Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/6. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2018

173. Władca Cieni - Cassandra Clare


Tytuł: Władca Cieni
Autor: Cassandra Clare
Seria: Mroczne Intrygi #2
Stron: 848
Wydawnictwo: MAG

Osoby, które śledzą mojego bloga od dawna, wiedzą że jedną z moich ulubionych autorek jest Cassandra Clare. Zdarzały jej się lepsze i gorsze momenty w twórczości, szczególnie ostatnio, ale seria Mroczne Intrygi podobała mi się od samego początku. Teraz w końcu po długim oczekiwaniu mogłam zabrać się za drugi tom przygód Nocnych Łowców z Los Angeles.

Emma zrobiła wszystko aby Julian uwierzył, w to że nigdy nie będą dla siebie kimś więcej niż parabatai. Wiedziała, że złamie mu to serce, jednak alternatywa byłaby dla nich obojga znacznie gorsza. Miłość między parabatai jest zakazana i może przynieść śmiertelne skutki, stąd taką decyzję podjęła młoda Nocna Łowczyni. Niestety nie jest to jej jedyny problem. Nad Instytut w Los Angeles nadciągają czarne chmury, a jego mroczne tajemnice wychodzą na jaw. Ich ostatnią deską ratunku może być Czarna Księga Umarłych, którą każdy pragnie dostać w swoje ręce. Emma wraz z Cristiną i Julianem wyruszą do krainy Faerie by razem z Markiem odnaleźć magiczną księgę. Tam spotka ich wiele niespodzianek i niebezpieczeństw, z królową Jasnego Dworu na czele.

Mimo iż czytanie tego tomu zajęło mi dużo czasu przez ogrom obowiązków, to i tak mogę śmiało przyznać, że "Władca Cieni" spełnił moje oczekiwania. Po tym tomie spodziewałam się oczywiście rozwinięcia wątku zakazanej miłości między Emmą i Julianem- co w pewnym sensie dostałam, a także rozbudowanej i szybkiej akcji. Podobało mi się to, że autorka pokazała również świat Faerie, który do tej pory nigdy nie był tak szeroko przedstawiony, co na pewno zasługuje na plusa ode mnie. Oczywiście zdarzały się też momenty wolniejsze, ale jakby nie patrzeć taki odpoczynek od pędzącej akcji też był przydatny. Kolejnym dużym atutem "Władcy Cieni" była bez wątpienia jego nieprzewidywalność. Zazwyczaj z książkami Clare tak właśnie jest, ale wydaje mi się, że w tym przypadku autorka przeszła samą siebie. Jak to z zaskoczeniami bywa, raz są dobre a raz złe, co można było tutaj zaobserwować.

We "Władcy Cieni" przewija się mnóstwo bohaterów. Nadal istotną rolę odgrywają tu Emma i Julian, ale autorka przybliża czytelnikowi postać Kita - zaginionego Herondale'a. Z bólem serca przyznaję, że jego osoba w żaden sposób mnie do siebie nie przekonała, przez co czytanie rozdziałów z jego udziałem było dla mnie odrobinę męczące. Tak jak w przypadku "Pani Nocy" swoje pięć minut mieli również Clary i Jace z "Darów Anioła", a także Alec i Magnus. Nie miałam powodów, żeby na to narzekać, jednak można było zauważyć, szczególnie w przypadku Clary i Jace'a, że z upływem lat zmienili się i dojrzeli. Mam nadzieję, że w następnej części, również będziemy mieli okazje do wglądu w ich życie.

Podsumowując "Władca Cieni" to dobra kontynuacja, ale nadal będę obstawiała przy tym, że "Pani Noc" była odrobinę lepsza. Niemniej jednak uważam, że jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana świata Nocnych Łowców. Polecam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MAG

środa, 3 maja 2017

167. Opowieści z Akademii Nocnych Łowców - Cassandra Clare i inni



Tytuł: Opowieści z Akademii Nocnych Łowców
Autorzy: C. Clare, S. Rees Brennan, M. Johnson, R. Wasserman
Stron: 654
Wydawnictwo: MAG


Książki Cassandry Clare od wielu lat należą do grona moich ulubionych. Pierwsze tytuły czytałam będąc w gimnazjum, a Świat Nocnych Łowców tak mnie wciągnął, że nawet teraz będąc na studiach wracam do bohaterów, których poznałam siedem lat temu. Z jednej strony cieszę się, że dzięki nowym historiom tak naprawdę nigdy nie musiałam się żegnać z ulubionymi postaciami, a z drugiej zastanawiam się, czy nowe opowieści mają sens?

"Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" opowiadają losy Simona Lewisa niedługo po wydarzeniach z ostatniego tomu Darów Anioła, czyli "Miasta Niebiańskiego Ognia". Simon to postać, która na przełomie sześciu tomów serii przeszła ogromną przemianę zarówno fizyczną jak i psychiczną. Mieliśmy okazję go poznać jako wielkiego fana gier wideo i filmów science-fiction, który był najlepszym przyjacielem Clary. Jednak Simon z pierwszego tomu, a z ostatniego, to skrajnie różne postaci. Chłopak zdążył zostać wampirem, a przy okazji uratować świat razem z resztą przyjaciół. Teraz stracił pamięć i nie przypomina sobie wydarzeń do kilku lat wstecz, a poza tym nie jest już wampirem. Lewis nie może sobie poradzić z emocjami wiążącymi się z oglądaniem twarzy ludzi, którzy byli kiedyś jego przyjaciółmi, a teraz wydają mu się zupełnie obcy. Słuszną opcją wydaje mu się zostanie Nocnym Łowcą, dlatego wybiera się do Akademii w Idrisie, gdzie być może uda mu się odnaleźć siebie i odzyskać utracone wspomnienia.

Chciałabym zacząć od tego, że nie jestem wielbicielką opowiadań, chociaż dla Clare robię wyjątki i sięgam po nie w ciemno. Tak właśnie było w przypadku "Kronik Bane'a", które ostatecznie mi się spodobały. Tutaj podeszłam do lektury z pozytywnym nastawieniem i bez żadnych obiekcji. Niestety "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" lekko mnie rozczarowały. Wydaje mi się, że problemem było mieszanie wielu różnych wątków innych postaci takich jak Robert Lightwood, Helen Blackthorn, a co było dla mnie zaskoczeniem nawet Tessy Grey i jej syna. Każdy rozdział był jakby zupełnie nową historią, a do tego napisaną w innym duecie, co było trochę dezorientujące. Brakowało mi w tej książce większej ciągłości wydarzeń, ale zdaję sobie sprawę, że są to opowiadania, które mają to do siebie, że taka będzie ich konstrukcja, aczkolwiek w ogólnym rozrachunku, książka mi się podobała i nie żałuję, że po nią sięgnęłam.

Osobiście wolałabym, żeby historia Simona Lewisa nie była przedstawiona w formie opowiadań, ale mimo tego, czytało mi się je przyjemnie, a dzięki nim poznałam kilka ciekawych historii o innych, znanych Nocnych Łowcach. "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" to ciekawy dodatek dla każdego fana serii Cassandry Clare, zwłaszcza, że zawsze miło jest powrócić do ukochanych bohaterów i przy okazji poznać ich dalsze losy. Polecam!

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG

piątek, 30 grudnia 2016

Przedpremierowo: W sercu światła - Amie Kaufman & Meagan Spooner


Tytuł: W sercu światła
Tytuł oryginału: Their Fractured Light
Autorki: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Seria: Starbound #3
Stron: 367
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
PREMIERA: 11 stycznia 2017


Po skończeniu drugiego tomu serii Starbound, marzyłam tylko o tym by zabrać się za następny. Miałam to szczęście, że "W sercu światła" miałam już dostępne pod ręką, zatem bez długiego czekania mogłam zanurzyć się w lekturze.

Sofia jest uciekinierką z Avonu. Po tragicznej śmierci ojca trafia na Korynt, gdzie wiedzie życie w ciągłym strachu i obawie, że wkrótce zostanie złapana. Jednak dziewczyna jest pogodzona z losem, a co najważniejsze przyświeca jej jeden cel, który chce zrealizować bez względu na konsekwencje i jest nim zemsta na Rodericku LaRoux, który odebrał jej wszystko. Aby tego dokonać będzie potrzebować pomocy innych osób, ale czy ją otrzyma i za jaką cenę?

Gideon wiele lat temu stracił brata. Chłopak nadal nie pogodził się z tą stratą, ale swoją rozpacz zamienił w siłę, która pomogła mu się stać najlepszym hakerem na planecie, jeśli nie całej galaktyce. Poprzez kable i sieci może kontrolować prawie wszystko. Okazuje się, że z Sofią mają wspólnego wroga i cel, którym jest pokonanie LaRoux Industries i tego kto stoi na czele organizacji. Mimo, że oboje mają ogromne problemy z zaufaniem, postanawiają dać sobie szansę i razem stawić czoła wrogowi.

Nie mogę uwierzyć, że właśnie skończyłam czytać ostatni tom Starbound, serii którą niezmiernie polubiłam. "W sercu światła" przenosi nas na planetę Korynt, gdzie wszystkie spiski i intrygi mają miejsce. Mam wrażenie, że ta część jest zupełnie inna od poprzednich. Czułam jakby ona cała była wielkim finałem od początku do końca, może dlatego, że akcja była jeszcze bardziej zagęszczona niż przy poprzednich dwóch. Planeta Korynt jest bardzo rozwinięta, szczególnie pod względem technologicznym. Jeden z dwójki głównych bohaterów Gideon czuje się tam jak na swoim terenie, a ze swojej kryjówki może obserwować wszystko, wystarczy, że podłączy się do sieci. Dzięki temu jest idealnym sprzymierzeńcem dla Sofii, ale nie tylko dla niej, gdyż mniej więcej od połowy książki, powracają nasi starzy i dobrzy bohaterowie z poprzednich części, co oczywiście było dużym plusem. Natomiast co za tym idzie, z wszystkich postaci w serii, Sofię i Gideona poznajemy najmniej.

"W sercu światła" nie skupia się już tak bardzo na samych bohaterach, a bardziej na akcji i głównym celu wszystkich postaci. Każdy z nich pragnie klęski LaRoux i przywrócenia wolności "Szeptom". Lilac, Tarver, Jubilee, Flynn, a także Sofia i Gideon wspólnymi siłami walczą zarówno z tym co nieznane i nieodgadnione czyli Szeptami, ale również z bliską osobą dla Lilac. Nie będzie to łatwy pojedynek, ale żadna ze stron nie chce odpuścić.

Przez ostatnie rozdziały było mi naprawdę smutno, że to już koniec tak fantastycznej kosmicznej serii, bo zżyłam się z bohaterami i na pewno będzie mi ich brakowało. Swoją przygodę z serią będę wspominać bardzo ciepło, mimo, że przecież świat w niej przedstawiony był pełen okrucieństwa i smutku, lecz poprzez wszystkie te złe uczucia przebijała się nadzieja i miłość. Trzy piękne historie i szóstka wspaniałych bohaterów- seria Starbound zdecydowanie podbiła moje serce. Polecam serdecznie!

Za możliwość lektury, dziękuję Wydawnictwu Otwarte

niedziela, 4 grudnia 2016

163. Szóstka Wron - Leigh Bardugo


Tytuł: Szóstka Wron
Autor: Leigh Bardugo
Seria: tom #1
Stron: 493
Wydawnictwo: MAG

Odkąd po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź tej książki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Już od dawna o moje uszy obijało się nazwisko Bardugo. W 2013 roku w Polsce ukazała się drukiem jej pierwsza trylogia o nazwie Grisza. Mimo wielu pozytywnych opinii jakie o niej krążyły, ja nadal nie miałam okazji jej przeczytać. Niemniej jednak, jakiś czas temu autorka napisała kolejną historię dziejącą się w uniwersum z poprzedniej trylogii, a tą książką jest właśnie "Szóstka Wron", która zbiera równie pochlebne, albo nawet i lepsze opinie niż poprzedniczka. Postanowiłam sprawdzić, czy faktycznie jest ona tak dobra jak mówią i zabrałam się do czytania.

Kaz Brekker kiedyś był biednym i nieporadnym chłopcem. Lata ciężkiej pracy, krwi i potu sprawiły, że teraz jest szefem jednego z groźniejszych gangów w Baryłce. Pewnego razu dostaje ofertę, na którą zgodziłby się jedynie szaleniec. Włamać się do Lodowego Dworu- twierdzy niezdobytej przez nikogo, strzeżonej licznymi zabezpieczeniami i uwolnić znajdującego się w nim zakładnika. Nagroda? Przekraczająca wszelkie wyobrażenie kwota, która wreszcie pozwoliłaby Kaz'owi odegrać się na swoim wrogu, który kiedyś odebrał mu wszystko. Wygląda na to, że jest on jedynym człowiekiem, który z pomocą dobrze dobranej ekipy, może zrealizować ten plan. Szóstka niebezpiecznych ludzi o wszechstronnych umiejętnościach, jeden szalony skok i bogactwo, które nie mieści się w głowie. 

Chcę od razu zaznaczyć, że miałam ogromne oczekiwania wobec tej książki. Wcześniej spotkałam się właściwie z samymi pozytywami na jej temat, dlatego spodziewałam się, że mnie również zachwyci. "Szóstka Wron" okazała się inna niż zakładałam, jednakże nie jest to akurat zła rzecz. Mimo, że sam zamysł fabuły opiera się na włamaniu i uwolnieniu zakładnika, to myślałam, że może będzie tu więcej pobocznych wątków. Może to dobrze, że nie było ich zbyt wiele, tylko zostały zastąpione akcją, której zdecydowanie nie brakuje. W książce ciągle coś się dzieje i autorce cały czas udawało się mnie zaskoczyć.

Dużym plusem tej książki jest niezaprzeczalnie kreacja świata, a także bohaterów. Jednak to właśnie Baryłka, obskurne miasteczko pełne złodziejaszków i innych czarnych charakterów, uformowało bohaterów tej powieści. Szczególnie Kaza, którego trudna młodość w tym miejscu, zmieniła na zawsze. Nie było mu łatwo żyć w tym środowisku, jednak jego ogromna chęć zemsty, codziennie go napędzała i dzięki temu udało mu się nie tylko przetrwać, ale zyskać szacunek i pozycję wśród Szumowin, czyli gangu, którym przewodzi. Ta misja, wydaje się być stworzona dla niego, więc jeśli komukolwiek miałaby się ona udać, to właśnie jemu i pozostałym Wronom. Każdy z nich jest świetnie wykreowany i wcale nie są oni jedynie tłem tej powieści. Bardugo rozdzieliła narrację na kilku bohaterów, tak aby czytelnik mógł w pełni poznać ekipę Brekkera i zrozumieć pobudki, dla których odważyli się wziąć udział w misji. 

"Szóstka Wron" okazała się być dobrą i przemyślaną książką fantasy. Wspaniale wykreowany świat, który niejednego by przeraził, wyraziści i wielowymiarowi bohaterowie, a także szybka akcja, to niewątpliwe plusy tej powieści. Niejednokrotnie zostałam zaskoczona obrotem spraw, a więc nie radzę szukać tutaj schematów i łatwych rozwiązań. Mnie książka pochłonęła i mimo, że czytanie jej zabrało mi sporo czasu, to zdecydowanie był on dobrze spożytkowany. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MAG! :)

wtorek, 1 listopada 2016

161. Nie poddawaj się - Rainbow Rowell


Tytuł: Nie poddawaj się (ang. Carry On)
Autor: Rainbow Rowell
Stron: 507
Wydawnictwo: Harper Collins
Ocena: 4/6

Simon Snow był dość szczególną postacią w "Fangirl". Jego wątki pojawiały się na przemian z główną akcją książki i były jedynie dodatkiem, pewnym urozmaiceniem. Będąc kompletnie szczerą, nie za bardzo mnie te wątki interesowały, wolałam się raczej skupić na Cath i jej potyczkach. Oczywiście, jest tu pewne "ale", mianowicie osobna powieść o Simonie i jego misji to już zupełnie coś innego! Tego nie chciałam odpuścić, ponieważ lubię wszelkie fantastyczne historie, a poza tym twórczość Rowell nie była mi obca, więc mogłam spodziewać się tylko i wyłącznie świetnej lektury.

Simon Snow jak co roku, nie może się doczekać powrotu do Szkoły Czarodziejów w Watford. Tym razem będzie jednak inaczej, gdyż jest to jego ostatni rok nauki. Mimo tego Simon wcale nie czuje, że wie o magii wystarczająco dużo. Chłopak wciąż nie może zrozumieć jakim cudem to on jest przepowiedzianym wiele lat temu Wybrańcem, który zbawi świat od złego Szarobura, skoro nie potrafi nawet użyć różdżki, a co dopiero zapanować nad ogromną mocą, którą posiada. To go przerasta, a jedyny człowiek, który może mu pomóc, jego mentor Wielki Mag znika ze szkoły. Simonowi wiele rzeczy zwala się na głowę, zrywa z nim dziewczyna, z którą planował przyszłość, a także jego mroczny i  złowieszczy współlokator Baz nie pojawia się przez pierwsze miesiące w szkole. Dla Snowa oznacza to, że zapewne kombinuje on za jego plecami jak go wykończyć...

Zaczynając lekturę tej książki, byłam lekko zdziwiona. Przede wszystkim w oczy ogromnie rzucały mi się wszelkie podobieństwa do "Harry'ego Pottera", którego kocham całym sercem. "Nie poddawaj się" jest kolejną książką o Wybrańcu. Postaci, która ma zbawić świat przed czarnym charakterem. Zapewne kojarzycie ten motyw, gdyż jest on popularny, a dla mnie w pierwszym odruchu kojarzy się właśnie z Potterem. W książce Rowell można doszukiwać się wielu podobieństw, jednak czytając ją starałam się to rozgraniczyć i za bardzo o nich nie myśleć. Dzięki temu mogę stwierdzić, że "Carry On" to ciekawa książka, o więzach przyjaźni, rodzinnych i oczywiście o czarodziejach walczących ze złem. 

"Nie poddawaj się" czytało mi się przyjemnie, a autorce nie raz udało się mnie zaskoczyć zwrotami akcji, czy też samym zakończeniem, które robi wrażenie. Polubiłam bohaterów jej powieści, a także sam styl, który jak zwykle u Rowell jest lekki i niewymagający, ale za to miły w odbiorze. Jestem świadoma, że nie będzie to dobra lektura dla każdego. Wiem, że są osoby, dla których podobieństwa do innych książek o czarodziejach mogą wydawać się zbyt rażące, a wątki homoseksualne trochę przeszkadzać. Ja nie miałam z tym problemu, chociaż przyznam, że niektóre inspiracje były zbyt widoczne. W każdym razie, mi się książka spodobała, ale Wy sami zdecydujcie czy będzie to odpowiednia lektura dla Was.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!

piątek, 30 września 2016

159. Załącznik - Rainbow Rowell


Tytuł: Załącznik
Autor: Rainbow Rowell
Stron: 413
Wydawnictwo: HarperCollins
Ocena: 7/10


Pierwszą książką Rowell jaką przeczytałam, była "Eleonora & Park", która zachwyciła mnie od razu. Od tamtej pory, systematycznie uzupełniam książki tej autorki na mojej półce. Do teraz przeczytałam już wszystkie wydane w Polsce łącznie z "Załącznikiem", o którym chciałabym Wam dzisiaj napisać kilka słów. 

Lincoln O'Neill nie lubi swojej pracy. Czytanie cudzych e-maili w celu zapewnienia bezpieczeństwa danych w redakcji wydaje mu się zwyczajną startą czasu. Gdy zgłosił się na to stanowisko spodziewał się czegoś zupełnie innego, myślał, że będzie budował systemy zabezpieczeń i odpierał ataki hackerów, a nie robił za "szpiega". Natrafiając na korespondencję dwóch przyjaciółek Beth i Jennifer, Lincoln zaczyna przejawiać zainteresowanie ich życiem, a szczególnie dowcipnej i inteligentnej Beth. Wie, że powinien wysłać im upomnienie za wszelkie nadużycia jakich się dopuściły pisząc ze sobą w godzinach pracy, jednak historie, o których sobie opowiadają za bardzo go interesują by to zrobić. W końcu Lincoln uświadamia sobie, że zakochał się w Beth, ale nie wie jaki powinien być jego następny krok, zważywszy na okoliczności. Czy uda mu się wymyślić sposób na nawiązanie z nią znajomości, bez wychodzenia na dziwnego faceta, który czyta jej prywatne e-maile?

"Załącznik" to pierwsza powieść Rowell, w dodatku przeznaczona dla dorosłego czytelnika. Ja autorkę poznałam najpierw od drugiej strony, czytając jej książki dla młodzieży, które niezmiernie mi się podobały, bo zawsze świetnie potrafiła wczuć się w swoich nastoletnich bohaterów, co nadawało historiom realności. Tym razem jest to powieść dla dorosłych, tak samo jak "Linia serc" i przyznaję, że Rowell nie zawodzi. Ciekawie było poznać spojrzenie na pewne sprawy z perspektywy mężczyzny przed trzydziestką, który szczerze powiedziawszy wiedzie okrutnie nudne życie, mieszkając z własną matką (nie widząc w tym nic złego), która ciągle podsuwa mu jedzenie pod nos i płaci za niego rachunki. Lincoln jest typem człowieka, który właściwie nie wie czego chce od życia. Nie można mu odmówić inteligencji, gdyż ma skończonych kilka kierunków, ale nadal nie potrafi się zdecydować co go interesuje i co chciałby robić, więc dopóki nic innego nie wymyśli, będzie siedział w redakcji jako "administrator bezpieczeństwa danych". Beth natomiast jest pełną życia, dowcipną kobietą, której aktualny związek z muzykiem średnio się układa. Jej relacji z Jennifer można wręcz pozazdrościć, gdyż obie są dla siebie oparciem i wspierają się w każdej sytuacji. Nic dziwnego, że Lincoln czytają ich korespondencję, tak bardzo je polubił.

Książkę czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, zapewne z tego względu, że zwyczajowa narracja Lincolna jest przeplatana z e-mailami Beth i Jennifer. "Załącznik" to idealna lektura, dla tych którzy mają ochotę cofnąć się do końcówki 1999 roku i wkroczyć razem z nietuzinkowymi bohaterami w nowy wiek. Polecam!

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu HarperCollins! :)

środa, 3 lutego 2016

147. PREMIEROWO: "Linia serc" - Rainbow Rowell [akcja #czytamyrazem]

Tytuł: Linia serc Autor: Rainbow Rowell
Stron: 378 Wydawnictwo: Otwarte

AKCJA #CzytamyRazem

"#CZYTAMYRAZEM to akcja społeczna, której głównym zadaniem jest promocja wspólnego czytania książek przez mamy i córki. Wierzymy, że w ten sposób nie tylko pokażemy, że
literatura łączy pokolenia, a książki nie znają wieku, ale również udowodnimy,
że pożyczanie sobie nawzajem i czytanie tych samych książek może pomóc w
budowaniu lepszych relacji między rodzicami a dziećmi i poprawiać komunikację w
trudnym okresie dojrzewania. Zakładamy, że tak jak mama może polecać książki
swojej córce, tak córka może polecać książki swojej mamie, a wspólna lektura będzie
stanowić temat do rozmów." - opis ze strony Wydawnictwa

Gdy dostałam zaproszenie do wzięcia udziału w akcji #czytamyrazem, podjęcie decyzji nie sprawiło mi kłopotu. Spodobała mi się idea akcji, bo sama wychowałam się w rodzinie, w której czyta się dużo książek. Kiedyś to moi rodzice przodowali w tej dziedzinie, a teraz niezaprzeczalnie, role się odwróciły i to ja pochłaniam największą ilość tytułów. Było mi miło, że mogłam podzielić się wrażeniami z lektury z moją mamą, która również wzięła udział w wyżej wymienionej akcji. Zapraszam na naszą recenzję! :)

Georgie McCool wiedzie ciekawe życie, przy boku męża Neala i dwóch córeczek Alice i Noomi. Jej praca polega na pisaniu scenariuszy do komedii telewizyjnych i idzie jej to naprawdę świetnie. Niestety praca wymaga od niej wielu poświęceń, a przede wszystkim czasu. Kobieta rzadko bywa w domu, a dziećmi zajmuje się głównie Neal. Pewnego grudniowego dnia, na horyzoncie pojawia się niesamowita okazja dla Georgie. W końcu jej marzenia mogą stać się rzeczywistością, ale tu sprawy zaczynają się komplikować. Zbliża się Boże Narodzenie, a to oznacza, że powinna wyjechać z rodziną do Nebraski by jak zawsze świętować z rodziną Neala. Jednak Georgie postanawia w pełni zająć się pracą nad serialem, zamiast wyjechać. Dopiero po fakcie, kobieta uświadamia sobie, co też najlepszego zrobiła.

Relacje Neala i Georgie w ostatnich latach znacznie się pogorszyły, ale przecież nie zawsze było tak źle. Kiedyś byli jedną z tych zapatrzonych w siebie par, jednak czas płynął i każde z nich zajęte swoimi obowiązkami utraciło to, co było kiedyś dla nich najważniejsze. Gdy Neal wyjeżdża z córkami, a Georgie zostaje sama w Los Angeles, pracując nad scenariuszem, w końcu zdaje sobie sprawę jakie mogą być tego konsekwencje. Czy Neal ją zostawi? Czy ją jeszcze kocha? Gdy wszystko zaczyna się wokół niej sypać, na pomoc przychodzi magiczny, żółty telefon...

Rainbow Rowell już jakiś czas temu skradła moje serce za sprawą "Eleonory&Parka", pięknej historii dla młodzieży. Tym razem miałam okazję poznać jej twórczość skierowaną do dorosłych czytelników. Do końca nie wiem co sądzić o tej książce, gdyż z jednej strony mi się podobała, a z drugiej niektóre wątki, szczególnie ten z żółtym telefonem wydają mi się całkiem niedorzeczne. Zacznę może od tego co moja mama sądzi na temat "Linii serc" gdyż na większość tematów mamy podobne zdanie. Przede wszystkim moja mama nie jest osobą, która przepada za romansami i zazwyczaj zaczytuje się w kryminałach, dlatego z początku sceptycznie podchodziła do lektury. Jednak minęło trochę czasu i zauważyłam, że nawet dała się wciągnąć w fabułę. Na pierwszy rzut oka, powieść wydała jej się nieciekawa i nużąca. Dopiero po jej przeczytaniu, co zgodnie stwierdziłyśmy, można dostrzec w niej pewną wyjątkowość i głębszy sens. To książka o życiu, o relacjach międzyludzkich, a także o tym, że czasami jesteśmy tak zajęci sobą i gonitwą naprzód, że zapominamy co jest istotne. 

Dla Georgie praca była na pierwszym miejscu, co dla mojej mamy było zupełnie niepojęte. Sama ją w tej kwestii popieram, gdyż nie wyobrażam sobie, prowadzić takiego życia jak główna bohaterka "Linii serc" chociaż jestem w stanie ją zrozumieć. Od zawsze marzyła o stworzeniu serialu, razem ze swoim najlepszym przyjacielem Sethem, i gdy w końcu nadarzyła się ku temu okazja, nie wahała się. Dopiero później zaczęła sobie uświadamiać jak wiele może stracić, jeśli nie zawalczy o miłość Neala. Co było dla mnie i mamy zaskakujące, to wątek magicznego telefonu. Nie zdradzając zbyt wielu szczegółów, aby nie psuć Wam lektury, napiszę tylko, że mi się on podobał, chociaż jestem trochę zła, że autorka w żaden sposób nie wyjaśniła jego działania i czy on w ogóle był prawdziwy, czy tylko działo się to w głowie bohaterki. Jest to sprawa nierozwiązana i autorka zostawiła ją czytelnikowi do rozgryzienia. To właśnie żółty telefon odgrywa w tej historii kluczową rolę. Dzięki niemu, Georgie zauważa wszystko z szerszej perspektywy i postanawia zmienić się na lepsze. 

Razem z mamą przyznałyśmy, że "Linia serc" to przyjemna książka, po przeczytaniu której człowiek uświadamia sobie, że powinien częściej doceniać to co ma i pielęgnować relacje z bliskimi, gdyż często nie zdajemy sobie sprawy ze znaczenia niektórych rzeczy i spraw, dopóki ich nie stracimy. Książka Rainbow Rowell może i nie ma pędzącej akcji, ani nie jest żadnym objawieniem, ale ma w sobie urok i typowe dla autorki ciepło bijące ze stron powieści. Reasumując, cieszę się, że mogłam wziąć udział w akcji i razem z mamą podzielić się wrażeniami z lektury, jak za dawnych czasów. Nam obu książka przypadła do gustu, chociaż mi trochę bardziej, ale to pewnie dlatego, że do książek Rowell mam sentyment. "Linia serc" to książka przepełniona ciepłem, humorem i miłością, w dodatku z odrobiną magii. Polecamy!

Za możliwość wzięcia udziału w akcji #czytamyrazem 
dziękujemy Wydawnictwu Otwarte!

niedziela, 24 stycznia 2016

146. Złe dziewczyny nie umierają - Katie Alender

Tytuł: Złe dziewczyny nie umierają Autor: Katie Alender
Seria: Złe dziewczyny nie umierają #1 Stron: 356
Wydawnictwo: Feeria young

Czasem naprawdę niewiele trzeba żebym zwróciła uwagę na książkę. Mam słabość do klimatycznych okładek i intrygujących tytułów. Na pewno sami rozumiecie co mam na myśli, patrząc na książkę Katie Alender. Dodatkowo lubię eksperymentować z różnymi gatunkami w literaturze i tym razem postanowiłam spróbować z młodzieżówką o mrocznym klimacie.

Alexis nie należy do najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Nie pasuje na cheerleaderkę, ale co ważniejsze wcale jej to nie przeszkadza. Jednak z jej różowymi włosami i charakterkiem, ciężko jest się jej odnaleźć wśród rówieśników, dlatego całkowicie oddaje się swojemu hobby, czyli robieniu zdjęć. Jest to coś, co najbardziej ją uszczęśliwia i do tego wychodzi jej to całkiem dobrze. Natomiast jej młodsza siostra Kasey, która też nie słynie z bycia towarzyską, za jedyne przyjaciółki ma swoje lalki. Kolekcjonuje je od najmłodszych lat i zdobią one wszystkie półki w jej pokoju. 

Siostry mieszkają w starym i wielkim domu, który wśród przechodniów wzbudza dość negatywne odczucia. Dla dziewczyn jest to zupełnie normalne i nie przejmują się zanadto opiniami innych. Do czasu gdy w domu naprawdę zaczynają dziać się dziwne rzeczy, od jasnej poświaty, która przenika do domu, po podmuchy zimnego powietrza i hałasy w piwnicy. Co na początku Alexis bierze za złudzenia, później okazuje się całkiem rzeczywiste. Wszystko zaczyna się od osobliwego zachowania jej młodszej siostry. Dziewczyna miewa ataki złości, zyskuje większą siłę niż zazwyczaj i czasem traci pamięć, a jakby tego było mało, jej oczy skrzą się nienaturalnym blaskiem. Alexis zaczyna nabierać przekonania, że być może jej siostrę opętał... zły duch. Czy uda jej się uratować od tego siostrę, zanim komuś stanie się krzywda?

Przyznam się Wam, że nic bardziej mnie nie przeraża w filmach czy literaturze niż opętanie. W zasadzie to, nieszczególnie lubię się bać, ale latający facet z siekierą nie robi na mnie takiego wrażenia jak właśnie opętanie przez złe duchy, czy jakieś inne zjawiska paranormalne. Jak wiecie "Złe dziewczyny nie umierają" są właśnie o opętaniu, jednak jak na literaturę młodzieżową przystało, poziom strachu podczas czytania jest raczej delikatny. Nie można jej nazwać typowym horrorem, gdyż jest to zbyt mocne słowo by ją opisać, ale będąc szczerą nieraz zdarzyło mi się odczuwać lekki niepokój. Dowodem tego może być moja reakcja na dzwoniący telefon, gdy czytałam książkę i akurat byłam w takim momencie, że aż podskoczyłam w fotelu gdy usłyszałam dzwonek. Sami widzicie jak łatwo można mnie wystraszyć. 

Książka "Złe dziewczyny nie umierają" wywarła na mnie pozytywne wrażenie, w głównej mierze dzięki bohaterce Alexis, którą od razu polubiłam. Jak na piętnastolatkę wykazała się rozumem w niejednej sytuacji i zaskoczyła mnie swoim charakterkiem. Natomiast jej siostra Kasey, od samego początku wzbudzała we mnie obawę, a sam fakt, że kolekcjonowała lalki i miała ich cały pokój, dodatkowo potęgował to uczucie. Najważniejsze w tym wszystkim było to, jak Alexis poradziła sobie z problemem siostry. Przerażało ją to i choć z początku nie mogła w to uwierzyć, zrobiła wszystko by odnaleźć sposób na pozbycie się złego ducha, który wstąpił w Kasey. 

"Złe dziewczyny nie umierają" to horror dla młodzieży, który świetnie nadaje się dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z powieścią grozy. Osobiście nie lubię horrorów, ale ten tytuł jest tylko jego delikatną odmianą i bardziej wpasowuje się w paranormalną powieść dla młodzieży. Momentami wzbudza niepokój i powoduje, że ciarki biegną po plecach, ale oprócz tego w historię zostają wplecione typowe problemy nastolatki borykającej się ze swoją odmiennością, a także wątek romantyczny, który łagodzi ogólne wrażenie i sprawia, że książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Jak dla mnie, strzał w dziesiątkę. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję 
Wydawnictwu Feeria young!

piątek, 8 stycznia 2016

145. Nieprzekraczalna granica - Colleen Hoover

Tytuł: Nieprzekraczalna granica Autor: Colleen Hoover
Seria: Pułapka uczuć #2 Stron: 298 Wydawnictwo: W.A.B.

Długo się zastanawiałam jaką książkę wybrać jako pierwszą w nowym roku. Kilkanaście nieprzeczytanych tytułów od dawna czeka na mojej półce, dlatego chciałam nadrobić swoje zaległości. Wtedy do głowy przyszło mi żeby wybrać coś, co na pewno mi się spodoba- mianowicie książkę Colleen Hoover, której twórczość nigdy mnie nie zawodzi. Tak się składa, że parę miesięcy temu przeczytałam "Pułapkę uczuć" i jeszcze nie miałam okazji poznać jej kontynuacji, więc właśnie za nią się zabrałam.

Layken i Will choć bardzo młodzi, wiele już przeszli. Strata rodziców w młodym wieku i odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo spadła na nich jak grom z jasnego nieba. Żadne z nich nie było do tego przygotowane, a jednak z całych sił próbują sobie z zaistniałą sytuacją poradzić. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że mają siebie nawzajem. Choć nie jest łatwo, wspólnie mają szansę ułożyć swoje życie od nowa. Sprawy zaczynają się komplikować, gdy na jaw wychodzi, że Will widuje się z byłą dziewczyną. Lake nabiera wątpliwości, czy ich miłość jest naprawę tak prawdziwa, jak jej się wydawało...

Choć minęło sporo czasu odkąd czytałam pierwszą część serii, to nie miałam problemów z przypomnieniem sobie poszczególnych sytuacji czy bohaterów. Szybko dałam się wciągnąć w fabułę i tym razem poznać losy bohaterów z perspektywy Willa, a nie Layken jak to było w przypadku "Pułapki uczuć". Szczerze mówiąc, sama nie wiem czy jestem zadowolona z tej zmiany, gdyż mam wrażenie, że bardziej lubiłam Layken w pierwszej części niż teraz. Czasami zachowywała się tak dziwnie, że nie mogłam jej zrozumieć i może gdyby to ona była narratorką, to wtedy lepiej byłoby mi poznać pobudki jej zachowania. Oprócz tej uwagi mam jeszcze kilka zastrzeżeń co do "Nieprzekraczalnej granicy" i chociaż całość wydaje się być spójna, to niektóre wydarzenia odrobinę naciągane i nie na miejscu.

Niestety tym razem nie czułam tego niesamowitego klimatu, który zawsze mi towarzyszył przy czytaniu książek Hoover. Zabrakło mi czynnika, który zawsze sprawiał, że byłam jej książkami oczarowana. Niemniej jednak książka mi się podobała, ale nie na tyle by mnie zachwycić. Jak na kontynuację sprawdziła się dobrze, ale spodziewałam się czegoś więcej. Nadal najlepszym elementem w tej historii jest poezja i wypady bohaterów na Slam. Zafascynowało mnie to w pierwszej części, jak i teraz, dlatego cieszę się, że autorka nie zrezygnowała z tego i zrobiła ze Slamu ważną część życia Willa i Lake. 

"Nieprzekraczalna granica" to dobra kontynuacja, chociaż moim zdaniem nie dorównuje pierwszej części. Autorka wprowadziła zmianę w narracji, stawiając Will'a w tej roli. Czasem dobrze jest poznać punkt widzenia bohatera męskiego, ale polubiłam Layken w "Pułapce uczuć" i wolałabym żeby ta kwestia pozostała bez zmian. Książkę czytało mi się przyjemnie, choć bez większych fajerwerków. Polecam tym, którzy zaczęli przygodę z serią i zachęcam pozostałe osoby do poznania twórczości Hoover jeśli jeszcze jej nie znacie. Ja tę serię zamierzam poznać do końca i dobrze się składa, że już niedługo premiera trzeciej część, którą z pewnością przeczytam. 

sobota, 12 września 2015

130. Wybrana o zmroku - C.C. Hunter

Tytuł: Wybrana o zmroku Autor: C.C.Hunter
Seria: Wodospady Cienia #5 Stron: 428
Wydawnictwo: Feeria young

Wodospady Cienia to seria, do której zawsze chętnie wracam. "Wybrana o zmroku" to już piąty i ostatni tom cyklu i aż ciężko uwierzyć, że minął już rok odkąd poznałam historię Kylie Galen podczas lektury "Urodzonej o północy". Od tego czasu, na przełomie kolejnych części coraz bardziej zżyłam się z bohaterami serii, a teraz przyszło mi się z nimi pożegnać.

Kylie zna już większość odpowiedzi na pytania, które ją nieustannie dręczyły. W końcu dowiedziała się do jakiej grupy istot nadprzyrodzonych należy, ale to nie okazało się zbyt proste. Kylie jest kameleonem, który posiada zdolności wszystkich gatunków. Niestety wśród obozowiczów dziewczyna nadal czuje się dziwolągiem, któremu ciągle zmienia się wzór. Żeby odnaleźć swoje prawdziwe umiejętności, a także swoje miejsce na ziemi, udaje się do obozu kameleonów, którymi przewodzi jej dziadek. Gdy zaczyna robić się niebezpiecznie, Kylie uświadamia sobie, że jest tylko jedno miejsce, w którym może poczuć się bezpiecznie i są to Wodospady Cienia. Jednak wróg nie śpi i tylko czeka na pomyłkę dziewczyny. Czy uda jej się uratować bliskich, a jeśli tak, to za jaką cenę? Czy stary i niebezpieczny wampir Mario dowiedzie swojej siły i zniszczy Kylie? Przyszła pora na ostateczne starcie.

Wodospady Cienia to taka seria, która może nie jest ambitna, ale miło się ją czyta dla samego relaksu. Przez te wszystkie pięć tomów zdążyłam przyzwyczaić się do bohaterów, a także do samego klimatu obozu w Fallen. Polubiłam bohaterów, obserwowałam ich przemiany, oraz wzloty i upadki. Od samego początku byłam ciekawa jak autorka poprowadzi akcje i w jakim kierunku będzie ona zmierzać. Teraz po przeczytaniu ostatniej części, mogę śmiało stwierdzić, że z jej zakończenia jestem bardzo zadowolona. C.C.Hunter tak to rozegrała, że chyba każdy czytelnik będzie usatysfakcjonowany obrotem wydarzeń, który nastąpił.

 "Wybrana o zmroku" utrzymała poziom pozostałych tomów, a co ważniejsze tempo akcji również nie zawodzi, chociaż zauważalny był cień przewidywalności. Jednak nie ma co się nad tym rozwlekać, bo jak na lekturę z gatunku paranormal-romance Wodospady Cienia wybijają się na tle innych. Zawsze mnie czymś zaskakiwały i wciągały do swojego świata na długie chwile. Zdarzały się gorsze momenty, ale przecież każda seria takie ma i ciężko jest znaleźć taką bez skaz. Jednak zdarzało się ich coraz mniej w miarę jak pojawiały się kolejne części, co jest warte podkreślenia. Na początku serii narzekałam na przykład, na trójkąt miłosny, który pojawiał się non stop, jakby był jakimś wątkiem przewodnim. Z kolejnymi częściami stawał on się jedynie tłem, a już w tej ostatniej w końcu wiemy kogo wybierze Kylie. Jedni będą zadowoleni, a drudzy zawiedzeni, ale jedno jest pewne. Emocji tu nie zabraknie.

Myślę, że byłoby mi przykro, że to już koniec serii, ale teraz jak wiem, że zostanie wydany u nas spin-off serii "Wodospady Cienia: Po zmroku" to wcale nie jest mi żal. Otwarte zakończenie zwiastuje, że jeszcze wiele może się zdarzyć, bo scenariuszy jest bez liku. Nowa seria będzie historią Delli, wampirzej przyjaciółki Kylie, którą bardzo polubiłam, dlatego z wielką chęcią wrócę do świata stworzonego przez C.C.Hunter i dowiem się czegoś więcej o tej bohaterce. Podsumowując Wodospady Cienia to seria idealna na odprężenie i oderwanie się na chwilę od problemów otaczającego nas świata. Pełno w niej akcji, humoru i emocji. Mnie ta seria nie zawiodła i na pewno będę ją bardzo miło wspominać. Polecam!



Za możliwość poznania serii dziękuję Wydawnictwu Feeria :)

środa, 19 sierpnia 2015

127. Obca - Diana Gabaldon

Tytuł: Obca Autor: Diana Gabaldon
Stron: 710 Seria: tom #1 Wydawnictwo: Świat Książki
Ocena: 7/10

Jeszcze do niedawna o Outlanderze nie wiedziałam nic. Znałam jedną osobę, która zachwycała się serialem na jej podstawie, ale z opisu zupełnie mnie do tej serii nie ciągnęło. Ni z tego ni z owego, o Outlanderze zaczęto mówić i pisać wszędzie. Przemogłam się i zaczęłam oglądać serial, żeby samej wyrobić sobie zdanie na ten temat. W serialu zaciekawił mnie przede wszystkim jego klimat i widoki cudownej Szkocji. Dostrzegłam w nim tyle uroku i piękna, że od razu zachciało mi się wybrać w podróż w tamte strony. A skoro nie mogłam pozwolić sobie na fizyczną podróż, chwyciłam za książkę, by wraz z Claire Randall przemierzać szkockie tereny.

Główną bohaterką książki jest wspomniana wyżej kobieta, która zostaje nagle przeniesiona w czasie. Z roku 1945, za sprawą tajemniczego kręgu, Claire trafia do osiemnastowiecznej Szkocji. Jak się okazuje, nie mogło jej się przytrafić nic bardziej zaskakującego, a zarazem niebezpiecznego. Wyrwana z własnych czasów, zostaje wciągnięta do świata pełnego intryg, morderstw, a co zadziwiające odnajduje tam również spokój i szczęście w ramionach przystojnego szkota Jamiego Frasera. Tak właśnie zaczyna się jej pełna zawiłości przygoda w osiemnastowiecznej Szkocji. 

We wstępie pokrótce wyjaśniłam Wam, jak trafiłam na tę serię, więc teraz przejdę do jej oceny, ale także napiszę kilka słów o serialu. Najpierw jednak zaznaczę, że serial obejrzałam jak na razie tylko do połowy, gdyż najpierw nabrałam ochoty by przeczytać pierwowzór, a dopiero później obejrzeć go do końca na ekranie. W każdym razie, muszę przyznać, że serial jest bardzo dobrym odzwierciedleniem książki. Aktorzy zostali dobrani wręcz po mistrzowsku i idealnie oddają zadziorność niektórych charakterów. Wizualnie również nie odbiegali od tych bohaterów przedstawionych w książce. Do tego jeśli dodać przecudne krajobrazy i scenerię w jakiej go kręcono, otrzymujemy naprawdę świetnie wyprodukowany serial. Natomiast jeśli chodzi o samą fabułę "Obcej", tutaj miałam na początku dość mieszane odczucia. Niby wszystko było pięknie, ale momentami wiało nudą, której tak bardzo chciałam uniknąć. Na szczęście z uporem brnęłam dalej i jak się później okazało, całkiem słusznie, bo w ostateczności historia Claire bardzo mi się spodobała.

Zauważyłam, że w te wakacje czytam same książki cegły. To już kolejna, której liczba stron sięga siedmiuset, co jak dla mnie jest bardzo dużą liczbą. Z początku było mi ciężko się wciągnąć, ale gdy akcja nabrała tempa, zupełnie zapomniałam o tym, jak wielka jest ta książka i po prostu z zapartym tchem czytałam dalej, na nic nie zważając. "Obca" to przede wszystkim książka przygodowa, ze sporą nutką romansu, co troszkę mnie zaskoczyło. Myślałam, że wątek romantyczny zostanie poprowadzony delikatniej, jednak szczególnie mi nie przeszkadzało, że jest inaczej niż się spodziewałam. Nie ukrywam, że jak na mój gust, rozwinął się on trochę za szybko, zważając na okoliczności, ale nie będę się zbytnio czepiać. 

Ogólnie rzecz ujmując historia Claire bardzo mnie zainteresowała i wielokrotnie zaskoczyła. Powieść napisana przez Diane Gabaldon jest pełna akcji, napięcia, ale także brutalności. Jest to zdecydowanie książka dla osób starszych, gdyż dla młodszych czytelników mogłaby być ona zbyt mocna- właśnie takie słowo przychodzi mi na myśl, opisując tę książkę. "Obca" zdecydowanie miała swoje lepsze i gorsze momenty, czasem mi się dłużyła, ale patrząc na nią jako na całość, swoje pierwsze spotkanie z twórczością autorki uważam za bardzo udane i jestem przekonana, że po następne tomy również sięgnę. Polecam starszym czytelnikom, którzy lubią książki pełne przygód, bo w tej książce znajdziecie ich mnóstwo!

Seria Diany Gabaldon:

czwartek, 2 lipca 2015

121. Co, jeśli... - Rebecca Donovan

Tytuł: Co, jeśli... Autor: Rebecca Donovan
Stron: 391 Wydawnictwo: Feeria 
Ocena: 7/10

Pierwszej serii autorki o nazwie "Oddechy" nie miałam okazji czytać. Jednak gdy zalewała mnie fala pozytywnych recenzji owych książek, żałowałam, że tego nie zrobiłam. Zbyt często zastanawiamy się nad tym co jeśli... Gdybania i roztrząsanie przeszłości, nic nam jednak nie dadzą. Więc zamiast się zastanawiać nad tym co było, trzeba skupić się na tym co jest teraz. Drugi raz nie popełniłam tego błędu i tym razem chciałam przekonać się, czy nowa książka Donovan mi się spodoba. Czy słusznie postąpiłam? Co, jeśli książka nie okazała się tak dobra jak przypuszczałam? A może, jest jeszcze lepsza? Ahh te gdybania...

Cal próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Odkąd po liceum zaczął chodzić na siłownię, ściął włosy i zakłada soczewki zamiast nosić okularów, wygląda jak zupełnie inny człowiek. Aż ciężko mu się odgonić od wianuszka dziewczyn, który się za nim ciągnie. Jednak każdy jego związek, kończy się zanim ma szansę by się tak naprawdę rozwinąć. Zbyt wiele zobowiązań, zaangażowania i poważnych zmian. To nie dla niego. Pewnego wieczora, na jednej z imprez, Cal zauważa dziewczynę, której oczy rozpoznałby wszędzie. Jednak to niemożliwe, żeby osoba o której myślał, była tu naprawdę. Niebieskooka Nicole, wyjechała studiować na Harvardzie i nigdy nie odwiedziłaby takiej dziury, jaką jest Crenshaw. Od tamtego wieczoru, Cal nie może przestać myśleć o dziewczynie, którą utracił kilka lat temu, a która zdaje się być teraz zupełnie inną osobą, na dodatek upierającą się, że wcale nie jest Nicole, lecz Nyelle. Co wyniknie z tego spotkania i jakie tajemnice skrywa Nyelle?

To co lubię najbardziej w gatunku Young Adult, to przede wszystkim emocje jakie zazwyczaj udaje się autorom we mnie wywołać. Książki te kryją w sobie wiele smutku, czasem tragicznych wydarzeń, ale często dają też nadzieję, na nowe, lepsze jutro. Niosą za sobą wiadomość, że nawet z najgorszych przeżyć można wyjść jeszcze na prostą, jeśli ma się odpowiednie wsparcie i kochających ludzi wokół siebie, na których zawsze można liczyć. Lubię takie historie. Przypominają mi one o tym, że życie nie jest nigdy tylko kolorowe, ale także przynosi za sobą wiele cierpienia i smutku. Ważne jest tylko to co my zrobimy dalej. Czy poddamy się i zawładnie nami strach i smutek, czy może pójdziemy naprzód, nie patrząc za siebie. W książce "Co jeśli..." również spotykamy się z wieloma trudnościami losu. Jednak nie wszystko jest jasne od razu. Zostajemy powoli wciągnięci do świata Cala i Nyelle, a towarzyszące nam co kilkanaście stron retrospekcje dopełniają całości dzieła. To dzięki nim, widzimy część wydarzeń z przeszłości oraz możemy sami ocenić jaki wpływ miały one na teraźniejszych bohaterów. Lubię takie zabiegi, jeśli są one wplatane w fabułę delikatnie i wyważenie. W tym wypadku właśnie tak było.

Czy dzieło pani Donovan mnie zaskoczyło? Niekoniecznie, chociaż nie uważam żeby to było coś złego. Z dużym entuzjazmem podchodziłam do poznania tej książki i wiedziałam mniej więcej czego mogę się po niej spodziewać. Jeśli jednak spytacie, czy spełniła ona moje oczekiwania, to odpowiem Wam, że jak najbardziej! Historia Cala i Nyelle jest od samego początku owiana tajemnicą. Główny bohater wie niewiele więcej niż czytelnik. Razem z nim, zaczynamy dopiero poznawać tę zagadkową dziewczynę, próbując ustalić do czego musiało dojść w przeszłości, żeby tak bardzo się zmieniła. Podobało mi się to w jaki sposób autorka postanowiła pokierować akcją. Dodatkowo wszystkie wydarzenia poznajemy z perspektywy Cal'a co było dla mnie zaskoczeniem, gdyż zazwyczaj narratorem w książkach Young Adult są postaci żeńskie. To była dość miła odmiana, chociaż charakter głównego bohatera, zupełnie mnie nie przekonał. 

"Co jeśli..." to książka, która wzbudza emocje i sprawia, że chcemy przeżyć swoje życie najlepiej jak tylko możemy. Daje ona jasny przekaz, że nigdy nie jest za późno by coś zmienić i być szczęśliwym. Polecam wszystkim wielbicielom gatunku i nie tylko!


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Feeria!

środa, 3 czerwca 2015

119. Ród - J.D. Horn

Tytuł: Ród Autor: J.D. Horn
Stron: 331 Seria: Wiedźmy z Savannah #1
Wydawnictwo: Feeria young Ocena: 4/6

Od zawsze lubiłam czytać o istotach nadprzyrodzonych. Na początku największy szał był oczywiście na wampiry i wilkołaki, później przyszła pora na elfy i całą resztę. Mało kiedy widziałam książki, w których występowałyby czarownice. Przyznaję, że czułam ich pewien brak, możliwe, że jakoś specjalnie nie szukałam książek pod tym kątem, ale jednak czarownice i wiedźmy w literaturze zostały gdzieś w tyle. Teraz przyszedł czas na "Ród", w którym odnalazłam sporą dawkę magii i czarownic.

Mercy od zawsze czuła się jak wyrzutek we własnej rodzinie. Jakby fortuna zupełnie się od niej odwróciła. Cała jej rodzina od pokoleń dysponuje magicznymi mocami, jednak nie Mercy. Ona urodziła się bez żadnych mocy i to jej siostrze bliźniaczce przypadają wszelkie zasługi i pochwały. Maisie zapowiada się na wielką czarownicę, podczas gdy jej siostra musi żyć w jej cieniu. Jednak Mercy wydaje się być pogodzona z własnym losem, gdy w dziwnych okolicznościach zostaje zabita jedna z najważniejszych czarownic w mieście, zostawiając za sobą wolne miejsce jako kotwiczącej. Teraz nadszedł czas wybrać jej następczynię oraz znaleźć sprawcę, który dokonał tego okropnego czynu. Na wielkie losowanie do Savannah nadciągają wszystkie rody czarownic, a wybór jakiego dokona wyrocznia będzie zaskoczeniem dla nich wszystkich. 

Będąc już kilka dni po lekturze, mogę stwierdzić, że "Ród" miał swoje lepsze i gorsze momenty. Zdecydowanie na plus uznałabym sam wiek bohaterów. Mercy ma dwadzieścia jeden lat, co sprawia, że jej zachowanie nie jest tak infantylne jak nastoletnich bohaterów. Jednakże, czasami zachowywała się nie do końca jak na swój wiek. Ogólnie rzecz biorąc autor całkiem ciekawie wykreował swoje postaci. Co ciekawe narratorką była Mercy, więc zastanawiałam się, jak mężczyźnie wyjdzie narracja z punktu widzenia dziewczyny. Na szczęście mu się to udało i wszystko wyszło naturalnie. Reszta bohaterów również zasługuje na uwagę, ponieważ każdy z nich był tak naprawdę zagadką. Nikt nie jest tym za kogo się podaje, co sprawiało, że żadnej postaci nie można było do końca ufać.

Kolejnym ważnym aspektem tej książki była jej szybka akcja. Co rusz dzieje się coś nowego i kiedy już myślimy, że sytuacja jest ustabilizowana, autor podsuwa bohaterom kolejne kłody pod nogi. Jak dla mnie to idealnie, bo nie lubię schematyczności w książkach, a "Ród" na pewno do takich lektur nie należy. Niby wszystko na plus, ale jednak nie czuję się tą książką szczególnie zachwycona. Tak jakby wszystko trochę za szybko się działo i nie każda sytuacja zostaje wyjaśniona, chociaż pewnie autor niektóre odpowiedzi zostawił na następne tomy. Na razie muszę uzbroić się w cierpliwość i poczekać na to co przyniesie za sobą sequel.

"Ród" to lekka lektura, która potrafi wciągnąć na kilka godzin. Przyjemnie mi się czytało o przygodach Mercy i historiach jakie miały miejsce w klimatycznym miasteczku Savannah. Jednak spodziewałam się po niej minimalnie więcej. Mam nadzieję, że następne tomy będą lepsze i autor nie zaprzepaści możliwości jakie się przed nim otworzyły po pierwszej części. Polecam wielbicielom gatunku i osobom, które mają dość schematycznych lektur. 

Za możliwość przeczytania "Rodu" dziękuję wydawnictwu Feeria! 

sobota, 11 kwietnia 2015

112. Duff - Kody Keplinger

Tytuł: Duff Autor: Kody Keplinger
Stron: 333 Wydawnictwo: Mira
Ocena: 4/6

Każdy z nas ma czasem ochotę na odrobinę wytchnienia i oderwania się od codziennych obowiązków. Dla mnie idealnym sposobem okazują się oczywiście książki, pewnie tak jak dla większości z Was. Nie zawsze jednak mam ochotę zagłębiać się w skomplikowane historie, wymagające ode mnie zbyt dużego zaangażowania czy skupienia. W takich chwilach, idealnie sprawdzają się książki takie jak ta. 

Bianca ma dwie najlepsze przyjaciółki. Do tej pory nie zastanawiała się nad tym, jak wypada w odniesieniu do nich, bo nie miała ku temu żadnych powodów. Dopiero pewien zarozumiały i arogancki szkolny przystojniak Wesley uświadomił jej, że to właśnie jej przypadła rola tej najbrzydszej spośród olśniewających przyjaciółek- rola duffa. Jest to dla niej sporym zaskoczeniem. Oczywiście zaczyna myśleć, że przecież chłopak ma racje, wiele jej brakuje do przyjaciółek, które wyglądają jakby urwały się z okładki magazynu, ale nigdy jej to nie przeszkadzało. Zawsze była sobą i nie przejmowała się tym co myślą o niej inni. Ale od tego wydarzenia w klubie, Bianca nie może przestać myśleć o sobie, jako o duffie. To słowo zaczyna ją wręcz prześladować. Na jej głowę spada jeszcze wieść o rozwodzie rodziców co doprowadza do problemów w domu. Mając dość tego wszystkiego Bianca zaczyna spotykać się z Wesleyem, którego przecież z całego serca nienawidzi. Bo Wes nie jest typem chłopaka, który myśli o dziewczynach na poważnie. Jednak jak się okazuje życie jeszcze nie raz zaskoczy Biancę.

"Duff" to książka, która miło mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że historia Biancki tak bardzo mnie wciągnie. Mimo pewnej schematyczności, ta książka ma w sobie coś takiego, że świetnie mi się ją czytało. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, podobał mi się styl autorki, oraz jej pomysł na fabułę. Gdy Bianca dowiaduje się o tym, że jest tak zwanym tłem dla swoich ładniejszych koleżanek od chłopaka, który jest największym podrywaczem w szkole, robi jej się przykro. Zaczyna wątpić w siebie oraz w to, że kiedykolwiek się komuś spodoba. Z biegiem czasu, gdy zaczyna spotykać się z Wesem, po to by zapomnieć o problemach w domu, Bianca zauważa, że w ich relacji coś się zmienia. Za bardzo ją to jednak przeraża by mogła to przyznać. Bo co jeden z najprzystojniejszych chłopaków w szkole mógłby w niej widzieć? Tym bardziej, że przecież nazywał ją duffem... To nie ułatwia sprawy.

"Duff" to młodzieżówka, w której można dostrzec pewien przekaz. Należy znać swoją wartość i zawsze być sobą. W przypadku głównej bohaterki, to właśnie jej charakter sprawił, że została przez kogoś zauważona. Wygląd nie powinien mieć znaczenia, chociaż w dzisiejszych czasach ciężko się z tym zgodzić. Oczywiście książka ma też swoje wady, mianowicie masa w niej stereotypów, które aż kłują w oczy. Cheerleaderki to puste piękności, które tylko czekają aż będą mogły się z kogoś pośmiać, przystojny chłopak nie może mieć dobrego serca, a inteligentni uczniowie nie mają życia, bo przecież ciągle zakuwają po nocach. Takich przykładów mogłabym podać jeszcze kilka. Szkoda, że niektóre postacie zostały tak spłycone.

Reasumując "Duff" to książka, przy której miło spędziłam czas. Jest to lekka i niewymagająca lektura, którą można przeczytać w jeden wieczór. Ma swoje wady i zalety, ale koniec końców dobrze się przy niej bawiłam, dlatego z chęcią obejrzę film na jej podstawie. Jeśli macie ochotę na przerywnik od cięższych lektur, to "Duff" powinna idealnie się sprawdzić.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Mira!

środa, 25 marca 2015

109. Talon - Julie Kagawa

Tytuł: Talon Autor: Julie Kagawa
Stron: 413 Wydawnictwo: Mira
Ocena: 4/6

Twórczość pani Kagawy poznałam kilka lat temu, gdy czytałam serię Żelazny Dwór. Bardzo miło ją wspominałam, dlatego wiadomość, że w Polsce ma się pojawić nowa saga autorki, bardzo mnie ucieszyła. Tym bardziej, że fabuła o smokach, to coś o czym jeszcze nie czytałam, a miałam wielką chęć by to zmienić. 

Ember i Dante Hill'owie to na pozór zwyczajni nastolatkowie, idealnie wpasowujący się do otoczenia, a to wszystko za sprawą specjalnego przygotowania. Tak naprawdę ta dwójka rodzeństwa nie ma ze zwyczajnością nic wspólnego. Są smokami- stworzeniami potężnymi, ale zarazem niebezpiecznymi, stanowiącymi łatwy cel. Pod postacią ludzi zostają wysłani na misję do Kalifornii, by się zasymilować z nastolatkami, a następnie przejść do kolejnego etapu szkolenia. To dzięki wielkiej organizacji o nazwie Talon, smoki mają szansę na przeżycie. Bo to właśnie ona zapewnia im wszystko czego potrzebują. Jednak Talon ma jednego, wielkiego wroga. Od wieków na smoki polują członkowie zakonu Świętego Jerzego. Są oni przekonani, że smoki to istoty złe, pragnące zagłady ludzkości, dlatego ich misją jest pozabijanie wszystkich smoków jakie uda im się wytropić. Jednak gdy jeden z najlepszych żołnierzy Zakonu otrzymuje misje odnalezienia i zlikwidowania smoczego szpiega Ember Hill, nie spodziewa się, że to zadanie będzie dla niego tak trudne. Bo jakim cudem, ta wesoła i lekko zwariowana rudowłosa dziewczyna może być śmiertelnym zagrożeniem? Sprawy zaczynają się komplikować...

Czytając kilka lat temu książki Kagawy byłam nimi zachwycona. Sądziłam, że w przypadku "Talona" będzie bardzo podobnie, przynajmniej nie miałam żadnych podstaw by przypuszczać, że będzie inaczej. Niestety jestem trochę zawiedziona. Bardzo spodobał mi się sam pomysł o smokach, gdyż mam wrażenie, że występuje on dość rzadko w literaturze, ale wydaje mi się, że autorka nie przedstawiła nam go wystarczająco. To co mnie rozczarowało, to fakt, że smoki są jedynie tłem tej historii. Nie poznajemy ich życia od podszewki, tylko bardzo ogólnikowo. Wiemy, że istnieje organizacja zrzeszająca smoki, są wśród nich osobniki obejmujące różne funkcje, ale nic poza tym. Nic o tym skąd to wszystko wzięło swój początek albo chociażby jak wygląda codzienne życie smoków. Te właśnie szczegóły na pewno urozmaiciłyby treść.

Kolejnym mankamentem tej książki byli niestety bohaterowie. Ember Hill to postać, która inteligencją nie grzeszy i często pakuje się w kłopoty przez swoją lekkomyślną postawę. Jednakże bardzo możliwe, że był to specjalny zabieg autorki, pokazujący, że tak naprawdę smoki bywają impulsywne i działają pod wpływem emocji. Tak było w przypadku Ember, która swoim zachowaniem nie raz mnie zaskakiwała. Jednak mimo tych dwóch wad, o których wspomniałam powyżej, książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Mam na uwadze to, iż jest to dopiero pierwszy tom smoczej sagi, a więc w następnych tomach akcja może się zdecydowanie rozwinąć. Już w tym momencie autorka obudziła we mnie ciekawość bardzo dobrze zapowiadającym się zakończeniem. 

Reasumując "Talon" to lektura ciekawa, aczkolwiek mam wrażenie, że autorka nie wykorzystała w pełni swojego potencjału. Jednak jak na początek serii zapowiadającej się na kilka tomów, jest on dobrym wprowadzeniem do świata smoków. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach, dowiemy się trochę więcej o tych istotach, a i sama akcja przyspieszy. Ja trzymam za to kciuki, a Was zachęcam do przeczytania "Talona" jeśli macie ochotę na lekką i fantastyczną powieść młodzieżową.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Mira!

piątek, 16 stycznia 2015

102. Black Ice - Becca Fitzpatrick

Tytuł: Black Ice ♦ Autorka: Becca Fitzpatrick ♦
Stron: 446  ♦ Wydawnictwo: Otwarte 
Powieść w jednym tomie ♦ Ocena: 7/10

Po raz pierwszy z twórczością pani Becci Fitzpatrick spotkałam się przy okazji sagi Szeptem. Upadłe anioły to była dla mnie wtedy nowość i lektura zupełnie mnie pochłonęła. Polubiłam styl jakim posługiwała się autorka, ale także lekkość z jaką przychodziło jej dobieranie słów. Gdy dowiedziałam się o nowej książce pani Fitzpatrick wiedziałam, że muszę ją mieć. 

Britt do tej wyprawy w góry przygotowywała się przez rok. W te wakacje, w końcu będzie miała okazję wykazać się swoimi umiejętnościami organizacyjnymi, świetną formą i obeznaniem w górach Teton. Oczywiście po to aby Clavin- jej były chłopak, w końcu zauważył co stracił. Gdy Britt wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Korbie wybierają się na górską wycieczkę, nie mają pojęcia z czym przyjdzie im się zmierzyć. Podczas jazdy w góry dziewczyny trafiają na śnieżycę, która skutecznie blokuje im możliwość dalszej podróży do miasteczka Idlewilde. Muszą odnaleźć schronienie inaczej nie przetrwają na mrozie i śniegu zbyt długo. Trafiają do domku położonego na uboczu, w którym mieszka dwóch chłopaków. Okazuje się, że są oni zbiegami i zrobią wszystko by wydostać się z gór niezauważonymi. Tym sposobem Britt zostaje ich zakładniczką, która ma pomóc im w ucieczce.

Opis zaintrygował mnie od samego początku. Autorkę znałam tylko z gatunku paranormal-romance, a tu zapowiadał się świetny thriller. Byłam bardzo ciekawa, jak w tym klimacie odnajdzie się Becca. Okazało się, że poszło jej całkiem nieźle! Powiem Wam, że jak tylko zaczęłam czytać cały czas z napięciem przewracałam kolejne kartki. Było zimno, mrocznie i klimatycznie. Odkąd Britt z Korbie trafiły do chatki, wszystko zaczęło dziać się szybko. Byłam ciekawa czy dziewczynom uda się wydostać z tarapatów i jeśli tak, to w jaki sposób. Większa część akcji działa się w ośnieżonym i zimnym lesie. Czegoś takiego jeszcze nie czytałam i naprawdę mi się to spodobało, a dzięki dokładnym opisom doskonale potrafiłam wczuć się w sytuację w jakiej się znalazła Britt.

Czytając "Black Ice" od razu przypomniałam sobie jak to było czytać "Szeptem". Becca Fitzpatrick nadal zgrabnie potrafi posługiwać się słowem pisanym i idzie jej to świetnie. Jej książki czyta się po prostu z lekkością i zaciekawieniem. Niestety nie obyło się też bez żadnych minusów. Znalazłam ich kilka i szczerze mówiąc, podczas czytania rzuciło mi się w oczy sporo wad i zupełnie nielogicznych zachowań bohaterów. Czasem miałam ochotę rzucić w bohaterkę wielką śnieżką żeby wreszcie przejrzała na oczy i przestała się tak głupio zachowywać. Przymykam jednak na to oko, bo może to mróz tak źle zadziałał na jasność myślenia Britt.

Fabuła "Black Ice" zaskakiwała mnie w wielu momentach. Wierzcie lub nie, ale spodziewałam się po tej książce raczej schematyczności. Teraz przyznaję, że autorce udało się wykiwać mnie jako czytelnika nie jeden raz. Cała intryga, morderstwo, porwanie- to wszystko od samego początku autorka miała dokładnie przemyślanie i sprytnie w zaledwie skrawkach myśli, przekazywała czytelnikowi. Dopiero pod koniec zdałam sobie sprawę, że moje przypuszczenia i tropy okazały się zupełnie błędne. 

Książka ta to świetny thriller dla młodzieży. Idealnie nadaje się na tę pogodę, którą teraz mamy za oknem. Trzyma w napięciu, zaskakuje i powoduje dreszczyk emocji. Nie zabraknie również lekkiego romansu, czy humoru. Jak dla mnie to świetne połączenie. Polecam!

poniedziałek, 5 stycznia 2015

101. W śnieżną noc - Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle

Tytuł: W śnieżną noc ♦ Autorzy: Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle 
Stron: 335 ♦ Zbiór opowiadań ♦ Wydawnictwo: Bukowy Las ♦ 
Ocena: 4/6


Skrupulatnie rozplanowałam sobie przebieg tych Świąt Bożego Narodzenia. Zrobiłam listę książek jakie chciałabym przeczytać podczas świątecznej przerwy. Na liście moich priorytetów znalazł się zbiór opowiadań "W śnieżną noc", a pomimo tego nie udało mi się jej przeczytać przed 24 grudnia. Dowodzi to, że nie tylko moje zdolności organizacyjne kuleją, ale także, że nie potrafię dotrzymać swoich postanowień. Zamiast zabrać się za opowiadania, ja jak zwykle przed świętami musiałam po raz setny zacząć czytać Harry'ego Pottera. No pięknie.

Święta już dawno minęły, a mi dopiero teraz udało się przeczytać "W śnieżną noc". Zaczęło się bajkowo. Pierwsze opowiadanie o dziewczynie o nietypowym imieniu Jubilatka na nowo wprawiło mnie w świąteczny nastrój. Zaspy, śnieg i zagubiona dziewczyna w małym miasteczku Gracetown poznaje Stuarta, który ratuje ją z opresji. Mimo, że brzmi banalnie, historia jest urocza i czytałam ją z największą przyjemnością. Przede wszystkim bardzo podobał mi się styl autorki, ale także, że główna bohaterka, a zarazem narratorka książki była dziewczyną z rzadko spotykanym poczuciem humoru. Uwielbiam takie klimaty i żałowałam, że historia Jubilatki tak szybko się skończyła.

Autorem drugiego opowiadania jest wielka gwiazda John Green. Wybaczcie, mój sarkastyczny ton, lecz odkąd przeczytałam pierwszą książkę Greena, zastanawiam się co widzą w nim tysiące czytelników. Dla mnie jego książki są naprawdę niczym szczególnym i nawet "Gwiazd naszych wina" chociaż historia wzruszająca, nie jest w stanie mnie do niego w pełni przekonać. Zrobiła to dopiero książka, która jest jeszcze w Polsce nie wydana "Will Grayson, Will Grayson" choć i tak została ona napisana w duecie z Davidem Levithanem. Natomiast natrafiłam później jeszcze na "Papierowe Miasta", które okazały się dla mnie tak wielką klapą, że nawet ich nie dokończyłam. Teraz przyszła pora na jego opowiadanie "Bożonarodzeniowy cud Pomponowy" i moje odczucia są znowu mieszane. Na szczęście są one bardziej na plus niż minus. Opowiadanie całkiem przyjemne,  chociaż momentami wiało nudą i pierwszego nie pobije na pewno.

W połowie trzeciego opowiadania doszłam do wniosku, że jednak jakość opowiadań stacza się coraz bardziej w dół. "Święta patronka świnek" traktowała o problemach miłosnych egocentrycznej Addie. Denerwował mnie jej stosunek do tego jak powinien wyglądać prawdziwy związek. Jej wzorem były historie z filmów i chciała żeby jej chłopak był jak bohater komedii romantycznej. A przecież miało być o świętach! Później niestety było tylko gorzej i dlatego to ostatnie opowiadanie uważam za najsłabsze.

"W śnieżną noc" śmiało zasługuje na miano klimatycznej lektury świątecznej. Wpasowuje się w atmosferę, a czasami nawet nadrabia gdy za oknem zamiast śniegu pada deszcz. Dzięki tym opowiadaniom przynajmniej w wyobraźni przeszłam razem z bohaterami przez zaspy śnieżne i wszystkie trudności jakie bohaterowie napotkali po drodze by w końcu odnaleźć swoją prawdziwą miłość. Lektura niewymagająca, sprawiająca wiele radości i do tego w świetnym zimowym klimacie. Szkoda tylko, że to ostatnie opowiadanie było tak słabe. Za to pozostałe dwa mi się spodobały. Książkę polecam, idealna na okres świąteczny, który niestety jest już za nami ALE! nic nie szkodzi. Jeśli nie teraz to za rok :) Polecam i radzę zaopatrzyć się ciepły kocyk, bo od tej książkowej śnieżycy, aż się zimno robi!

piątek, 5 grudnia 2014

98. Zabrana o zmierzchu - C.C. Hunter

Tytuł: Zabrana o zmierzchu ♦  Autor: C.C. Hunter ♦  Stron: 400 
Seria: Wodospady Cienia #3 ♦  Wydawnictwo: Feeria Young ♦ 
  Ocena: 4+/6 

Seria Wodospady Cienia zaciekawiła mnie od pierwszego tomu. Kiedyś bardzo często sięgałam po książki z gatunku paranormal romance, później jakoś przestały mnie one interesować. Gdy pojawiła się "Urodzona o północy" wiedziałam, że jest to książka, która może przypaść mi do gustu. Tak też się wtedy stało, pierwszy tom serii był świetny, niestety z drugim było gorzej, ale to wcale mnie do Wodospadów Cienia nie zniechęciło. Wciąż z ciekawością i entuzjazmem zabrałam się za trzecią część "Zabraną o zmierzchu".

Kylie ciągle jest zagubiona w swoim życiu. Odkąd trafiła do obozu Wodospadów Cienia wiele zyskała, ale przyniosło to również za sobą wiele pytań bez odpowiedzi. Jej dotychczasowe życie zmieniło się całkowicie, a obóz stał się jej nowym domem. Kylie od samego początku próbuje ustalić kim tak naprawdę jest. Każdy w obozie wie do jakiego gatunku istot nadprzyrodzonych należy, oprócz niej. Jej wzór ciągle się zmienia i nikt nie ma pojęcia co to oznacza. Dziewczyna ma na głowie wiele- od rozterek miłosnych po nawiedzające ją duchy i starego wampira Maria, który za wszelką cenę chce ją wykorzystać do swoich celów. Jak Kylie sobie z tym wszystkim poradzi i czy uda jej się w końcu dowiedzieć kim jest?

Za jedną z większych wad poprzedniej części z tej serii uznałam występowanie trójkąta miłosnego. Może sam trójkąt nie przeszkadzałby mi aż tak, gdyby nie był on tak bardzo wysunięty na pierwszy plan. Ku mojej radości, autorka tym razem dała sobie spokój z mieszaniem i rzeczywiście w "Zabranej o zmierzchu" na plan wysunęła znacznie ważniejsze sprawy. Co więcej, nasza główna bohaterka nareszcie wykazała się odrobiną rozsądku i jest na dobrej drodze do zdecydowania, którego z chłopaków wybrać- wilkołaka Lucasa, czy też półelfa Dereka. Skoro nie wątek miłosny był najważniejszy to co innego? Pozostałe problemy Kylie, bo nie ukrywajmy, ale jest ona w tym mistrzynią. Jej problemy piętrzą się coraz wyżej, a rozwiązań wcale nie przybywa. Jednak nie jest to w tym przypadku nic złego, chociaż autorka naprawdę długo karze nam czekać na upragnione odpowiedzi.

Szczerze powiedziawszy podchodziłam do tej lektury z lekkim dystansem i małymi obawami. Jak wspominałam, zawiodłam się na poprzednim tomie i zawsze jakieś tam przeczucia we mnie siedziały, że i następna część będzie słaba. Spotkało mnie bardzo miłe rozczarowanie. Okazuje się, że "Zabrana o zmierzchu" jest o wiele lepsza od "Przebudzonej o świcie", pod wieloma względami. Nareszcie jest więcej akcji, trójkąt miłosny jest znośniejszy i jak zwykle przybywa więcej pytań, ale uwaga- w końcu otrzymujemy zalążek odpowiedzi! Na to właśnie tak bardzo czekałam, ponieważ od pierwszego tomu autorka postawiła przede mną tyle niewiadomych, że bałam się, że nie doczekam się odpowiedzi. Mocną stroną książki jest również kreacja bohaterów. Nie mówię tu wcale o głównej bohaterce, której nie jestem w stanie polubić, ale o jej przyjaciółkach Mirandzie i Delli. Są one wyraziste i zabawne, ale gdy trzeba wykazują się wielką pomocą. Chyba każda z nas chciałaby mieć u swojego boku takie towarzyszki co Kylie.

"Zabrana o zmierzchu" to doskonały przykład, że zawsze warto dokańczać zaczęte serie, ponieważ pomimo słabej poprzedniczki, trzeci tom wypada o niebo lepiej. Lektura książek z serii Wodospady Cienia jest lekka i potrafi wciągnąć na kilka dobrych godzin. Znajdziecie w niej mnóstwo zagadek, tajemnic, szczyptę romansu, a do tego dużo akcji i humoru. Idealny przepis na przetrwanie zimowych wieczorów? Książki takie jak ta i ciepła herbatka- wtedy wszystko wydaje się znośniejsze :)


1. Urodzona o północy  ♦ 2. Przebudzona o świcie ♦ 3. Zabrana o zmierzchu ♦
4. Whispers at Moonrise ♦ 5. Chosen at Nightfall


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Feeria:)

czwartek, 17 lipca 2014

79. Czas Żniw - Samantha Shannon

Tytuł: Czas Żniw Autor: Samantha Shannon
Stron: 509 Wydawnictwo: SQN
Cykl: #1 Ocena: 4/6

"Czas Żniw" to książka, na którą miałam ochotę już od dłuższego czasu. Jedyne co mnie powstrzymywało od czytania, to jej objętość. Książka ma około 500 stron, a czcionka jest malutka. Ten aspekt mnie właśnie lekko odstraszał, ale w końcu gdy czekała mnie wizja siedmiogodzinnej jazdy pociągiem stwierdziłam, że ta pozycja idealnie umili mi ten czas.

Daleka przyszłość. Paige Mahoney jest dziewczyną niezwykłą. Należy do tajnej organizacji Sajonu Londynu, gdzie pracuje razem z ludźmi obdarzonymi podobnymi zdolnościami. Paige należy do grupy jasnowidzów i znajduje się na samym szczeblu pod względem umiejętności. Jest ona tak zwanym śniącym wędrowcem, który może wchodzić w zaświaty. Takich ludzi jest bardzo niewiele. Nawet samo jasnowidzenie jest zakazane, a każdy posiadający takie zdolności jest wrogiem publicznym. Pewnego dnia, dziewczynę porywa grupa nieznajomych. Paige zostaje zatrzymana przez dziwne istoty, które twierdzą, że zapewnią jej bezpieczeństwo, a pojmując ją - działają na jej korzyść. Aby przeżyć, jasnowidzka musi dostosować się do zasad panujących w kolonii, pod rządami rasy Refaitów.

Przy takiej ilości pojęć ten słowniczek był niezbędny! :)
Czy to nie brzmi trochę pomieszanie? Dla mnie właśnie tak było. Na początku kompletnie nie mogłam wczuć się w akcję, była ona po prostu bardzo skomplikowana i zawiła. Odczuwałam lekki przerost formy, za dużo nazw, za dużo wyjaśnień i definicji. Wszystkiego było za dużo. Dopiero później kiedy zostałam w tym świecie przez jakiś czas, potrafiłam się w końcu przestawić i polubić tę historię. Okazała się ona dość złożona, ale przy tym naprawdę ciekawa. Świat przedstawiony przez autorkę jest zupełnie inny od tych, o których wcześniej czytałam. Znalazłam w niej zdecydowanie coś nowego i świeżego. Przede wszystkim, w książce poznajemy nową rasę - Refaitów. Stworzenia co najmniej straszne. Są to osobniki nie z tego świata, które czują swoją wyższość nad ludźmi i jasnowidzami, traktując ich przy tym jak swoich niewolników. Swoją postawą zdecydowanie mnie odrzucały, ale jako czarne charaktery były świetnie przedstawione.

Jestem pod wrażeniem tego, że tak młoda osoba napisała tak zawiłą i dobrze przemyślaną książkę. Czytając zupełnie nie miałam wrażenia, jakoby "Czas Żniw" był napisany przez młodą dziewczynę. Była ona tak dobra pod tym względem. Myślę, że jak Samantha popracuje trochę nad warsztatem pisarskim, to może stać się niesamowitą autorką. Z takim potencjałem, to nie będzie pewnie nic trudnego. Jestem ciekawa, co też jeszcze wymyśli przy następnych częściach, a tu uwaga, ma ich być aż 7. Cóż, jeśli każdy tom będzie tak opasły i dobry jak ten, to cykl może zyskać wielką popularność.

Jak na debiutancką książkę, "Czas Żniw" robi wrażenie. Historia jest dopracowana w każdym szczególe, akcja zaskakuje, a przede wszystkim jest to dzieło nietuzinkowe. Dla mnie była to świetna przygoda i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy z tego cyklu. Polecam!