Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 listopada 2015

140. Stigmata - Beatrix Gurian

Tytuł: Stigmata Autor: Beatrix Gurian
Stron: 382 Wydawnictwo: MUZA Ocena: 3/6

Nie jestem typem osoby, która lubi się bać. Nie oglądam horrorów, ani ich nie czytam. Jest to jedyny gatunek, którego nie trawię. Niedawno zobaczyłam zapowiedź książki, która wyglądała mi na ciekawy thriller dla młodzieży, a z tym gatunkiem jestem całkiem zaznajomiona. "Stigmata" niezaprzeczalnie przyciągała mnie do siebie i nie minęło sporo czasu aż zdecydowałam się, że chcę ją przeczytać. Okazało się, że powieść ta niestety momentami bardziej podchodziła mi pod horror niż thriller, ale o szczegółach za chwilę.

Matka Emmy ginie w wypadku samochodowym. Świat dziewczyny legnie w gruzach, gdyż matka była jej jedyną rodziną. Oprócz niej, nie ma nikogo. Po kilku dniach od tego zdarzenia, Emma otrzymuje tajemniczą przesyłkę, w której zawarty jest list z poleceniem by zaczęła szukać morderców swojej matki, w pewnym elitarnym obozie dla nastolatków. Z początku dziewczyna nie wie co o tym myśleć. Dziwny obóz, ulokowany jest w górach w starym zamku, co w żaden sposób nie zachęca jej do odwiedzin tego miejsca. Jednak w paczce Emma znajduje również stare zdjęcie, które wydaje jej się dość przerażające. Wszystko wskazuje na to, że obóz ten może faktycznie być związany z jej matką. Dziewczyna postanawia, że zrobi wszystko by dowiedzieć się prawdy, czy w ów tragiczny wypadek nie były zamieszane osoby trzecie.

Emma udaje się do obozu, który wygląda wręcz jak sceneria z horroru. Zapadające się deski od podłogi, skrzypiące schody - miejsce wygląda na zimne i ponure. Do tego jedynymi uczestnikami obozu oprócz niej okazują się być Phillip, Tom i Sophia, wszyscy mniej więcej w tym samym wieku. Coś tu od razu wydaje się być nie tak, zaczynając od wystroju po bardzo upiorne zadania, jakie mają wykonywać uczestnicy. Jakby tego było mało, to właśnie Emmie przytrafiają się najbardziej niebezpieczne zadania, a ktoś wyraźnie próbuje ją zastraszyć. Czy dziewczynie uda się dowiedzieć o co w tym obozie chodzi i odnaleźć morderców matki?

Muszę przyznać, że dawno nie miałam do czynienia z tak dziwną książką. Jej opis wydał mi się intrygujący i niekoniecznie straszny, bardziej wpasowujący się w thriller niż horror. Może przesadzam, a może nie, ale po jej przeczytaniu uważam, że "Stigmata" może być klasyfikowana jako horror dla młodzieży. Nieszczególnie straszny tylko bardziej wyważony, ale thriller to za łagodne określenie jak na mój gust. Nie chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że bohaterka jest w przerażającym zamku, ale autorka wplotła tu także wątki mocno religijne, a więc pojawiły się wzmianki o egzorcyzmach albo stygmatach, czyli ranach Chrystusa, które jak się później okazało pełniły ważną rolę w książce. Moim zdaniem, była to mieszanka trochę dziwna i nie bardzo przypadła mi ona do gustu.

Książka niemieckiej autorki Beatrix Gurian wywołała we mnie sprzeczne emocje. Sama historia była w pewnym stopniu ciekawa, ale w głównej mierze czuję się nią zawiedziona. Spotkało mnie dużo niedorzeczności, nietypowych pomysłów, plus wątki religijne, które wydawały mi się strasznie pokręcone. Do końca nie wiem, co autorka w pewnych chwilach chciała czytelnikowi udowodnić. Za to na plus zasługuje oprawa graficzna książki, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Piękna okładka, a w środku zdjęcia wykonane specjalnie na prośbę autorki, które bardzo ładnie komponują się z treścią, a przy tym są przerażające, podobnie zresztą jak cały klimat książki.

Myślałam, że "Stigmata" trafi w mój gust, ale się myliłam. Spodziewałam się lekkiego thrillera z wątkiem kryminalnym, a dostałam słaby horror dla młodzieży. Dużo naciąganych sytuacji, nieciekawych bohaterów, ale za to w osobliwym klimacie, który nie licząc wydania książki, jest jej jedynym plusem. Autorka w tej kwestii bardzo się postarała i przyłożyła do tego aby czytelnik ciągle był zaskakiwany, a gęsia skórka towarzyszyła mu przez całą lekturę. Osobiście "Stigmaty" nie polecam, chyba że młodzieży, która lubi literaturę grozy, bo na starszym czytelniku chwyty Beatrix Gurian raczej nie zrobią wrażenia.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości 
Wydawnictwa MUZA SA i Business & Culture

niedziela, 18 października 2015

136. Serce ze szkła - Kathrin Lange

Tytuł: Serce ze szkła Autor: Kathrin Lange
Stron: 447 Wydawnictwo: MUZA

Czasami nie potrafię się powstrzymać i wybieram daną książkę pod wpływem ślicznej okładki. Zazwyczaj jestem od tego daleka i nie kupuję książkę, tylko ze względu na ich szatę graficzną, ale zdarzają się wyjątki. Tym razem, najpierw przyciągnęła mnie okładka "Serca ze szkła", a dopiero później jej opis. Zapowiadała się bardzo ciekawa lektura, o lekko mrocznym i tajemniczym klimacie, więc postanowiłam spróbować.

Siedemnastoletnia Juli wraz z ojcem-pisarzem, który aktualnie cierpi na brak weny, udaje się na wyspę Martha's Vineyard,  gdzie  mają zamiar spędzić przerwę świąteczną. Jej tata liczy na to, że w warunkach jakie panują na wyspie odnajdzie wenę i w końcu dokończy swoją powieść, a przy okazji Juli będzie miała oko, na syna właściciela willi, od którego otrzymali zaproszenie. Od pierwszej chwili dziewczyna czuje dziwne przyciąganie do tajemniczego chłopaka, który całkiem niedawno stracił ukochaną narzeczoną Charlie. Okoliczności jej śmierci okazują się być tematem numer jeden na wyspie, gdzie prawie każdy ją znał. Juli postanawia dowiedzieć się jak najwięcej o tej sprawie, ale drążenie tematu może doprowadzić ją do szaleństwa. Czy dziewczynie uda się poznać tajemnice wyspy, zanim nieznane siły ją powstrzymają? Co oznaczają dziwne głosy, które Juli zaczyna słyszeć i czy to wszystko ma coś wspólnego z duchem Charlie?

Młodzieżówki dość często goszczą na mojej półce, jednak zawsze staram się je wybierać ostrożnie. W przypadku "Serca ze szkła" podobało mi się, że jest to bardziej thriller dla młodzieży, w dodatku z pewnym paranormalnym motywem. Podeszłam do tej książki bez większych oczekiwań, a moje odczucia podczas czytania dość często ulegały zmianie. Na początku byłam wręcz zafascynowana historią, gdyż uwielbiam jak akcja dzieje się na mrocznych i mglistych wyspach. W tym przypadku Juli trafia na Martha's Vineyard, gdzie wszystko jest owiane tajemnicą, począwszy od śmierci Charlie, po przepowiednie, klątwy i bardzo dziwne zachowanie jednego z ważniejszych bohaterów męskich czyli Davida. Ten wątek został ciekawie przedstawiony, jednak jak to zazwyczaj bywa, główne bohaterki potrafią zniszczyć całe dobre wrażenie o książce.

Postać Juli była niestety momentami okropnie irytująca, szczególnie to jak narzucała się Davidowi, po którym od samego początku było widać, że nie jest zainteresowany jej towarzystwem. Niestety dziewczyna wzięła sobie do serca swoje zadanie i biednego chłopaka zamęczała, aż w końcu musiał się poddać. I jak sama historia oraz pomysł autorki, bardzo mi się podobał, tak bohaterowie, których wykreowała byli momentami nie do zniesienia. Jeśli chodzi o pomysł na "Serce ze szkła" to autorka zaczerpnęła go z książki Daphne du Maurier pt. "Rebeka", głównie klątwę i duch Madeleine, który miał straszyć na wyspie, na której znajduje się bohaterka powieści. Samą "Rebekę" czyta Juli, która w pewnym momencie zaczyna czuć się jakby to ona była jedną z postaci stworzonych przez du Maurier. Bardzo mi się to spodobało i ciekawiło mnie, jak dalej potoczą się losy bohaterki, prześladowanej przez ducha kobiety w czerwonej sukience, która miała zmuszać zakochanych do skoku z klifu. Motyw ten przewija się prawie przez całą książkę, ale dopiero na końcu dowiadujemy się jak było naprawdę, przez co czytelnik cały czas trzymany jest w niepewności.

Wobec "Serca ze szkła" mam mieszane odczucia, chociaż w głównej mierze są one pozytywne. Z jednej strony pomysł autorki uważam za rewelacyjny, a klimat panujący na wyspie jaki stworzyła sprawia, że człowiek momentalnie chciałby schować się pod koc, co mi akurat odpowiada. Natomiast z drugiej, za nic nie mogłam się przekonać do Juli i Davida, przez ich zachowanie, które często było infantylne i denerwujące. Nie mogę jednak odmówić tej książce swoistego uroku i ciekawie poprowadzonego wątku kryminalnego, który bardzo miło mnie zaskoczył. Po zastanowieniu, stwierdzam, że znalazłam w tej książce więcej plusów niż minusów, dlatego polecam ją szczególnie młodzieży, która lubi ciekawe historie z dreszczykiem emocji.

1. Serce ze szkła  2. Serce w kawałkach


Za książkę bardzo dziękuję Pani Annie z Business&Culture!

piątek, 9 października 2015

134. Miasto Cieni - Ransom Riggs

Tytuł: Miasto Cieni Autor: Ransom Riggs
Seria: Pani Peregrine #2 Stron: 434 Wydawnictwo: Media Rodzina

Pierwszy tom serii o osobliwych dzieciach, napisany przez Ransoma Riggsa bardzo mi zaimponował. Podobał mi się klimat książki, intrygująca fabuła, a także bohaterowie. Minęło sporo czasu odkąd czytałam "Osobliwy dom pani Peregrine", co nie zmienia faktu, że bardzo chciałam poznać dalsze losy Osobliwców, tylko nie miałam ku temu okazji. Jako, że zagranicą wyszła niedawno trzecia część cyklu czyli "Library of Souls" postanowiłam, że jest to odpowiedni moment na zapoznanie się z "Miastem Cieni".

Osobliwym dzieciom udaje się uciec z wyspy. Po szokujących wydarzeniach jakie ich spotkały na wybrzeżu, ratując panią Peregrine z rąk Upiorów, Jacob wraz z przyjaciółmi nie mają innego wyjścia jak odpłynąć jak najdalej od Cairnholm. Po zniszczeniu ich pętli czasowej, na wyspie nie są już bezpieczni. Jednak ich ymbrynka nie jest w swojej normalnej postaci, lecz została zamieniona w ptaka. Dzieci zrobią wszystko aby ją z powrotem zamienić, choć do tego będzie im potrzebna druga ymbrynka. W normalnych okolicznościach nie byłoby z tym problemu, ale okazuje się, że Upiory porwały wszystkie pozostałe nauczycielki... Czy uda im się pomóc ocalałej pani Peregrine? 

Seria pana Riggsa jest doprawdy wyjątkowa. W mojej biblioteczce nie znajdzie się ani jedna książka, podobna do tych z serii Pani Peregrine. Panuje w nich niezastąpiony klimat, który przypadł mi do gustu już w pierwszej części. Muszę jednak przyznać, że w "Mieście Cieni" nie był on aż tak fantastyczny jak w poprzedniej, ale nadal miał coś w sobie. Wtedy podobało mi się, że akcja działa się na mrocznej wyspie, a tutaj bohaterowie cały czas się przemieszczają, uciekając przed głucholcami i Upiorami. Może i klimat nie był identyczny, ale nie czuję się zawiedziona lekturą. Ten tom siłą rzeczy musiał się różnić od pierwszego, dlatego nie powinnam się czepiać, bo mimo wszystko ta historia ma w sobie coś magicznego.

Tym razem bohaterowie wędrują nie tylko między wyspami i miastami, ale również różnymi datami. Większość akcji rozgrywa się w wojennym Londynie, gdzie co rusz wybuchają bomby, a jakby tego było mało, to jeszcze atakują głucholce. Autor w bardzo zgrabny sposób pokazuje czytelnikowi, jak wygląda wojna oczami dzieci, które nie potrafią pogodzić się z okrucieństwem tego świata. Trzymają się razem i wspólnie walczą o przetrwanie, a także ratunek dla ich ukochanej pani Peregrine. Czeka ich mnóstwo niebezpieczeństw i pułapek, lecz dla takich osobliwców jak oni, nic nie jest niemożliwe. 

Ransom Riggs stworzył niesamowitą historię, z jeszcze ciekawszymi postaciami na czele. Mam wrażenie, że w Polsce nadal zbyt mało osób zna jego twórczość, a uwierzcie mi, że jego książki naprawdę zasługują na uwagę. Nie są tu puste historie, które nie wnoszą nic do życia, bo autorowi udało się wpleść między wierszami bardzo ważne mądrości. Mnie w tej serii szczególnie zachwyca styl autora, który z jednej strony skierowany jest do młodszego czytelnika, ale też nie znudzi starszego. Uważam, że jego książki mogą czytać zarówno dzieci jak i dorośli, którzy lubią historie jedyne w swoim rodzaju. Całkowicie osobliwa lektura, którą gorąco wszystkim polecam!

Seria Pani Peregrine:
1. Osobliwy dom pani Peregrine 2. Miasto Cieni 3. Library of Souls

wtorek, 7 kwietnia 2015

111. W cieniu - A.S.A. Harrison

Tytuł: W cieniu Autor: A.S.A. Harrison
Stron: 347 Wydawnictwo: Znak Literanova

Osoby, które czytają mojego bloga już od jakiegoś czasu, dobrze wiedzą, że nie jestem fanką eksperymentowania z gatunkami książek. Zwykle trzymam się tego co kiedyś polubiłam, ale często okazuje się, że spróbowanie czegoś nowego może zaowocować czymś niezwykłym. Tak było gdy rok temu po raz pierwszy postanowiłam dać szansę innemu gatunkowi niż fantastyka. Był to kryminał, który sprawił, że urozmaiciłam swoją biblioteczkę o inne tytuły z tego gatunku. Od tamtej pory gdy widzę dobrze zapowiadający się thriller czy kryminał, praktycznie bez zastanowienia daję mu szansę. Tak właśnie było w przypadku książki "W cieniu", której okładkę zdobi jakże zachęcający slogan "Dla fanów Zaginionej dziewczyny..." Nie zwlekając postanowiłam spróbować, ale co z tego wyszło?

Małżeństwo Todda i Jodi to prawdziwa gra pozorów. Ona przymyka oko na wszystkie jego wybryki, a on to bez skrupułów wykorzystuje. W ich związku dla Jodi najważniejsza jest stałość. Życie z Toddem zapewnia jest stabilizację, której tak bardzo potrzebuje. Rutyna wyrobiona przez lata, daje jej poczucie bezpieczeństwa i niezmienności. Jednak zostaje ona zerwana, w momencie gdy Todd poznaje dużo młodszą od siebie kobietę. Ona daje mu powiew wolności i czegoś, czego mu już dawno w życiu brakowało. Dzięki niej czuje się znowu młody i pełen energii. Przez dwadzieścia lat ich związku, Jodi nigdy nie chciała wyjść za mąż. W tej sytuacji okazuje się to być dużym problemem, gdy przychodzi im się rozstać. On jest bardzo bogatym właścicielem firmy, a ona zawsze zajmowała się utrzymywaniem domu, gotowaniem kolacji i kilka razy w tygodniu chodzeniem na sesje terapeutyczne. Cały majątek należy się Toddowi. Jodi zostaje na lodzie i musi coś w tym kierunku zrobić. Przyjaciółka podpowiada jej, że najlepszym rozwiązaniem będzie pozbycie się niedoszłego małżonka, zanim zmieni testament lub ożeni się z młodszą kochanką. 

"W cieniu" pokazuje jak wiele może się zmienić, w przeciągu krótkiego okresu czasu. Związek Jodi i Todda nigdy nie był doskonały. Patrząc na niego z mojej perspektywy, nie jestem w stanie zrozumieć, jak można było zachowywać się tak jak Jodi i nie zwracać uwagi na to, co jej ukochany robi po godzinach, czy gdzie wyjeżdża w wolne weekendy. Nie mówiąc już o jego postawie. Jednymi słowy ich związek to pozory. Tak jest, dopóki nie zaczynają pojawiać się zmiany, a rutyna zostaje przerwana. Obydwie strony muszą przyzwyczaić się do nowego życia, ale to Jodi jest najciężej. Nigdy nie była za nic poważnego odpowiedzialna, pieniądze zapewniało jej kilka kart kredytowych utrzymywanych przez Todda, dlatego gdy otrzymuje nakaz eksmisji jest załamana i nie może zrozumieć jak po tylu latach związku, jej partner może posunąć się do takiego czynu. 

Dla mnie to było co najmniej dziwne. Przede wszystkim postać samej Jodi, była dla mnie wielką niewiadomą. Bo Jodi to kobieta, która nie ma zbyt wielkiego wpływu na swoje życie. Jej największym zobowiązaniem jest ugotowanie wystawnej kolacji dla ukochanego, a czasem pójście do pracy bardziej dla rozrywki niż dla samego zarobku. Naprawdę smutna postawa. Być zależnym od kogoś do tego stopnia, że gdy wszystko zaczyna się psuć, jedynym słusznym-według niej, rozwiązaniem okazuje się być morderstwo. Czy to nie okropne? Tak przedstawia się właśnie sama fabuła. Jeśli chodzi o całokształt książki to niestety, ale nie przypadła mi ona do gustu. Wydaje mi się, że jest to kwestia bohaterów i mojej niechęci do nich, ale także tego, że tak naprawdę w tej książce nie działo się nic ciekawego. Można ją podzielić na życie przed morderstwem, oraz po, jednak obie mnie nie zachwyciły. Fabuła jest dość przewidywalna, a po samej intrydze zabójstwa spodziewałam się czegoś więcej. Autorka praktycznie niczym mnie nie zaskoczyła.

"W cieniu" to książka, w której nie ma zbyt wielkiej akcji. Jednak nie o to tak naprawdę w niej chodziło. Autorka skupiła się na ukazaniu relacji międzyludzkich, oraz jak pewne sytuacje mogą nieodwołalnie wpłynąć na nasze życie. W jednej chwili jesteśmy szczęśliwi i wydaje się nam, że mamy wszystko pod kontrolą, do czasu gdy dzieje się coś nieprzewidzianego, co wywraca nasze życie do góry nogami. Niestety zawiodłam się na tej pozycji. Liczyłam na thriller z krwi i kości, do którego będę powracać myślami, a dostałam dość nudną książkę, która nie trzymała mnie w napięciu tak jak na to liczyłam. Jedynym mocnym aspektem tej książki, są przeplatane w niej wątki psychologiczne oraz dogłębna analiza zachowania bohaterów, ale nawet mimo tego, nie jestem jej w stanie polecić z czystym sumieniem. Sami musicie wyciągnąć wnioski i zdecydować czy macie ochotę na tego typu lekturę.

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Znak Literanova!

środa, 11 marca 2015

107. Osobliwy dom pani Peregrine - Ransom Riggs

Tytuł: Osobliwy dom pani Peregrine Autor: Ransom Riggs 
Stron: 390 Seria: tom #1 Wydawnictwo: Media Rodzina 
Ocena: 5/6

"Osobliwy dom Pani Peregrine", to książka, na którą przez pewien czas nie zwracałam uwagi. Jej dość mroczna okładka, z lewitującą dziewczynką nie zainteresowała mnie. Stopniowo jednak, poznawałam coraz więcej informacji o tej książce, a to na przykład, że posiada osobliwe zdjęcia w środku, albo jej akcja dzieje się na wyspie w Walii. Jednakże szalę przeważył Jesse, jeden z moich ulubionych booktuberów, który tę książkę wprost wielbi. Skoro posiada kilka jej egzemplarzy w różnych wersjach, stwierdziłam, że muszę wiedzieć co ta książka ma w sobie. Jeszcze później dowiedziałam się, że napisał ją mąż Tahereh Mafi, która jest autorką jednej z moich ulubionych trylogii, mianowicie "Dotyku Julii". Przepadłam! Musiałam ją mieć.

Jacob miał dzieciństwo pełne przygód. Jego dziadek do snu opowiadał mu różne historie z dzieciństwa, z okresu wybuchu II wojny światowej, kiedy to musiał opuścić swój rodzinny dom w Polsce i udać się na wyspę w Walii by przeżyć. Jego historie wcale nie były jednak takie zwyczajne. Najbardziej przerażające były te o potworach czających się w mroku, które tylko czekają by zaatakować. Opowiadał on także o dzieciach- swoich przyjaciołach, którzy posiadali niezwykłe umiejętności. Jedna dziewczynka potrafiła lewitować, druga podnosić niesamowicie ciężkie głazy bez najmniejszego problemu, a jego kolega Millord był niewidzialny. Takich dzieci o różnych zdolnościach było jeszcze więcej, a na potwierdzenie swoich historii dziadek Portman, pokazywał Jacobowi zdjęcia owych osobliwych dzieci.

Jednak lata mijały, a Jacob zdał sobie sprawę, że zdjęcia równie dobrze mogły być podrobione, a potwory z opowieści dziadka nie istnieć. Niestety obsesja dziadka Portmana na punkcie tych stworzeń, tylko utwierdzała w przekonaniu jego rodzinę, że z jego psychiką nie jest do końca dobrze. Pewnego ranka Jacob otrzymuje od dziadka dziwny telefon, a gdy zjawia się w jego domu, dziadka nigdzie nie ma. Udając się w głąb lasu, Jacob odnajduje dziadka martwego. Niejasne okoliczności śmierci i ostatnie dziwne słowa dziadka sprawiają, że chłopak zaczyna się zastanawiać, czy potwory, które nawiedzają go w koszmarach na pewno nie istnieją. By poznać podejrzane okoliczności śmierci dziadka i spełnić jego ostatnią prośbę, Jacob musi się udać na wyspę do niejakiej pani Peregrine, która jako jedyna może znać odpowiedzi na nurtujące go pytania...

Opis intrygujący, prawda? Ja od razu pomyślałam o tym, że najlepsze w tej książce z pewnością będzie samo miejsce akcji. Jednak okazało się, że całość książki była równie niesamowita. Ten klimat! Naprawdę dawno nie czytałam historii z takim przejęciem, a dreszczyk emocji towarzyszył mi do samego końca lektury. Uwielbiam takie klimaty. Wyspa, mgła, las i te podmokłe tereny, a do tego jeszcze stary dom i jego tajemnica. Wprost cudownie! Wszystko owiane nutką grozy, która daje o sobie cały czas znać. Jacob wyrusza na poszukiwania sierocińca, ale to co tam odnajdzie, zmieni wszystko w jego życiu. Może te potwory wcale nie były wymysłem wyobraźni dziadka, a dzieci naprawdę posiadały te niezwykłe umiejętności? Tego wszystkiego przyjdzie mu się dowiedzieć, podczas tej intrygującej i niebezpiecznej podróży na wyspę.

Jeśli o mnie chodzi, to jestem zachwycona. Pomysł jest genialny, postacie- oczywiście osobliwe, a i sam dom pani Peregrine również robi wrażenie. Książka jest przepięknie wydana, to trzeba podkreślić. Sam autor od zawsze chciał wydać książkę z fotografiami, i tak właśnie zrodził się pomysł na "Osobliwy dom pani Peregrine", który podbił rynek czytelniczy na świecie. W środku znajdziecie osobliwe zdjęcia, które autor wykorzystał dzięki uprzejmości kilku fotografów, którzy szukali ich na pchlich targach, wyszukując tych najbardziej wyjątkowych. Więc jak tu się nie zachwycać? Wystarczy spojrzeć na tę książkę i człowiek już po uszy przepada, a jak dodać do tego jeszcze tak rewelacyjną historię? Aż strach się bać. Nic dziwnego, że na jej podstawie powstanie również film, wyreżyserowany przez Tima Burtona. Nie mogę się doczekać!

"Osobliwy dom pani Peregrine" to książka, która zaskoczyła mnie pod wieloma względami. Najbardziej ujęła mnie historia osobliwych dzieci, a także mroczny klimat jaki w niej panuje. Wydaje mi się, że się nie pomylę jeśli napiszę, że drugiej takiej książki nie znajdziecie! Podobało mi się w niej wszystko, począwszy od bardzo dobrej narracji i stylu autora, po świetnie wykreowane postacie. Atmosfera raz była gęsta jak mgła osiadająca na zapadliskach wyspy, a raz lekka jak poranna mżawka. Zdarzały się momenty przejmujące, ale także takie przy, których wybuchałam śmiechem. Raz nawet popłakałam się ze śmiechu, a to już o czymś świadczy. Z niecierpliwością czekam aż w moje łapki trafi druga część, bo zakończenie pozostawiło przede mną wiele pytań, na które jak najszybciej muszę poznać odpowiedzi. Czytajcie "Osobliwy dom pani Peregrine" jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.


Pozdrawiam :)

piątek, 16 stycznia 2015

102. Black Ice - Becca Fitzpatrick

Tytuł: Black Ice ♦ Autorka: Becca Fitzpatrick ♦
Stron: 446  ♦ Wydawnictwo: Otwarte 
Powieść w jednym tomie ♦ Ocena: 7/10

Po raz pierwszy z twórczością pani Becci Fitzpatrick spotkałam się przy okazji sagi Szeptem. Upadłe anioły to była dla mnie wtedy nowość i lektura zupełnie mnie pochłonęła. Polubiłam styl jakim posługiwała się autorka, ale także lekkość z jaką przychodziło jej dobieranie słów. Gdy dowiedziałam się o nowej książce pani Fitzpatrick wiedziałam, że muszę ją mieć. 

Britt do tej wyprawy w góry przygotowywała się przez rok. W te wakacje, w końcu będzie miała okazję wykazać się swoimi umiejętnościami organizacyjnymi, świetną formą i obeznaniem w górach Teton. Oczywiście po to aby Clavin- jej były chłopak, w końcu zauważył co stracił. Gdy Britt wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Korbie wybierają się na górską wycieczkę, nie mają pojęcia z czym przyjdzie im się zmierzyć. Podczas jazdy w góry dziewczyny trafiają na śnieżycę, która skutecznie blokuje im możliwość dalszej podróży do miasteczka Idlewilde. Muszą odnaleźć schronienie inaczej nie przetrwają na mrozie i śniegu zbyt długo. Trafiają do domku położonego na uboczu, w którym mieszka dwóch chłopaków. Okazuje się, że są oni zbiegami i zrobią wszystko by wydostać się z gór niezauważonymi. Tym sposobem Britt zostaje ich zakładniczką, która ma pomóc im w ucieczce.

Opis zaintrygował mnie od samego początku. Autorkę znałam tylko z gatunku paranormal-romance, a tu zapowiadał się świetny thriller. Byłam bardzo ciekawa, jak w tym klimacie odnajdzie się Becca. Okazało się, że poszło jej całkiem nieźle! Powiem Wam, że jak tylko zaczęłam czytać cały czas z napięciem przewracałam kolejne kartki. Było zimno, mrocznie i klimatycznie. Odkąd Britt z Korbie trafiły do chatki, wszystko zaczęło dziać się szybko. Byłam ciekawa czy dziewczynom uda się wydostać z tarapatów i jeśli tak, to w jaki sposób. Większa część akcji działa się w ośnieżonym i zimnym lesie. Czegoś takiego jeszcze nie czytałam i naprawdę mi się to spodobało, a dzięki dokładnym opisom doskonale potrafiłam wczuć się w sytuację w jakiej się znalazła Britt.

Czytając "Black Ice" od razu przypomniałam sobie jak to było czytać "Szeptem". Becca Fitzpatrick nadal zgrabnie potrafi posługiwać się słowem pisanym i idzie jej to świetnie. Jej książki czyta się po prostu z lekkością i zaciekawieniem. Niestety nie obyło się też bez żadnych minusów. Znalazłam ich kilka i szczerze mówiąc, podczas czytania rzuciło mi się w oczy sporo wad i zupełnie nielogicznych zachowań bohaterów. Czasem miałam ochotę rzucić w bohaterkę wielką śnieżką żeby wreszcie przejrzała na oczy i przestała się tak głupio zachowywać. Przymykam jednak na to oko, bo może to mróz tak źle zadziałał na jasność myślenia Britt.

Fabuła "Black Ice" zaskakiwała mnie w wielu momentach. Wierzcie lub nie, ale spodziewałam się po tej książce raczej schematyczności. Teraz przyznaję, że autorce udało się wykiwać mnie jako czytelnika nie jeden raz. Cała intryga, morderstwo, porwanie- to wszystko od samego początku autorka miała dokładnie przemyślanie i sprytnie w zaledwie skrawkach myśli, przekazywała czytelnikowi. Dopiero pod koniec zdałam sobie sprawę, że moje przypuszczenia i tropy okazały się zupełnie błędne. 

Książka ta to świetny thriller dla młodzieży. Idealnie nadaje się na tę pogodę, którą teraz mamy za oknem. Trzyma w napięciu, zaskakuje i powoduje dreszczyk emocji. Nie zabraknie również lekkiego romansu, czy humoru. Jak dla mnie to świetne połączenie. Polecam!

piątek, 25 lipca 2014

81. Dziewczyna #9 - Tami Hoag

Tytuł: Dziewczyna #9  ♦ Autor: Tami Hoag
Stron: 412 ♦ Wydawnictwo: Mira Harlequin ♦ Ocena: 3/6

Od czasu do czasu, lubię dla urozmaicenia czytać kryminały i thrillery. Są one często dobrym rozwiązaniem, gdy nie mam ochoty po raz kolejny zagłębiać się w historie o nastoletnich problemach. W kryminałach sprawa jest dość jasna- mamy ofiarę, mordercę i śledztwo. Jak dla mnie jest to przede wszystkim dobra rozrywka, bo dzięki temu mogę na własną rękę zabawić się w detektywa i odnaleźć poszukiwanego sprawcę zbrodni.

Pewnego zimowego, noworocznego wieczoru, na drogę z bagażnika wypada ciało zmasakrowanej dziewczyny. Jej twarz jest doszczętnie zniszczona, przy sobie nie ma żadnych dokumentów, więc wydział detektywa Kovaca, dostaje kolejne morderstwo NN (Nazwisko Nieznane). Takich spraw przybywa naszemu detektywowi coraz więcej, ale tą szczególną muszą rozwiązać pod baczną obserwacją mediów. Przypadek ten wygląda, na dzieło seryjnego mordercy, który dla policji ciągle jest nieuchwytny. Wszystko wskazuje na to, że dziewczyna Zombi, jak ją nazwały media, jest dziewiąta ofiarą Doca Holidaya. 

Seryjny morderca w "Dziewczynie #9" jest człowiekiem pomysłowym (o zgrozo) i zarazem bardzo ostrożnym. To osoba z planem, która za nic w świecie nie chce popełnić żadnego błędu, przy swoich zbrodniach, jak na seryjnego mordercę przystało. "Doc Holiday" planuje każdy swój ruch. Tu nie może być miejsca na pomyłkę, w innym razie czeka go złapanie. Ale co tak naprawdę może siedzieć w głowie mordercy? Nie powiem żebym jakoś szczególnie miała ochotę to zgłębiać, ale skoro już nadarzyła się ku temu okazja, to ją wykorzystałam. 

Autorka postanowiła postawić sprawę jasno. Od początku czytelnik ma się spodziewać kto jest mordercą, mało tego, mamy okazję poznać myśli tego człowieka. Wiemy kim jest, jak się nazywa i jaki będzie jego następny krok. To było dość ciekawe. Kolejną rzeczą, która jest zdecydowanie korzystna dla książki, jest możliwość poznawania bohaterów z różnych perspektyw. Narracja jest podzielona na kilka osób, dzięki czemu wiemy, co czują dane osoby. Jest dwójka głównych bohaterów - Kovac i jego partnerka Liska, ale także inne osoby, których oczami poznajemy wydarzenia.

"Dziewczyna #9" zawiera wiele elementów, dzięki którym można ją uznać za dobry thriller. Zbrodnia jest doskonale skonstruowana, bohaterowie wyraziści, morderstwo z zimną krwią i dwóch świetnych detektywów, próbujących odnaleźć mordercę. Ale ja nie jestem przekonana. Historia była owszem dobra, przemyślana i napisana jak należy, ale mi w niej brakowało tego pierwiastka dzięki, któremu nie mogłabym się od niej oderwać. Może emocji? Zazwyczaj książki z tego gatunku sprawiają, że zapominam o całym świecie, przez co poświęcam im całą swoją uwagę. Tutaj tego nie czułam, co nie oznacza jednak, że książka jest zła. Ma ona po prostu swoje plusy i minusy, które w ostateczności się równoważą.

Książki z tego gatunku czytam od niedawna, ale potrafię stwierdzić, która jest warta uwagi, a która nie. Moim zdaniem "Dziewczyna #9" to pozycja dobra, aczkolwiek nie rzuca na kolana. Śmiało mogę jednak napisać, iż miło spędziłam przy niej czas, chociaż spodziewałam się czegoś lepszego. W każdym razie, będzie to dobre rozwiązanie dla osób, które lubią wątki z seryjnymi mordercami w tle. Bo to jest chyba właśnie główna zaleta tej książki - możliwość poznania mechanizmu działania mordercy. Decyzję o czytaniu jej, pozostawiam jednak Wam.

 Za możliwość przeczytania książki, bardzo dziękuję
Wydawnictwu MIRA




czwartek, 22 maja 2014

68. Trylogia Millenium - Stieg Larsson


Trylogia: MILLENIUM
Autor: Stieg Larsson

Ocena: 10/10

Trylogia Millenium podbiła szturmem księgarnie, kilka lat temu. Pierwszy tom "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" doczekał się nawet ekranizacji, lecz pod tytułem "Dziewczyna z tatuażem". Trylogia Millenium stała się jedną z najlepszych w swoim gatunku. Nie raz słyszałam o znakomitym szwedzkim pisarzu Stiegu Larssonie i o jego trylogii. Nigdy właściwie mnie do niej nie ciągnęło, do czasu gdy całkowicie pochłonęło mnie czytanie kryminałów i thrillerów. Dodatkowo zachęcił mnie fakt, że pewna gazeta wydaje na rynek specjalne wydanie kryminałów, a pierwszym tomem miała być książka "Mężczyźni, którzy.." Tak więc oczywiście poszłam po nią do kiosku, i tak oto teraz jestem już po wszystkich trzech częściach tej znakomitej trylogii.

Ogólnie rzec biorąc nie chcę się zagłębiać w szczegóły fabuły, bo jest ona dość skomplikowana i ciężko ją opisać w kilku zdaniach, dlatego po prostu powiem w skrócie, że pierwsza część opowiada o dziennikarzu Mikaelu Blomkviście, który na zlecenie Henrika Vagnera, poszukuje domniemanego zabójcy jego wnuczki. W tym pomaga mu znakomita researcherka Lisbeth Salander, która jednymi słowy jest postacią bardzo szczególną. W drugim tomie czyli "Dziewczyna, która igrała z ogniem", na wierzch wypływają nieznane fakty z życia Lisbeth, a na dodatek dochodzi do morderstwa trzech osób, a główną podejrzaną jest właśnie Lisbeth. Tym razem Mikael próbuje pomóc dziewczynie, uwolnić ją od zarzutów, tym samym dowiedzieć się kto jest mordercą. W trzecim natomiast, Lisbeth jest podejrzana o morderstwa, a Mikael za cel obiera sobie oczyszczenie jej nazwiska.

Tak, mój opis jest naprawdę wielkim streszczeniem trzech tomów. Taki miał być z resztą zamiar tej notki, ponieważ nie miała to być standardowa recenzja. Po prostu tutaj nie chciałam się skupiać na opisie, bo przecież sam opis można przeczytać równie dobrze od wydawcy. To jest moja recenzja i chciałabym w niej wyrazić swoje zdanie na temat tej trylogii. Zacznę od tego, że pierwszy tom nie przypadł mi od razu do gustu. Przydługie opisy były momentami bardzo męczące, ale jak wiadomo wprowadzenie musiało tak wyglądać. Ale później kompletnie przepadłam. Historia była niesamowicie ciekawa i wciągająca. Zagadka wydawała się wręcz nie do rozwiązania, ale dziennikarzowi Blomkvistowi się udało. Natomiast gdy zabrałam się za drugi tom, już od samego początku czułam, że książka będzie zupełnie wyjątkowa. Podczas czytania ani razu się nie nudziłam! Gdy musiałam oderwać się od książki, myślami cały czas do niej wracałam. Chciałam jak najszybciej zabrać się do dalszego czytania.

W Millenium jest wiele postaci. Najważniejsza jest Lisbeth Salander, której to losy możemy poznać równolegle z historią Mikaela. Jest to dziewczyna przedziwna, często jej nie rozumiałam, ale podczas tych trzech tomów, naprawdę ją polubiłam. Przeżyła ona w życiu wiele złego i tak właściwie to doświadczała zła przez te wszystkie części. Na pewno sobie na to nie zasłużyła, ale dzięki swojej niezwykłej inteligencji potrafiła wybrnąć niemal z każdej krytycznej sytuacji. Jeśli chodzi o Mikaela, to od początku go polubiłam. Jest on przeciwieństwem Lisbeth, ale przy tym potrafią się zawsze jakoś dogadać.

Niedawno skończyłam czytać ostatnią część i teraz jakoś smutno mi jest po tym, bo wiem, że już żadnego ciągu dalszego nie będzie, a sam autor już nie żyje. Jest to dołujący fakt i naprawdę jest mi przykro, że już nigdy nie będzie mi dane przeczytać żadnej książki Larssona. Na szczęście, niedawno zaopatrzyłam się w "Antologię szwedzkich kryminałów" gdzie znajduję się jedno opowiadanie tego autora, także dzięki temu będę miała chociaż jakąś namiastkę jego twórczości.

Powiem tak, nie spodziewałam się, że Millenium tak bardzo przypadnie mi do gustu, a jednak. Dziwię się, że tak późno i tyle lat po jej wydaniu, dopiero się za nią zabrałam. Ale jak to się mówi, lepiej późno niż wcale. Ja jestem bardzo szczęśliwa z tego, że mogłam na własnej skórze przekonać się o genialności pióra Stiega Larssona. Jego trylogia, zrobiła na mnie ogromne wrażenie, każda z części była dokładnie przemyślana, autor każdy szczegół precyzyjnie przedstawiał, a bohaterowie? Moi drodzy, to dopiero majstersztyk! Uwierzyłam we wszystkie postaci jakie przewinęły się przez książkę. Salander, Blomkvist, wszyscy policjanci, Zalachenko- mam wrażenie jakby istnieli naprawdę. Byli oni wykreowani w fantastyczny sposób.

Podziwiam pana Larssona z całego serca. Szczerze, mogłabym tu jeszcze użyć innych sformułowań wychwalających go pod niebiosa, a i tak będzie za mało! Najlepiej sami się o tym wszystkim przekonajcie. Wiem, że nie jest to książka, która spodoba się każdemu, nie ukrywam, że jest ona długa i wymaga całkowitego skupienia się na niej, ale zdecydowanie warto. Jest to historia, którą każdy wielbiciel gatunku, nie tylko thrillerów, ale też kryminałów powinien przeczytać. Jest ona tak wielowymiarowa, że zapewniam iż usatysfakcjonuje każdego wymagającego czytelnika. Zostaje na długi czas w pamięci i wiele bym dała, żeby móc ją znów przeczytać po raz pierwszy. Zdecydowanie polecam!

piątek, 21 lutego 2014

65. Dziedzictwo - C.J. Daugherty



Tytuł: Dziedzictwo
Autor: C.J.Daugherty
Tytuł oryginału: Night School. Legacy
Stron: 394
Saga: Wybrani #2
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 6-/6 9/10


Pierwsza część "Wybranych" bardzo mi się podobała. Ale kiedy wyszła druga część, o dziwo nie miałam ochoty sięgać po nią od razu. Dlatego zwlekałam trochę z czytaniem i dopiero kilka dni temu się za nią zabrałam. I przepadłam!

Allie ponownie trafia do Akademii Cimmeria. Tym razem trafia tam z własnej, nieprzymuszonej woli. Wie, że sytuacja nie jest najlepsza, a niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku.  Najlepszym rozwiązaniem jest wrócić do Nocnej Szkoły, gdzie pozornie wydaje jej się, że jest bezpieczniej. Ale wraz z powrotem do szkoły, wracają też wspomnienia z poprzedniego roku, który zakończył się przecież tragicznie. Allie musi uporać się z przeszłością i stawić czoła teraźniejszości. W szkole bowiem nie jest tak bezpiecznie jak jej się wydawało, a pośród uczniów czyha szpieg Nathaniela...

Już od pierwszego rozdziału czytelnik zostaje wciągnięty w prawdziwą akcję. Od razu mi się to spodobało, że nie musiałam czekać aż książka po kilku rozdziałach zacznie się na dobre, ale od razu zaczyna się wszystko dziać. Z resztą każdy rozdział jest napisany w taki sposób, że podczas czytania nie ma czasu na nudę. Pani Daugherty może pochwalić się lekkim i przyjemnym piórem, widać, że pisanie sprawia jej przyjemność, ale także przychodzi jej to z łatwością. Przynajmniej ja tak to odbieram. Jako, że autorka zna się na kryminalistyce jej książki dodatkowo na tym zyskują. Spiski i intrygi wiodą tutaj prym. W tle oczywiście mamy jeszcze wiele innych wątków, ciekawie rozwiniętych, ale to właśnie te pierwsze są chyba najważniejsze.

Mimo tego, że książką byłam zupełnie oczarowana i nie mogłam oderwać od niej oczu, to znalazłam jedną rzecz, która mi przeszkadzała. Mianowicie nieszczęsny trójkąt miłosny. O dziwo, w pierwszym tomie był on ledwo poruszany, dlatego wcale mi się nawet nie rzucał w oczy, ale w "Dziedzictwie" był on zdecydowanie jednym z głównych wątków. Jaka szkoda, że pisarze ciągle te schematy powtarzają.. Allie była tak niezdecydowana, że momentami miałam ochotę nią potrząsnąć. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że taki trójkąt to dodatkowy wątek, który może przecież urozmaicić treść, ale ja jakoś tego nie czuję i wolałabym żeby autorzy tak nie komplikowali. Choć pewnie mam wygórowane wymagania.

Cóż więcej można powiedzieć? Takich książek jak "Dziedzictwo" nie ma wiele. Jest ona świetnie skonstruowana, bohaterowie są wielowymiarowi, mamy ich z resztą co nie miara. Akcja dzieje się w niesamowitym miejscu jakim jest Akademia Cimmeria, która opisana jest w taki sposób, że aż człowiek chce się tam przenieść. Oprócz trójkąta miłosnego, nie znalazłam w niej żadnej innej rzeczy która by mi się nie podobała. Jak na razie mogę uznać, że do tej pory to najlepsza książka, jaką przeczytałam w tym roku. Nie mogę się doczekać aż będę miała okazję przeczytać tom trzeci, mam nadzieję, że będzie jeszcze lepszy! :)

Saga Wybrani:
1. Wybrani 2. Dziedzictwo 3. Zagrożeni