Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 października 2017

172. Podtrzymując wszechświat - Jennifer Niven


Tytuł: Podtrzymując wszechświat
Autor: Jennifer Niven
Stron: 402
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ocena: 5/6
Fragment powieści: LINK

Kilka miesięcy temu miałam okazję przeczytać "Wszystkie jasne miejsca", czyli poprzednią powieść autorki. Pamiętam, że wzbudziła ona we mnie całą masę uczuć, a po jej skończeniu miałam prawdziwego książkowego kaca i nie mogłam przestać myśleć o bohaterach, z którymi zdążyłam się zżyć. Gdy tylko dowiedziałam się o nowej powieści Jennifer Niven, oczywiście musiałam ją poznać. Czy była równie dobra jak poprzednia, albo może lepsza?

O Libby Strout słyszał prawie każdy. To była przecież "najgrubsza nastolatka w Ameryce", którą kiedyś wyniesiono z domu dźwigiem. Jednak oprócz jej ojca, nikt tak naprawdę nie zna Libby, ani nawet nie próbuje tego zmienić. Dziewczyna jest postrzegana jedynie poprzez pryzmat swojej wagi, a chyba nie ma nic bardziej krzywdzącego od tak powierzchownej oceny. Teraz Libby jest na dobrej drodze do zmiany swojego życia, a przede wszystkim ma już dość siedzenia zamknięta w czterech ścianach i postanawia wrócić do szkoły. To będzie dla niej prawdziwe wyzwanie.

Jack Masselin to chłopak, którego wszyscy znają i darzą sympatią. Na pozór wyluzowany i lekko arogancki nastolatek, który w głębi duszy skrywa pewien sekret. Cierpi on na rzadką chorobę mózgu zwaną prozopagnozją, której objawem jest niemożność rozpoznawania twarzy. Jack codziennie rano na nowo musi poznawać swoją twarz, a także bliskich mu osób. Jakby życie nastolatka nie było wystarczająco trudne, chłopak stara się jak może by nie wyróżniać się z tłumu i uchodzić za "normalnego", gdyż boi się tego, jak ludzie zareagowaliby na wieść o jego niespotykanej chorobie.

Ścieżki Libby i Jacka przetną się po raz kolejny za sprawą pewnej okrutnej zabawy. Co niektórym wydawało się śmieszne, stało się krzywdzące dla innych. Jednak to doświadczenie nauczy tę dwójkę kilku ważnych życiowych lekcji, a przede wszystkim pozwoli im odkryć prawdziwych siebie.

Najnowsza powieść Jennifer Niven jest zdecydowanie inna niż ostatnia, którą czytałam, jednak z obu można wynieść wiele dobrego. "Podtrzymując wszechświat" to na pozór kolejna książka młodzieżowa o nastolatkach z problemami, ale przecież jeśli czegokolwiek się z niej dowiedziałam, to właśnie tego by nie oceniać po pozorach. Jest to chyba najważniejsza lekcja, jaką każdy powinien poznać i wdrożyć w swoje życie. Bo ta historia to coś zdecydowanie więcej niż może się wydawać. Otworzyła nie tylko moje oczy, ale także serce. Przekonała mnie, że każdy ma swoją historię i rzeczy, z którymi się zmaga, ale nie zawsze decyduje się nimi dzielić, o czym powinniśmy pamiętać zanim kogoś zbyt pochopnie ocenimy.

Myślę, że największymi atutami tej książki są jej bohaterowie, a w szczególności Libby i Jack. Autorka postanowiła podzielić narrację pomiędzy nich, dzięki czemu możemy dokładnie wczuć się w ich sytuacje. Polubiłam ich oboje, jednak postać Libby skradła moje serce. Mimo młodego wieku wycierpiała wiele, a do tego na każdym kroku ludzie wytykają jej tuszę, jakby to właśnie ona ją definiowała. Libby oczywiście czuje się dotknięta obelgami, ale nie daje im wygrać. Zna swoją wartość i wie, że jeśli tylko chce, może osiągnąć wszystko o czym marzy. Taka postawa naprawdę skłoniła mnie do myślenia i pewnej zmiany poglądów.

"Podtrzymując wszechświat" to piękna historia o szukaniu siebie, ale także o szeroko pojętej akceptacji. Myślę, że gdyby więcej osób się z nią zapoznało i wzięło przykład z Libby Strout to świat byłby chociaż odrobinę lepszym miejscem. Bardzo Was zachęcam do lektury!

Za egzemplarz bardzo dziękuję Forever Young Books
(Wyd. Bukowy Las)

środa, 30 sierpnia 2017

171. Dżentelmen w Moskwie - Amor Towles (przedpremierowo)

Tytuł: Dżentelmen w Moskwie
Autor: Amor Towles
Stron: 524
Wydawnictwo: Znak Literanova

PREMIERA: 27 września 2017

Czasem mam ochotę sięgnąć po książkę, która jest innego gatunku niż mój zwyczajowy wybór. Obecnie w mojej biblioteczce króluje fantastyka oraz literatura młodzieżowa, przeplatana z kryminałami. Wcześniej próbowałam co nieco literatury klasycznej, ale nie przypadliśmy sobie do gustu, więc zaprzestałam starań. Jednak odkąd trafiłam w liceum na dzieła Dostojewskiego, zdecydowanie przepadłam, a jako, że akcja "Dżentelmena w Moskwie" dzieje się w Rosji, tak samo jak "Zbrodni i kary", która skradła moje serce, postanowiłam, że spróbuję i sprawdzę czy Towles również urzeknie mnie swoim dziełem.

Wszystko zaczęło się od jednego, z pozoru niewinnego wiersza. Hrabia Aleksander Rostow prowadzący dotąd życie pełne dostatku, mieszkający w jednym z najlepszych apartamentów w ekskluzywnym hotelu Metropol, musi zrezygnować ze wszystkich swoich wygód, przez jeden wiersz. Zostaje on dożywotnio skazany przez bolszewicki sąd, na zajęcie małego pokoiku na poddaszu tegoż hotelu. Rostow doskonale zdaje sobie sprawę, że od teraz wszystko może się dla niego skończyć - lub wręcz przeciwnie, z odpowiednim nastawieniem, przystosowawszy się do warunków, jego życie może się dopiero zacząć. Bohater zostaje pozbawiony wszystkiego, co do tej pory definiowało jego status, ale nikt nie jest w stanie odebrać mu bogactwa, które nosi w sobie.

"Dżentelmen w Moskwie", to niesamowita historia o człowieku, którego życie uległo nagłej zmianie o sto osiemdziesiąt stopni w ciągu kilku chwil. Hrabia próbuje na nowo próbuje wpleść do niego ład i porządek, podczas gdy za murami hotelu rozgrywają się historyczne momenty. Rostow jednak nie może sam ich doświadczyć będąc uwięzionym w hotelu. Nie może wyjść do teatru czy opery, ale stara się kontynuować pozostałe tradycje, chodząc raz w tygodniu o wyznaczonej porze do fryzjera, pojawiać się w hotelowej wykwintnej restauracji, a także rozwinąć znajomości z personelem. Mimo, że utracił wiele i odebrano mu wolność, hrabia pozostaje człowiekiem pokornym i dobrym, a do tego jest prawdziwym dżentelmenem, dla którego honorowe zachowanie jest w życiu kluczowe. Mogłoby się wydawać, że nic go już nie zaskoczy, do czasu gdy poznaje pewną dziewczynkę, dzięki której jego życie znowu zostanie wywrócone do góry nogami.

Książkę Towlesa czytałam z zapartym tchem, od samego początku. Dzięki niej dowiedziałam się nieco więcej o historii Rosji, bo mimo, że bohater był zamknięty w hotelu to wydarzenia rozgrywające się poza nim, miały znaczny wpływ na funkcjonowanie hotelu i jego mieszkańców. Akcja rozgrywa się na przestrzeni ponad trzydziestu lat, a więc czytelnik ma wgląd w wielką część życia bohatera i należy tutaj zaznaczyć, że przez cały ten czas postać hrabiego stawała się mi coraz bliższa, tak jak reszta wspaniałych bohaterów powieści, których poznał.

Jestem urzeczona lekturą "Dżentelmena w Moskwie" i bardzo się cieszę, że dałam jej szansę się porwać. Jest to książka obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli historii, szczególnie Rosji, a także dla osób ceniących sobie literaturę z przesłaniem, która skłania do myślenia. Dla mnie była to lektura pełna emocji, w której radosne momenty przeplatały się z wielkim wzruszeniem, a więc na pewno długo o niej nie zapomnę. Polecam!

Za możliwość przedpremierowej lektury 
dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

środa, 21 czerwca 2017

168. Królestwo Kanciarzy - Leigh Bardugo


Tytuł: Królestwo Kanciarzy
Autor: Leigh Bardugo
Seria: Szóstka Wron #2
Stron: 579
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 7/10

"Strach jest jak feniks: choćbyś tysiąc razy widziała jak spłonął, zawsze wróci."

Od premiery "Szóstki Wron" zauważyłam, że z książkami Leigh Bardugo niektórzy mają mały problem i nawet najbardziej pozytywne recenzje nie potrafią ich przekonać do poznania jej nowej serii. Wiem też, że jest bardzo wiele osób, które pokochały jej twórczość i zawzięcie czytają wszystko co wyjdzie spod jej pióra. Próbuję się jakoś przyporządkować do którejś z grup, ale wydaje mi się, że w tym przypadku nic nie jest tylko czarne i białe. Przede wszystkim znam tylko tą serię Bardugo, natomiast Trylogii "Grisza" jeszcze nie czytałam, chociaż zdecydowanie jestem skłonna dać jej szansę. Dzisiaj jestem po lekturze drugiego tomu "Szóstki Wron" i muszę przyznać, że ten tom był chyba nawet lepszy od pierwszego.

Po dokonaniu niemożliwego, Kaz Brekker i jego ekipa powinni świętować swój sukces z milionami kruge w kieszeni. Niestety mimo tego, że ich akcja w Lodowym Dworze się udała, zostali oszukani przez swojego zleceniodawcę Jana Van Ecka. Zostali bez funduszy, osłabieni jako drużyna i do tego w dużym niebezpieczeństwie. Tym razem chodzi o coś dużo ważniejszego niż pieniądze, w grę wchodzą życia ludzi i niedokończone porachunki. Wrony muszą trzymać się razem, ale czy uda im się dokonać zemsty i odzyskać to, co do nich należy?

Wydawało mi się, że "Szóstka Wron" nie powinna mieć kontynuacji, ponieważ historia jaką przedstawiła autorka, spokojnie mogłaby się skończyć na jednym tomie. Jednakże zakończenie jakie wymyśliła Bardugo nie pozostawiało złudzeń- musi być coś więcej. Myśląc o tym teraz, dochodzę do wniosku, że to był dobry manewr, ponieważ autorka miała jeszcze sporo do przekazania o Wronach. Ten tom podobał mi się chyba bardziej, dlatego, że poznani przeze mnie bohaterowie w "Szóstce Wron", tutaj mieli jeszcze dużo do zaoferowania. Trzeba przyznać, że postaci jest tutaj sporo, ale na szczęście każdy z nich ma po kilka swoich rozdziałów, a więc udało mi się poznać ich jeszcze lepiej.

Cieszę się, że moje obawy o to, że "Królestwo Kanciarzy" będzie naciągane, się nie spełniły. Leigh Bardugo po raz kolejny stworzyła przemyślaną i spójną historię, która naprawdę wciąga do swojego świata. Jak zwykle byłam zachwycona kreacją bohaterów, ale na uwagę zasługuje tu również język i styl autorki, która odpowiednio dozowała dawkę humoru i sarkazmu, pomiędzy smutnymi momentami, które przecież nieustannie towarzyszyły bohaterom.

Podsumowując, swoją przygodę z duologią Szóstka Wron uważam za udaną. Zdecydowanie była ona pełna wrażeń i przeróżnych emocji, a przecież o to właśnie w literaturze chodzi. Jeśli szukacie dobrej lektury, która zapewni Wam porządną rozrywkę, to zapewniam, że Szóstka Wron to zrobi. Polecam serdecznie, a mi pozostaje już tylko zabranie się za trylogię Grisza, co na pewno poczynię.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG

wtorek, 7 marca 2017

166. Zakazane życzenie - Jessica Khoury


Tytuł: Zakazane życzenie
Autor: Jessica Khoury
Stron: 376
Wydawnictwo: SQN
Ocena: 7/10

"Nie można wybrać swojego losu, ale można wybrać, kim staniemy się za jego sprawą."

Jako dziecko uwielbiałam wszelkiego rodzaju baśnie i opowiadania. Jedną z moich ulubionych była "Baśń Tysiąca i jednej nocy", dlatego wiedziałam, że muszę dostać w swoje ręce "Zakazane życzenie", które jest historią Aladyna opowiedzianą na nowo. Zapowiadała się prawdziwa uczta wyobraźni dla takiego mola książkowego jak ja!

Znany złodziejaszek Aladyn otrzymuje misję do wykonania. Ma wykraść pewien wyjątkowy pierścień z rąk księcia, ale nie spodziewa się, że moc owego przedmiotu doprowadzi go do jeszcze cenniejszej zdobyczy. Od wieków wśród mieszkańców Parthenii krążyły pogłoski o lampie i uwięzionym w niej dżinie, jednak nikt łącznie z Aladynem nie dawał temu wiary. Było tak do momentu, gdy ów chłopak odnalazł lampę wraz z dżinem, który obiecał spełnić jego trzy życzenia.

W powieści Khoury dżinem jest kobieta - Zahra, która pięćset lat temu zdradziła swoją ludzką przyjaciółkę Roszanę i po latach więzienia w lampie, nareszcie zostaje przywołana przez Aladyna. Teraz pozostaje jej tylko czekać aż chłopak wypowie trzy życzenia i z powrotem wyląduje w magicznym naczyniu. Jednakże gdy wielki król wszystkich dżinów Nardukha dowiaduje się o uwolnieniu Zahry, proponuje jej układ nie do odrzucenia. Dziewczyna ma uwolnić jego syna Zhiana z pałacu, a w zamian odzyska wolność. Stawka jest olbrzymia, zwłaszcza, że niewywiązanie się z umowy oznacza dla mieszkańców Parthenii i samego Aladyna zagładę. Czy Zahrze uda się uwolnić Zhiana i ochronić mieszkańców przed gniewem samego Szajtana?

Chciałabym przede wszystkim wyrazić swój zachwyt nad okładką tej książki, gdyż niewątpliwie jest to jedna z piękniejszych jakie posiadam w swojej biblioteczce. Cudowna oprawa i złote zdobienia od razu przyciągnęły mój wzrok. Nie inaczej było z samą treścią książki, która okazała się być niesamowitą przygodą w baśniowym klimacie. Był to dla mnie powrót do przeszłości, ale oczywiście w zmienionej formie co odebrałam bardzo pozytywnie. Podobał mi się styl autorki, która w plastyczny sposób przedstawiła magiczny świat Aladyna. Narratorem powieści nie był jednak on, ale dżin, co również było ciekawym zabiegiem. Bohaterów polubiłam od razu, nie tylko znanego mi już księcia złodziei, ale również Zahrę, która mimo tego, że w swoim długim życiu popełnia kilka błędów, za które słono zapłaciła, to nadal pozostała odważną, silną i przede wszystkim zdolną do uczuć kobietą-dżinem.

"Zakazane życzenie" to świetny retelling "Baśni tysiąca i jednej nocy", który urzekł mnie od samego początku. Autorka miała ciekawy pomysł na odnowienie tej wspaniałej baśni i moim zdaniem bardzo dobrze jej to wyszło. Książka o nieustannie toczącej się walce dobra ze złem, sile przyjaźni, a także miłości - chociażby tej zakazanej. Lektura "Zakazanego życzenia" to była dla mnie prawdziwa przyjemność i mam nadzieję, że w Waszym przypadku będzie tak samo. Gorąco polecam!

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu SQN

sobota, 25 czerwca 2016

157. Ból za ból - Jenny Han & Siobhan Vivian

Tytuł: Ból za ból Autorki: Jenny Han i Siobhan Vivian
Stron: 352 Seria: #1 Wydawnictwo: Feeria young

Swego czasu sporo naczytałam się pozytywnych opinii na temat książek Jenny Han. Rok temu nawet kupiłam dwa tytuły autorki, jednak nie miałam jeszcze okazji się za nie zabrać, ale za to natrafiłam na "Ból za ból", książkę którą Han napisała w duecie z Siobhan Vivian, wydaną przez Feerię young. Oczekiwałam lekkiej i przyjemnej lektury, w wakacyjnym klimacie i właśnie to dostałam co oznacza, że swoje pierwsze spotkanie z twórczością autorek uważam za bardzo udane!

Życie na wyspie Jar ma swoje uroki, ale niestety dla niektórych jej mieszkańców wcale przyjemne nie jest...
Kat mieszka na wyspie od zawsze. Za dziecka miała dwie dobre przyjaciółki Rennie i Lillię, z którymi była nierozłączna. Niestety po czasie, Rennie okazała się fałszywą przyjaciółką i Kat została odsunięta od grupy. Od tamtej pory stała się wręcz outsiderką, natomiast Rennie i Lillia stoją u szczytu szkolnej elity. 
Mary na wyspie nigdy nie mieszkała, ale za to uczęszczała do lokalnej szkoły. Odkąd poznała Reeva, w jej życiu nastąpiło pasmo nieszczęść. Jej życie zostało praktycznie zrujnowane, ale teraz po latach dziewczyna wraca na wyspę, by zmierzyć się ze swoim oprawcą. 
Lillia natomiast jest przekonana, że gwiazda szkolnej drużyny Alex, kręci się wokół jej młodszej siostry, co według niej, jest zdecydowanie nie w porządku. Trzy dziewczyny mające jedno pragnienie - na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy je zawiedli i skrzywdzili. 

"Ból za ból" to swego rodzaju książka ku przestrodze. Pokazuje nie tylko jak trudne może być życie dorastających nastolatków i z jakimi problemami czasem idzie im się mierzyć, ale także uzmysławia, że zemsta niekoniecznie jest tym co w danej sytuacji pomoże. Głównymi bohaterkami książki są trzy skrzywdzone dziewczyny, każda w innym stopniu. Mimo, że największa krzywda spotkała Mary, to nie ona wpada na pomysł żeby dokonać zemsty, tylko Kat, która ma dość bezczynnego siedzenia i czekania aż karma zrobi swoje. I tak właśnie, za jej sprawą dziewczyny pod osłoną nocy, tak by nikt ich nie podejrzewał, spotykają się i knują swoją zemstę.

Lubię takie niezobowiązujące i lekkie książki. Ta podobała mi się szczególnie dlatego, że miała letni klimat, wszystko działo się na wyspie i czytając ją czułam się jakbym była tam na wakacjach. Wyspa Jar była tylko tłem dla historii, gdyż najważniejsze były rewelacje z życia głównych bohaterek. Podobało mi się, że narracja była prowadzona właśnie z ich punktu widzenia po kolei, a więc autorki dały wgląd w myśli Lilli, Kat i Mary, co było bardzo dobrym posunięciem ze względu na to, że mogłam poznać historię każdej z nich. Mimo, że nie popieram tego typu zachowań i sama bym się nie posunęła do tego co zrobiły dziewczyny, to uważam, że "Ból za ból" może pomóc komuś podjąć decyzje zanim zrobi coś głupiego i nieodpowiedzialnego. Jest to dopiero pierwsza część serii, a zakończenie pozostawiło po sobie wiele pytań, dlatego nie wiadomo jeszcze jak dalej rozwinie się sytuacja dziewczyn, a ja jestem tego bardzo ciekawa!

Świetne wykreowane postaci, lekki, a zarazem tajemniczy klimat to właśnie atuty tej książki. Duet Han & Vivian wyszedł naprawdę dobrze i aż jestem zdziwiona, że pisanie w parze wyszło autorkom tak ciekawie. Akcja była spójna, styl autorek również nie odbiegał od siebie i wcale nie miało się wrażenia jakoby książkę pisały dwie osoby. Zdecydowanie polecam na te ciepłe, wakacyjne dni, które są już przed nami, ja natomiast będę wyczekiwać drugiego tomu.

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Feeria young! :)

piątek, 22 kwietnia 2016

154. Remedium - Suzanne Young

Tytuł: Remedium Autor: Suzanne Young Stron: 430
Seria: Program cz. 0 Wydawnictwo: Feeria young 

We wrześniu poprzedniego roku swoją premierę miała pierwsza część cyklu "Program", o tytule "Plaga samobójców". Zewsząd napływały do mnie jej pozytywne opinie i zachęcające do czytania recenzje. W tamtym czasie, niestety nie skusiłam się na lekturę, jednak cały czas mam ją w planach. W tym miesiącu w Polsce ukazał się zerowy tom z serii, czyli opisujący wydarzenia poprzedzające historię z tomu pierwszego. Zrobiłam pewne rozeznanie w tej kwestii i zdecydowałam, że mogę bez obaw przystąpić do lektury "Remedium" bez znajomości sequela. Wydaje mi się, że miałam rację.

Quinlan McKee wiedzie nietypowe życie pracując jako sobowtór. Jej zadaniem jest pomoc rodzinom, które w ostatnim czasie straciły kogoś ukochanego i nie potrafią się z tym pogodzić. Wtedy do akcji wkracza Quinlan, która wedle zlecenia tymczasowo przejmuje rolę denata. Najpierw uważnie studiuje wszystkie dostępne informacje o danej osobie i na określony czas przeistacza się w nią. W ten sposób niesie pocieszenie rodzinie zmarłej i pomaga im domknąć proces żałoby. Dziewczyna jest w tym bardzo dobra, można nawet powiedzieć, że jest wzorowym sobowtórem, dlatego częste kontrakty nie są dla niej niczym nowym. Warunek jest tylko jeden - nie może się angażować emocjonalnie. Niestety natłok kontraktów i inne czynniki, wpływają na jej następne zlecenie. Tym razem Quinn wciela się w nastoletnią Catalinę Barnes, która wiodła fantastyczne życie. Dla sobowtórów, takich jak Quinlan, najciężej jest nie utracić swojej tożsamości, a w przypadku obecnego zlecenia, coraz trudniej jest jej określić co jest prawdą, a co złudzeniem. Na domiar złego, okazuje się, że śmierć Cataliny mogła wynikać z epidemii...

Zasiadając do "Remedium" nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Z jednej strony miałam świadomość, że seria Suzanne Young zbierała wśród czytelników same pochlebne opinie, jednak ta książka opowiada wydarzenia sprzed Programu, a więc była dla mnie prawdziwą zagadką. Postanowiłam po nią sięgnąć, ponieważ stwierdziłam, że skoro jest to prequel i historia zupełnie innych bohaterów niż w "Pladze samobójców" i "Kuracji..." to się nie pogubię. Tak właśnie było i na szczęście nie miałam żadnych problemów z wdrożeniem się do tego świata. Autorka bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie oryginalnością swoich pomysłów, które chociaż na początku wydawały mi się dziwne, to później tak się wciągnęłam, że nie mogłam oderwać się od lektury.

Być może w jakiś sposób na tym tracę, że przeczytałam ją nie znając części pierwszej i drugiej, ale mogę śmiało stwierdzić, że nawet mimo tego, "Remedium" bardzo mi się podobało. Bohaterowie wykreowani przez panią Young, a w szczególności Quinlan McKee czyli główna postać żeńska, mieli złożone osobowości i przede wszystkim niezwykłą pracę, która powszechnie cieszyła się złą sławą. Nikt nie lubi ludzi podszywających się pod innych, bo przecież każdy chce się czuć niezastąpiony, natomiast zawód sobowtóra w pewien sposób temu przeczy. Quinn będąc w tym tak dobra, często musiała przez to cierpieć, jednak koniec końców dziewczyna czerpała satysfakcję z niesienia pomocy innym, co wynagradzało jej niektóre przykre sytuacje.

Autorka w książce porusza trudne tematy, mamy tu bowiem do czynienia nie tylko ze śmiercią, ale także całym procesem żałoby po stracie i godzeniem się z nią. Oprócz tego pojawiają się wątki odnajdywania swojej tożsamości, a także pierwszych miłości i wszystkich komplikacji z niej wynikających. Osobiście z wielką ciekawością śledziłam losy Quinlan, a po zakończeniu i cliffhangerze w jakim zostawiła czytelnika autorka, nie mogę uwierzyć, że nie poznam dalszej części wydarzeń, zważywszy na to, że w "Pladze samobójców" występują inni bohaterowie. Nie przedłużając, książkę zdecydowanie polecam, nawet tym którzy tak jak ja, nie czytali pierwszej i drugiej części, gdyż ja się doskonale we wszystkim odnalazłam. Teraz pozostaje mi tylko nadrobić następne tomy, mając nadzieję, że będą równie dobre jak "Remedium". 

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Feeria young! :)

niedziela, 20 marca 2016

152. Zdrada - Marie Rutkoski

Tytuł: Zdrada Autor: Marie Rutkoski Seria: Niezwyciężona #2
Stron: 405 Wydawnictwo: Feeria young

Pierwsza część serii Niezwyciężona podbiła moje serce. Podobało mi się w niej wszystko, począwszy od cudownej szaty graficznej po niesamowicie wciągającą historię, od której ciężko mi było się oderwać. Finał "Pojedynku" zostawił po sobie wielki niedosyt, przez który nie mogłam się doczekać premiery kolejnej części. Dzisiaj nareszcie miałam okazję poznać dalsze losy Kestrel i Arina, które w żadnym wypadku nie zawodzą.

Kestrel w oczach ojca generała Trajana, zawsze była ukochaną córką, ale niestety po ukończeniu pewnego wieku, przestała spełniać jego oczekiwania. Miała iść do wojska i dowodzić armią po ojcu, jednak świat walki i podejmowania trudnych decyzji o wysyłaniu żołnierzy na front, nie był dla niej. Ostatnimi czasy jej życie uległo zmianie, poznała herrańskiego niewolnika Arina, którego z wzajemnością darzyła uczuciem i mimo jego zdrady, nadal zajmuje on ważne miejsce w jej sercu. Kestrel aby ratować herrańczyków przed zagładą ze strony imperatora, postanawia pójść z cesarzem na układ. Niestety będzie on od niej wymagał poświęcenia i wielkiej ostrożności. Dziewczyna godzi się zostać synową cesarza, jednak życie na dworze okaże się dla niej trudniejsze niż myślała. Czy decyzja, którą podjęła była słuszna i czy Arin kiedykolwiek dowie się jakie motywy nią wtedy kierowały?

"Zdrada" bez wątpienia różni się od pierwszej części, gdyż tym razem towarzyszymy Kestrel w pałacu imperatora. Dziewczyną targają sprzeczne emocje, nie jest pewna czy podjęła słuszne decyzje, ani co tak naprawdę może zrobić aby pomóc obywatelom Herranu. Nie popiera ona zachowania imperatora, który rządzi bezwzględnie i idzie do celu po trupach. Tytuł tej części jest nieprzypadkowy, mimo, że w oryginale brzmi on Zbrodnia, to zmiana ta jest uzasadniona, ponieważ w tej części możecie się spodziewać licznych zdrad, nawet po osobach, które darzycie dużym zaufaniem. Od samego początku widać, że tutaj akcja idzie w innym kierunku. Kestrel na poważnie zaczyna zajmować się polityką, i mimo wielkiego niebezpieczeństwa angażuje się w różne intrygi. Wszystko robi po to, aby pomóc innym i ograniczyć zło, które wyrządza imperator. 

Koniec spotkań przy filiżance herbaty i ploteczek o damach z dworu. Tym razem Kestrel bierze sprawy w swoje ręce i nie zamierza siedzieć bezczynnie gdy inni ludzie cierpią. "Zdrada" to część poważniejsza, poruszająca większe problemy niż "Pojedynek". Nawet uczucie Kestrel i Arina zostaje odepchnięte na dalszy plan, chociaż zawirowań nie brakuje. Mimo wszystko w pierwszej części uwielbiałam wątek tej dwójki i tutaj bardzo mi go brakowało. Arin zostaje gubernatorem Herranu, a co za tym idzie spływają na niego różne obowiązki, a sama Kestrel oprócz oczywistych problemów, które stara się rozwiązać w sposób pokojowy, musi przygotować się do zaślubin z księciem Vereksem. Sytuacja tragiczna dla wszystkich czytelników, którzy od początku kibicowali Kestrel i Arinowi. Dwa silne i niezależne charaktery zaplątane w uczucie, które nigdy nie powinno się zdarzyć, znowu napotykają na swojej drodze komplikacje. Mam nadzieję, że w trzecim tomie sytuacja między nimi się wyjaśni, bo ja nie widzę innej możliwości. 

Marie Rutkoski po raz kolejny zaskakuje i zasypuje czytelnika emocjonującymi zdarzeniami. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tej książce, ani co autorka postanowi zgotować bohaterom, ale zostałam pozytywnie zaskoczona. Zakończenie oczywiście zostawiło mnie w wielkim szoku, ale nie tylko ono, gdyż właściwie przez całą książkę autorka wplatała niespodziewane zwroty akcji. "Zdrada" to świetna kontynuacja, która utrzymuje poziom poprzedniej części. Nie mogę się już doczekać ostatniego tomu, a Was zachęcam do lektury tej serii, jeśli jeszcze jej nie znacie.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Feeria young!

piątek, 19 lutego 2016

149. Kamień i sól - Victoria Scott

Tytuł: Kamień i sól Autor: Victoria Scott Seria: tom #2
Stron: 365 Wydawnictwo: IUVI

Do dziś pamiętam jak bardzo podobała mi się pierwsza część serii Victorii Scott czyli "Ogień i woda". Książka o młodej dziewczynie, która by uratować swojego brata, postanawia wziąć udział w Piekielnym Wyścigu i zawalczyć o lek dla niego. W tej części przed bohaterami stoją jeszcze dwie próby, co dla mnie oznaczało, że czekają mnie godziny napięcia i świetnej rozrywki! 

Telli udało się dotrzeć do kolejnego etapu Wyścigu. Sukcesem ukończyła dwa ekosystemy, jakimi była dżungla oraz pustynia. Podczas rozgrywek dziewczyna zdobyła przyjaźń nie tylko wielu pandor, ale także uczestników. Należą do nich Guy, Harper, Olivia i Jaxon, z którymi postanawia się sprzymierzyć. Tym razem przed nimi nowe wyzwania i niebezpieczeństwa. Uczestnicy będą musieli zmierzyć się z przeszkodami nie tylko tymi na lądzie, ale także na morzu i górach. W Wyścigu wzięło udział stu dwudziestu dwóch uczestników, na tym etapie jest ich zaledwie czterdziestu. Zwycięzca może być tylko jeden, ale czy będzie nim Tella?

Seria Vicotrii Scott przypadła mi do gustu od samego początku. Wydawać by się mogło, że historii podobnych do niej na rynku wydawniczym jest wiele, ale nie jest to do końca prawda. Scott może i miała podobne pomysły, ale widać, że w swoich książkach idzie własnymi ścieżkami i stara się unikać schematów. W pierwszej części największym zaskoczeniem jak i pozytywem były pandory, czyli genetycznie zmodyfikowane zwierzęta, który miały za zadanie pomagać uczestnikom w wygranej. Tutaj również ich rola była ta sama, ale dodatkowo dla Telli stały się prawdziwymi sprzymierzeńcami i kimś w rodzaju przyjaciół. Niestety organizatorzy Wyścigu nie dali zapomnieć uczestnikom, że pandory to zwierzęta stworzone przez nich, a co za tym idzie, mogą bezkarnie je wykorzystywać do swoich okrutnych rozgrywek. Przez to nie raz, zwierzęta te były krzywdzone i wystawiane na potworne cierpienia. Ciężko się to czytało i jak zwykle gdy chodzi o przemoc na zwierzętach, było to dla mnie szokujące i zarazem łamiące serce. 

W tym tomie autorka skupiła się również na ukazaniu przemiany głównej bohaterki i nie sposób było tego nie zauważyć, gdyż sama Tella co rusz powtarzała, że już nie jest tą samą, strachliwą dziewczyną co kiedyś. Trzeba jej to przyznać, że stała się dużo odważniejsza i zaczęła sama podejmować niektóre decyzje, a co za tym idzie przestała polegać tak bardzo na Guy'u. Co do tego bohatera, to polubiłam go już przy okazji "Ognia i wody", a teraz utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to świetny chłopak. Momentami było mi go szkoda, bo Tella stawiając na swoją samodzielność, przestała liczyć się z jego zdaniem i w moich odczuciach czasem było to dosyć krzywdzące wobec niego. Z wszystkich bohaterów to właśnie tę parę polubiłam najbardziej, jednak pozostałym też niczego nie brakuje. Idealnym uzupełnieniem ich charakterów są oczywiście pandory, których nie sposób nie polubić. 

Zastanawia mnie teraz czy "Kamień i sól" to już ostatnia część z serii, gdyż nigdzie nie mogę znaleźć informacji o tym, aby miała powstać kontynuacja. Zakończenie sugeruje, że to jeszcze nie jest definitywny koniec i zostawia otwartą bramkę na nowe losy Telli. Przyznam, że gdyby miałby to być ostatni tom, to byłabym zawiedziona, gdyż tak naprawdę nadal pewne sprawy i wątki są nierozwiązane. Byłoby szkoda pozostawić akcję w takim momencie i nie dopisać dalszej części wydarzeń. Jednak jako kontynuacja jest to książka, która zdecydowanie utrzymała poziom poprzedniczki i jest to tak samo trzymający w napięciu, dobry kawałek literatury dla młodzieży.

"Kamień i sól" to bardzo dobra kontynuacja, która zaskakuje i momentami ściska za gardło czytelnika. Serię Victorii Scott szczerze polecam, zwłaszcza, że autorce udaje się cały czas utrzymać postawioną wysoko poprzeczkę, a w kontynuacji udowadnia tylko, że ciekawych pomysłów ma jeszcze wiele w zanadrzu. Teraz pozostaje mi tylko trzymać kciuki abyśmy doczekali się trzeciej części, gdyż nie wyobrażam sobie, żeby historia Telli miała skończyć się w takim momencie. Polecam!

1. Ogień i woda 2. Kamień i sól

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu IUVI!

sobota, 5 grudnia 2015

143. Szklany Tron - Sarah J. Maas

Tytuł: Szklany Tron Autor: Sarah J. Maas
Seria: Szklany Tron #1 Stron: 512 Wydawnictwo: Uroboros

Seria Szklany Tron kilka lat temu szturmem podbiła rynek wydawniczy. Mówiono i pisano o niej wszędzie, w dużej mierze były to opinie pozytywne. Dziwnym trafem ten cały szum wokół niej mnie ominął. Osobiście uważam, że to bardzo dobrze, ponieważ nie przepadam czytać książek wtedy gdy jest o nich głośno, chociaż często mi się to zdarza. Tym razem poczekałam aż emocje opadły i dopiero wtedy bez żadnej presji zabrałam się za lekturę. 

Celaena Sardothien jest najniebezpieczniejszą zabójczynią Adarlanu. Przez jedno potknięcie trafia za karę do kopalni soli w Endovier, gdzie przesiadują najgroźniejsi przestępcy. Nikt nie przeżywa tam dłużej niż kilka miesięcy. Wyjątkiem jest Celaena, która spędza w kopalni rok, do czasu gdy w zjawia się tam nikt inny jak następca tronu- książę Dorian aby zaproponować jej pewien układ. Dziewczyna w zamian za objęcie stanowiska Obrończyni króla, po czterech latach służby może odzyskać utraconą wolność. Jest jednak pewien haczyk. Żeby zostać Królewską Obrończynią Celaena musi najpierw wygrać turniej, w którym zmierzy się z innymi niebezpiecznymi zabójcami. 

Jak pewnie wiecie z własnego doświadczenia, często książki, wokół których jest bardzo głośno przez pewien czas, nie zawsze na tę uwagę zasługują. Czasami okazują się dobre, jednak nasze wyobrażenie i nadzieje na temat książki okazują się być zbyt wygórowane, co niestety w ostateczności sprawia nam lekki zawód. Właśnie tak miałam ze "Szklanym Tronem", po którym spodziewałam się nie wiadomo czego, bo w końcu te wszystkie zachwyty nie mogły okazać się zupełnie bezpodstawne, prawda? Oczywiście książka jest dobra i historia Celaeny bardzo mi się spodobała, chociaż tak jak wcześniej pisałam, oczekiwałam od niej czegoś znacznie więcej. Trochę się przeliczyłam, ale jestem już niestety do tego przyzwyczajona. 

Za to fabuła "Szklanego Tronu" okazała się być całkiem niebanalna. Podobało mi się, że bohaterka jest silną kobietą, której nic nie jest straszne. Chociaż tutaj znowu mając swoje wyobrażenie zabójczyni zanim przeczytałam książkę, spodziewałam się, że Celaena będzie trochę bardziej bezwzględna i okrutna jak na najsłynniejszą zabójczynię w królestwie przystało. Poza tym wystarczy spojrzeć na okładkę, na której dziewczyna wygląda na taką, z którą lepiej nie zadzierać, a w książce miałam wrażenie, że charakter Sardothien ma się nijak do jej "zawodu". Jak na te wszystkie historie, które mieszkańcy królestwa o niej słyszeli, spodziewałam się trochę innej postawy bohaterki. Ważną rolę odgrywają również postaci męskie, szczególnie książę Dorian i kapitan Chaol. Zapowiada się interesujący trójkąt miłosny, którego rozwinięcia jestem naprawdę ciekawa.  

"Szklany Tron" mimo, że nie dorównał moim oczekiwaniom, przypadł mi do gustu. Jest to historia idealna dla fanów fantasy, którzy lubią powieści o silnych bohaterkach zdanych wyłącznie na siebie w świecie pełnym zła. Książkę czyta się szybko, a do tego trzyma w napięciu, tak że nawet nie zauważamy mijającego czasu podczas lektury. Polecam!

1. Szklany tron 2. Korona w mroku 3. Dziedzictwo ognia

środa, 18 listopada 2015

141. PREMIEROWO: Pojedynek - Marie Rutkoski

Tytuł: Pojedynek Autor: Marie Rutkoski
Stron: 379 Seria: Niezwyciężona #1 Wydawnictwo: Feeria young
Premiera: 18.11.15

O serii Niezwyciężona słyszałam już dawno temu, na zagranicznym booktubie. Jaką mi wszyscy narobili na nią ochotę, to nie macie pojęcia. Szczególnie, że przed oczyma miałam cały czas tę piękną okładkę, obok której nie można było przejść obojętnie. Wyobraźcie sobie moją radość gdy dowiedziałam się, że zostanie ona wydana w Polsce. Była to dla mnie dosłownie lektura obowiązkowa, którą jak najprędzej chciałam przeczytać.

Kestrel jest córką jednego z najpotężniejszych ludzi w Valorii- generała Trajana. Dziewczyna wiedzie dostatnie życie, w którym niczego jej nie brakuje. Jednak ojciec ma wobec niej wymagania, które prędzej czy później zmuszą Kestrel do dokonania wyboru- zaciągnąć się do armii, albo wyjść za mąż. Żadna z opcji nie wydaje się być dla dziewczyny kusząca, tym bardziej, że zdaje sobie ona sprawę z własnych, delikatnie mówiąc, niewybitnych umiejętności walki. Druga opcja w tej chwili również nie wydaje się być dla niej spełnieniem marzeń. Pewnego dnia, będąc w mieście z przyjaciółką, dziewczyny przez przypadek trafiają na targ niewolników. Kestrel, nie mogąc przepchnąć się przez tłum zostaje zmuszona obejrzeć licytację do końca. Tam zauważa niewolnika, którego licytator za wszelką cenę próbuje pokazać w najlepszym świetle, ale nawet mimo tego, nikt nie jest skłonny go kupić. Gdy okazuje się, że ten butny i śmiały chłopak jest kowalem i potrafi śpiewać, dziewczyna pod wpływem impulsu zgłasza się do licytacji. Od tej pory życie jej i Kowala staje się nierozerwalnie połączone. 

W życiu się nie spodziewałam, że ta książka aż tak mi się spodoba! Uwielbiam wszelkiego rodzaju fantastykę, ale jak jeszcze dojdą do tego bale i arystokratyczne rozgrywki w tle, to już po mnie. Fabuła "Pojedynku" okazała się być jeszcze lepsza niż sądziłam. Autorka nie opiera się na znanych schematach i co chwile zaskakuje czytelnika. Bardzo mi się podobał jej pomysł na tę książkę i to w jaki sposób go przedstawiła. Cała akcja opiera się na przekleństwie zwycięzcy i jest to równocześnie dosłowne tłumaczenie tytułu tej powieści. Termin w czysto ekonomiczny aspekcie, jak wyjaśnia Rutkoski, opiera się na koncepcji wygrania i przegrania w tym samym czasie. Dotyczy to oczywiście głównej bohaterki, która wygrywa na aukcji Kowala, płacąc za niego wielką sumę, więc jednocześnie na tym traci. Ale tak naprawdę w tamtym momencie, Kestrel jeszcze nie wie jak to się dla niej skończy. Czy będzie to dla niej przekleństwo, czy może wybawienie?

Mocną stroną książki, oprócz niesamowicie wciągającej fabuły są bohaterowie, a samą Kestrel polubiłam od razu. Należy ona do osób mądrych, walecznych i pewnych swoich racji. Zdecydowanie nie jest ona postacią o płaskiej osobowości, które często można spotkać w książkach młodzieżowych, a jej strategiczny umysł wybija się na ich tle. Jeśli zaś chodzi o pewnego lekko aroganckiego bohatera, którego dziewczyna poznaje jako niewolnika imieniem Arin, to również jestem nim od samego początku niezmiernie zaintrygowana. Mamy tu prawdziwy wachlarz przeróżnych postaci, także drugoplanowych. Jedną z nich jest przyjaciółka Kestrel- Jess, która jest przedstawiona jako prawdziwa arystokratyczna dama, uwielbiające bale i wszystkie uroczystości, na które ma okazję włożyć elegancką suknię. Każdy z charakterów jest dopracowany i wnosi coś do treści.

W "Pojedynku" ważną rolę odgrywa również polityka i przeróżne arystokratyczne gierki. Tak naprawdę, do końca nie wiadomo jak to wszystko się skończy i kto stoi po czyjej stronie w tej rozgrywce. Wszystko to czyta się z wypiekami na twarzy, a chęć poznania dalszych losów bohaterów staje się dla czytelnika niezmiernie ważna i nagląca, co w moim przypadku poskutkowało tym, że książkę przeczytałam w dwa wieczory. Nie było chwili żebym się nudziła, albo domyślała co może się wydarzyć. Autorka doskonale wie jak sprawić, żeby czytelnik chciał więcej i więcej, co doprowadziło do tego, że nie mogę się doczekać drugiego tomu serii. "Pojedynek" to lektura obowiązkowa dla wszystkich fanów gatunku. Gorąco polecam!

Za możliwość poznania losów Kestrel, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria! :)

Książkę możecie kupić TUTAJ

wtorek, 13 października 2015

135. Aplikacja - Lauren Miller

Tytuł: Aplikacja Autor: Lauren Miller
Stron: 454 Wydawnictwo: Feeria young Ocena: 5/6

Nasz świat rozwija się w ściśle określonym kierunku, a technologia jest jednym z czynników, który to umożliwia. Chyba żaden z nas nie wyobraża sobie w dzisiejszych czasach życia bez jakże pomocnego smartphone'a. Osobiście gdziekolwiek wychodzę, mój telefon jest ze mną, inaczej czuję się jakby brakowało mi pewnego nieodzownego elementu. Brzmi to fatalnie, że zwykłe urządzenie ma tak ogromny wpływ na życie. A jednak, jak się okazuje ten wpływ technologii mógłby być jeszcze większy i właśnie w "Aplikacji" Lauren Miller, poznałam jedną z takich wizji.

Jest rok 2032, a firmy takie jak Google czy Apple trafiają do lamusa. Teraz na szczycie jest koncern Gnosis, który stoi za wynalezieniem aplikacji o nazwie Lux. Na czym właściwie polega jej fenomen? Otóż dzięki tej aplikacji masz pewność, że twoje życie będzie przebiegało bezproblemowo, szczęśliwie i przede wszystkim nie będziesz musiał zanadto wysilać swojego mózgu. Rory jest wielką zwolenniczką Luxa, zresztą jak dziewięćdziesiąt dziewięć procent populacji, i korzysta z niej kilkanaście razy w ciągu dnia. Zaczynając o pytanie co zjeść na śniadanie i co ubrać, kończąc na tym na jakie studia się wybrać. Aplikacja zawsze podpowie ci, co wybrać, żeby wyszło to na twoją korzyść. Jednak gdy Rory w końcu trafia na studia do wymarzonej uczelni Theden, poznaje tam chłopaka o imieniu North, którego podejście do Luxa jest całkowicie inne od jej. Dziewczyna zaczyna zauważać, że nie wszystko wydaje się być takie na jakie wygląda, a twórcy Aplikacji, mogą mieć w zanadrzu dużo gorsze plany wobec nieświadomych ludzi.

Ta książka ciekawiła mnie od samego początku, gdy tylko ujrzałam jej zapowiedź. Pomysł od razu wydał mi się idealny na książkę i dlatego bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać. "Aplikacja" jest wręcz doskonałym przykładem książki "ku przestrodze". Pokazuje jak może wyglądać nasze życie jeśli cały czas będzie ono zmierzało w tym kierunku, cały czas opierając się na technologii, zapominając o zdrowym rozsądku, który w przypadku tej powieści nazywany jest Zwątpieniem. Głosem, którego nikt normalny nie powinien słyszeć, bo zagłusza on racjonalne myślenie. Rory, czyli główna bohaterka w pewnym czasie zaczyna słyszeć ten głos, bojąc się tego jakie mogą ją spotkać przez to konsekwencje. Na szczęście na swojej drodze spotyka chłopaka, który całą tę sprawę widzi w innym świetle, przez co dziewczynie w końcu otwierają się oczy. 

"Aplikacja" od razu mi się spodobała. Od zawsze lubiłam poznawać alternatywne wizje przyszłości jakie pokazują różni pisarze w swoich książkach. Ta stworzona przez Lauren Miller wydała mi się jedną z najbardziej przekonujących jakie do tej pory miałam możliwość poznać. Autorce udało się przekonać mnie, że taka przyszłość jaką ona ukazała, byłaby dla ludzi końcem myślenia i podejmowania własnych decyzji opartych na rozsądku. Sama myśl, że naszym życiem mogłaby kierować aplikacja stworzona na podstawie algorytmu, nie mieści się w głowie, a jednak my również w pewnym sensie polegamy na technologii. Pytanie tylko, czy stanie się to tak zaawansowane, że bez nich, nie będziemy wiedzieć jak funkcjonować? 

Książka Lauren Miller okazała się być lekturą niezwykłą. Uważam, że takie książki jak ta, potrafią uświadomić wiele rzeczy i pomóc spojrzeć na niektóre sprawy z szerszej perspektywy. Do czego zmierza nasz świat i jakie mogą być tego konsekwencje dla ludzi, jeśli ktoś posunie się o krok za daleko. Niewątpliwe "Aplikacja" zaskoczyła mnie pod wieloma względami. Bardzo przypadł mi do gustu styl autorki, a także bohaterowie jakich wykreowała, w szczególności Rory, która okazała się być inteligentną dziewczyną, tak inną od tych, o których miałam okazję czytać. Cieszę się, że zdarzają się wyjątki takie jak ten i niektórzy autorzy nie próbują na siłę robić z głównych bohaterek głupiutkich i irytujących postaci. Reasumując książka bardzo mi się podobała, dlatego z czystym sumieniem gorąco ją Wam polecam!

Za możliwość poznania "Aplikacji" dziękuję wydawnictwu Feeria young!

piątek, 9 października 2015

134. Miasto Cieni - Ransom Riggs

Tytuł: Miasto Cieni Autor: Ransom Riggs
Seria: Pani Peregrine #2 Stron: 434 Wydawnictwo: Media Rodzina

Pierwszy tom serii o osobliwych dzieciach, napisany przez Ransoma Riggsa bardzo mi zaimponował. Podobał mi się klimat książki, intrygująca fabuła, a także bohaterowie. Minęło sporo czasu odkąd czytałam "Osobliwy dom pani Peregrine", co nie zmienia faktu, że bardzo chciałam poznać dalsze losy Osobliwców, tylko nie miałam ku temu okazji. Jako, że zagranicą wyszła niedawno trzecia część cyklu czyli "Library of Souls" postanowiłam, że jest to odpowiedni moment na zapoznanie się z "Miastem Cieni".

Osobliwym dzieciom udaje się uciec z wyspy. Po szokujących wydarzeniach jakie ich spotkały na wybrzeżu, ratując panią Peregrine z rąk Upiorów, Jacob wraz z przyjaciółmi nie mają innego wyjścia jak odpłynąć jak najdalej od Cairnholm. Po zniszczeniu ich pętli czasowej, na wyspie nie są już bezpieczni. Jednak ich ymbrynka nie jest w swojej normalnej postaci, lecz została zamieniona w ptaka. Dzieci zrobią wszystko aby ją z powrotem zamienić, choć do tego będzie im potrzebna druga ymbrynka. W normalnych okolicznościach nie byłoby z tym problemu, ale okazuje się, że Upiory porwały wszystkie pozostałe nauczycielki... Czy uda im się pomóc ocalałej pani Peregrine? 

Seria pana Riggsa jest doprawdy wyjątkowa. W mojej biblioteczce nie znajdzie się ani jedna książka, podobna do tych z serii Pani Peregrine. Panuje w nich niezastąpiony klimat, który przypadł mi do gustu już w pierwszej części. Muszę jednak przyznać, że w "Mieście Cieni" nie był on aż tak fantastyczny jak w poprzedniej, ale nadal miał coś w sobie. Wtedy podobało mi się, że akcja działa się na mrocznej wyspie, a tutaj bohaterowie cały czas się przemieszczają, uciekając przed głucholcami i Upiorami. Może i klimat nie był identyczny, ale nie czuję się zawiedziona lekturą. Ten tom siłą rzeczy musiał się różnić od pierwszego, dlatego nie powinnam się czepiać, bo mimo wszystko ta historia ma w sobie coś magicznego.

Tym razem bohaterowie wędrują nie tylko między wyspami i miastami, ale również różnymi datami. Większość akcji rozgrywa się w wojennym Londynie, gdzie co rusz wybuchają bomby, a jakby tego było mało, to jeszcze atakują głucholce. Autor w bardzo zgrabny sposób pokazuje czytelnikowi, jak wygląda wojna oczami dzieci, które nie potrafią pogodzić się z okrucieństwem tego świata. Trzymają się razem i wspólnie walczą o przetrwanie, a także ratunek dla ich ukochanej pani Peregrine. Czeka ich mnóstwo niebezpieczeństw i pułapek, lecz dla takich osobliwców jak oni, nic nie jest niemożliwe. 

Ransom Riggs stworzył niesamowitą historię, z jeszcze ciekawszymi postaciami na czele. Mam wrażenie, że w Polsce nadal zbyt mało osób zna jego twórczość, a uwierzcie mi, że jego książki naprawdę zasługują na uwagę. Nie są tu puste historie, które nie wnoszą nic do życia, bo autorowi udało się wpleść między wierszami bardzo ważne mądrości. Mnie w tej serii szczególnie zachwyca styl autora, który z jednej strony skierowany jest do młodszego czytelnika, ale też nie znudzi starszego. Uważam, że jego książki mogą czytać zarówno dzieci jak i dorośli, którzy lubią historie jedyne w swoim rodzaju. Całkowicie osobliwa lektura, którą gorąco wszystkim polecam!

Seria Pani Peregrine:
1. Osobliwy dom pani Peregrine 2. Miasto Cieni 3. Library of Souls

czwartek, 17 września 2015

131. Ogień i woda - Victoria Scott

Tytuł: Ogień i woda Autor: Victoria Scott
Stron: 363 Wydawnictwo: IUVI

Są takie książki, po które wiem, że mogę sięgnąć bez wahania. Wystarczy, że zapoznam się z opisem, który mnie zaintryguje, a wtedy wiem, że sama książka na pewno przypadnie mi do gustu. Jeśli dołożyć do tego jeszcze wiele pozytywnych recenzji, które krążą w internecie na jej temat, oczyma wyobraźni widzę siebie pochłaniającą tę książkę w kilka godzin. Właśnie tak było w przypadku książki "Ogień i woda" Victorii Scott, która od razu mnie do siebie przekonała. 

To nie jest najlepszy czas w życiu Telli Holloway. Dziewczyna wraz z rodziną przeprowadza się z tętniącego życiem Bostonu, do małej miejscowości praktycznie zabitej deskami. Dla nastolatki takiej jak Tella, to duży cios, ale stara się to przeżyć ze względu na starszego brata, przez którego właśnie tam wylądowała. Cody, jest śmiertelnie chory i to dlatego rodzice postanowili, że chłopak powinien zmienić środowisko i pooddychać świeżym powietrzem na wiosce. Pewnego dnia, Tella znajduje na swoim łóżku niebieskie pudełeczko. Niespodzianki nieczęsto się jej do tej pory zdarzały, dlatego zapowiedź czegoś nowego natychmiast sprawia, że dziewczyna promienieje z radości. Zawartość pudełka i wiadomość jaką odsłucha, zmienią jej dotychczasowe życie w niewyobrażalny sposób.

Pewnie jeśli słyszeliście już o tej książce, to obiło Wam się o uszy, że jest ona bardzo podobna do Igrzysk Śmierci. Ciężko się z tym nie zgodzić, jednak nie jest tak jak sądziłam. Zanim jeszcze zaczęłam ją czytać, spodziewałam się, że ta książka może być kopią trylogii Suzanne Collins. Jak się później okazało, wcale tak nie jest i wbrew pozorom "Ogień i woda" wręcz zaskakuje oryginalnością. Jest tu wykorzystany jeden podobny motyw, jednak cała reszta oraz założenie "Piekielnego Wyścigu"są zupełnie inne. Nie tylko jest to coś zupełnie odmiennego, ale także bardzo pomysłowego. Autorka pozytywnie mnie zaskoczyła tą książką, a w przypadku tego gatunku jest o to dość ciężko.

Sam wyścig, a także jego idea z początku wydawał mi się dość dziwny, jednak dopiero po poznaniu wszystkich faktów i tego skąd on się wywodzi zdałam sobie sprawę, że jest to bardzo przemyślane. Najbardziej podobał mi się pomysł stworzenia pandor, czyli stworzeń które mają za zadanie pomagać uczestnikom. Coś genialnego! Warto też wspomnieć o bohaterach, Tella na początku była trochę irytująca, ale już podczas Wyścigu, zmieniłam o niej zdanie. Pokazała, że zrobi wszystko by wygrac i uratować ukochanego brata. Ona i jej pandora Madox tworzyli zgrany zespół, który ma szansę na wygraną. Oprócz głównej bohaterki ciekawie przedstawieni zostali pozostali uczestnicy, z którymi się trzymała. Harper to piękność o walecznej duszy, Guy to dość skryty chłopak, który okazuje się być mocnym przeciwnikiem, a do tego jeszcze Titus czyli jeden z czarnych charakterów, który bez problemu przekonał mnie, że nie warto z nim zadzierać. Całkiem ciekawe osobowości wzięły udział w tym wyścigu, więc nie ukrywam, jestem bardzo ciekawa jak poradzą sobie w następnych tomach.

"Ogień i woda" to powieść prawdziwie oryginalna, pełna akcji i napięcia. Każda strona była dla mnie zagadką, nie mówiąc już o tym, że co chwilę zastanawiałam się jakie niebezpieczeństwa czekają jeszcze bohaterów. Victoria Scott stworzyła ciekawą historię, która na pewno przypadnie do gustu wszystkim wielbicielom gatunku. Mnie absolutnie zachwyciła i nie mogę się już doczekać kolejnych tomów by dowiedzieć się komu przypadnie wygrana w Wyścigu. Jeśli lubicie książki przygodowe, połączone z thrillerem, o trochę mrocznym klimacie, to jest to idealna lektura dla Was.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu IUVI!

piątek, 4 września 2015

128. Studnia Wstąpienia - Brandon Sanderson

Tytuł: Studnia Wstąpienia Autor: Brandon Sanderson
Cykl: Ostatnie Imperium #2 Stron: 788
Wydawnictwo: MAG Ocena: 9/10

Pierwsza część Ostatniego Imperium była dla mnie wielkim zaskoczeniem. "Z mgły zrodzony" pochłonął mnie bez reszty i w chwili gdy skończyłam czytać, już nie mogłam się doczekać aż poznam jego kontynuacje. Gdy w końcu otrzymałam "Studnie wstąpienia", wiedziałam, że czekają mnie dni fantastycznej rozrywki. 

Ostatni Imperator nie żyje. Wydawać by się mogło, że niemal boskie stworzenie jak on, nie może zostać zabite. Jednak ekipie Kelsiera się to udało, chociaż konsekwencje tego czynu okazały się dla niektórych tragiczne. Ocalały z Hathsin również poległ i mimo, że jego plan się udał, pozbawił go przy tym życia. To wielki cios dla Vin i pozostałych członków ekipy. Miastem tymczasowo rządzi Elend Venture, który pragnie dla mieszkańców jak najlepiej, choć niestety nie traktują go oni na poważnie, myśląc, że jest zbyt młody i niedoświadczony jak na władcę. Mimo, że skaa nareszcie mogą wieść wolne życie, obalenie Ostatniego Imperatora nie rozwiązało ich wszystkich problemów, wręcz przeciwnie. Zaczyna ich przybywać, a pytań i niewiadomych pojawia się coraz więcej. Luthadel zostaje oblężone przez dwie wrogie armie, które planują odbić atium, które rzekomo jest ukryte za bramami miasta. Elend musi podjąć pewne kroki by uratować miasto.

Jednak prawdziwe zagrożenie okazuje się kryć za mgłą. Zaczynają się one pojawiać za dnia, siejąc przy tym strach w wioskach. Ludzie powoli popadają w panikę, bojąc się spotkania z tym co nieznane. Być może obalenie imperatora było dopiero początkiem góry lodowej, a prawdziwe kłopoty dopiero przyjdą... W Ostatnim Imperium nikt już nie może czuć się bezpieczny.

Gdy w moje ręce trafiła "Studnia wstąpienia" byłam w siódmym niebie. Lektura poprzedniego tomu z tego cyklu była dla mnie prawdziwą przyjemnością, dlatego miałam wielkie nadzieje względem tej części. Bałam się, że może nie będzie aż tak dobra, bo niestety kontynuacje serii często wypadają gorzej. Na szczęście w tym przypadku tak nie było, a "Studnia wstąpienia" okazała się być bardzo godnym następcą. Tym razem akcja biegnie w zupełnie innym kierunku. W pierwszej części poznaliśmy cały świat przedstawiony, natomiast tutaj autor miał już większe pole do popisu. Po obaleniu imperatora, miasto jest w rozsypce, a bohaterowie muszą je poskładać. Dużo tu polityki i strategii, a trochę mniej właściwej akcji, co wcale mi nie przeszkadzało. Było to dla mnie coś innego i zarazem ciekawego.

Główna bohaterka Vin, przechodzi znaczącą przemianę. Już na kartach "Z mgły zrodzonego", można było zauważyć ewolucję bohaterki. Z zabiedzonej i zastraszonej dziewczynki staje się być bardziej pewna siebie oraz swoich allomantycznych zdolności. W tym tomie Vin tylko umacnia się w przekonaniu, że jest jedną z najpotężniejszych Zrodzonych z Mgły, dlatego z całej siły próbuje ochronić ukochanego Elenda przed skrytobójcami, których nasyłają na niego wrogie armie. Do stałej obsady dołącza właśnie młody Venture, o którym możemy się w tej części trochę więcej dowiedzieć. Razem z Vin tworzą niezwykle ciekawy duet, który czasem ciężko rozgryźć, choć niewątpliwe jest w tym pewien urok. Mamy też resztę bohaterów, których poznaliśmy w pierwszej części, lecz tym razem są oni ukazani w innych okolicznościach niż ostatnio. Są sami, bez Kelsiera, który był dla nich wzorem i zarazem wyrocznią. Teraz każdy z nich ma inne zadania do wykonania, by pomóc w utrzymaniu miasta całego.

"Studnia wstąpienia" to świetna kontynuacja, która całkowicie spełniła moje oczekiwania. Różni się ona od pierwszej części, jednak uważam to za pozytywne zmiany i w żadnym razie się nie nudziłam. Bardzo cieszyło mnie to, że mogłam powrócić do ulubionych bohaterów i w tej części poznać ich jeszcze bliżej. Oczywiście nie mogę się już doczekać "Bohatera wieków", ale będę musiała uzbroić się w cierpliwość. Natomiast jeśli Wy jeszcze nie czytaliście książek z cyklu Ostatnie Imperium, gorąco Was do tego zachęcam!


1. Z mgły zrodzony 2. Studnia wstąpienia 3. Bohater wieków

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu MAG! 

sobota, 15 sierpnia 2015

126. Źródło - J.D. Horn

Tytuł: Źródło Autor: J.D.Horn 
Seria: Wiedźmy z Savannah #2 Stron: 403
Wydawnictwo: Feeria young Ocena: 5/6

Wprowadzenie do serii Wiedźmy z Savannah, wspominam całkiem ciepło. Była to lektura lekka i przyjemna o magicznym klimacie, więc jak na pierwszy tom sprawdziła się. Sięgając po kontynuację, miałam względem niej pewne oczekiwania. Liczyłam, że w tym tomie autor będzie mógł w pełni wykorzystać podstawy jakie poznaliśmy w "Rodzie" i ruszyć do przodu z akcją. Czy tak właśnie było?

Na Mercy spada podwójna odpowiedzialność. Od dziecka wychowywała się jako osoba pozbawiona mocy, a po wygnaniu jej siostry Maisie przez rody, dziewczyna zostaje nową kotwiczącą granicę. Jest to wielki obowiązek, a bez uprzednich ćwiczeń i praktyk magicznych, Mercy musi dać z siebie wszystko. Poświęca na to dużo czasu, jednak jej myśli często wracają do siostry, którą chciałaby uratować. Dlatego w tajemnicy przed pozostałymi kotwiczącymi, ćwiczy razem z Jilo jak zdobyć większą kontrolę nad mocą. Jakby problemów było mało, do miasta przyjeżdża matka Mercy, która została uznana za zmarłą, dwadzieścia lat temu. Co się za tym wszystkim kryje i ile jeszcze tajemnic skrywają przed nią najbliżsi?

Miałam bardzo dobre przeczucie względem tej serii i jak się okazuje "Źródło" to lektura jeszcze lepsza od "Rodu". Cieszy mnie bardzo, że sprawdziły się moje słowa i w tym tomie działo się dużo więcej niż w poprzednim. Autor przedstawia historię nietuzinkową i wielokrotnie zaskakującą. Stawia przed główną bohaterką prawdziwe wyzwania, począwszy od opieki nad mocą po ciążę. Mercy z dziewczynki, staje się prawdziwą kobietą, która musi stawić czoła wielu przeciwnościom. Dzięki przemianie jaka się w niej dokonuje, dziewczyna wydaje się być idealną kandydatką do chronienia granicy. Staje się odważna, dzielna i niezależna. Mimo wielu komplikacji, dalej brnie do przodu i nie cofnie się przed niczym aby ochronić swoich bliskich.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona lekturą "Źródła" i muszę się przyznać, że z wielkim zainteresowaniem przewracałam kolejne strony książki. Autor odchodzi od schematów i wychodzi mu to świetnie. W końcu można było poczuć dreszczyk emocji, a nawet zabawić się w detektywa przy okazji pojawiającego się wątku kryminalnego. Bardzo mi się ta przeplatanka podobała i jeśli trzecia część serii będzie co najmniej tak dobra jak ta, to na pewno Wiedźmy z Savannah na długo zostaną przeze mnie zapamiętane.

Od poprzedniego tomu, autor zrobił bardzo duży postęp, pod wieloma względami. Przede wszystkim pojawiło się więcej akcji, sekretów i zaskoczeń. "Źródło" wydaje się być bardziej przemyślane, a autorowi idealnie udaje się wodzić czytelnika za nos i podsuwać mu coraz to ciekawsze kąski. Gdy już myślicie, że możecie spodziewać się co wydarzy się dalej, J.D. Horn udowadnia jak bardzo się myliliście. W tej książce nic nie jest pewne, ale to właśnie sprawia, że jest tak interesująca. Polecam serdecznie!

Seria Wiedźmy z Savannah:
1. Ród 2. Źródło

Za możliwość poznania "Źródła" dziękuję wydawnictwu Feeria young!

sobota, 18 lipca 2015

122. Z Mgły Zrodzony - Brandon Sanderson

Tytuł: Z mgły zrodzony Autor: Brandon Sanderson
Stron: 672 Seria: Ostatnie Imperium #1
Wydawnictwo: MAG Ocena: 8/10

Nieczęsto sięgam po typową fantastykę. Nie dlatego, że nie lubię, tylko głównie dlatego, że fantastyka kojarzy mi się z wielkimi, opasłymi tomiskami, z masą bohaterów i milionem różnych wątków, w których ciężko się połapać. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. W każdym razie na ten gatunek mogę się skusić tylko wtedy, gdy wiem, że mam dużo wolnego czasu i przede wszystkim chęci na wielostronicową przygodę. Tak właśnie było tym razem. Gdy tylko zobaczyłam, że wydawnictwo MAG wznawia cykl Sandersona - wiedziałam, że jest to coś dla mnie.

Przez tysiące lat kraj był zasypywany popiołem. Wszelka zieleń i kolory zniknęły z powierzchni, stając się jedynie wspomnieniem opisywanym w książkach. Czymś co jest zupełnie obce i wręcz dziwne. W tym szarym i smutnym kraju, rządzonym przez brutalnego Ostatniego Imperatora, żyją niewolnicy skaa. Ludzie, których zadaniem jest służenie szlachcie i spełnianie ich życzeń. Wiodą ciężki żywot, lecz są pogodzeni ze swym losem, wiedzą bowiem, że tak właśnie ma być. Jednak pewien pół-skaa nie może już dłużej znieść tego stanu rzeczy. Zesłany do Czeluści Hathsin odkrywa w sobie tajemnicze allomantyczne moce, dzięki którym udaje mu się uciec. Zrodzony z mgły Kelsier, staje na czele wielkiej rebelii, która ma obalić Imperium Ostatniego Imperatora, wraz z jego przywódcą.

Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po tej książce, ale na pewno nie sądziłam, że ta historia aż tak bardzo mnie wciągnie do swojego mrocznego świata. O twórczości Brandona Sandersona usłyszałam niedawno, co przyznaję ze wstydem, bo autor o tak wielkiej wyobraźni już dawno powinien zostać przeze mnie zauważony. Tym bardziej się cieszę, że wznowiono wydanie serii Ostatnie Imperium, o której krążą same pozytywne opinie. Nawet nie wiecie jaka jestem szczęśliwa, że udało mi się poznać historię Zrodzonych z Mgły. Są to istoty obdarzone Allomancją czyli umiejętnością spalania metali i władania nimi. Zapewne wiele Wam to nie powie, ale nie będę zagłębiać się w tłumaczenie tych zdolności, lepiej żebyście sami przeczytali o nich w książce.

"Z mgły zrodzony" to książka zupełnie nietuzinkowa. Do głowy przychodzą mi jedynie takie określenia jak wspaniała, wyjątkowa i przede wszystkim zaskakująca. Nie znajdziecie w niej oklepanych schematów, a każdy rozdział będzie dla Was zaskoczeniem. Dla mnie tak było. Przez te siedemset stron lektury, będziecie zastanawiać się jak może skończyć się ta rebelia, która przeistoczy się w prawdziwą wojnę i walkę na śmierć i życie. Lecz stawką jest wolność, na którą zasługuje każdy bez względu na cenę. Jestem pod wrażeniem przedstawionego przez Sandersona świata, ale także bohaterów. Są to postaci, których się nie zapomina przez długi czas. Każdy z nich przeżył w swoim życiu wiele cierpienia, ale to ich tylko wzmocniło w przekonaniu, że niewolnicze życie nie jest tak naprawdę żadnym życiem i że należy zaryzykować wszystkim, by w końcu coś zmienić.

Książka rozpoczynająca serię Ostatnie Imperium okazała się dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Świat w niej przedstawiony jest brutalny i okrutny, zarówno jak i potworne istoty nim rządzące. Mimo, że książka objętościowo jest ogromna, to czytając wcale nie ma się takiego wrażenia. Autor posiada wyjątkową lekkość opisywania krajobrazów, więc nawet te przydługie opisy nie są w żadnym wypadku męczące. Historia jest przemyślana i zaskakująca, a samo zakończenie to dosłownie wisienka na torcie. Jestem ogromnie ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów, a Was zdecydowanie zachęcam do lektury "Z mgły zrodzonego", gdyż jest to idealna lektura dla każdego wielbiciela fantastyki.


1. Z mgły zrodzony 2. Studnia wstąpienia (12.08.15)  3. Bohater Wieków (07.10.15)


Za egzemplarz, serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG!

niedziela, 17 maja 2015

117. Onyks - Jennifer L. Armentrout

Tytuł: Onyks Autor: Jennifer L. Armentrout
Stron: 520 Seria: Lux #2 Wydawnictwo: Filia
Ocena: 9/10

Seria LUX ma w sobie coś, co sprawia, że ma się ochotę pozostać w jej świecie przez wiele godzin. Już czytając pierwszy tom tej serii czyli "Obsydian", zauważyłam lekkość z jaką pisze pani Armentrout, dlatego nie mogłam się doczekać aż poznam kolejne części serii. Za "Onyks" zabrałam się z dużym opóźnieniem, choć wcale nie dlatego, że nie miałam na nią ochoty. Dzisiaj oficjalnie przyznaję, że seria Lux trafia na listę moich ulubionych książek! 

Departament Obrony depcze Daemonowi i Katy po piętach. Żadne z nich nie może się od teraz czuć w pełni swobodnie by się przed nimi nie wydać. Nie jest to takie proste od kiedy Katy jest połączona z Daemonem, równocześnie nie wiedząc co tak naprawdę ta więź oznacza. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej gdy do miasta przeprowadza się nowy chłopak, który najwyraźniej skrywa niejedną tajemnicę. Okazuje się, że wie o Katy prawie wszystko, a do tego jest w stanie jej pomóc, choć to nie takie łatwe gdy w pobliżu jest Daemon, który ciągle ma Katy na oku. Jakby tego było mało, przez przypadek dziewczyna zauważa w mieście, kogoś, kto nie powinien już żyć. Jak postąpić w tym wypadku, jeśli w znaczący sposób sprawa ta dotyczy Daemona, który znając go, nie przestanie poszukiwań dopóki nie znajdzie odpowiedzi? Katy musi podjąć ostateczną decyzję.

Przejdę od razu do rzeczy i przyznam się do tego, że uwielbiam tę książkę, jak i całą serię. Uważam, że jest napisana w świetny sposób, widać, że autorka ma duże poczucie humoru, które przelała na papier. Prawda jest taka, że nie potrafię znaleźć ani jednego elementu w tej książce, który by mi nie pasował. Wszystko było wspaniałe, oczywiście z odpowiednim podejściem. Wiadomo, że sam gatunek należy raczej do lekkich, więc nie ma co podchodzić do tej serii ze zbyt wielkimi ambicjami. Ja od czasu do czasu bardzo lubię takie historie, a LUX w żadnym wypadku nie zawodzi. Po przeczytaniu "Onyksu" widać, że "Obsydian" był dopiero małym wprowadzeniem do serii. Wszystko było powoli przedstawiane, bohaterowie dopiero się poznawali, a i niebezpieczeństw czyhających za rogiem w postaci Arumian nie było zbyt wiele. Drugi tom jest zdecydowanie bardziej rozbudowany. Autorka miała już podstawy historii, więc teraz przyszedł czas na właściwą akcję. Dlatego działo się i to dużo. 

W "Onyksie" dowiadujemy się, że oprócz Arumian, prawdziwym zagrożeniem jest Departament Obrony, który szpieguje wszystkich Luksjan. Nie będę więcej nic na ten temat pisać, żeby nie zdradzać Wam całej fabuły i psuć wrażeń. Chodzi mi o to, że różnica pomiędzy tymi dwoma pierwszymi tomami jest zauważalna, choć przyjemność z czytania jest w obu przypadkach bardzo wielka, więc jest to zmiana na plus. Szczególnie gdy pojawia się Daemon. Dobra, od razu przejdę do duetu Katy i Daemon. Są oni jedną z moich ulubionych książkowych par. Lubię ich za poczucie humoru, sarkastyczne odzywki i nieprzesłodzone sceny, czy po prostu za realność ich charakterów. Bo mimo, że Daemon jest kosmitą to i tak jest bardziej ludzki niż niejeden człowiek. Wiem, że brzmi to komicznie, ale jak przeczytacie tę książkę to zrozumiecie. Dlatego właśnie przede wszystkim kreację bohaterów uważam za jeden z największych atutów tej serii. Główna bohaterka Katy ma wiele wspólnego z nami, czyli recenzentami. Sama prowadzi bloga i pochłania wielkie ilości książek, by później pisać recenzje. Jak miło jest o tym czytać! Mieć tak wiele wspólnego z bohaterką i dzielić z nią swoją pasję, to naprawdę ciekawa odmiana. Bo mimo, że ma sąsiadów kosmitów i w jej życiu tyle się dzieje, to nadal znajduje czas na książki. Jest to nawet trochę zabawne, że pomiędzy tymi wszystkimi obowiązkami, walkami z wrogami, znajduje ona chwilę na czytanie. Ale to się chwali! Także, nawet jak poznacie mega przystojnego kosmitę, nie zapominajcie o prowadzeniu o bloga! :D

Seria Lux nie należy do ambitnych lektur i to pewnie warto zaznaczyć. Ale jak dla mnie, nie ma to znaczenia gdyż czytanie książek pani Armentrout sprawia wielką frajdę i można się dzięki niej oderwać od rzeczywistości na kilka dobrych godzin. Uważam, że jest to jedna z lepszych serii w swoim gatunku. Jest ona świetnie napisana, bohaterowie są wyraziści, a akcja potrafi naprawdę szybko nabrać tempa. Jestem bardzo ciekawa co zastanę w "Opalu", który już czeka na mojej półce, a po kilku recenzjach widzę już, że będzie się działo naprawdę dużo. Mimo, ogromnych chęci będę musiała jednak poczekać aż wyjdzie u nas tom czwarty i dopiero wtedy zapoznam się z trzecim. Mam nadzieję, że na "Origin" nie będę musiała zbyt długo czekać, a Was gorąco zachęcam do zapoznania się z tą serią. Myślę, że nie pożałujecie.


1. Obsydian ♦  2. Onyks ♦ 3. Opal ♦ 4. Origin ♦  5. Opposition

niedziela, 26 kwietnia 2015

114. Pułapka uczuć - Colleen Hoover

Tytuł: Pułapka uczuć Autor: Colleen Hoover
Stron: 282 Seria: Slammed #1
Wydawnictwo: GW Foksal Ocena: 5/6

Colleen Hoover niezaprzeczalnie zdobyła moje serce książką Hopeless, która dogłębnie mnie poruszyła. Wiedziałam, że od tej pory, nie będę w stanie przejść obojętnie obok jakiejkolwiek książki tej autorki, dlatego zaraz po lekturze wyżej wymienionej powieści, poleciałam do księgarni po to by zaopatrzyć swoją biblioteczkę w kolejne dzieło Hoover. 

Layken przeżywa właśnie najgorsze chwile w swoim życiu. Po niedawnej stracie ukochanego taty, dziewczyna wraz z mamą i młodszym bratem wyprowadzają się z Teksasu do małego miasteczka w Michigan. Zaczynają wszystko od nowa. Nowa życie, szkoła, dom i ludzie. Dla Layken i jej brata to trudna sytuacja. Zostawiają całe swoje dotychczasowe życie, wspomnienia i przyjaciół po to by zacząć wszystko od nowa w zupełnie innym miejscu. Już pierwszego dnia po przyjedźcie Layken poznaje sąsiadów z naprzeciwka, którzy jak się później okaże staną się jej bardzo bliscy. W tamtej chwili dziewczyna nie wie, jak wiele zmian jeszcze przed nią.

Sięgając po "Pułapkę uczuć" byłam nastawiona, że nie będzie ona lepsza od cudownej Hopeless gdyż wcześniej czytałam różne opinie na jej temat. Dlatego z tym podejściem, książka przebiła moje oczekiwania. Myślałam, że będzie ona naprawdę średnia, a tu zastało mnie takie zaskoczenie! Od razu widać, że to pióro Hoover, która chyba nigdy mnie nie zawiedzie. Nie chcę w tej chwili porównywać do siebie tych dwóch powieści, bo na pewno są one zupełnie inne, jednakże to co je łączy i zarazem jest najważniejsze, to emocje bijące z książki. Pani Colleen potrafi wciągnąć czytelnika do swojej książki już od pierwszej strony. Nie wiem czego to zasługa, może świetnego stylu pisania, może kreacji bohaterów, ale na pewno w jej książkach jest pewna wyjątkowość. 

Jak na gatunek Young Adult przystało, problemy z jakimi spotykają się nasi bohaterowie, nie są łatwe. W "Pułapce uczuć" mamy do czynienia z tematem życia i śmierci. Layken niedawno straciła ojca, co bardzo na nią wpłynęło. Hoover pokazuje jak ciężko jest po stracie bliskiej osoby, ale z jej książki również można wyczytać, żeby zawsze wybierać życie. Znalazłam w niej wiele pięknych cytatów, które potrafią zmienić punkt widzenia człowieka. Przynajmniej w moim przypadku tak było. "Pułapka uczuć" skłania czytelnika również do refleksji, nad tym co jest w życiu ważne, a co ważniejsze. Właśnie takie książki uważam za wartościowe, gdyż nie tylko czerpałam z niej przyjemność czytania, ale także przez słowo pisane Colleen przekazuje czytelnikowi kilka ważnych porad życiowych. 

"Pułapka uczuć" zdecydowanie nie łamie serca tak jak Hopeless, ale czytanie jej sprawiło mi ogromną przyjemność. Dlatego chciałabym żebyście na tę książkę nie patrzyli przez pryzmat Hopeless, bo jest ona od niej całkiem inna. Jeśli podejdziecie do niej na spokojnie, bez wygórowanych oczekiwań, to jestem pewna, że "Pułapka uczuć" również wywrze na Was pozytywne wrażenie. Teraz pozostaje mi tylko sięgnąć po kontynuację, która mam nadzieje będzie jeszcze lepsza od tej części. Osobiście uwielbiam sposób w jaki pisze Hoover oraz to jak świetne historie potrafi tworzyć. Jedyny minus tej książki jest taki, że czyta się ją w zastraszającym tempie, a ja chcę więcej! Zdecydowanie zachęcam Was do lektury "Pułapki uczuć".

sobota, 18 kwietnia 2015

113. Mroczne umysły - Alexandra Bracken

Tytuł: Mroczne umysły Autor: Alexandra Bracken
Stron: 448 Seria: tom #1 Wydawnictwo; Otwarte 
Ocena: 5/6

Swego czasu, moim ulubionym gatunkiem były dystopie. Nie tylko ze względu na osławione "Igrzyska Śmierci", ale skłamałabym gdybym napisała, że to nie dzięki nim zainteresowałam się tym gatunkiem. Co mi się najbardziej podoba w dystopiach, to właśnie alternatywna rzeczywistość. Jakby nie patrzeć, takie książki zazwyczaj zmuszają do przemyśleń. W "Mrocznych Umysłach" mamy przedstawiony nierealistyczny świat, ale i tak lektura tej książki skłoniła mnie do pewnej refleksji.

Jak sam tytuł książki wskazuje "Mroczne umysły" to historia o dzieciach i nastolatkach obdarzonych pewnymi umysłowymi zdolnościami. Czy są one mroczne? To już zależy od tego jak na to spojrzeć i w jaki sposób wykorzystywane są te umiejętności. W miejscowości gdzie mieszka Ruby od dziecka, pojawia się pewna choroba. Jeśli dzieci, które ukończą dziesięć lat, nie umierają od razu- to oznacza, że są chorzy. Takie dziecko jest niebezpieczne dla otoczenia i nakazuje się aby bezzwłocznie wezwać jednostkę SSP, po to by oddać dziecko na przymusowe leczenie. Jednak gdy Ruby pewnego ranka zjawia się na śniadanie, a rodzice nie poznają jej, dziewczynka trafia do obozu w Thormund. Okazuje się, że dzieci z chorobą tzw. PSI dzielą się na różne grupy: Żółte, które potrafią kontrolować elektryczność, Niebieskie potrafią przenosić materię, Zielone to ścisłe umysły, posiadające wyjątkowe zdolności do rozwiązywania szyfrów, mające pamięć fotograficzną, a Czerwone oraz Pomarańczowe, są najpotężniejsze, lecz każdy z nich posiada inne zdolności. Ruby należy do grupy Pomarańczowych, która jak się później okazuje wkrótce zostaje zlikwidowana z obozu. Dziewczynie jednak udaje się tego uniknąć i cudem zostaje uratowana. Jednak nie wie, że najcięższe chwile ma jeszcze przed sobą...

"Mroczne umysły" były dla mnie zagadką. Zaczynając książkę, nie byłam zaznajomiona z jej fabułą, dlatego nie wiedziałam za bardzo czego się po niej spodziewać. Z początku dość ciężko było mi się wciągnąć w fabułę, ale już po kilku rozdziałach, akcja nabrała rozpędu i od tego momentu działo się bardzo wiele. Przede wszystkim bardzo spodobał mi się pomysł na książkę. Dzieciaki podzielone na kolory, ze względu na ich umiejętności, okrutne metody rządu, oraz sam fakt posiadania zdolności do kontrolowania różnych rzeczy, wyłącznie za sprawą umysłu. Rząd zdając sobie sprawę jak niebezpieczne mogą być te osoby, pozbawia je wolności, pod przykrywką leczenia. Pojawia się tu oczywisty problem segregacji. W świecie Ruby jest to podział ze względu na umiejętności umysłu, natomiast w naszej rzeczywistość również borykamy się z problemem segregacji różnego rodzaju. Chociażby koloru skóry. W żadnym z tych wypadków, nie jest to słuszne.

Pomysł na książkę uważam za fantastyczny i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym jak dobra okazała się ta lektura. Jest to książka rozbudowana, w której znajdziecie więcej opisów, a mniej dialogów, ale tak naprawdę to wcale nie przeszkadza, chociaż zależy co kto lubi. Mi się czytało ją naprawdę dobrze, ale kilka razy zdarzyło mi się zauważyć podobieństwa tej książki do "Dotyku Julii" co mnie trochę zdziwiło. Raz czułam się jakbym czytała o Julii, a raz o Ruby, chociaż jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało, ale niestety podobieństwa rzucały się w oczy. Niemniej jednak, później akcja potoczyła się w zupełnie innym kierunku i już nie było tego problemu. Najbardziej szokujące dla mnie okazało się zakończenie. Kompletnie się tego nie spodziewałam i nie mogłam uwierzyć, że pani Bracken w ten sposób zakończyła pierwszą część. Robi wrażenie, dlatego nie mogę się doczekać aż poznam kontynuację. Liczę, na to, że będzie jeszcze lepsza niż ta.

Podsumowując "Mroczne umysły" to świetny wstęp do trylogii. Jest on idealnym wprowadzeniem do mrocznego świata, w którym dzieci za sprawą umysłu potrafią kontrolować materię czy wymuszać na innych swoją wolę. Jestem bardzo ciekawa, jak dalej potoczą się losy Ruby i jej przyjaciół, a Was zachęcam do lektury, jeśli lubicie utopijne klimaty. Polecam!


1. Mroczne umysły 2. Nigdy nie gasną 3. Po zmierzchu