanie kukułki
Autor: Robert Galbraith
Stron: 451
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ocena: 5/6  8/10

Na tropie mordercy


Kryminały do niedawna nie należały do mojego ulubionego gatunku książek. W życiu czytałam chyba tylko ze dwa i to jakoś szczególnie mnie nie zachęciło do dalszego poznawania tego gatunku. Ale niedawno było głośno o nowej premierze. Mianowicie o "Wołaniu kukułki" niejakiego Roberta Galbraitha, a jak się później okazało samej J.K. Rowling, która chciała wydać swoją kolejną książkę pod takim właśnie pseudonimem. To natomiast bardzo mnie zaciekawiło, dlatego czym prędzej chciałam zapoznać się z tym tytułem jako, że wielbicielką Rowling jestem od lat za sprawą oczywiście Harry'ego Pottera.

Biuro prywatnego detektywa Cormorana Strike'a od dłuższego czasu świeciło pustkami. Do czasu wielkiego wydarzenia gdy ciało supermodelki Luli Landry zostało znalezione pod balkonem jej apartamentu. Gdy brat modelki przychodzi do jego biura prosić go o pomoc w  rozwiązaniu zagadki jej tajemniczej śmierci, Cormoran widzi w tej sprawie czysty zysk i nadzieję, że być może dzięki tej sprawie uda mu się wyjść na prostą. Wszystko wskazuje na to, że było to samobójstwo, ale jej brat twierdzi inaczej. Strike postanawia podjąć się zadania i odnaleźć domniemanego mordercę.

Strike jest dość specyficzną postacią. Po wielu latach służby w Afganistanie, można powiedzieć, że jest mężczyzną po przejściach. Poznajemy go w nie najlepszym dla niego okresie. W jego życiu wszystko się sypie, za sprawą wielu czynników. Po opisie na książce spodziewałam się, że Cormoran będzie osobą raczej zabawną, a tu spotkało mnie zaskoczenie, chociaż nie takie złe. Jak się później okaże Strike jest znakomitym detektywem. Sposób w jaki prowadził sprawę na początku niezbyt przekonany, później z coraz to większym zaangażowaniem pokazując, że naprawdę zna się na rzeczy. Tak więc można stwierdzić, że jest on postacią, którą może niekoniecznie się uwielbia, ale czuje się do niej pewien respekt. Za to jego asystentkę Robin polubiłam od razu. Jest to zabawna, otwarta, śmiała i poukładana dziewczyna. Dochodzenie bardzo ją interesowało i jako asystentka Strika świetnie sobie radziła. Bohaterów oczywiście przez książkę przewija się cały ogrom dlatego nie mogę wspomnieć o każdym, ale nawet sama Lula Landry, która skończyła tak tragicznie, wydawała się być niezwykłą osobą.

Jak we wstępie wspominałam, nie czytałam kryminałów bo po prostu za nimi nie przepadałam. Aż do teraz. "Wołanie kukułki" to książka, która mimo, że nie wciągnęła mnie od razu to z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej byłam ciekawa co się wydarzy następnie. Gdy tylko odkładałam ją na bok, chciałam jak najszybciej do niej wrócić i poznać dalszy rozwój śledztwa. Oczywiście miałam swoje typy, kto mógł zabić Lulę, ale jak to chyba w dobrych kryminałach bywa, moje przypuszczenia się nie sprawdziły i spotkało mnie prawdziwe zaskoczenie. Jako, że ten gatunek tak bardzo mi się spodobał zaczęłam nawet oglądać seriale kryminalne! Czuję, że teraz fantastyka może się poczuć trochę zaniedbana przeze mnie właśnie na rzecz kolejnego kryminału ;)

Trzeba przyznać, że nie znałam pani Rowling od tej strony. Okazało się, że tak jak świetnie pisze fantastykę dla dzieci i młodzieży, tak również potrafi rewelacyjnie wypaść jako autorka kryminału. Każdy rozdział, każdy detal był bardzo dokładnie przemyślany i zaplanowany. Z pewnością pisanie tego gatunku książki wymaga niezwykłej skrupulatności i zaangażowania, aby nie wystąpiły żadne nieścisłości, więc jestem pod wrażeniem. Cieszę się, że "Wołanie kukułki" mnie nie zawiodło. Właściwie to nawet nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobre. Tym bardziej cieszę się, że to dopiero pierwszy tom serii z Cormoranem Strikiem w roli detektywa. Teraz nie mogę się wręcz doczekać aż będę mogła znowu zająć się kolejnym śledztwem. Zdecydowanie polecam!





niedziela, 13 stycznia 2013

45. Krąg- M.Strandberg, S.B.Elfgren

Tytuł: Krąg
Autorzy: Mats Strandberg, Sara Bergmark Elfgren
Trylogia: tom #1
Tytuł oryginału: Cirkeln
Język oryginału: szwedzki
Stron: 572
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ocena: 5/6, 8/10

"Krąg jest odpowiedzią"

Szkoła. Każdy nastolatek chce czy nie, do szkoły chodzić musi, a raczej powinien. Wydaje się, że szkoła powinna być miejscem przyjaznym i bezpiecznym, ale co by było gdyby to właśnie w szkole, panowało Zło i to w niej groziłoby Ci wielkie niebezpieczeństwo? Mimo wszystko żeby przeżyć i tak musiałbyś do niej chodzić, a nawet stawić czoła Złu razem z pięcioma nieznanymi ci wcześniej dziewczynami. Co być wtedy zrobił? Bo w takiej sytuacji znalazły się niepozorne nastolatki z miasteczka Engelfors.

Początek roku szkolnego dla uczniów liceum w szwedzkim miasteczku Engelfors wcale nie zapowiada się miło. Pierwszego dnia w szkole, Minoo, jedna z głównych bohaterek znajduje w opuszczonej toalecie zwłoki młodego chłopaka Eliasa. Wszystko wskazuje na to, że popełnił on samobójstwo, jednak jego przyjaciółka Linnea uważa inaczej. Od tego wydarzenia, sześć zupełnie nieznanych sobie dziewczyn: Minoo, Linnea, Vanessa, Ida, Anna-Karin i Rebecka muszą działać razem. Gdy na niebie pokazuje się czerwony księżyc, zostają przyciągane, by połączyć wspólnie siły i pokonać Zło. Razem mają potężną siłę, osobno ich moc na nic się nie przyda. Dlatego by zwyciężyć potrzebują działać razem i stworzyć krąg.

„W obliczu śmierci wszyscy jesteśmy samotni.” 

Odkąd w księgarni zobaczyłam "Krąg" stwierdziłam, że nie ma innej możliwości, tylko muszę mieć tą książkę. Dosłownie przyciągała mnie ta książka okładką i opisem fabuły. Dlatego bardzo się ucieszyłam gdy wreszcie mój własny egzemplarz trafił do mojej biblioteczki. Czym prędzej zabrałam się za czytanie i po kilku dniach skończyłam lekturę tejże książki. Od razu powiem, że na szczęście mój czytelniczy zmysł mnie nie zawiódł i dzieło Strandberg'a i Elfgren bardzo przypadło mi do gustu.

Akcja książki dzieje się w małym i niepozornym miasteczku w Szwecji. Podobała mi się ta mieścina ponieważ była klimatyczna i idealnie nadawała nam obraz sytuacji, w której są główne bohaterki.
Narracja podzielona jest na bohaterki. Raz możemy poczuć się w sytuacji Minoo, której najwięcej rozdziałów było poświęconych, a innym razem którejś z pozostałych dziewczyn.
Język w "Kręgu" jest przystępny i prosty, dialogi nie są skomplikowane, a całość wypada bardzo ciekawie. Najbardziej podobała mi się fabuła, która jest zupełnie inna od tych ze znanych młodzieżówek, i przebiega nieszablonowo, tak że często mnie zaskakiwała. Dużym plusem jest również, to że czytając zupełnie nie widać tego, żeby książkę pisały dwie osoby. Od razu wiadomo, że autorzy są zgodni co do historii i nie ma sytuacji w której byłyby jakieś nieścisłości.

"-My mamy wiedzę i środki. A co ty masz do zaoferowania?
Nicolaus spuszcza wzrok.
-Nic -mamrocze. -Z wyjątkiem swojego życia."


M.Strandberg i S.Elfgren
Zastanawiałam się czy nie za dużo bohaterek do samego kręgu zostało wprowadzonych, ponieważ było ich tyle, że na początku trochę się gubiłam. Moją ulubioną bohaterką była Rebecka, za to najmniej polubiłam Annę-Karin. Ta dziewczyna zdecydowanie działała mi na nerwy, kiedy były rozdziały o niej miałam ochotę je ominąć albo po prostu odłożyć książkę na bok. Niestety, ale potrafiła tylko narzekać i użalać się nad sobą. Kolejnym ważnym elementem w książce była kreacja bohaterów. Każda dziewczyna była swoim przeciwieństwem, różniły się one od siebie dosłownie wszystkim. Autorzy potrafili stworzyć postacie żywe i barwne, ich problemy wcale nie odbiegają od naszych, a ich wyjątkowość polega na tym, że posiadają nadprzyrodzone moce.

"Krąg" określa się mianem młodzieżowego thrillera. Czy nim jest? Owszem, znajdziemy tu całą masę zagadek i tajemnic do rozwiązania, na każdym kroku będziemy się zastanawiać kto jest mordercą i podejrzewać wiele osób, ale koniec i tak nas zaskoczy! Z czystym sumieniem tą książkę mogę polecić fanom tego gatunku, nie tylko młodzieży bo moim zdaniem może ona też zainteresować trochę starsze osoby, jeśli lubią paranormalne thrillery. Polecam.


W skład trylogii wchodzą:
Krąg ♦ Ogień ♦ Klucz


***
Przypominam jeszcze o konkursie, który będzie trwał już tylko do piątku (18.01) :)




wtorek, 14 sierpnia 2012

32. Siostra- Rosamund Lupton


Tytuł: Siostra
Autor: Rosamund Lupton
Tytuł oryginału: Sister
Stron: 319
Wydawnictwo: Świat Książki



 Pewnego ranka Beatrice-główna bohaterka książki Rosamund Lupton, dostaje telefon od swojej matki z wiadomością, że jej młodsza siostra Tess zaginęła. Kobieta pakuje swoje rzeczy i wyrusza do Londynu by odnaleźć swoją siostrę. Poszukiwania trwają w najlepsze i tym sposobem policja natrafia na Tess. Martwą. Władze orzekają samobójstwo dziewczyny. Wszyscy w to wierzą oprócz Bei. Jej siostra, zawsze ciesząca się życiem optymistka, nigdy nie targnęłaby się na swoje cenne życie. W ten oto sposób pewna swego Beatrice rozpoczyna śledztwo na własną rękę, za cel obiera sobie rozwikłanie zagadki śmierci jej ukochanej Tess. Nie wiedząc, że przy tym sama naraża swoje życie i zdrowie.

„Odrzyjmy wszystko z pozorów i dotrzyjmy do sedna. Miejmy emocje i przekonania, nie ukrywajmy ich za grzecznościowymi rozmówkami.”

Beatrice i Tess są jak woda i ogień. Starsza siostra jest osobą spokojną i ułożoną, natomiast dwudziestojednoletnia Tess jest jej znacznym przeciwieństwem, zawsze wesoła, optymistycznie nastawiona do życia dziewczyna z duszą artystki. Autorka bardzo dobrze wykreowała bohaterki, jako kochające się siostry. W całej książce najbardziej podobał mi się właśnie wątek siostrzany, ponieważ sposób w jaki pani Lupton przedstawiła wzajemne relacje między Beatrice a Tess jest niesamowity. Ja jestem jedynaczką, a właśnie dzięki tej książce bardzo żałuję, że nie mam rodzeństwa. Nić łącząca te dwie siostry była naprawdę ogromna. Tego im zazdrościłam. Podobała mi się postawa Bei, która była pewna, że jej siostra nigdy nie popełniłaby samobójstwa, nawet gdy jej rodzina pogodziła się z tym brutalnym wyrokiem. Ona zawzięcie walczyła o to by dowiedzieć się co tak naprawdę przydarzyło się Tess.


Książka jest napisana z perspektywy Beatrice, w formie listu do zmarłej siostry. Szczerze powiedziawszy pierwszy raz spotkałam się z taką formą, ale w "Siostrze" idealnie się to sprawdziło. List ten jest przepełniony mnóstwem emocji; bólem, tęsknotą ale także miłością. Dzięki niemu możemy dostrzec jak wiele łączyło siostry. Beatrice zdaje relacje z każdego dnia śledztwa, odkąd przybyła do mieszkania Tess by móc w czuć się w jej sytuację.

„Dlaczego piszę do Ciebie?(...) Po prostu muszę z Tobą rozmawiać. Mama powiedziała mi, że do czasu Twoich narodzin mówiłam niewiele, a gdy na świat przyszła moja siostrzyczka, buzia mi się nie zamykała. Nie chcę zamilknąć. Jeśli to zrobię, stracę jakąś część siebie. I będzie mi jej brakowało (…) Jest to monolog, ale taki, który mogę wygłosić tylko w Twojej obecności”

Rosamund Lupton napisała trzymający w napięciu thriller psychologiczny, dzięki  któremu nie mamy czasu na nudę. Razem z główną bohaterką prowadzimy śledztwo, podejrzewając każdego kogo spotkamy o straszną zbrodnię. Książka jest napisana w taki sposób, że samemu możemy domyślać się zakończenia, ale moje przewidywania wcale się nie sprawdziły. Książka jest zaskakująca, a styl pisania autorki jest wciągający. Podczas czytania krążyło we mnie wiele emocji od smutku i wzruszenia po napięcie i strach. Jeśli szukacie książki, która skłania do przemyśleń i refleksji nad zdrowiem, miłością  i życiem to idealnie trafiliście. Polecam ją przede wszystkim osobą lubiącym  thrillery i kryminały, ale również pozostałym czytelnikom, ponieważ jest to niezwykle poruszająca i mądra książka pokazująca jak ważne jest zdrowie i więzy rodzinne.

Ocena 4+/6