Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/6. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 sierpnia 2017

170. Pochodnia w mroku - Sabaa Tahir


Tytuł: Pochodnia w mroku
Autor: Sabaa Tahir
Seria: Ember in the Ashes #2
Stron: 510
Wydawnictwo: Akurat
Ocena: 9/10

Recenzja pierwszego tomu: TU

Serię Ember in the Ashes poznałam po raz pierwszy prawie dwa lata temu i od tamtej pory nie mogłam się doczekać aż ponownie wkroczę do świata Lai i Eliasa. Wtedy zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie, ale niestety na drugi tom autorka kazała nam czytelnikom długo czekać. Miałam obawy, że niewiele będę pamiętać z fabuły co utrudni mi czytanie kontynuacji, ale jak było w rzeczywistości?

Laia wraz z Eliasem prowadzą życie uciekinierów. Odkąd opuścili Czarny Klif, są jednymi z najbardziej poszukiwanych przestępców w Imperium, jednak mają misję do wykonania i nie zamierzają dać się złapać. Odkąd dowiedzieli się gdzie przebywa brat Lai - Darin oraz jakie umiejętności posiadł, muszą zrobić wszystko by go wydostać z Kauf. Może być on jedyną deską ratunku dla wszystkich Scholarów, których czeka pewna śmierć bez niego. Tymczasem Helenie Aquilli ogłoszonej nowym Krukiem Krwi, powierzono zadanie, którego zrealizowanie zagwarantuje jej koniec przyjaźni z Eliasem. Czy dziewczyna odważy się sprzeciwić imperatorowi i stanie po stronie młodego Veturiusa? Czy dwóm zbiegom, scholarskiej dziewczynie i wojaninowi uda się uratować jedynego człowieka, który jest w stanie przeważyć szalę zwycięstwa w wojnie między okrutnym Imperium a Scholarami?

W przypadku tej serii w jednym miałam rację. Niewiele pamiętałam z "Imperium Ognia", lecz w miarę zagłębiania się w fabułę drugiej części, elementy układanki zaczynały wskakiwać na swoje miejsce i nie stanowiło to dla mnie problemu. Owszem, szkoda że tyle trzeba było czekać na kontynuację, ale nawet mimo tego "Pochodnię w mroku" czytało mi się wyśmienicie i całe te oczekiwanie się opłaciło. Sabaa Tahir ponownie zachwyciła mnie swoimi pomysłami, a przede wszystkim swoim stylem. Mam wrażenie, że o czymkolwiek by pisała i tak zainteresowałoby mnie to ze względu na dobór słów jakim się posługuje. Nic na to nie poradzę, że mam słabość do tej serii i już żałuję, że nie mam pod ręką trzeciego tomu, którego premiera w Ameryce przypada dopiero na kwiecień przyszłego roku. Mam tylko nadzieję, że na tłumaczenie nie będziemy musieli czekać za długo.

Często kontynuacje nie dorównują poprzednikom, ale "Pochodnia w mroku"jest równie świetna jak pierwsza część serii. Akcja trzyma w napięciu prawie przez cały czas, a moje przywiązanie do bohaterów rosło z każdą stroną, a ja nie mogłam się oderwać od lektury. Tym razem autorka podzieliła narrację na trzech bohaterów: Laię, Eliasa oraz Helenę. Bardzo mnie to ucieszyło, gdyż od pierwszej części polubiłam tę ostatnią i chciałam bliżej poznać jej historię. Okazało się, że Helena to wspaniała wojowniczka o dobrym sercu, które zostaje wystawione na poważną próbę. Przed bohaterami stoi jeszcze więcej niebezpieczeństw niż ostatnim razem, ale wspólnie mają szansę odnieść zwycięstwo.

Sabaa Tahir tym tytułem udowodniła, że jest stworzona do takich historii. Mimo, że seria jest jej debiutem, absolutnie nie sprawia ona takiego wrażenia, gdyż jest napisana na najwyższym poziomie. Ember in the Ashes stała się jedną z moich ulubionych, dlatego zawsze z wielką radością będę sięgać po kolejne powieści autorki. Jeśli lubicie fantastykę, pędzącą akcję, świetnie wykreowanych bohaterów, a przede wszystkim dobrze napisane książki, to zachęcam Was do poznania twórczości Saby Tahir. Mocno polecam!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat
(oraz Business&Culture)

sobota, 10 grudnia 2016

Przedpremierowo: W spojrzeniu wroga - Amie Kaufman & Meagan Spooner


Tytuł: W spojrzeniu wroga
Autorki: Amie Kaufman & Meagan Spooner
Seria: Starbound #2
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 6/6
PREMIERA: 11 stycznia 2016


Seria Starbound podbiła moje serce już przy pierwszym tomie. O tej kosmicznej historii bardzo długo nie mogłam zapomnieć, a teraz w końcu doczekałam się jej kontynuacji! Nawet nie wyobrażacie sobie jak się cieszę z tego powodu. Ale do rzeczy! Czy "W spojrzeniu wroga" jest co najmniej tak dobre jak "W ramionach gwiazd"?

Lee Chase jest bezwzględną żołnierką. Ukształtowały ją tragiczne doświadczenia z przeszłości, przez co musiała ukrywać się pod maską człowieka bez duszy i serca. W końcu przy karierze jaką wybrała, okazywanie jakichkolwiek uczuć byłoby niczym więcej jak przeszkodą. Lee stacjonuje od niedawna na planecie Avon. Niestety nie jest to przyjazne miejsce, nawet same środowisko naturalne o tym świadczy. Od lat na planecie przeprowadzane są badania, które mają pomóc w rozwinięciu się roślinności, jednak tak zwana Terraformacja nie przynosi rezultatów. Mieszkańcy planety są podzieleni, Rebeliantom udało się zyskać rozejm ze stacjonującymi na Avonie żołnierzami, jednak jest on kruchy jak lód. Wystarczy niewielka iskra by go złamać. 

Flynn Cormac brat Orli- jednej z ważniejszych postaci wśród Rebeliantów, która poświęciła swe życie w walce o wolność, ma dość ciągłego czekania aż sprawy wymkną się spod kontroli i postanawia podjąć pewien bardzo ryzykowny krok. Dotyczy on Lee Chase i może być dla jego ludzi jedynym ratunkiem. Czy rebeliantowi uda się wywalczyć stały pokój, przy pomocy Chase? Plan wydaje się być szalony, zważywszy na to, że rebeliant i żołnierka są swoimi śmiertelnymi wrogami...

Gdy dowiedziałam się, że kontynuacja "W ramionach gwiazd" nie będzie prowadzona z perspektywy tamtejszych bohaterów, byłam zawiedziona. Przede wszystkim dlatego, że niezmiernie polubiłam Tarvera i Lilac, a zżerała mnie ciekawość jak potoczą się ich dalsze losy. Niemniej jednak, nadal chciałam dowiedzieć się co wydarzy się później, nawet jeśli oznaczało to pewne pożegnanie z ukochanymi bohaterami. Okazało się, że mimo iż nie są oni już głównymi postaciami, to nadal się w książce pojawiają. Dlatego każde wzmianki na ich temat mnie cieszyły, ale tym razem swoją uwagę przeniosłam na Jubilee i Flynna, którzy tak samo skradli moje serce. Autorki mają niezwykły dar kreowania swoich postaci, tak że nie sposób jest się nimi nie interesować lub ich nie polubić. Nie przychodzi to jednak od razu, ale dopiero po czasie, gdy razem z nimi podejmujemy się podróży po Avonie.

Tym razem autorki zaprosiły nas na właściwie umierającą planetę Avon. Panuje tam chaos i nieustanna walka pomiędzy dwoma stronami. W środku tego zamieszania, na mglistych bagnach czai się nieodgadniona moc. Wyraźnie widać tu podobieństwa do pierwszego tomu, jednak tutaj mamy okazję w końcu dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat. W tej chwili jedyne o czym mogę myśleć, to trzeci tom, po którego przeczytaniu uzyskam resztę odpowiedzi. Wracając do "W spojrzeniu wroga", książka rzuciła mnie na kolana. Myślę, że to zasługa bardzo zgranego duetu Kaufman i Spooner, które kolejny raz spisały się świetnie. Autorki dokładnie wiedzą czego czytelnik pragnie i potrafią idealnie zagrać mu na emocjach. 

Drugi tom serii Starbound zrobił na mnie równie wielkie wrażenie jak poprzedni. Autorki udowodniły, że każdy aspekt tej historii mają dobrze przemyślany i wiedzą jak go rozegrać, tak aby czytelnik chciał więcej. "W spojrzeniu wroga" to pełna napięcia i emocji książka, od której nie mogłam się oderwać. Autorkom ponownie udało się stworzyć ciekawych i ludzkich bohaterów, których losy bardzo mnie poruszyły. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać pierwszego tomu, bardzo Was do tego zachęcam, a ja teraz zabieram się za "W sercu światła". Polecam!

Za możliwość przedpremierowej lektury, dziękuję Wydawnictwu Otwarte :)



sobota, 22 października 2016

160. Elantris - Brandon Sanderson


Tytuł: Elantris
Autor: Brandon Sanderson
Stron: 659
Cykl: Elantris #1
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 9/10

Czasem przypadek sprawia, że postanawiamy sięgnąć po jakąś książkę. Pamiętam jak kilka miesięcy temu zdecydowałam się dać szansę "Z mgły zrodzonemu", która była pierwszą książką Sandersona jaką miałam przeczytać. Nie wiecie nawet, jak bardzo się cieszę, że wtedy spróbowałam. Od tamtej pory nie mogę przejść obojętnie obok jego twórczości, tym bardziej, że wydawnictwo MAG wznawia teraz poprzednie wydania. Niedawno w moje ręce trafiła specjalna edycja "Elantris" z bardzo ciekawymi dodatkami, której lektury nie mogłam się doczekać!

Elantris było kiedyś miastem bogów, niegdyś zwykłych śmiertelników, dopóki nie dokonała się w nich przemiana. Dotknął ich Shaod, który dał im niezwykłe moce, nic więc dziwnego, że zwykli obywatele Arelonu mieli ich za bóstwa. Elantryjczycy słynęli ze swojej potęgi i co więcej, potrafili ją wykorzystać w dobrym celu. Od lat pomagali ludziom, w przypadku chorób, a także dbali o to, by nigdy nikomu nie zabrakło żywności. Jednak czasy świetności Elantris minęły dziesięć lat temu, kiedy to ich moce przestały działać, a sami Elantryjczycy stali się bezwartościowi i wręcz przeklęci. Miasto popadło w ruinę, okryło się sadzą i brudem. Bramy zostały zamknięte i od tamtej pory wstęp do niego mają jedynie naznaczeni Shaodem. Księżniczka Sarene od lat nie mogła znaleźć sobie miejsca na świecie. W rodzinnym mieście czuła na sobie nieprzychylne spojrzenia poddanych, którzy nie potrafili jej zrozumieć. Jej los w końcu się odmienia, gdy postanawia ze względów politycznych zawrzeć związek małżeński z księciem Arelonu- Raodenem. Niestety pech nie opuszcza księżniczki i gdy tylko przybija statkiem do portu okazuje się, że jej narzeczony nie żyje, a ona sama została uznana za wdowę...

Zabierając się za "Elantris" miałam spore oczekiwania. W końcu jest to książka autora "Ostatniego Imperium", które zachwyciło mnie w każdym calu. Jednak jest to przecież debiutancka powieść autora, a więc nie byłam pewna czego się spodziewać. Do tej pory jestem w szoku, że debiut może być aż tak dobry. Sanderson to dla mnie mistrz gatunku, jestem pełna podziwu wobec jego umiejętności tworzenia nowych światów, reguł, a także bohaterów, którzy w jego powieściach są niezwykle ważni. W tle mamy dworskie rozgrywki polityczne, spiski i intrygi. Nie da się ukryć, że jednym z ważniejszych elementów powieści jest oczywiście umarłe miasto Elantris. Co się kryje za Shaodem? Dlaczego z daru stało się przekleństwem? Przez całą książkę, te pytania kołatały mi się w głowie, dlatego nie mogłam wysiedzieć spokojnie dopóki nie przewróciłam ostatniej kartki.

"Elantris" to był dla mnie duży szok. Nie mogę uwierzyć, że jest to debiut Sandersona, ponieważ różnica między tą powieścią, a genialnym "Ostatnim Imperium" wcale nie jest wielka. Kunszt pisarski owszem, w kolejnych książkach widać poprawę, ale oprócz tego przepaści żadnej nie ma! Począwszy od kreacji świata, magii, intryg i skończywszy na wspaniałych bohaterach jest to Sanderson jakiego znam i uwielbiam. Jeśli jeszcze nie czytaliście powieści tego autora, bardzo Was do tego zachęcam! Sami zobaczcie jak powinno wyglądać piekielnie dobre fantasy, od którego ciężko się oderwać, a co dopiero o nim zapomnieć :)

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!

sobota, 28 maja 2016

155. Pani Noc - Cassandra Clare

Tytuł: Pani Noc Autor: Cassandra Clare 
Stron: 828 Seria: Mroczne Intrygi #1 Wydawnictwo: MAG

Cassandra Clare już od dobrych paru lat należy do grona moich ulubionych autorek. Jej pierwszą książkę przeczytałam mając jakieś piętnaście lat, a teraz mając dwadzieścia jeden, jej twórczość podoba mi się tak samo jak wtedy. Świat Nocnych Łowców towarzyszy mi od dawna i wcale mi się nie nudzi, a więc dopóki Clare pisze, ja będę czytać to co wyjdzie spod jej pióra. Dary Anioła dobiegły końca, ale to nie znaczy, że już więcej nie spotkamy Nocnych Łowców, gdyż w "Pani Noc" poznajemy historię zupełnie nowych bohaterów.

Emma i Julian są nierozłączni od małego. Zbliżyły ich do siebie traumatyczne przeżycia po Mrocznej Wojnie, w której oboje stracili rodziców. Julian wraz z młodszym rodzeństwem przeniósł się do Instytutu w Los Angeles, ale nie chcąc rozstawać się z Emmą, postanowili, że zwiążą się przysięgą parabatai aby nikt więcej nie mógł ich rozdzielić. Dziewczyna od zawsze uważała, że za zabójstwem jej rodziców nie stoi Sebastian Morgenstern, jak to zakłada Clave, ale ktoś inny. Od wielu lat prowadzi prywatne śledztwo, ale dopiero teraz, po kilku latach od ich śmierci, Emma trafia na trop zabójcy. Okazuje się, że w mieście zjawiła się osoba za to odpowiedzialna i zostawia po sobie kolejne ofiary. Tym razem Emma jest gotowa stawić czoło mordercy i sprawić by zapłacił za to co zrobił, gdyż ma przy boku swojego parabatai i wiernych przyjaciół.

Clare zawsze udaje się wciągnąć mnie do świata jej książek. Za każdym razem jej bohaterowie i ich losy stają się dla mnie bardzo ważni, przez co nie mogę się oderwać od tego co czytam. Po "Mieście Niebiańskiego Ognia", które zwieńczyło losy Clary i Jace'a, czyli jednej z moich ulubionych par książkowych, myślałam, że już żadna seria o Nocnych Łowcach jej nie przebije, ale mogłam być w błędzie. "Pani Noc" niczego nie brakuje, a Clare serwuje czytelnikowi masę atrakcji, emocji i wzruszeń. Nie zabraknie tu również dobrze znanych postaci z Darów Anioła, które czasem służą pomocą młodszym bohaterom, a także skomplikowanych relacji międzyludzkich. Do Instytutu wraca Mark, który po Mrocznej Wojnie został uprowadzony Blackthornom przez Faerie, a także pojawi się wątek zakazanej miłości, a jak wiadomo to co zakazane smakuje najlepiej, a więc będzie z tego powodu wiele wzburzeń i emocji. 

W kilku aspektach "Pani Noc" mocno przypominała Dary Anioła, szczególnie ich pierwsze tomy, zwłaszcza jeśli chodziło o zakazaną miłość. Jeśli czytaliście "Miasto kości" to zapewne wiecie co mam na myśli. Tutaj również pojawiło się takowe uczucie, ale nie między domniemanym rodzeństwem, tylko parabatai. Z jednej strony jestem zdziwiona, że Clare postanowiła ponownie w ten sposób namieszać, a z drugiej myślę sobie, że coś w tych zakazanych związkach jest. Im bardziej dwójka osób nie powinna ze sobą być, tym mocniej chcemy żeby jednak im się udało i żeby byli razem bez względu na cenę. Przynajmniej z mojego punktu widzenia tak to wygląda. Wracając do sedna, Cassandrze naprawdę dobrze to wychodzi, więc nawet rozumiem czemu to robi. W końcu nigdy nie może być za słodko. Ciekawe co z tego wyjdzie i szczerze mówiąc nie mogę się już doczekać następnego tomu.

"Pani Noc" to świetna książka, pełna akcji, która zawiera w sobie trochę kryminału, fantastyki i romansu. Dla mnie to idealne połączenie, a w wykonaniu Clare jak zwykle trafione w dziesiątkę. Cieszy mnie fakt, że autorka nadal tworzy w świecie Nocnych Łowców, bo naprawdę ciężko byłoby mi się z nimi rozstać. Jak na pierwszą część z serii, poprzeczka ustawiła się bardzo wysoko, więc jestem ciekawa jak to będzie z kontynuacją i czy uda jej się przebić ten tom. Reasumując serdecznie polecam Wam ten tytuł, jeśli jesteście wielbicielami Darów Anioła. Znajdziecie tu wiele smaczków, a nawet specjalne opowiadanie o bohaterach tej właśnie serii. Dla mnie rewelacja!

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG! 

wtorek, 23 lutego 2016

150. Przedpremierowo: "W ramionach gwiazd" - Amie Kaufman & Meagan Spooner

Tytuł: W ramionach gwiazd
Autorki: Amie Kaufman i Meagan Spooner
Seria: Starbound #1
Stron: 488
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 9/10

PREMIERA: 02.03.16

"W ramionach gwiazd" to książka, o której pierwszy raz usłyszałam jakiś rok temu od zagranicznych czytelników. Rzuciła mi się w oczy od razu, gdyż tak pięknej okładki nie sposób przeoczyć. Jako, że już od jakiegoś czasu bardzo chciałam ją przeczytać, byłam w siódmym niebie gdy zobaczyłam, że wkrótce ma się ona pojawić również u nas. Czy jest to książka, która faktycznie zasługuje na tyle pochwał, które napływają z każdej strony?

Lilac LaRoux to córka najważniejszego i zarazem najbardziej wpływowego człowieka w całej galaktyce. Wiedzie życie w luksusie i każda jej zachcianka spełniana zostaje bez żadnych problemów, wystarczy że dziewczyna kiwnie palcem. Dla niej przyjęcia balowe są normalnością, do której zdążyła się już przyzwyczaić, ale podróże międzygalaktyczne nie dla każdego stanowią taką samą rozrywkę. Dla Tarvera Merendsena, wojskowego, który dzięki swoim umiejętnościom i odwadze w walce na froncie zdobył liczne odznaki i tytuły, bale to sama męczarnia, ale gdy podczas jednego z przyjęć, zauważa przy jednym ze stolików samotną rudowłosą piękność, nie może się powstrzymać i postanawia bliżej ją poznać. Nie mija wiele czasu, a na promie, którym lecą dochodzi do katastrofy. Cudem tej dwójce w porę udaje się katapultować, nim ze statku pozostanie jedynie wspomnienie. Lilac i Tarver lądują na nieznanej planecie i od tej chwili ta dwójka, choć całkowicie od siebie różna, zdana jest tylko na siebie.

Rzadko kiedy sięgam po powieści, których akcja dzieje się w kosmosie, ponieważ takich historii napisano już tyle, że mam wrażenie, że już nic nowego mnie nie zaskoczy. Jednak sięgając po "W ramionach gwiazd" wiedziałam, że nie będzie to lektura powielająca stare schematy, a podczas czytania moje przypuszczenia tylko się potwierdziły. Panie Kaufman i Spooner stworzyły kosmicznie dobrą historię, od której nie mogłam się oderwać. Od momentu katastrofy statku, aż po sam koniec, nie byłam choćby przez chwilę pewna losów bohaterów. Myślałam, że wiem czego mogę się spodziewać, ale nic z tego, bo autorki co rusz zaskakiwały mnie czymś nowym i dotąd nieznanym. Kierują parę bohaterów na obcą planetę i zsyłają im na barki straszny ciężar, gdy na miejscu okazuje się, że z katastrofy cało wyszli tylko oni. Lilac i Tarver chociaż bardzo od siebie różni, muszą znaleźć sposób na przeżycie w tym dziwnym i odludnym miejscu.

Jestem pełna podziwu dla autorek za to jak poradziły sobie z przedstawieniem życia w kosmosie, a później na nieznanej planecie. Od samego początku podobał mi się plastyczny język jakim się posługiwały i namacalni bohaterowie. Odkąd lądują na obcej ziemi ich charaktery zmieniają się i ewoluują. Lilac i Tarver walczą o ratunek i przeżycie, a co za tym idzie zmuszeni są do porzucenia dawnych przyzwyczajeń i wygód oraz dostosować się do nowo zaistniałej sytuacji. Dla chłopaka są to warunki, do których jest w stanie szybko się zaadaptować, gdyż na froncie nie raz był w podobnych sytuacjach, natomiast pannie LaRoux jest znacznie trudniej. Zagubiona księżniczka w pięknej sukni i butach na obsach, nagle musi odłożyć na bok swoją dumę i maniery, dając z siebie wszystko, w poszukiwaniu czegokolwiek, co umożliwi im sprowadzenie pomocy. Nie da się ukryć, że bohaterowie przechodzą ogromną zmianę, a wspólna wędrówka uświadamia im, że są dla siebie kimś znacznie więcej niż tylko towarzyszami podróży. Między nimi rodzi się uczucie, które w normalnych warunkach nigdy nie miałoby szansy zaistnieć.

"W ramionach gwiazd" to książka naprawdę oryginalna, która nie daje o sobie zapomnieć przez długi czas, chociaż ciężko ją dokładnie przypisać do jednego gatunku, gdyż znajdą się tu elementy pasujące do science-fiction, a także Young Adult, a w pewnych momentach pojawiają się nawet motywy paranormalne. Autorki postarały się aby czytelnik z każdą stroną pragnął więcej i więcej, potęgując napięcie przez cały czas. Nic w tej książce nie było przewidywalne, a zwroty akcji momentami wbijały w fotel i wyciskały łzy z oczu. Jest to powieść o przetrwaniu, poszukiwaniu siebie i odnajdywaniu nadziei nawet w chwilach, gdy nic nie idzie po naszej myśli. Pięknie napisana historia, wciągająca od samego początku, którą gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte

niedziela, 20 grudnia 2015

144. Nigdy nie gasną - Alexandra Bracken

Tytuł: Nigdy nie gasną Autor: Alexandra Bracken
Seria: Mroczne Umysły #2 Stron: 477 Wydawnictwo: Otwarte

Serię Mroczne Umysły zaczęłam kilka miesięcy temu. Historia stworzona przez Alexandrę Bracken od razu przypadła mi do gustu. Świat, który wykreowała był przerażający i zarazem niezwykle mi się spodobał. Może zabrzmi to trochę złowieszczo, ale wizje mrocznej przyszłości takiej jak ta, od zawsze mnie fascynowały. Jest to coś czego na co dzień nie jesteśmy w stanie zauważyć w naszej rzeczywistości, coś co wydaje się być tak absurdalne, że aż niemożliwe i właśnie dzięki temu tak bardzo uwielbiam tego typu historie. 

Od wydarzeń opisanych w poprzednim tomie minęło pół roku. Ruby poddała się Lidze Dzieci w zamian za uwolnienie Liama. Przeszła wiele treningów, została wysłana na liczne misje, w których brała czynny udział. Od tego czasu nie było dnia żeby nie myślała o osobach, które musiała opuścić dla ich własnego dobra. Gdy w ośrodku zaczynają dziać się dziwne rzeczy, które tylko nieliczni potrafią dostrzec, dziewczyna wie, że coś musi z tym zrobić inaczej nikt im nie pomoże. Zostaje wysłana na kolejną, tajną misję, która może przynieść ratunek wszystkim dzieciom chorym na OMNI. 

Pierwszy tom serii czytałam kilka dobrych miesięcy temu. Teraz zastanawia mnie czemu wcześniej nie sięgnęłam po kontynuację, bo świetnie pamiętam jak lektura "Mrocznych Umysłów" mi się podobała. Najwyraźniej zawsze musiałam znaleźć coś innego pod ręką i tym sposobem kontynuację zepchnęłam na dalszy plan, czego teraz żałuję. Tyle zwlekać na tak genialną lekturę! Wspaniale było móc powrócić do świata Ruby i z wypiekami na twarzy śledzić jej losy. To co autorka jej w tym tomie zgotowała, to naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Nawet nie wiecie jak wiele emocji wzbudziła we mnie ta książka. Jestem pełna podziwu wobec Alexandry Bracken, bo to co wyszło spod jej pióra jest dosłownie fascynujące, a jej pomysłowość nie zna granic. 

Trzeba przyznać, że seria ta wcale nie należy do lekkich w odbiorze. Atmosfera jest ciężka, przesycona strachem i niepewnością. Wszystko dzieje się w swoim tempie, czasem niespiesznie, by za chwilę pędzić z niesamowitą prędkością. Ten klimat, który spowija serię, w moim odbiorze był wprost magnetyczny. Po przeczytaniu książki cały czas wracałam do niej myślami, bo nie sposób o niej zapomnieć. Czuję potrzebę przeczytania więcej, a jednocześnie wcale nie chcę już czytać ostatniego tomu, bo to oznaczałoby definitywny koniec. Dlatego na razie poczekam, zostanę myślami jeszcze przy genialnym drugim tomie, który nieodwołalnie skradł me serce.

Mroczne Umysły to seria, która w pełni zasługuje na te wszystkie pochwały, które się jej przypisuje. Jest zaskakująca, brutalna, ale też na swój sposób budująca. Pokazuje, być może odrobinę naiwnie, że jednostka jest w stanie sprawić, by świat wyglądał lepiej i bezpieczniej, bez konieczności używania przemocy czy wzbudzania strachu. Alexandra Bracken stworzyła świetną serię, którą czyta się z zapartym tchem. "Nigdy nie gasną" okazały się być bardzo dobrą kontynuacją, może nawet lepszą niż pierwsza część. Gorąco polecam!


1. Mroczne Umysły 2. Nigdy nie gasną 3. Po zmierzchu

wtorek, 24 listopada 2015

142. Ember in the Ashes. Imperium Ognia - Sabaa Tahir

Tytuł: Imperium ognia Autor: Sabaa Tahir
Seria: An Ember in the Ashes #1 Stron: 416
Wydawnictwo: Akurat Ocena: 6/6

Książka Saby Tahir podbiła serca czytelników na całym świecie. O "Ember in the Ashes. Imperium Ognia" pisano i mówiono wszędzie, znalazła się też na drugim miejscu listy bestsellerów The New York Times'a. Porównywano tę powieść do największych tytułów literackich ostatnich lat, takich jak "Igrzyska Śmierci", "Harry Potter" czy "Gra o Tron". Książka doczekała się również polskiej premiery i ku mojej wielkiej radości miałam okazję ją już przeczytać. Z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że te wszystkie pochwały są w pełni zasłużone. 

Laia urodziła się w Scholarskiej rodzinie, a w Imperium oznacza to, że należy do najniższej z kast. Scholarzy w okrutnym społeczeństwie, w jakim przyszło jej żyć są poniżani, bici, a także inwigilowani. Pewnej nocy, okrutne Maski, które są zabójcami Imperium, podejrzewając jej brata Darina o zdradę, biorą go do niewoli. Dziewczynie udaje się uciec, jednak nie może sobie darować, że nawet nie spróbowała pomóc ukochanemu bratu. Laia od tej pory postanawia, że zrobi wszystko, aby wydostać Darina. Jedyną opcją jaka przychodzi jej do głowy, jest udanie się do ruchu oporu, który znany ze swojego honorowego postępowania, na pewno udzieli jej pomocy. Dziewczyna wkracza na niebezpieczną ścieżkę, gdzie na szali waży się życie jej i brata.

Elias od najmłodszych lat szkolony jest w akademii Czarny Klif, która rekrutuje potencjalnych kandydatów na nowego Imperatora. Elias wkrótce stanie się Maską - bezwzględnym i zabójczym żołnierzem, pozbawionym duszy. Jednak w głębi serca, chłopak wie, że to co robi nie jest słuszne. Nigdy nie pragnął zabijać dla Imperium, a gdy zostanie Maską, nie będzie miał w tej kwestii żadnego wyboru. Gdy nadejdzie czas Prób, chłopak będzie musiał zdecydować, po której stronie stać. Czy ważniejsze okaże się jego przeznaczenie, czy czyste serce?

W "Imperium Ognia" narracja podzielona jest na dwóch bohaterów, Laię i Eliasa. Każde z nich wiedzie całkowicie odmienne życie. Jedno należy do najbiedniejszych z kast, a drugie do tych przy władzy. Jednak żadne z nich nie jest szczęśliwe. Laia straciła brata i od tego momentu robi wszystko by go uratować. Podejmuje się bardzo ryzykownego zadania, przez które sama może zginąć, ale jej determinacja nie pozwala jej się poddać. Natomiast Elias jest trenowany na okrutnego przywódcę. Będąc dzieckiem wiódł szczęśliwe życie wśród Plemieńców, aż pewnego dnia odebrano go przybranej rodzinie i sprowadzono do Czarnego Klifu - miejsca owianego złą sławą, gdzie metody szkolenia są wyjątkowo bezlitosne. Los sprawia, że ścieżki tej dwójki splotą się, aby wzajemnie siebie uratować.

Książką jestem zachwycona. Złożoność fabuły i świata wykreowanego przez Sabę Tahir zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Bohaterowie jej powieści wiodą ciężkie życie, pełne przeciwności losu, które co rusz stają im na drodze do szczęścia, ale są oni na tyle wytrwali w tym co robią, że nie tak łatwo im odpuścić. Zarówno Laia, jak i Elias mają w sobie siłę, by stawić opór i postępować w zgodzie z własnym sumieniem. Bardzo mi się to podobało i przypominało mi to determinację Katniss z "Igrzysk Śmierci", dlatego do bohaterów od razu zapałałam wielką sympatią. Również klimat "Imperium Ognia" słusznie porównywany jest do wyżej wymienionej serii, co dla mnie akurat jest dużym plusem, gdyż jest on imponujący. Mroczność tej historii i świata przedstawionego jest wprost uderzająca i nie pozwala na obojętność podczas lektury.

Historie takie jak ta, zawsze mają u mnie w sercu szczególne miejsce. Skłaniają do myślenia, ściskają gardło z emocji i na długo nie dają o sobie zapomnieć. Do takich książek jestem w stanie wracać kilka razy, by móc znowu poczuć wszystkie emocje od nowa. Sabaa Tahir zachwyciła mnie swoim debiutem literackim i wcale się nie dziwię, że nastolatkowie oszaleli na punkcie tej powieści. W moich oczach, książka zasłużyła na miano rewelacyjnej i godnej polecenia wszystkim wielbicielom szeroko pojętej fantastyki!

Za możliwość przeżycia wspaniałej przygody z bohaterami "Ember in the Ashes"
bardzo dziękuję Wydawnictwu Akurat oraz Business & Culture!

czwartek, 5 listopada 2015

138. Bohater Wieków - Brandon Sanderson

Tytuł: Bohater Wieków Autor: Brandon Sanderson
Seria: Ostatnie Imperium #3 Stron: 761 Wydawnictwo: MAG Ocena: 6/6!

Przez bardzo długi czas omijał mnie geniusz Sandersona, aż do niedawna gdy w końcu sięgnęłam po pierwszą część Ostatniego Imperium jego autorstwa. Rozłożyła mnie ona kompletnie na łopatki i na długo nie mogłam o niej zapomnieć. Piekielnie dobrze napisana i skonstruowana seria, której akcja z każdym tomem nabierała większego rozpędu. Po wszystkich przygodach Kelsiera, Vin, Elenda, Sazeda, Spooka i reszty ekipy, dzisiaj nadszedł dzień, w którym poznałam finał ich historii. 

Mgły wracają ze zdwojoną mocą. Teraz nie tylko powodują chorobę, ale także zabijają. Popiół spada częściej, a trzęsienia ziemi wydają się być silniejsze. Wszystko wskazuje, że koniec nadejdzie szybciej niż można się było tego spodziewać, a moc uwolniona przez Vin, ze Studni Wstąpienia może mieć z tym coś wspólnego. Elend Venture ma na głowie całe królestwo, ale odkąd otrzymał moce Zrodzonego z Mgły, jego szanse na powodzenie, wydają się być większe. Teraz musi zapewnić bezpieczeństwo swojemu ludowi, który w niego wierzy. Ostatni Imperator okazał się być lepszym człowiekiem niż to na początku zakładali. Zostawił im jaskinie i wskazówki wykute w metalu, dające im część potrzebnych odpowiedzi. Niestety pierwotna moc Zniszczenie rośnie w siłę, pragnąc całkowitej destrukcji świata. Czy ktokolwiek będzie w stanie je powstrzymać?

Nawet nie wiecie jak jest mi teraz smutno, że już skończyłam tę książkę. Byłam bardzo ciekawa tego finału, a przede wszystkim potrzebowałam odpowiedzi na pytania, które powstały w mojej głowie na przełomie poprzednich dwóch tomów. Jednak z drugiej strony, zupełnie nie chciałam tej części czytać, bo to oznaczało koniec i pożegnanie z bohaterami, z którymi bardzo się zżyłam. Teraz myślę tylko o tym, jak genialną historię stworzył Sanderson. Od początku do końca, w stu procentach przemyślaną, która nieodwołalnie skradła moje serce. Nigdy bym się nie spodziewała, że ta seria w takim stopniu przypadnie mi do gustu. A sam finał? Coś niesamowitego. Nie mogę wyjść z podziwu, jak dobrze został on rozegrany. Nadal jestem w szoku, po tym wszystkim co się wydarzyło. Tytułowy Bohater Wieków, od samego początku mnie interesował, a szczególnie to kim on jest. Wyznam jedynie tyle, że warto było czekać na poznanie odpowiedzi.

Ostatnie Imperium, a przynajmniej jego pierwsze trzy tomy, które do tej pory przeczytałam, to prawdziwy majstersztyk. Nie potrafię w pełni wyrazić mojego zachwytu słowami, bo cały czas jestem jeszcze myślami przy zakończeniu, które okazało się być szokujące, ale także całkowicie zadowalające. Można powiedzieć, że napisane z przytupem, na który zdecydowanie zasługuje. Nadal nie mogę uwierzyć, że to już koniec i chociaż wiem, że będą kolejne części serii, to ich akcja będzie miała miejsce trzysta lat po wydarzeniach z tego tomu, a moich ulubionych bohaterów już w nich nie będzie... Nie ulega wątpliwości, że je przeczytam, właściwie to już nie mogę się ich doczekać, chociaż trochę martwię się, że to już nie będzie to samo. Mam nadzieję, że pozwolą mi załagodzić trochę ten smutek z powodu końca historii Vin i Elenda i okażą się być równie ciekawe.

Jak przy poprzednich tomach, nadal jestem pod wrażeniem kreacji bohaterów. Sanderson stworzył postaci, które emanują autentycznością. Wielu z nich przeszło wielką przemianę, a także z kilkoma przyszło nam się pożegnać. Autor wcale nie szczędził swoich bohaterów i często zrzucał na ich barki ciężar, którego nie byli w stanie udźwignąć. W ostatecznym rozrachunku, wszystko stało się jasne i nabrało większego znaczenia. Na pewno w mojej pamięci na długo zostaną odważny i heroiczny Kelsier, bystra i sprytna Vin, a także oczytany i waleczny Elend, który na przełomie serii przeszedł chyba największą przemianę. Do grona moich ulubionych postaci należy również Sazed, który swoją mądrością i dobrym sercem od razu zyskał moją sympatię.

Nie wiem jak jeszcze mogłabym Was przekonać do tej serii. Dla mnie jest to prawdziwe objawienie i od razu trafia ona na szczyt moich ulubionych powieści w tym roku, a może nawet nie tylko. Te książki mają wszystko, czego czytelnik może tylko chcieć. Mnie urzekł styl autora, jego barwne opisy, bohaterowie jakich stworzył, a także sama fabuła, która do tej pory krąży mi po głowie. Komu polecam? Myślę, że zagorzałych fanów fantastyki nie muszę namawiać, bo pewnie Ostatnie Imperium już znają, jednak poleciłabym ją wszystkim tym, którzy mają ochotę na coś co oderwie Was od rzeczywistości i na długi czas zostanie w pamięci. Seria zdecydowanie warta poznania!



Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu MAG! 

piątek, 2 października 2015

133. Origin - Jennifer L. Armentrout

Tytuł: Origin Autor: Jennifer L. Armentrout
Seria: LUX #4 Stron: 455 Wydawnictwo: Filia Ocena: 10/10

Nie wiem jak Jennifer L. Armentrout to się udaje, ale za każdym razem gdy czytam jej książki, mam później ogromnego książkowego kaca. A już na pewno, gdy raz za razem rozbija moje serce na tysiąc kawałków swoimi zakończeniami, co sprawia, że nie wiem jakim cudem wytrzymam do premiery ostatniego tomu, bo "Origin" dosłownie zwalił mnie z nóg. 

Po ostatniej akcji mającej na celu odzyskanie Beth z rąk Daedalusa, która skończyła się katastrofalnie, Katy zostaje uwięziona w Mount Weather. Nie wie co zamierzają z nią tam zrobić, ale na pewno nie będzie przyjemnie. Opowieści o tym, co działo się za murami tego budynku powodują ciarki na całym ciele. Daemon zrobi wszystko by uratować Katy, posunie się nawet do ostatecznych czynów. Nie pozwoli by ktokolwiek stanął mu na drodze, a tak rozwścieczony kosmita jak on, jest zdolny do wszystkiego. 

Nie jestem w stanie pisać o fabule tej książki, bo po prostu jestem w wielkim szoku po finale "Originu". To co autorka ze mną zrobiła, to czyste szaleństwo. "Obsydian" czyli początek serii Lux zapowiadał, że będzie to lekka i raczej spokojna seria paranormal-romance. Jednak będąc teraz po czterech tomach, mówię Wam, że nic bardziej mylnego. Ta seria jest jak prawdziwy rollercoaster i wybaczcie jeśli już słyszeliście o niej takie określenie, ale ono najbardziej trafnie opisuje serię Lux. Rozpoczyna się powoli, a potem nabiera szaleńczego tempa, którego nikt nie jest w stanie zatrzymać. To co się działo już od trzeciego tomu wprawia mnie w osłupienie. Te pomysły, ta akcja, bohaterowie i wszystkie problemy jakie mają na głowie to było coś szalonego, a zarazem tak cudownego! Już w "Opalu" zauważyłam dużą zmianę w fabule i tempie, jednak "Origin" po prostu miażdży. Nie macie pojęcia co właśnie przeżywam, jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki, ale właśnie takie lektury przypominają mi dlaczego tak bardzo kocham czytać.

Przez całą lekturę "Originu" siedziałam w fotelu jak na szpilkach. Akcja zaczyna się już od pierwszej strony i trwa do samiutkiego końca, z małymi przerywnikami na romantyczne uniesienia Daemona i Katy. Skoro już mowa o Daemonie... tu pojawił się bardzo ważny szczegół, który autorka w tej części dodała. Otóż w "Originie" możemy poznać wydarzenia również z jego perspektywy! Czy można prosić o więcej? W końcu możemy zajrzeć do głowy tego przystojnego kosmity i sprawdzić co tak naprawdę w niej siedzi. I powiem Wam, że Daemon wcale nie zawodzi- wręcz przeciwnie. Podzielenie narracji pomiędzy niego a Katy było fantastycznym rozwiązaniem. Zważywszy na okoliczności w jakich się znaleźli było to prawie oczywiste posunięcie, ale mimo wszystko jestem zachwycona i mam nadzieję, że przy następnej części również narracja będzie podzielona w ten sposób. Działa to zdecydowanie na jej korzyść.

Ta część zdecydowanie różni się od poprzednich. Koniec zabawy i wolności. Od tej pory na szali waży się życie nie tylko Katy i Daemona, a decyzje i ryzyko jakie będą musieli podjąć może przejść wszelkie wyobrażenia. Moje przeszło na pewno. Podczas lektury doznałam mnóstwa wzruszeń, cierpienia i radości razem z bohaterami. Nie byłam w stanie się zdystansować i wszystko dogłębnie przeżywałam. Uwierzcie, że inaczej się nie dało. To jak Jennifer L. Armentrout to sobie wymyśliła do tej pory mnie zaskakuje. W życiu bym się nie spodziewała, że akcja potoczy się w ten sposób, co sprawia, że wolę nie myśleć o finale serii. Po tym wszystkim co się stało w tym tomie, na pewno będę jeszcze bardziej zdruzgotana. Ale to nic, bo w tej chwili wiele bym oddała by mieć w swoich rękach ostatnią część. Ja jednak będę musiała cierpliwie czekać, chociaż nie wiem czy jest to w ogóle wykonalne. Lepiej trzymajcie kciuki, żebym nie zwariowała.

"Origin" pozostawił mnie w wielkim szoku, jak możecie wywnioskować z recenzji. Nie sądziłam, że po "Opalu" autorce uda się mnie jeszcze tak zaskoczyć, a jednak. Jestem pod wrażeniem tego w jakim kierunku rozwinęła się ta seria, bo powiadam Wam, że "Obsydian" wcale tego nie zwiastował. Osobiście jestem zachwycona tą serią i strasznie nie chcę już kończyć swojej przygody z Lux, a jednocześnie nie mogę się doczekać aż dowiem się, co przytrafi się bohaterom w ostatnim, piątym tomie. Czy muszę Was jeszcze przekonywać do tej serii? Mam nadzieję, że nie.

Seria LUX:
1. Obsydian 2. Onyks 3. Opal 4. Origin 5. Opposition

wtorek, 8 września 2015

129. Oddam ci słońce - Jandy Nelson

Tytuł: Oddam ci słońce Autor: Jandy Nelson
Stron: 372 Wydawnictwo: Otwarte

Cześć!
Dziś razem z Blair przygotowałyśmy dla Was dość nietypowy post. Wydawnictwo Otwarte zaproponowało abyśmy napisały recenzję książki “Oddam ci słońce” na dwa głosy. Powieść Jandy Nelson odebrałyśmy całkowicie inaczej, a nasze opinie na jej temat są skrajnie różne, co na pewno zaowocuje ciekawą dyskusją, którą możecie przeczytać poniżej. :)


Alys: Wow! Dawno nie czytałam tak dobrej książki. “Oddam ci słońce” wprost mnie zachwyciło. Jak Twoje wrażenia?
Blair: Całkowicie inne niż Twoje. Książka w żaden sposób mnie nie oczarowała, a wręcz przeciwnie, wynudziłam się i zmarnowałam przy niej czas.
Alys: Nie wierzę. Jak to możliwe?
Blair: Ja też jestem w szoku, że książka Ci się spodobała! Dla mnie “Oddam Ci słońce” było nudne i bardzo zawiodłam się na tej powieści. Nie twierdzę, że książka jest beznadziejna, bo znalazła ona wielu zwolenników, ale ta historia do mnie nie przemówiła i jestem nią zawiedziona, bo naprawdę myślałam, że to będzie coś wspaniałego, a po przeczytaniu czułam tylko zawód. A Tobie co się w niej spodobało?
Alys: Myślę, że ta książka była dla mnie świetna jako całość, na którą złożyło się kilka elementów, dzięki którym mi się spodobała. Przede wszystkim historia Noah i Jude była całkowicie nietuzinkowa i wręcz magiczna. Zachwycił mnie jej klimat i piękne przesłanie. Dzięki tej książce uświadomiłam sobie kilka rzeczy i spojrzałam na niektóre wydarzenia z zupełnie innej perspektywy! Uwielbiam to jak wrażliwych bohaterów o artystycznej duszy stworzyła Jandy Nelson.
Blair: A ja zupełnie na odwrót. Bohaterowie, a zwłaszcza Noah strasznie mnie irytowali i w ogóle się z nimi nie zżyłam. Byli dla mnie nijacy i ich nie polubiłam. Może dlatego odebrałam tę książkę tak negatywnie, bo przecież w takich historiach, utożsamienie się z bohaterami przyczynia się do odkrycia głębszego znaczenia i przesłania książki . Ja w “Oddam Ci słońce” nic takiego nie odnalazłam.
Alys: Myślę, że inność tych bohaterów nie każdemu mogła się spodobać. Ja nigdy nie miałam styczności z takimi ludźmi jak Noah czy Jude, dlatego spojrzenie na życie z ich perspektywy, trochę otworzyło mi oczy. Są oni przykładem na to, że często najbliższe nam osoby mogą nas najmocniej skrzywdzić, a konsekwencje tego mogą być straszne dla obu stron. Na pewno nie była to łatwa książka, bo dotyka ona poważnych kwestii, ale autorka postarała się żeby była ona przystępna dla każdego, bez względu na wiek, czy upodobania. “Oddam ci słońce” wywołała we mnie całą gamę emocji i wzruszeń, dlatego wiem, że na długo zostanie ona w mojej pamięci.
Blair: Rozumiem twoje zdanie i twoje odczucia. Uważam, że takie książki jak “Oddam Ci słońce” znajdują albo wielbicieli, którzy wprost zakochują się w historii i znajdują jej głębsze znaczenie, albo osoby, które nie widzą w tej książce nic interesującego i uważają ją za niewartościową.
Alys: Wygląda na to, że ja należę do pierwszej grupy, a Ty do drugiej co jest dobre, bo przynajmniej osoby, które jeszcze nie czytały książki mogą poznać dwie odbiegające od siebie opinie na temat tej samej lektury.

Podsumowując:

Blair: “Oddam Ci słońce” to książka dość specyficzna, która nie każdemu się spodoba. Książka w żaden sposób mnie nie zaciekawiła, a jedynie zanudziła. Nie znalazłam w niej nic interesującego i mocno zawiodłam się na lekturze. Po raz kolejny dałam się uwieść marketingowi, który przekonał mnie, abym sięgnęła po książkę, której nawet nie miałam w planach, ale wysokie oceny i jej promocja poskutkowała tym, że zabrałam się za dzieło Jandy Nelson i to był błąd. Dlatego odradzam Wam przeczytanie tej oto historii, bo jest ona dość charakterystyczna, a cały ten pomysł byłby dobry na film, a nie na książkę, która jest męcząca, rozległa, nudna i nie wnosi nic do życia.
Ocena: 2/10

Alys: Książka Jandy Nelson oprócz niezwykłej fabuły, została napisana w fantastyczny sposób. Autorka zaskoczyła mnie swoim niepowtarzalnym stylem, który sprawił, że przeczytałam ją w jeden dzień, bo wprost nie mogłam się oderwać. Dawno nie przytrafiło mi się żebym została pochłonięta przez lekturę do tego stopnia. Jeśli miałabym wskazać jedną rzecz, która najbardziej mnie w tej książce urzekła, będą to niewątpliwie główni bohaterowie. Noah i Jude to bardzo wrażliwe dusze, które spotkały na swojej drodze wiele przeciwności losu, jednak aby móc ruszyć dalej ze swoim życiem, potrzebują siebie nawzajem. Czasem nawet najcięższe chwile są do zniesienia, jeśli mamy odpowiednią osobę przy swoim boku.

"Oddam ci słońce" to książka jedyna w swoim rodzaju. Mnie mocno złapała za serce i nie wiem jak ktokolwiek mógłby przejść obok niej obojętnie. Polecam bardzo gorąco!

Ocena: 10/10
***

Dziękujemy za przeczytanie tej nietypowej recenzji. Jeśli chcecie, abyśmy częściej wspólnie pisały nasze opinie na temat jakiejś książki lub filmu, dajcie znać, my na pewno chętnie to powtórzymy. Pisanie tej wspólnej recenzji było dla nas bardzo ciekawym doświadczeniem, dlatego mamy nadzieję, że nasza dyskusja przypadła Wam do gustu :)


Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

czwartek, 30 lipca 2015

124. Opal - Jennifer L. Armentrout

Tytuł: Opal Autor: Jennifer L. Armentrout
Stron: 492 Seria: Lux #3 Wydawnictwo: Filia
Ocena: 9/10

Od mojego ostatniego spotkania z serią LUX minęło sporo czasu. Drugi tom zrobił na mnie duże wrażenie i wtedy jak najprędzej chciałam zabrać się za kolejną część, jednak pewne osoby (pozdrawiam Sherry i Marikę! :D) doradziły mi, żebym wstrzymała się z czytaniem "Opalu", dopóki pod ręką nie będę miała "Originu". Dziewczyny oczywiście miały racje, dlatego teraz gdy w księgarniach pojawił się już czwarty tom serii, byłam spokojna i zabrałam się za zaskakujący "Opal".

W życiu głównej bohaterki Katy, wiele się zmieniło od pierwszego tomu. Po pierwsze, jej chłopakiem jest zabójczo przystojny kosmita Daemon, a po drugie ona sama okazuje się być hybrydą, cokolwiek to może oznaczać. Od incydentu w fabryce, Katy nie może sobie pozwolić na bycie bezbronną. Dziewczyna wie czego chce i zamierza zrobić wszystko aby być w stanie w pełni wykorzystywać otrzymaną moc, wynikającą z bycia hybrydą. Powrócił brat bliźniak Daemona- Dawson, a to oznacza, że za wszelką cenę będzie chciał odzyskać ukochaną Beth. Sam nie będzie w stanie sobie z tym poradzić, dlatego swą pomoc oferują mu Katy i Daemon. Czy uda im się odbić Beth z rąk Departamentu? Jak skończy się finałowe starcie?

Pani Armentrout po raz kolejny stanęła na wysokości zadania, prezentując książkę pełną akcji, humoru, dowcipnych i sarkastycznych dialogów oraz chemii między bohaterami. Nie żebym była zdziwiona, bo właśnie tego się spodziewałam po tym tomie. Wiedziałam, że będzie gorąco oraz, że tętno podskoczy mi nie raz podczas czytania. Może nie powiedziałabym, że "Opal" to istna bomba, ale na pewno kilka razy mnie zaskoczyła, chociaż samo zakończenie już nie tak bardzo, bo niestety mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać. Wam nic zdradzać na ten temat nie będę, ale wspomnę tylko, że warto było czekać tyle czasu na poznanie kontynuacji serii. Teraz, nie macie pojęcia jak bardzo jestem ciekawa co stanie się w "Originie", który na moje szczęście wkrótce u mnie zagości!

Z tą książką, było tak samo jak z poprzednimi z serii, ich czytanie to po prostu czysta frajda i rozrywka. Jennifer pisze wyjątkowo lekko i cała akcja w jej książkach toczy się zupełnie naturalnie. Mogłabym znowu wychwalać pod niebiosa, bohaterów jakich stworzyła, albo zachwycać się postacią Daemona, czy nawet jego relacją z Katy, która w tym tomie w końcu rozkwitła. Jednak na to, nie starczyłoby chyba miejsca, tak bardzo mi się to wszystko podoba. Gdy czytałam, znowu próbowałam sobie tę przyjemność miarkować żeby nie "połknąć" jej całej na raz, a uwierzcie, było ciężko! W tej książce co rusz, coś się dzieje, a nawet gdy akcja zwalnia, to i tak nie jest nudno, bo właściwie wszystko mnie w tej książce ciekawi. Zwłaszcza sytuacje, w których pojawia się Daemon. 

Tak jak myślałam, "Opal" w żadnym wypadku mnie nie zawiódł, otrzymałam właściwie to na co liczyłam, przez co jestem całkowicie usatysfakcjonowana i nie mogę się już doczekać czwartego tomu. Nie pozostaje mi nic innego, jak Was zachęcić do zapoznania się z twórczością Jennifer L.Armentrout, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Polecam bardzo gorąco!

1. Obsydian ♦ 2. Onyks ♦ 3. Opal ♦ 4. Origin ♦  5. Opposition

piątek, 12 czerwca 2015

120. Maybe Someday - Colleen Hoover

Tytuł: Maybe Someday Autor: Colleen Hoover
Stron: 363 Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 6/6

Colleen Hoover to moja guru. Zawsze myślałam, że wybór ulubionego autora jest niemożliwy i w zasadzie do niedawna właśnie tak było. W pamięci zawsze będzie ze mną twórczość J.K. Rowling, dzięki, której tak naprawdę pokochałam czytanie, ale z biegiem czasu, przeczytałam tyle różnych tytułów, że właściwie w każdym etapie mojego życia znajduję coraz to nowych autorów, których książki zapadają mi w głęboko pamięć. Właśnie taką pisarką jest Colleen Hoover. Bo jej książki mają w sobie coś, czego żadne inne nie mają, a tych emocji, które towarzyszą czytaniu jej powieści, nie można ani w pełni opisać, ani tym bardziej podrobić. Jej książki są po prostu jedyne w swoim rodzaju.

Sydney czuje się zadowolona ze swojego życia. Wydawać by się mogło, że nie powinna na nic narzekać, ale gdy czasami próbuje zajrzeć w przyszłość i widzi siebie w tym samym miejscu w jakim znajduje się teraz, to trochę ją to przeraża. Przecież ma kochającego chłopaka, z którym mogłaby spędzić resztę życia- ale czy naprawdę tego chce? Los sprawia, że na jaw wychodzi, prawda o tym, że jej chłopak Hunter sypia z jej najlepszą przyjaciółką od lat. To duży cios dla Sydney. Tym bardziej, że dowiedziała się o tym od sąsiada, którego od dłuższego czasu słucha na balkonie, jak gra na gitarze. W jego muzyce i w sposobie jaki gra jest coś takiego, że Sydney nigdy nie ma dość słuchania Ridge'a. Odkąd dziewczyna zostaje na bruku, bez mieszkania i pieniędzy, na ratunek przychodzi właśnie muzyk.

Wszystkie te opisy brzmią tak zwyczajnie i przewidywalnie. Nie cierpię tego, ponieważ jak już wiele razy podkreślałam przy okazji pisania recenzji pozostałych książek Hoover, w historiach które ona przedstawia nie ma niczego zwyczajnego! Zdaje sobie sprawę, że potencjalny czytelnik, który nie miał jeszcze styczności z jej piórem, może nawet nie zwrócić uwagi na jej książki. Chociaż jak ostatnio zauważyłam "Maybe Someday" była tak promowana dosłownie wszędzie, że to chyba niemożliwe, żeby ją ominąć. Nie powiem,  z jednej strony to dobrze, ale z drugiej trochę mnie to irytuje, bo reklamy tej książki widziałam nie tylko w internecie, ale nawet w telewizji. To się nazywa ogromna promocja, z tym, że osoby od marketingu powinny zdawać sobie sprawę, że co za dużo to niezdrowo i taka kampania może przynieść zupełnie odwrotny skutek do zamierzonego.Trochę odbiegłam od temu, ale chciałam tylko wyrazić swoje zdanie w tej kwestii.

Wiedziałam, że "Maybe Someday" mnie zachwyci. Ja to po prostu czułam w kościach, po tym wszystkim czego się na jej temat naczytałam. Poza tym, nie była to moja pierwsza książka Hoover, więc mniej więcej wiedziałam czego się mogę spodziewać, czyli na pewno śmiechu i płaczu na przemian. Do tego można dodać jeszcze zachwycającego głównego bohatera, masę wzruszeń, całą gamę uczuć i gwarantowanego kaca książkowego. Tak też się stało i chyba nikogo to nie dziwi. Żeby tego było mało, autorka wraz z Griffinem Petersonem zaserwowała nam nastrojowe piosenki, których można słuchać podczas czytania w momencie, gdy pojawiają się one w książce. Nie no, przepadłam. Teraz ciągle do nich powracam i wyobrażam sobie jakby to Ridge je komponował. Szaleństwo, ale uwielbiam to co wymyśliła Hoover. Bo kto słyszał wcześniej o tym, żeby specjalnie na użytek książki skomponować idealnie pasujące do treści piosenki?  Pełen podziw dla duetu Hoover i Peterson, bo naprawdę im się to udało.

Właściwie wcale nie wspominam o treści tej książki, ale tak naprawdę, co tu pisać? Dla mnie to oczywiste, że wszystko w niej jest takie jak powinno być. Bohaterowie- tak prawdziwi i namacalni jak tylko się da, historia- piękna i wzruszająca, fabuła- całkowicie niesamowita, emocje- jak zwykle przy książkach Colleen, na najwyższym poziomie. Tu nie ma się do czego przyczepić, koniec kropka. Jednak jeśli chodzi o tę autorkę, mogę być mało obiektywna. Co zrobić? Uwielbiam to jak wspaniałe historie tworzy oraz bohaterów, których koniecznie chciałoby się poznać, a także to jakie potrafi wzbudzić w czytelniku emocje za pomocą słów przelanych na papier. Dla mnie to magia. Chyba wszystkich już przekonałam, że "Maybe Someday" to kolejna książka Colleen Hoover, która nie zawodzi. Polecam z całego serca.

"W angielskim alfabecie jest tylko dwadzieścia sześć liter. Można by pomyśleć, że z tyloma literami niewiele można zrobić. Można by pomyśleć, że kiedy wymiesza się je i połączy w słowa, mogą one wywołać tylko ograniczoną liczbę uczuć. A jednak tych uczuć może być nieskończenie wiele i ta piosenka jest dowodem na to. Nigdy nie zrozumiem, w jaki sposób kilka prostych słów połączonych ze sobą może kogoś zmienić, a jednak ten utwór i jego słowa całkowicie mnie odmieniają. Czuję się tak, jakby "może kiedyś" zamieniło się we "właśnie teraz"."


środa, 6 maja 2015

115. Zakon Mimów - Samantha Shannon

Tytuł: Zakon Mimów Autorka: Samantha Shannon
Stron: 539 Cykl: Czas Żniw #2 Wydawnictwo: SQN
Ocena: 6/6

Pierwszy tom z cyklu Czasu Żniw czytałam ponad rok temu. Po tak długim czasie nareszcie doczekałam się kontynuacji, której tak bardzo byłam ciekawa po świetnym pierwszym tomie. Przyznam, że obawiałam się, że ta przerwa między tomami będzie sporym kłopotem jeśli chodzi o pamiętanie szczegółów z pierwszej części. Jednak najgorsza była moja ciekawość, co też przyniesie za sobą "Zakon Mimów". Ale to właśnie przez to, gdy już miałam książkę w swoich rękach mogłam się nią w pełni zasłużenie delektować!

Paige Mahoney udało się uciec z kolonii Szeol I wraz z kilkoma innymi jasnowidzami. Po wykańczających doświadczeniach, dziewczyna na nowo musi odnaleźć się w Londynie. Nie jest to jednak łatwe, gdy jest się najbardziej poszukiwaną osobą w całym państwie. Blada Śniąca postanawia stawić czoła skorumpowanemu syndykatowi. Wie, że ludzie muszą dowiedzieć się o Refaitach i Emmitach oraz o tym co ich wkrótce czeka, jeśli w systemie nic się nie zmieni. Jednak próba wyjawienia prawdy może być niebezpieczna. Zagrożenie czyha na każdym rogu, a dziewczyna musi znaleźć sposób na to by ocalić miasto od zagłady. Nadchodzą Refaici i nikt nie jest w stanie im się przeciwstawić...


"Czas Żniw" może nie zachwycił mnie od samego początku, ale ostatecznie był świetnym, pierwszym tomem wprowadzającym do cyklu. Jednak nie sądziłam, że jego kontynuacja okaże się aż tak zniewalająca. Jestem pełna podziwu wobec autorki, która stworzyła tak skomplikowany i zawiły, a jednocześnie fantastyczny świat, mając zaledwie dwadzieścia trzy lata. Nie macie pojęcia jak ta historia mnie wciągnęła. Śmiem twierdzić, że jest ona nawet lepsza od pierwszego tomu, chociaż całkiem od niego inna. Tutaj akcja idzie w zupełnie odmiennym kierunku. "Zakon Mimów" skupia się bardziej na intrygach, spiskach i walce o władzę. Jednak nadal ma w sobie ten niesamowity klimat, który panował w poprzedniej części. Tym razem Paige jest na wolności, chociaż wcale się tak nie czuje. Jej twarz wyświetlana jest na wszystkich billboardach i gazetach, innymi słowy jest najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Londynie. Znając prawdę o Refaitach dziewczyna jest w poważnym niebezpieczeństwie, ale nie zamierza się poddawać. Czuje się zobowiązana do tego, by wyjawić prawdę i uratować jasnowidzów.

Bałam się, że nie będę nic pamiętać z poprzedniej części, ale wiecie co? Odnalazłam się w niej bez problemu. Może to dlatego, że wciągnęła mnie od samego początku, a poszczególne wydarzenia przypominały mi się w trakcie czytania. Owszem, historia ta jest bardzo rozbudowana, to od razu trzeba podkreślić, bo jednak mając tyle stron, dużo się działo. I pisząc dużo, mam na myśli ogromnie dużo. Ale to jest wielki plus, bo żeby coś takiego stworzyć trzeba mieć niesamowitą wyobraźnię i umiejętności. Uwielbiam styl Samanthy Shannon. To jak pięknie opowiada historię Paige oraz jak wykreowała swoich bohaterów- to jest coś wspaniałego. Mam ochotę zostać w świecie Bladej Śniącej i poznawać coraz to nowe historie o Refaitach i widzieć jak w końcu dobro wygrywa. Ale na to chyba będę musiała jeszcze poczekać, bowiem skończyłam drugi tom i jestem zasmucona, że to jak na razie koniec. Kolejne miesiące czekania przede mną. Ale wiem, że będzie warto, tak samo jak było w przypadku "Zakon Mimów" dlatego to dodaje mi otuchy.

Cykl ten zdecydowanie należy do jednego z moich ulubionych, choć wyszły dopiero dwie części. Nigdy wcześniej nie trafiłam na historię o jasnowidzach i zaświatach, a jak już trafiłam na Czas Żniw, to okazał się to strzał w dziesiątkę. Samantha Shannon stworzyła dzieło nietuzinkowe i wspaniałe w całej swojej krasie. Potrafiła utrzymać, a nawet przewyższyć poziom pierwszej części i "Zakon Mimów" przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nie znajdziecie w tej serii nic przewidywalnego, a każda strona będzie dla Was zaskoczeniem. Mogę Wam to zagwarantować. Pamiętajcie jednak, że zarówno "Czas Żniw" jak i "Zakon Mimów" należą do wymagających lektur, gdzie trzeba się porządnie skupić. Jednak jak się wciągniecie nic nie będzie w stanie Was rozproszyć. Mnie historia Paige zachwyciła i dlatego z całego serca Wam ją polecam!

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu SQN! :)

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

82. Sekret Julii - Tahereh Mafi

Tytuł: Sekret Julii ♦ Autor: Tahereh Mafi
Stron: 437 ♦ Tytuł oryginału: Unravel Me ♦ Trylogia: Dotyk Julii #2
Wydawnictwo: Otwarte ♦ Ocena: 6/6

Zastanawiam się, jakich słów użyć by móc w pełni oddać to, co czuję po przeczytaniu tej książki. A tak w ogóle to istnieją takie słowa? To jest dobre pytanie, ponieważ to, co myślę o tej książce jest raczej nie do opisania. Faktycznie teraz rozumiem, co miała na myśli osoba, która powiedziała, że słowa mają moc zmieniania ludzi. A już na pewno słowa napisane przez panią Mafi.

„Synonimy znają się jak starzy kumple, jak przyjaciele, którzy niejedno razem przeżyli, lecz jeszcze wiele mają sobie do opowiedzenia. Którzy wspominają dzieciństwo i zapominają, że choć są sobie bliscy, to jednak zupełnie różni, i choć mają trochę wspólnego, to jeden nigdy nie może być drugim. Bo cicha noc to nie to samo co spokojna noc, bo niewzruszony człowiek to nie to samo co opanowany, a jasne światło nie jest takie samo jak olśniewające światło. Ponieważ o wszystkim decyduje sposób, w jaki słowa układają się w zdania.”

Julia wraz z Adamem i Jamesem przebywają w Punkcie Omega. Miejscu, w którym każda obdarzona osoba, ma szansę na prawie normalne życie, gdzie każdy z nich jest tam mile widziany. Wszyscy mają jeden wspólny cel. I mimo tego, że wydaje się iż ich życie mogłoby w końcu być uznane za normalne, Julia dowiaduje się pewnej rzeczy, która może raz na zawsze zniszczyć jej marzenia o szczęściu z Adamem. Chociaż nie jest to jedyny problem. Teraz rzecz toczy się nie tylko o ich dwoje, ale również o resztę mieszkańców Punktu Omega. Na zewnątrz dzieją się rzeczy, o jakich nikomu się nie śniło nawet w najgorszym koszmarze. Jedynym rozwiązaniem jest pokonanie przywódcy Komitetu Obrony i uratowanie niewinnych cywili. Do tego zadania, może być potrzebny dar Julii. 

O.Mój.Boże. Co ta książka ze mną zrobiła?! W tej chwili nie mam pojęcia jak opisać to co właśnie czuję, ale spróbuję. Przede wszystkim uważam, że pani Mafi jest geniuszem. Mówcie co chcecie, jak dla mnie sposób z jakim pisze to poezja. Opisy przeżyć Julii, to co siedzi w jej głowie, nie wspomnę już o scenach pocałunków czy chociażby narracji- to jest dla mnie kompletnie magiczne. Jak można z taką gracją i lekkością, a jednocześnie z pełnym zaangażowaniem pisać? Cóż, nie wiem jak to jest być pisarzem geniuszem, więc nie odpowiem na to pytanie. Ta książka, tak samo z resztą jak pierwszy tom, to coś na co czekałam od bardzo dawna. Książka, która zawróci mi w głowie i sprawi, że nigdy o niej nie zapomnę.

„Nadzieja. Jest jak kropla miodu, jak pole kwitnących tulipanów na wiosnę. Jak orzeźwiający deszcz, wyszeptana obietnica, bezchmurne niebo, idealny znak przestankowy na końcu zdania. Jedyne, co mnie trzyma przy życiu.” 

Tu naprawdę wcale nie chodzi o to, że tylko fabuła jest niesamowita. O nie, tu wszystko jest takie. Długo się zastanawiałam nad tym, czy ta książka w ogóle posiada jakiekolwiek minusy. Jasne, że nie, i piszę to z czystym sumieniem. Sama w to nie wierzę, ale według mnie tak jest. Każdy musi na własnej skórze się o tym przekonać. W ogóle nie powinnam próbować oceniać tej książki. Ale to robię, bo muszę wyrazić, to jak bardzo uwielbiam twórczość Tahereh Mafi. To jest coś niesamowitego, jak jedna książka, a co dopiero trylogia, może wpłynąć na człowieka. Uwielbiam styl jakim został napisany "Sekret Julii" tak samo jak i "Dotyk Julii". To wszystko jest takie realne i prawdziwe, że aż zapiera dech. Każde zdanie, nawet opis zwyczajnych czynności, jest napisany w sposób pełen gracji i sama nie wiem jak to określić. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś podobnym i myślę, że tylko pani Mafi tak potrafi. Pewnie nie każdy się tu ze mną zgodzi, ale ja tam wiem swoje i uważam, że trzeba mieć prawdziwy dar żeby tak pisać. Ciągle jestem w szoku po przeczytaniu tej książki i pewnie to widać, w tym chaotycznej próbie przekazania Wam mojej opinii, ale nie wińcie mnie za to. 

„Kończą mi się litery. Nie mam już ani słowa. Ktoś obrabował mnie z całego słownika. Wiem, że słowa potrafią ranić. Ale nie sądziłam, że mogą zabić.”

Tak właściwie, to nie przedstawiłam Wam dokładniej treść książki i tak dalej, więc może teraz chociażby krótko napiszę o trójkącie miłosnym, który pierwszy raz (no może drugi) nie działa mi na nerwy. Tu jestem rozdarta. Nigdy mi się nie zdarza, żebym nie wiedziała, która postać męska jest lepsza i powinna być z główną bohaterką. Poważnie, to jest takie dziwne, nie być w stanie wybrać pomiędzy Adamem a Warnerem, że mnie to zaskakuje. Dobra, chyba zapomniałam,że to nie jest zwykła książka i tu jest wszystko inaczej... No powiedzmy. Jak dla mnie, zarówno Adam, jak i Warner mają w sobie coś takiego, że nie jestem w stanie wybierać między nimi. Obydwoje są świetni i cóż może faktycznie wszystko wskazuje, że powinnam być Team Adam, bo przecież Warner jest taki zły i w ogóle straszny typek, ale nie mogę. Dobrze, że decyzja będzie należeć jednak do Julii, nie do mnie, więc nie mam co się martwić. Biedna Julka. 

„A przecież czasu nie da się zamknąć w ciasnych granicach naszego pojmowania. Jest nieskończony, niezależny od nas. Nie może nam braknąć czasu, nie możemy stracić poczucia czasu, podobnie jak nie znamy sposobu, żeby go zatrzymać. Czas biegnie nawet wtedy, kiedy my stoimy.”

Reasumując, wiem, że moja wypowiedź, może być dla niektórych niezrozumiała i tak dalej, poza tym zdaję sobie sprawę, że nie każdy będzie podzielał mój ogromny entuzjazm wobec tej książki, ale to nic. Wyznaczam sobie teraz misję, żeby każdy kogo znam, przeczytał tę książkę całą trylogię. A teraz właśnie, zacznę od CIEBIE! Nie masz się nad czym zastanawiać. Czym prędzej zabieraj się za czytanie, bo no cóż chyba nie chcesz żeby ominęło Cię coś tak fantastycznego?! Tak właśnie myślałam. :)


W skład trylogii wchodzą:
1. Dotyk Julii ♦ 2. Sekret Julii ♦ 3. Dar Julii

We wrześniu, premierę będzie miał dodatek z trzema opowiadaniami
o tytule "Julia. Trzy tajemnice". Nie mogę się go doczekać! 



niedziela, 13 lipca 2014

78. Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata - Susan Ee

Tytuł: Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata
Autor: Susan Ee
Wydawnictwo: Filia
Ocena: 6-/6

Kilka dni temu wydarzyła się rzecz dość niespodziewana. Mając pod ręką swój czytnik e-booków, sięgnęłam po niego wcale nie mając zamiaru nic na nim czytać. Można by teraz spytać, to po co go w ogóle brałam? Z nudów chyba. Właściwie do niedawna służył mi on jedynie do czytania lektur szkolnych, także zbyt miłych skojarzeń z nim nie miałam. Ale gdy go kupiłam, wgrałam na niego kilka tytułów, by w przyszłości zawsze mieć jakąś książkę dostępną "od zaraz". W końcu przez przypadek zabrałam się za czytanie "Angelfall. Opowieść Penryn o końcu świata" Susan Ee. I tak na cały dzień utknęłam w świecie Penryn, opanowanym przez Anioły.

Anioły. Do tej pory oczywiście kojarzyły mi się z istotami boskimi, pełnymi dobroci. Od dzisiaj zmieniam zdanie. A raczej Susan Ee przekonała mnie, że jednak nie wszystkie te istoty są takie dobre, jak mi się wydawało. Świat nie istnieje od dwóch miesięcy. Penryn wraz z chorą psychicznie matką i młodszą siostrą Paige walczy o przeżycie praktycznie każdego dnia. Jest to walka o miejsce do pomieszkiwania, jedzenie, czy też o swoje bezpieczeństwo. Na każdym kroku czai się niebezpieczeństwo, Anioły opanowały miasta, a ludzie szukają schronienia gdzie się da. Niestety nawet pomiędzy ludźmi panuje nienawiść. W tym świecie nie ma miejsce na grzeczności i miłość, tu liczy się siła i wola przetrwania.

Życie Penryn nagle staje się jeszcze tragiczniejsze. Pewien Anioł porywa jej ukochaną siostrę, a jej jedynym wyjściem jest zaufanie drugiemu Śnieżno-skrzydlatemu Aniołowi. Tylko on może jej pomóc odnaleźć Paige. Stają się sprzymierzeńcami; Anioł pragnie zemsty na swoich pobratymcach za odcięcie mu skrzydeł, a Penryn szuka drogi do nich by odzyskać siostrę.

Świat przedstawiony przez autorkę jest przerażający. Anioły pokazane są tu jako istoty przesiąknięte złem, chcące osiedlić Ziemię i pozbyć się ludzi. Wizja świata zupełnie nieciekawa z perspektywy człowieka. Ale przecież człowiek w tym starciu nie ma najmniejszych szans, przynajmniej tak by się wydawało. Penryn, to dziewczyna ceniąca sobie przede wszystkim rodzinę. Jest ona dla niej najważniejsza, i zrobi dla niej wiele. Przynajmniej jeśli chodzi o siostrę, ponieważ jej obłąkana matka przedstawiona jest w diaboliczny sposób i nie można powiedzieć o niej zbyt miłych słów. W każdym razie Penryn robi wszystko by uratować siostrę, a w tym pomaga jej Anioł Raffe. Ich współpraca z początku nie jest łatwa, razem muszą przemierzyć miasta wszerz by wreszcie dotrzeć do San Francisco, a raczej do tego co po nim pozostało.

Książka ta przypominała mi lekko Igrzyska Śmierci. Prawdopodobnie przez to, że Penryn i Raffe wędrowali po lasach, ukrywając się przed nieznanymi demonami, walcząc przy tym o swoje życie. Trochę czułam się jakbym towarzyszyła Katniss wspinającej się po drzewach, ale wcale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. "Angelfall" mnie wprost oczarowało. Historia jest niebanalna, opowiedziana z perspektywy głównej bohaterki w taki sposób, że cały czas wiemy co siedzi w jej głowie i przeżywamy to wszystko razem z nią. Penryn nie sposób było nie polubić. A Raffiego? Cóż, na to chyba nie muszę odpowiadać :) W końcu to Anioł jakby nie było...

Pierwsza część trylogii Angelfall zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Pod każdym względem mi się podobała i wciągnęła mnie dosłownie na cały dzień. Świat przedstawiony jest genialnie wykreowany, bohaterowie również, a sam pomysł jest innowacyjny. Jest to naprawdę dobry początek trylogii, jeśli druga część będzie równie dobra, to bez dwóch zdań trafi na listę moich ulubionych czytadeł. Co tu dużo pisać, zdecydowanie polecam!

***

Pozdrawiam!