Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dystopia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dystopia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 kwietnia 2016

154. Remedium - Suzanne Young

Tytuł: Remedium Autor: Suzanne Young Stron: 430
Seria: Program cz. 0 Wydawnictwo: Feeria young 

We wrześniu poprzedniego roku swoją premierę miała pierwsza część cyklu "Program", o tytule "Plaga samobójców". Zewsząd napływały do mnie jej pozytywne opinie i zachęcające do czytania recenzje. W tamtym czasie, niestety nie skusiłam się na lekturę, jednak cały czas mam ją w planach. W tym miesiącu w Polsce ukazał się zerowy tom z serii, czyli opisujący wydarzenia poprzedzające historię z tomu pierwszego. Zrobiłam pewne rozeznanie w tej kwestii i zdecydowałam, że mogę bez obaw przystąpić do lektury "Remedium" bez znajomości sequela. Wydaje mi się, że miałam rację.

Quinlan McKee wiedzie nietypowe życie pracując jako sobowtór. Jej zadaniem jest pomoc rodzinom, które w ostatnim czasie straciły kogoś ukochanego i nie potrafią się z tym pogodzić. Wtedy do akcji wkracza Quinlan, która wedle zlecenia tymczasowo przejmuje rolę denata. Najpierw uważnie studiuje wszystkie dostępne informacje o danej osobie i na określony czas przeistacza się w nią. W ten sposób niesie pocieszenie rodzinie zmarłej i pomaga im domknąć proces żałoby. Dziewczyna jest w tym bardzo dobra, można nawet powiedzieć, że jest wzorowym sobowtórem, dlatego częste kontrakty nie są dla niej niczym nowym. Warunek jest tylko jeden - nie może się angażować emocjonalnie. Niestety natłok kontraktów i inne czynniki, wpływają na jej następne zlecenie. Tym razem Quinn wciela się w nastoletnią Catalinę Barnes, która wiodła fantastyczne życie. Dla sobowtórów, takich jak Quinlan, najciężej jest nie utracić swojej tożsamości, a w przypadku obecnego zlecenia, coraz trudniej jest jej określić co jest prawdą, a co złudzeniem. Na domiar złego, okazuje się, że śmierć Cataliny mogła wynikać z epidemii...

Zasiadając do "Remedium" nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Z jednej strony miałam świadomość, że seria Suzanne Young zbierała wśród czytelników same pochlebne opinie, jednak ta książka opowiada wydarzenia sprzed Programu, a więc była dla mnie prawdziwą zagadką. Postanowiłam po nią sięgnąć, ponieważ stwierdziłam, że skoro jest to prequel i historia zupełnie innych bohaterów niż w "Pladze samobójców" i "Kuracji..." to się nie pogubię. Tak właśnie było i na szczęście nie miałam żadnych problemów z wdrożeniem się do tego świata. Autorka bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie oryginalnością swoich pomysłów, które chociaż na początku wydawały mi się dziwne, to później tak się wciągnęłam, że nie mogłam oderwać się od lektury.

Być może w jakiś sposób na tym tracę, że przeczytałam ją nie znając części pierwszej i drugiej, ale mogę śmiało stwierdzić, że nawet mimo tego, "Remedium" bardzo mi się podobało. Bohaterowie wykreowani przez panią Young, a w szczególności Quinlan McKee czyli główna postać żeńska, mieli złożone osobowości i przede wszystkim niezwykłą pracę, która powszechnie cieszyła się złą sławą. Nikt nie lubi ludzi podszywających się pod innych, bo przecież każdy chce się czuć niezastąpiony, natomiast zawód sobowtóra w pewien sposób temu przeczy. Quinn będąc w tym tak dobra, często musiała przez to cierpieć, jednak koniec końców dziewczyna czerpała satysfakcję z niesienia pomocy innym, co wynagradzało jej niektóre przykre sytuacje.

Autorka w książce porusza trudne tematy, mamy tu bowiem do czynienia nie tylko ze śmiercią, ale także całym procesem żałoby po stracie i godzeniem się z nią. Oprócz tego pojawiają się wątki odnajdywania swojej tożsamości, a także pierwszych miłości i wszystkich komplikacji z niej wynikających. Osobiście z wielką ciekawością śledziłam losy Quinlan, a po zakończeniu i cliffhangerze w jakim zostawiła czytelnika autorka, nie mogę uwierzyć, że nie poznam dalszej części wydarzeń, zważywszy na to, że w "Pladze samobójców" występują inni bohaterowie. Nie przedłużając, książkę zdecydowanie polecam, nawet tym którzy tak jak ja, nie czytali pierwszej i drugiej części, gdyż ja się doskonale we wszystkim odnalazłam. Teraz pozostaje mi tylko nadrobić następne tomy, mając nadzieję, że będą równie dobre jak "Remedium". 

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Feeria young! :)

niedziela, 20 grudnia 2015

144. Nigdy nie gasną - Alexandra Bracken

Tytuł: Nigdy nie gasną Autor: Alexandra Bracken
Seria: Mroczne Umysły #2 Stron: 477 Wydawnictwo: Otwarte

Serię Mroczne Umysły zaczęłam kilka miesięcy temu. Historia stworzona przez Alexandrę Bracken od razu przypadła mi do gustu. Świat, który wykreowała był przerażający i zarazem niezwykle mi się spodobał. Może zabrzmi to trochę złowieszczo, ale wizje mrocznej przyszłości takiej jak ta, od zawsze mnie fascynowały. Jest to coś czego na co dzień nie jesteśmy w stanie zauważyć w naszej rzeczywistości, coś co wydaje się być tak absurdalne, że aż niemożliwe i właśnie dzięki temu tak bardzo uwielbiam tego typu historie. 

Od wydarzeń opisanych w poprzednim tomie minęło pół roku. Ruby poddała się Lidze Dzieci w zamian za uwolnienie Liama. Przeszła wiele treningów, została wysłana na liczne misje, w których brała czynny udział. Od tego czasu nie było dnia żeby nie myślała o osobach, które musiała opuścić dla ich własnego dobra. Gdy w ośrodku zaczynają dziać się dziwne rzeczy, które tylko nieliczni potrafią dostrzec, dziewczyna wie, że coś musi z tym zrobić inaczej nikt im nie pomoże. Zostaje wysłana na kolejną, tajną misję, która może przynieść ratunek wszystkim dzieciom chorym na OMNI. 

Pierwszy tom serii czytałam kilka dobrych miesięcy temu. Teraz zastanawia mnie czemu wcześniej nie sięgnęłam po kontynuację, bo świetnie pamiętam jak lektura "Mrocznych Umysłów" mi się podobała. Najwyraźniej zawsze musiałam znaleźć coś innego pod ręką i tym sposobem kontynuację zepchnęłam na dalszy plan, czego teraz żałuję. Tyle zwlekać na tak genialną lekturę! Wspaniale było móc powrócić do świata Ruby i z wypiekami na twarzy śledzić jej losy. To co autorka jej w tym tomie zgotowała, to naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Nawet nie wiecie jak wiele emocji wzbudziła we mnie ta książka. Jestem pełna podziwu wobec Alexandry Bracken, bo to co wyszło spod jej pióra jest dosłownie fascynujące, a jej pomysłowość nie zna granic. 

Trzeba przyznać, że seria ta wcale nie należy do lekkich w odbiorze. Atmosfera jest ciężka, przesycona strachem i niepewnością. Wszystko dzieje się w swoim tempie, czasem niespiesznie, by za chwilę pędzić z niesamowitą prędkością. Ten klimat, który spowija serię, w moim odbiorze był wprost magnetyczny. Po przeczytaniu książki cały czas wracałam do niej myślami, bo nie sposób o niej zapomnieć. Czuję potrzebę przeczytania więcej, a jednocześnie wcale nie chcę już czytać ostatniego tomu, bo to oznaczałoby definitywny koniec. Dlatego na razie poczekam, zostanę myślami jeszcze przy genialnym drugim tomie, który nieodwołalnie skradł me serce.

Mroczne Umysły to seria, która w pełni zasługuje na te wszystkie pochwały, które się jej przypisuje. Jest zaskakująca, brutalna, ale też na swój sposób budująca. Pokazuje, być może odrobinę naiwnie, że jednostka jest w stanie sprawić, by świat wyglądał lepiej i bezpieczniej, bez konieczności używania przemocy czy wzbudzania strachu. Alexandra Bracken stworzyła świetną serię, którą czyta się z zapartym tchem. "Nigdy nie gasną" okazały się być bardzo dobrą kontynuacją, może nawet lepszą niż pierwsza część. Gorąco polecam!


1. Mroczne Umysły 2. Nigdy nie gasną 3. Po zmierzchu

wtorek, 13 października 2015

135. Aplikacja - Lauren Miller

Tytuł: Aplikacja Autor: Lauren Miller
Stron: 454 Wydawnictwo: Feeria young Ocena: 5/6

Nasz świat rozwija się w ściśle określonym kierunku, a technologia jest jednym z czynników, który to umożliwia. Chyba żaden z nas nie wyobraża sobie w dzisiejszych czasach życia bez jakże pomocnego smartphone'a. Osobiście gdziekolwiek wychodzę, mój telefon jest ze mną, inaczej czuję się jakby brakowało mi pewnego nieodzownego elementu. Brzmi to fatalnie, że zwykłe urządzenie ma tak ogromny wpływ na życie. A jednak, jak się okazuje ten wpływ technologii mógłby być jeszcze większy i właśnie w "Aplikacji" Lauren Miller, poznałam jedną z takich wizji.

Jest rok 2032, a firmy takie jak Google czy Apple trafiają do lamusa. Teraz na szczycie jest koncern Gnosis, który stoi za wynalezieniem aplikacji o nazwie Lux. Na czym właściwie polega jej fenomen? Otóż dzięki tej aplikacji masz pewność, że twoje życie będzie przebiegało bezproblemowo, szczęśliwie i przede wszystkim nie będziesz musiał zanadto wysilać swojego mózgu. Rory jest wielką zwolenniczką Luxa, zresztą jak dziewięćdziesiąt dziewięć procent populacji, i korzysta z niej kilkanaście razy w ciągu dnia. Zaczynając o pytanie co zjeść na śniadanie i co ubrać, kończąc na tym na jakie studia się wybrać. Aplikacja zawsze podpowie ci, co wybrać, żeby wyszło to na twoją korzyść. Jednak gdy Rory w końcu trafia na studia do wymarzonej uczelni Theden, poznaje tam chłopaka o imieniu North, którego podejście do Luxa jest całkowicie inne od jej. Dziewczyna zaczyna zauważać, że nie wszystko wydaje się być takie na jakie wygląda, a twórcy Aplikacji, mogą mieć w zanadrzu dużo gorsze plany wobec nieświadomych ludzi.

Ta książka ciekawiła mnie od samego początku, gdy tylko ujrzałam jej zapowiedź. Pomysł od razu wydał mi się idealny na książkę i dlatego bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać. "Aplikacja" jest wręcz doskonałym przykładem książki "ku przestrodze". Pokazuje jak może wyglądać nasze życie jeśli cały czas będzie ono zmierzało w tym kierunku, cały czas opierając się na technologii, zapominając o zdrowym rozsądku, który w przypadku tej powieści nazywany jest Zwątpieniem. Głosem, którego nikt normalny nie powinien słyszeć, bo zagłusza on racjonalne myślenie. Rory, czyli główna bohaterka w pewnym czasie zaczyna słyszeć ten głos, bojąc się tego jakie mogą ją spotkać przez to konsekwencje. Na szczęście na swojej drodze spotyka chłopaka, który całą tę sprawę widzi w innym świetle, przez co dziewczynie w końcu otwierają się oczy. 

"Aplikacja" od razu mi się spodobała. Od zawsze lubiłam poznawać alternatywne wizje przyszłości jakie pokazują różni pisarze w swoich książkach. Ta stworzona przez Lauren Miller wydała mi się jedną z najbardziej przekonujących jakie do tej pory miałam możliwość poznać. Autorce udało się przekonać mnie, że taka przyszłość jaką ona ukazała, byłaby dla ludzi końcem myślenia i podejmowania własnych decyzji opartych na rozsądku. Sama myśl, że naszym życiem mogłaby kierować aplikacja stworzona na podstawie algorytmu, nie mieści się w głowie, a jednak my również w pewnym sensie polegamy na technologii. Pytanie tylko, czy stanie się to tak zaawansowane, że bez nich, nie będziemy wiedzieć jak funkcjonować? 

Książka Lauren Miller okazała się być lekturą niezwykłą. Uważam, że takie książki jak ta, potrafią uświadomić wiele rzeczy i pomóc spojrzeć na niektóre sprawy z szerszej perspektywy. Do czego zmierza nasz świat i jakie mogą być tego konsekwencje dla ludzi, jeśli ktoś posunie się o krok za daleko. Niewątpliwe "Aplikacja" zaskoczyła mnie pod wieloma względami. Bardzo przypadł mi do gustu styl autorki, a także bohaterowie jakich wykreowała, w szczególności Rory, która okazała się być inteligentną dziewczyną, tak inną od tych, o których miałam okazję czytać. Cieszę się, że zdarzają się wyjątki takie jak ten i niektórzy autorzy nie próbują na siłę robić z głównych bohaterek głupiutkich i irytujących postaci. Reasumując książka bardzo mi się podobała, dlatego z czystym sumieniem gorąco ją Wam polecam!

Za możliwość poznania "Aplikacji" dziękuję wydawnictwu Feeria young!

czwartek, 17 września 2015

131. Ogień i woda - Victoria Scott

Tytuł: Ogień i woda Autor: Victoria Scott
Stron: 363 Wydawnictwo: IUVI

Są takie książki, po które wiem, że mogę sięgnąć bez wahania. Wystarczy, że zapoznam się z opisem, który mnie zaintryguje, a wtedy wiem, że sama książka na pewno przypadnie mi do gustu. Jeśli dołożyć do tego jeszcze wiele pozytywnych recenzji, które krążą w internecie na jej temat, oczyma wyobraźni widzę siebie pochłaniającą tę książkę w kilka godzin. Właśnie tak było w przypadku książki "Ogień i woda" Victorii Scott, która od razu mnie do siebie przekonała. 

To nie jest najlepszy czas w życiu Telli Holloway. Dziewczyna wraz z rodziną przeprowadza się z tętniącego życiem Bostonu, do małej miejscowości praktycznie zabitej deskami. Dla nastolatki takiej jak Tella, to duży cios, ale stara się to przeżyć ze względu na starszego brata, przez którego właśnie tam wylądowała. Cody, jest śmiertelnie chory i to dlatego rodzice postanowili, że chłopak powinien zmienić środowisko i pooddychać świeżym powietrzem na wiosce. Pewnego dnia, Tella znajduje na swoim łóżku niebieskie pudełeczko. Niespodzianki nieczęsto się jej do tej pory zdarzały, dlatego zapowiedź czegoś nowego natychmiast sprawia, że dziewczyna promienieje z radości. Zawartość pudełka i wiadomość jaką odsłucha, zmienią jej dotychczasowe życie w niewyobrażalny sposób.

Pewnie jeśli słyszeliście już o tej książce, to obiło Wam się o uszy, że jest ona bardzo podobna do Igrzysk Śmierci. Ciężko się z tym nie zgodzić, jednak nie jest tak jak sądziłam. Zanim jeszcze zaczęłam ją czytać, spodziewałam się, że ta książka może być kopią trylogii Suzanne Collins. Jak się później okazało, wcale tak nie jest i wbrew pozorom "Ogień i woda" wręcz zaskakuje oryginalnością. Jest tu wykorzystany jeden podobny motyw, jednak cała reszta oraz założenie "Piekielnego Wyścigu"są zupełnie inne. Nie tylko jest to coś zupełnie odmiennego, ale także bardzo pomysłowego. Autorka pozytywnie mnie zaskoczyła tą książką, a w przypadku tego gatunku jest o to dość ciężko.

Sam wyścig, a także jego idea z początku wydawał mi się dość dziwny, jednak dopiero po poznaniu wszystkich faktów i tego skąd on się wywodzi zdałam sobie sprawę, że jest to bardzo przemyślane. Najbardziej podobał mi się pomysł stworzenia pandor, czyli stworzeń które mają za zadanie pomagać uczestnikom. Coś genialnego! Warto też wspomnieć o bohaterach, Tella na początku była trochę irytująca, ale już podczas Wyścigu, zmieniłam o niej zdanie. Pokazała, że zrobi wszystko by wygrac i uratować ukochanego brata. Ona i jej pandora Madox tworzyli zgrany zespół, który ma szansę na wygraną. Oprócz głównej bohaterki ciekawie przedstawieni zostali pozostali uczestnicy, z którymi się trzymała. Harper to piękność o walecznej duszy, Guy to dość skryty chłopak, który okazuje się być mocnym przeciwnikiem, a do tego jeszcze Titus czyli jeden z czarnych charakterów, który bez problemu przekonał mnie, że nie warto z nim zadzierać. Całkiem ciekawe osobowości wzięły udział w tym wyścigu, więc nie ukrywam, jestem bardzo ciekawa jak poradzą sobie w następnych tomach.

"Ogień i woda" to powieść prawdziwie oryginalna, pełna akcji i napięcia. Każda strona była dla mnie zagadką, nie mówiąc już o tym, że co chwilę zastanawiałam się jakie niebezpieczeństwa czekają jeszcze bohaterów. Victoria Scott stworzyła ciekawą historię, która na pewno przypadnie do gustu wszystkim wielbicielom gatunku. Mnie absolutnie zachwyciła i nie mogę się już doczekać kolejnych tomów by dowiedzieć się komu przypadnie wygrana w Wyścigu. Jeśli lubicie książki przygodowe, połączone z thrillerem, o trochę mrocznym klimacie, to jest to idealna lektura dla Was.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu IUVI!

czwartek, 23 lipca 2015

123. Czerwona Królowa - Victoria Aveyard

Tytuł: Czerwona Królowa Autor: Victoria Aveyard
Stron: 478 Trylogia: Czerwona Królowa #1
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive Ocena: 6/10

"Czerwona Królowa" szturmem podbiła rynek wydawniczy. Zapowiadał się prawdziwy hit, który zyska serca wielu czytelników. O książce słyszałam już od jej zagranicznej zapowiedzi, a gdy pojawiła się informacja, że zostanie ona wydana w Polsce tak szybko od swojej amerykańskiej premiery, byłam wniebowzięta. Do tego wydawnictwo dało również możliwość zakupienia pięknego wydania w twardej okładce, co dodatkowo mnie kusiło. Nie było innej opcji- musiałam ją mieć na swojej półce!

Mare Barrow wiele zawdzięcza swojemu sprytowi i zwinności. To właśnie dzięki tym cechom, każdego dnia ma co nałożyć na talerz ona i jej rodzina. Mare wiodła dotychczas ubogie życie, nacechowane kradzieżami i codzienną dawką strachu o los swój i rodziny. W państwie gdzie wyznacznikiem wartości człowieka jest kolor krwi, nic nie jest takie jak być powinno. Srebrni to potęga. Nie bez powodu ich krew jest tego koloru, a moce którymi dysponują szokują zwykłych Czerwonych, ludzi którzy w tym społeczeństwie nie mają żadnego znaczenia. Są wyrzutkami, mającymi okazywać posłuszeństwo i wdzięczność swojemu Srebrnemu Królowi. Lecz ten ustrój od zewnątrz doskonały, tak naprawdę kryje w sobie wiele niedoskonałości o których na własnej skórze przekonuje się Mare, gdy przypadkiem trafia do samego środka królestwa. Zadanie jakie jej przydzielono, może albo spisać ją na klęskę, albo uratować wszystkich.

Dystopie nie są mi obce. Gdy już raz wpadła mi w ręce książka z tego gatunku, która mnie zachwyciła, oczywiste było, że musiałam sięgać po kolejne. Zdarzały się historie warte uwagi, które na długo zapadły mi w pamięć, oraz takie o których wolałabym jak najszybciej zapomnieć. "Czerwona Królowa" zyskała swoje miejsce pośrodku i raczej nie jest to nic dobrego. To, że zawiodłam się na tej powieści, można uznać za niedopowiedzenie. Spodziewałam się nie wiadomo czego, kolejnej genialnej dystopicznej książki, która powali mnie na kolana, a zastałam gorzkie rozczarowanie. Powieść do bólu przewidywalna, infantylna i nie zaskakująca niczym nowym. To wszystko już było, tylko inaczej napisane, i to o wiele lepiej. Przez trzy czwarte książki siedziałam i ze znudzeniem przewracałam kolejne strony, czekając aż w końcu wydarzy się coś, co wbije mnie w fotel, ale nic z tego. Dopiero pod sam koniec, gdy już spisałam tę książkę na straty, Victoria Aveyard w końcu czymś mnie zaskoczyła. Szkoda, że dopiero w ostatnich rozdziałach.

"Czerwona Królowa" okazała się być prawdziwą klapą. Po całym zamieszaniu wokół niej, sądziłam że ta książka musi mi się spodobać, jednak liczyłam na zbyt wiele i jak zwykle nie skończyło się to dobrze. Sama fabuła nie jest zła, pomysł nawet oryginalny, ale mam wrażenie, że autorka zagubiła się w nim gdzieś po drodze. Brak w tej historii prawdziwości bohaterów i większego rozwinięcia wątków. Główna bohaterka zachowywała się jak małe dziecko, zbyt naiwna i łatwowierna jak na osobę, która w swojej wiosce widziała wiele zła i oszustw. Do tego jej zachowanie było lekkomyślne i często zupełnie nieprzemyślane, nawet jeśli w grę wchodziło życie setek ludzi, Mare liczyła na szczęśliwy los. Mogłabym się przyczepić również do dialogów, które czasami wydawały mi się dziwnie sztuczne i nie na miejscu, ale nie chcę już bardziej tej książki pogrążać, zważywszy na to, że moja końcowa ocena nie jest aż tak niska. Jest tak dlatego, że widzę w tej historii potencjał, tylko całkowicie źle wykorzystany. Autorka miała ciekawy pomysł, ale jej niedoświadczenie w pisarstwie, było aż nadto widoczne, przez co książka wypada bardzo słabo.

Nietrudno zauważyć jak wielkie spotkało mnie rozczarowanie tą książką. Mimo wszelkich chęci, ciężko mi zauważyć jakiekolwiek plusy tej powieści, gdyż minusy całkowicie przysłaniają jej dobre strony. Można to zrzucać na brak umiejętności pisarskich autorki i liczyć, że w następnych tomach Aveyard popracuje nad swoim warsztatem, jednak ja się chyba o tym nie przekonam. Jak na razie nie jestem pewna czy będę sięgać po kontynuację. Jeśli ma być tak słaba, jak pierwsza część, to nie chcę niepotrzebnie tracić czasu na takie lektury, gdy wokół mam pełno lepszych i bardziej wartościowych książek. Osobiście nie polecam "Czerwonej Królowej", lecz wiem, że pewnie większość z Was książkę albo już czytała, albo chce się przekonać na własnej skórze czy warto. Tym drugim życzę cierpliwości, gdyż na pewno się przyda.



1. Czerwona Królowa 2. Glass Sword (luty 2016, Ameryka)

środa, 6 maja 2015

115. Zakon Mimów - Samantha Shannon

Tytuł: Zakon Mimów Autorka: Samantha Shannon
Stron: 539 Cykl: Czas Żniw #2 Wydawnictwo: SQN
Ocena: 6/6

Pierwszy tom z cyklu Czasu Żniw czytałam ponad rok temu. Po tak długim czasie nareszcie doczekałam się kontynuacji, której tak bardzo byłam ciekawa po świetnym pierwszym tomie. Przyznam, że obawiałam się, że ta przerwa między tomami będzie sporym kłopotem jeśli chodzi o pamiętanie szczegółów z pierwszej części. Jednak najgorsza była moja ciekawość, co też przyniesie za sobą "Zakon Mimów". Ale to właśnie przez to, gdy już miałam książkę w swoich rękach mogłam się nią w pełni zasłużenie delektować!

Paige Mahoney udało się uciec z kolonii Szeol I wraz z kilkoma innymi jasnowidzami. Po wykańczających doświadczeniach, dziewczyna na nowo musi odnaleźć się w Londynie. Nie jest to jednak łatwe, gdy jest się najbardziej poszukiwaną osobą w całym państwie. Blada Śniąca postanawia stawić czoła skorumpowanemu syndykatowi. Wie, że ludzie muszą dowiedzieć się o Refaitach i Emmitach oraz o tym co ich wkrótce czeka, jeśli w systemie nic się nie zmieni. Jednak próba wyjawienia prawdy może być niebezpieczna. Zagrożenie czyha na każdym rogu, a dziewczyna musi znaleźć sposób na to by ocalić miasto od zagłady. Nadchodzą Refaici i nikt nie jest w stanie im się przeciwstawić...


"Czas Żniw" może nie zachwycił mnie od samego początku, ale ostatecznie był świetnym, pierwszym tomem wprowadzającym do cyklu. Jednak nie sądziłam, że jego kontynuacja okaże się aż tak zniewalająca. Jestem pełna podziwu wobec autorki, która stworzyła tak skomplikowany i zawiły, a jednocześnie fantastyczny świat, mając zaledwie dwadzieścia trzy lata. Nie macie pojęcia jak ta historia mnie wciągnęła. Śmiem twierdzić, że jest ona nawet lepsza od pierwszego tomu, chociaż całkiem od niego inna. Tutaj akcja idzie w zupełnie odmiennym kierunku. "Zakon Mimów" skupia się bardziej na intrygach, spiskach i walce o władzę. Jednak nadal ma w sobie ten niesamowity klimat, który panował w poprzedniej części. Tym razem Paige jest na wolności, chociaż wcale się tak nie czuje. Jej twarz wyświetlana jest na wszystkich billboardach i gazetach, innymi słowy jest najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Londynie. Znając prawdę o Refaitach dziewczyna jest w poważnym niebezpieczeństwie, ale nie zamierza się poddawać. Czuje się zobowiązana do tego, by wyjawić prawdę i uratować jasnowidzów.

Bałam się, że nie będę nic pamiętać z poprzedniej części, ale wiecie co? Odnalazłam się w niej bez problemu. Może to dlatego, że wciągnęła mnie od samego początku, a poszczególne wydarzenia przypominały mi się w trakcie czytania. Owszem, historia ta jest bardzo rozbudowana, to od razu trzeba podkreślić, bo jednak mając tyle stron, dużo się działo. I pisząc dużo, mam na myśli ogromnie dużo. Ale to jest wielki plus, bo żeby coś takiego stworzyć trzeba mieć niesamowitą wyobraźnię i umiejętności. Uwielbiam styl Samanthy Shannon. To jak pięknie opowiada historię Paige oraz jak wykreowała swoich bohaterów- to jest coś wspaniałego. Mam ochotę zostać w świecie Bladej Śniącej i poznawać coraz to nowe historie o Refaitach i widzieć jak w końcu dobro wygrywa. Ale na to chyba będę musiała jeszcze poczekać, bowiem skończyłam drugi tom i jestem zasmucona, że to jak na razie koniec. Kolejne miesiące czekania przede mną. Ale wiem, że będzie warto, tak samo jak było w przypadku "Zakon Mimów" dlatego to dodaje mi otuchy.

Cykl ten zdecydowanie należy do jednego z moich ulubionych, choć wyszły dopiero dwie części. Nigdy wcześniej nie trafiłam na historię o jasnowidzach i zaświatach, a jak już trafiłam na Czas Żniw, to okazał się to strzał w dziesiątkę. Samantha Shannon stworzyła dzieło nietuzinkowe i wspaniałe w całej swojej krasie. Potrafiła utrzymać, a nawet przewyższyć poziom pierwszej części i "Zakon Mimów" przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nie znajdziecie w tej serii nic przewidywalnego, a każda strona będzie dla Was zaskoczeniem. Mogę Wam to zagwarantować. Pamiętajcie jednak, że zarówno "Czas Żniw" jak i "Zakon Mimów" należą do wymagających lektur, gdzie trzeba się porządnie skupić. Jednak jak się wciągniecie nic nie będzie w stanie Was rozproszyć. Mnie historia Paige zachwyciła i dlatego z całego serca Wam ją polecam!

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu SQN! :)

sobota, 18 kwietnia 2015

113. Mroczne umysły - Alexandra Bracken

Tytuł: Mroczne umysły Autor: Alexandra Bracken
Stron: 448 Seria: tom #1 Wydawnictwo; Otwarte 
Ocena: 5/6

Swego czasu, moim ulubionym gatunkiem były dystopie. Nie tylko ze względu na osławione "Igrzyska Śmierci", ale skłamałabym gdybym napisała, że to nie dzięki nim zainteresowałam się tym gatunkiem. Co mi się najbardziej podoba w dystopiach, to właśnie alternatywna rzeczywistość. Jakby nie patrzeć, takie książki zazwyczaj zmuszają do przemyśleń. W "Mrocznych Umysłach" mamy przedstawiony nierealistyczny świat, ale i tak lektura tej książki skłoniła mnie do pewnej refleksji.

Jak sam tytuł książki wskazuje "Mroczne umysły" to historia o dzieciach i nastolatkach obdarzonych pewnymi umysłowymi zdolnościami. Czy są one mroczne? To już zależy od tego jak na to spojrzeć i w jaki sposób wykorzystywane są te umiejętności. W miejscowości gdzie mieszka Ruby od dziecka, pojawia się pewna choroba. Jeśli dzieci, które ukończą dziesięć lat, nie umierają od razu- to oznacza, że są chorzy. Takie dziecko jest niebezpieczne dla otoczenia i nakazuje się aby bezzwłocznie wezwać jednostkę SSP, po to by oddać dziecko na przymusowe leczenie. Jednak gdy Ruby pewnego ranka zjawia się na śniadanie, a rodzice nie poznają jej, dziewczynka trafia do obozu w Thormund. Okazuje się, że dzieci z chorobą tzw. PSI dzielą się na różne grupy: Żółte, które potrafią kontrolować elektryczność, Niebieskie potrafią przenosić materię, Zielone to ścisłe umysły, posiadające wyjątkowe zdolności do rozwiązywania szyfrów, mające pamięć fotograficzną, a Czerwone oraz Pomarańczowe, są najpotężniejsze, lecz każdy z nich posiada inne zdolności. Ruby należy do grupy Pomarańczowych, która jak się później okazuje wkrótce zostaje zlikwidowana z obozu. Dziewczynie jednak udaje się tego uniknąć i cudem zostaje uratowana. Jednak nie wie, że najcięższe chwile ma jeszcze przed sobą...

"Mroczne umysły" były dla mnie zagadką. Zaczynając książkę, nie byłam zaznajomiona z jej fabułą, dlatego nie wiedziałam za bardzo czego się po niej spodziewać. Z początku dość ciężko było mi się wciągnąć w fabułę, ale już po kilku rozdziałach, akcja nabrała rozpędu i od tego momentu działo się bardzo wiele. Przede wszystkim bardzo spodobał mi się pomysł na książkę. Dzieciaki podzielone na kolory, ze względu na ich umiejętności, okrutne metody rządu, oraz sam fakt posiadania zdolności do kontrolowania różnych rzeczy, wyłącznie za sprawą umysłu. Rząd zdając sobie sprawę jak niebezpieczne mogą być te osoby, pozbawia je wolności, pod przykrywką leczenia. Pojawia się tu oczywisty problem segregacji. W świecie Ruby jest to podział ze względu na umiejętności umysłu, natomiast w naszej rzeczywistość również borykamy się z problemem segregacji różnego rodzaju. Chociażby koloru skóry. W żadnym z tych wypadków, nie jest to słuszne.

Pomysł na książkę uważam za fantastyczny i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym jak dobra okazała się ta lektura. Jest to książka rozbudowana, w której znajdziecie więcej opisów, a mniej dialogów, ale tak naprawdę to wcale nie przeszkadza, chociaż zależy co kto lubi. Mi się czytało ją naprawdę dobrze, ale kilka razy zdarzyło mi się zauważyć podobieństwa tej książki do "Dotyku Julii" co mnie trochę zdziwiło. Raz czułam się jakbym czytała o Julii, a raz o Ruby, chociaż jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało, ale niestety podobieństwa rzucały się w oczy. Niemniej jednak, później akcja potoczyła się w zupełnie innym kierunku i już nie było tego problemu. Najbardziej szokujące dla mnie okazało się zakończenie. Kompletnie się tego nie spodziewałam i nie mogłam uwierzyć, że pani Bracken w ten sposób zakończyła pierwszą część. Robi wrażenie, dlatego nie mogę się doczekać aż poznam kontynuację. Liczę, na to, że będzie jeszcze lepsza niż ta.

Podsumowując "Mroczne umysły" to świetny wstęp do trylogii. Jest on idealnym wprowadzeniem do mrocznego świata, w którym dzieci za sprawą umysłu potrafią kontrolować materię czy wymuszać na innych swoją wolę. Jestem bardzo ciekawa, jak dalej potoczą się losy Ruby i jej przyjaciół, a Was zachęcam do lektury, jeśli lubicie utopijne klimaty. Polecam!


1. Mroczne umysły 2. Nigdy nie gasną 3. Po zmierzchu


piątek, 7 listopada 2014

95. Endgame. Wezwanie - J. Frey, N. Johnson-Shelton

Tytuł: Endgame Wezwanie ♦ Autorzy: James Frey i Nils Johnson-Shelton
Stron: 496 ♦ Wydawnictwo: SQN ♦ Tom: 1/3 ♦ Ocena: 2/6

Pierwszy raz o Endgame dowiedziałam się z zagranicznych portali społecznościowych. Pomyślałam sobie wtedy, że jest to książka, którą koniecznie będę musiała przeczytać, jednocześnie zastanawiając się nad tym czy zostanie wydana ona również u nas w Polsce. Jakie było moje zaskoczenie gdy usłyszałam, że Endgame zostanie wydane u nas i to w tak szybkim czasie po premierze na świecie. Tyle radości!

W Ziemię uderzają meteoryty. Dokładnie dwanaście, każdy z nich na innym krańcu świata. Dwanaście ponieważ tylu jest Graczy. Każdy z nich trenował od urodzenia, oczekując Wezwania. Życie tej dwunastki zawsze było różne od tego jakie wiedli zwyczajni śmiertelnicy. Przez cały ten czas Gracze szkolili się, uczyli i pokonywali swoje słabości by w końcu gdy nadejdzie Wezwanie być gotowym i wygrać Endgame. Nie tylko dla siebie, ale też dla ludzkości. Bo stawka w tej grze jest najwyższa. W ich rękach waży się los całego świata.

Endgame to nie książka- to multimedialna przygoda, a przynajmniej tyle można się dowiedzieć z zapowiedzi. Co to oznacza? Czytając tę książkę napotykamy po drodze wskazówki różnego rodzaju. Co kilka rozdziałów znajdują się odnośniki do stron, na które czytelnik może wchodzić i poznawać nowe informacje. Niewątpliwie jest to książka dopracowana w każdym szczególe. Autorzy postarali się by osoba czytająca "Endgame" miała zapewnioną rozrywkę na różne sposoby. Odnośniki to tylko część dodatków. Książka zawiera również wiele rysunków i obrazków, które prawdopodobnie mają być podpowiedziami do rozwiązania zagadki. Jestem zaskoczona tym jak dużo pracy autorzy włożyli w tę książkę. Nie ma co ukrywać, że nawet samo zamieszczanie wskazówek i odpowiednie ich ukrycie by zadanie nie było łatwe wymagało z pewnością dużo czasu. Oczywiście nie wspomniałam jeszcze o głównej nagrodzie za poprawnie rozwiązane zadanie. Otóż jest to 500 000$. Co Wy na to? 

Jak na tak wysoką nagrodę przystało, zagadka również jest na pewno kosmicznie trudna. Ale zawsze znajdzie się ktoś chętny by powalczyć, bo jest o co. Ja skupiłam się jednak na samej lekturze, która jeśli mam być szczera, to bardzo mnie rozczarowała. Nie mogę odmówić jej tego, że jest przepięknie wydana i tego, że autorzy mieli na nią pomysł i włożyli w nią dużo serca, bo to widać od razu. Sama fabuła była interesująca, gorzej było już z tym w jaki sposób ta książka została napisana. Przede wszystkim nie mogłam się przyzwyczaić do tylu bohaterów. Z początku jest ich aż dwanaście i każdy ma swoje pięć minut, bo przecież są oni równi sobie. W końcu bohaterów ubywa, ale nadal jak na jedną książkę jest ich zdecydowanie za dużo. Przeszkadzało mi to, ponieważ dużo postaci oznacza, że nie można się do żadnego z nich na dłużej przywiązać, a oprócz tego zaczynają się oni nam mieszać. A to chyba nie jest nic dobrego, prawda?

Moim zdaniem pomysł na Endgame jest świetny, ale ja widziałabym to bardziej jako film niż książkę. Fabuła jest bardzo rozbudowana, liczba bohaterów przyprawia o zawrót głowy i dlatego nie jest to lekka lektura. Spodziewałam się czegoś bardziej przyjemnego, na pewno sporej dawki rozrywki, ale niestety cała ta przygoda z Endgame mnie umęczyła. Jednak prawie pięćset stron robi swoje i mimo tego, że zamysł był ciekawy to wykonanie bardzo zawiodło, przez co czas spędzony przy tej książce uważam za niezbyt udany. Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę rewelacyjnie, ale jak widać książka nie trafiła w moje czytelnicze gusta. Każdy lubi co innego, więc to, że mi się nie spodobała nie znaczy wcale, że Wam również nie będzie ona odpowiadać. 

Zwiastun książki:

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu SQN!

wtorek, 7 października 2014

91. Julia. Trzy tajemnice - Tahereh Mafi

Tytuł: Julia Trzy tajemnice ♦ Autor: Tahereh Mafi
Stron: 199 ♦ Wydawnictwo: Otwarte
Zawiera nowelki: Destroy Me oraz Fracture Me

Swoją przygodę z twórczością Tahereh Mafi zaczęłam dość późno, bo w te wakacje. Szczerze powiedziawszy nie miałam na nią nawet szczególnej ochoty, czego zupełnie nie mogę pojąć w tej chwili. Od pierwszej strony "Dotyku Julii" przepadłam całkowicie. Nic nie było mnie w stanie oderwać od lektury, która pochłonęła mnie bez końca, zostawiając po sobie ślad. Z każdym tomem zakochiwałam się w tej historii coraz bardziej i zastanawiałam się co ja z sobą pocznę, gdy książka dobiegnie końca. Wyobraźcie sobie moją euforię, gdy dowiedziałam się, że w Polsce zostaną wydane "Julkowe" nowelki! Oczywiście jako zagorzała wielbicielka twórczości pani Mafi, nawet i bez polskiego tłumaczenia zabrałabym się za nie, tylko, że zawsze to miło mieć na półce odpowiadające wydania w ojczystym języku.

Nie ma co się oszukiwać- Warner jest jednym z najcudowniejszych bohaterów książkowych jakich spotkałam. Jak w pierwszej części był czarnym charakterem, tak później stawał się coraz bardziej niesamowity gdy pokazywał swoje wnętrze i uczucia przed Julią, a na to jak wielka zmiana w nim zaszła nie mam słów. Coś wspaniałego. Kocham go i tym bardziej się cieszyłam, że mogłam poznać myśli i zdarzenia z jego punktu widzenia. To właśnie w pierwszym opowiadaniu "Destroy Me", narratorem jest Warner. Cudownie to się czytało. Opowiadanie te pokazuje jak bardzo zależało mu na Julii, co nim kierowało przy podejmowaniu ważnych decyzji, ale także uświadamia, że Warner w głębi duszy nigdy nie był złym człowiekiem. To życie i sytuacja go zmuszała do zachowywania się w taki sposób. O "Destroy Me" jednym słowem- uwielbiam!

Druga nowelka czyli "Fracture Me" pokazuje wydarzenia z perspektywy Adama. Moje nastawienie względem tej postaci jest zupełnie odwrotne do Warnera. Adam na początku wydawał się idealnym chłopakiem dla Julii. Nie wyobrażałam sobie by mogli nie być razem. Ale później coś się zmieniło. Adam stał się gnojkiem i kompletnie nie mogłam zrozumieć dlaczego zachowuje się jak ostatni palant. Wybaczcie te wyrażenia, ale naprawdę tak to wyglądało. Jak można było zmienić się z tak kochanej osoby w kogoś takiego? Z tego właśnie powodu nie za bardzo miałam ochotę o nim czytać, gdyż jest to postać, której nie darzę sympatią. No może odrobinkę, ze względu na pierwszą część trylogii. W "Sekrecie Julii" i kolejno "Darze Julii" powodował tylko moją irytację. "Fracture Me" tak jak się tego spodziewałam było dość słabe, ale zaznaczam, że to przez moją niechęć odnośnie narratora, którego nie mogłam znieść. Nic nie jest w stanie mnie ponownie przekonać do Adama, nawet ta nowelka.

"Julia trzy tajemnice" zawiera również krótki wycinek z dziennika Julii. Osoby, które czytały trylogię doskonale wiedzą jak wielkie znaczenie ten dziennik miał dla głównej bohaterki. W chwilach największego zwątpienia, smutku, złości, to właśnie dziennik był jej spowiednikiem. To tam przelewała swoje uwięzione myśli na papier. Tutaj spodziewałam się czegoś nowego. Cóż, dużego zaskoczenia nie było ponieważ część wpisów z dziennika przewijała się przez wszystkie trzy tomy książek, ale zawsze to miło mieć wszystkie notatki ułożone obok siebie.

Jako osoba zakochana w trylogii Tahereh Mafi, nie mogę nie być zadowolona z tego dodatku. Wprowadza on nowe spojrzenie na historię Julii, z perspektywy dwóch ważnych bohaterów. Jest to idealne uzupełnienie i czystą przyjemnością było dla mnie ponowne zajrzenie do świata dziewczyny, której dotyk zabija. Takie dodatki to zawsze znakomita gratka dla fanów, tym bardziej jeśli możemy poznać historię oczami innych bohaterów. Innej opcji nie widzę - polecam bardzo gorąco!

Trylogia i dodatek
1. Dotyk Julii 2. Sekret Julii 3. Dar Julii
+Julia. Trzy Tajemnice

piątek, 5 września 2014

87. Wielki Błękit - Veronica Rossi

Tytuł: Wielki Błękit ♦ Autor: Veronica Rossi
Stron: 365 ♦ Tytuł oryginału: Into The Still Blue ♦ Wydawnictwo: Otwarte
Trylogia: tom #3 ♦ Ocena: 5/6

Pamiętam, gdy sięgnęłam po książkę "Przez burze ognia" i kompletnie przepadłam na kilka godzin. Książka mi się podobała tak bardzo, że nie byłam w stanie odłożyć jej na półkę. Gdy ją skończyłam, myślałam tylko o tym, że chcę już mieć jej kontynuację. Nic z tego. Musiałam czekać dobre kilka miesięcy i dopiero wtedy zabrałam się za "Przez bezmiar nocy". Tutaj nie było już tego ogromnego entuzjazmu, ale jednak, ciągle mi się podobała. Podchodząc do "Wielkiego Błękitu" nie wiedziałam czego się spodziewać. Po drugiej części byłam lekko zawiedziona, ale nie na tyle by nie dokończyć trylogii. Jak wypadł finał?

Eter szaleje na niebie dzień i noc. Jego siła zdaje się ciągle wzrastać i powodować coraz to nowe wybuchy. Mieszkańcy Fal, nie mają wyboru. Aby przeżyć, jak najszybciej muszą odnaleźć Wielki Błękit- miejsce, gdzie niebo jest przejrzyste, a eter nie unosi się w powietrzu. Tylko tam mają szansę, na bezpieczne życie. Ale jak tam trafić, skoro nie znają jego położenia? Do tego zadania będzie im potrzebny Cinder, tylko on jest w stanie kontrolować eter i przeprawić ich do bezpiecznej przystani. Ale chłopiec przetrzymywany jest przez Osadników wbrew jego woli, dlatego Aria, Perry i Roar wyruszają w drogę, by go uwolnić.

Czuję sentyment do tej trylogii. Mimo iż pierwszą część czytałam w tamtym roku, to wiem, że zajęła ona bardzo ważne miejsce w moim czytelniczym sercu. Drugą częścią niestety byłam odrobinę zawiedziona, bo cóż myślałam, że będzie tak samo genialna jak pierwsza, ale nie zmienia to faktu, że "Wielki Błękit" mógł na nowo wyrównać poziom. Myślę, że tak się stało. Książka ta wzbudziła we mnie wszystkie te emocje, których doświadczyłam przy "Przez burzę ognia", chociaż nie robi ona na mnie już tak dużego wrażenia. Podczas oczekiwania na zwieńczenie trylogii, przeczytałam wiele, niesamowitych książek i teraz widzę, że potrzeba mi czegoś więcej, by wywołać taki zachwyt. Niemniej jednak uważam, że jest to idealne zwieńczenie trylogii i naprawdę nie zawiodłam się na niej.

Akcja książki, tak jak przy poprzednich tomach, jest dynamiczna i ciągle coś się dzieje. Główni bohaterowie to te same osoby, które tak bardzo polubiłam na samym początku trylogii. Nie ukrywam, że jednym z moich ulubionych bohaterów stał się Roar, który swoim humorem i sposobem bycia poprawiał każdemu nastrój. Mimo okropnych wydarzeń jakie miały miejsce, Roar potrafi się udźwignąć i stawić czoła trudnościom. Aria to dziewczyna, która przeszła pewną zmianę, ze strachliwej i kruchej osoby, staje się pewna siebie i odważna. Razem z Perrym mają szansę, uratować plemię i odnaleźć spokój w Wielkim Błękicie. Ale do tego czasu, czeka ich wiele wyzwań i niebezpieczeństw, które muszą pokonać by im się udało.

Myślę, że nie jestem w błędzie pisząc, że zawsze mamy oczekiwania wobec finałowych tomów, prawda? Szczególnie jeśli jest to trylogia czy też seria, którą uwielbiamy- tym trudniej jest wtedy ostatecznie pożegnać się z bohaterami. W przypadku "Wielkiego Błękitu" jestem całkowicie usatysfakcjonowana z obrotu wydarzeń i tego jak koniec swojej trylogii poprowadziła Veronica Rossi. Chciałabym nawet, żeby każdy finał, był tak dobry tak ten. Dlatego teraz, z całego serca polecam Wam tę trylogię, bo jest to jedna z moich ulubionych dystopii.


W skład trylogii wchodzą:
1. Przez burze ognia 2. Przez bezmiar nocy 3. Wielki Błękit

niedziela, 17 sierpnia 2014

84. Więzień Labiryntu - James Dashner

Tytuł: Więzień Labiryntu ♦ Autor: James Dashner
Stron: 421 ♦ Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Trylogia: tom #1

Wkrótce na ekranach kin, ma się pojawić film „Więzień Labiryntu”. Jako, że zawsze staram się najpierw przeczytać książkę, a dopiero później oglądać film, to póki do premiery zostało jeszcze trochę czasu, postanowiłam, że zapoznam się z książką. Zwiastun filmu, obejrzałam dopiero po skończonej lekturze, dlatego pewne elementy wyobrażałam sobie zupełnie inaczej niż to będzie przedstawione w filmie, a szczególnie Labirynt, dlatego jestem teraz bardzo ciekawa jak wypadnie ekranizacja i oczywiście Dylan O'Brien jako główny bohater. (tak w ogóle to bardzo dobry wybór :D )

Thomas budzi się pewnego razu w pustej windzie, jadącej bez przerwy w górę. Próbując sobie przypomnieć jak się tam znalazł, nic mu nie przychodzi do głowy. Jedyne co pamięta, to swoje imię. Wreszcie gdy winda się zatrzymuje, jego oczom ukazuje się grupa ludzi spoglądająca na niego z góry. Okazuje się, że Thomas trafił do Strefy. Wszystko tam wydaje się dziwne i zarazem przerażające. Wokół głównego dziedzińca rozpościera się ogromny Labirynt. W miejscu tym, nikt nie pamięta, jak to się stało, że tam trafił. Nie wiedzą też, jak stamtąd uciec. Każdego ranka, wybrani Zwiadowcy, przeszukują tajemniczy Labirynt w poszukiwaniu wyjścia. Ale nie jest to łatwa rzecz, gdy po zmroku pojawiają się tam potworne bestie... Zaskoczeniem staje się również przybycie pierwszej dziewczyny do Strefy. Nowa mieszkanka, zwiastuje, że nic już nigdy nie będzie takie samo...

Czytając opis, pomyślałam sobie, że musi to być ciekawa książka i że jest w niej coś innowacyjnego, ponieważ nie spotkałam się jeszcze, z tym, żeby fabuła osadzona była w labiryncie. Ale, jednak trochę się myliłam. Sam pomysł, jest jak dla mnie dość dziwny. Rozumiem, tę całą sprawę z Labiryntem, gdzie odnalezienie z niego wyjścia jest niemal niemożliwe, gdy co wieczór mury zmieniają swoje ułożenie itd- i to naprawdę dobry pomysł, który od razu mi się spodobał. Gorzej było z całą resztą, która według mnie jest lekko przesadzona, a nawet powiedziałabym, że naciągana. Jakoś nie czuję tego. Nie wspomnę już o zakończeniu, które wydawało się tak idiotyczne i pokręcone, że wcale mnie nie zachęciło do czytania kontynuacji... 

„Więzień Labiryntu” jest porównywany do Igrzysk Śmierci, czy też Niezgodnej. Moim zdaniem, wcale na to nie zasługuje. Jedyne co je łączy, to gatunek i nic poza tym. I uwierzcie mi, że stwierdzam to z przykrością. Spodziewałam się po tej książce czegoś lepszego, szczególnie, że ma być ekranizacja, więc to dodatkowo mnie utwierdzało w przekonaniu, że ta książka musi mieć coś w sobie. Możliwe, że ma, ale ja tego nie dostrzegłam i ciężko mi się ją czytało. Nie jest to lekka i szybko czytająca się książka, ponieważ mało jest w niej dialogów, a dużo opisów. Trudno mi się nawet o niej wypowiedzieć, ponieważ jestem dosyć rozdarta. Z jednej strony mi się podobała, a z drugiej nie. Ma ona po prostu swoje mocne i słabe strony. 

Książka napisana przez Jamesa Dashnera przedstawia dziwną wizję, w której główni bohaterowie borykają się z nie lada wyzwaniem. Całość nie jest najgorsza, ale tak jak pisałam wyżej, liczyłam na coś lepszego. Teraz na pewno będę z niecierpliwością czekała na film, ponieważ jestem bardzo ciekawa, jak on wypadnie i coś mi się wydaje, że tym razem nie będę aż tak zawiedziona. Czy będę czytać pozostałe części trylogii? Sama nie wiem. Jak na razie nie czuję takiej potrzeby, ale może jednak zmienię zdanie, bo jakby nie było, zastanawia mnie to, jak wszystko się skończy. Jednak "Więźnia labiryntu" raczej nie polecam.




poniedziałek, 4 sierpnia 2014

82. Sekret Julii - Tahereh Mafi

Tytuł: Sekret Julii ♦ Autor: Tahereh Mafi
Stron: 437 ♦ Tytuł oryginału: Unravel Me ♦ Trylogia: Dotyk Julii #2
Wydawnictwo: Otwarte ♦ Ocena: 6/6

Zastanawiam się, jakich słów użyć by móc w pełni oddać to, co czuję po przeczytaniu tej książki. A tak w ogóle to istnieją takie słowa? To jest dobre pytanie, ponieważ to, co myślę o tej książce jest raczej nie do opisania. Faktycznie teraz rozumiem, co miała na myśli osoba, która powiedziała, że słowa mają moc zmieniania ludzi. A już na pewno słowa napisane przez panią Mafi.

„Synonimy znają się jak starzy kumple, jak przyjaciele, którzy niejedno razem przeżyli, lecz jeszcze wiele mają sobie do opowiedzenia. Którzy wspominają dzieciństwo i zapominają, że choć są sobie bliscy, to jednak zupełnie różni, i choć mają trochę wspólnego, to jeden nigdy nie może być drugim. Bo cicha noc to nie to samo co spokojna noc, bo niewzruszony człowiek to nie to samo co opanowany, a jasne światło nie jest takie samo jak olśniewające światło. Ponieważ o wszystkim decyduje sposób, w jaki słowa układają się w zdania.”

Julia wraz z Adamem i Jamesem przebywają w Punkcie Omega. Miejscu, w którym każda obdarzona osoba, ma szansę na prawie normalne życie, gdzie każdy z nich jest tam mile widziany. Wszyscy mają jeden wspólny cel. I mimo tego, że wydaje się iż ich życie mogłoby w końcu być uznane za normalne, Julia dowiaduje się pewnej rzeczy, która może raz na zawsze zniszczyć jej marzenia o szczęściu z Adamem. Chociaż nie jest to jedyny problem. Teraz rzecz toczy się nie tylko o ich dwoje, ale również o resztę mieszkańców Punktu Omega. Na zewnątrz dzieją się rzeczy, o jakich nikomu się nie śniło nawet w najgorszym koszmarze. Jedynym rozwiązaniem jest pokonanie przywódcy Komitetu Obrony i uratowanie niewinnych cywili. Do tego zadania, może być potrzebny dar Julii. 

O.Mój.Boże. Co ta książka ze mną zrobiła?! W tej chwili nie mam pojęcia jak opisać to co właśnie czuję, ale spróbuję. Przede wszystkim uważam, że pani Mafi jest geniuszem. Mówcie co chcecie, jak dla mnie sposób z jakim pisze to poezja. Opisy przeżyć Julii, to co siedzi w jej głowie, nie wspomnę już o scenach pocałunków czy chociażby narracji- to jest dla mnie kompletnie magiczne. Jak można z taką gracją i lekkością, a jednocześnie z pełnym zaangażowaniem pisać? Cóż, nie wiem jak to jest być pisarzem geniuszem, więc nie odpowiem na to pytanie. Ta książka, tak samo z resztą jak pierwszy tom, to coś na co czekałam od bardzo dawna. Książka, która zawróci mi w głowie i sprawi, że nigdy o niej nie zapomnę.

„Nadzieja. Jest jak kropla miodu, jak pole kwitnących tulipanów na wiosnę. Jak orzeźwiający deszcz, wyszeptana obietnica, bezchmurne niebo, idealny znak przestankowy na końcu zdania. Jedyne, co mnie trzyma przy życiu.” 

Tu naprawdę wcale nie chodzi o to, że tylko fabuła jest niesamowita. O nie, tu wszystko jest takie. Długo się zastanawiałam nad tym, czy ta książka w ogóle posiada jakiekolwiek minusy. Jasne, że nie, i piszę to z czystym sumieniem. Sama w to nie wierzę, ale według mnie tak jest. Każdy musi na własnej skórze się o tym przekonać. W ogóle nie powinnam próbować oceniać tej książki. Ale to robię, bo muszę wyrazić, to jak bardzo uwielbiam twórczość Tahereh Mafi. To jest coś niesamowitego, jak jedna książka, a co dopiero trylogia, może wpłynąć na człowieka. Uwielbiam styl jakim został napisany "Sekret Julii" tak samo jak i "Dotyk Julii". To wszystko jest takie realne i prawdziwe, że aż zapiera dech. Każde zdanie, nawet opis zwyczajnych czynności, jest napisany w sposób pełen gracji i sama nie wiem jak to określić. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś podobnym i myślę, że tylko pani Mafi tak potrafi. Pewnie nie każdy się tu ze mną zgodzi, ale ja tam wiem swoje i uważam, że trzeba mieć prawdziwy dar żeby tak pisać. Ciągle jestem w szoku po przeczytaniu tej książki i pewnie to widać, w tym chaotycznej próbie przekazania Wam mojej opinii, ale nie wińcie mnie za to. 

„Kończą mi się litery. Nie mam już ani słowa. Ktoś obrabował mnie z całego słownika. Wiem, że słowa potrafią ranić. Ale nie sądziłam, że mogą zabić.”

Tak właściwie, to nie przedstawiłam Wam dokładniej treść książki i tak dalej, więc może teraz chociażby krótko napiszę o trójkącie miłosnym, który pierwszy raz (no może drugi) nie działa mi na nerwy. Tu jestem rozdarta. Nigdy mi się nie zdarza, żebym nie wiedziała, która postać męska jest lepsza i powinna być z główną bohaterką. Poważnie, to jest takie dziwne, nie być w stanie wybrać pomiędzy Adamem a Warnerem, że mnie to zaskakuje. Dobra, chyba zapomniałam,że to nie jest zwykła książka i tu jest wszystko inaczej... No powiedzmy. Jak dla mnie, zarówno Adam, jak i Warner mają w sobie coś takiego, że nie jestem w stanie wybierać między nimi. Obydwoje są świetni i cóż może faktycznie wszystko wskazuje, że powinnam być Team Adam, bo przecież Warner jest taki zły i w ogóle straszny typek, ale nie mogę. Dobrze, że decyzja będzie należeć jednak do Julii, nie do mnie, więc nie mam co się martwić. Biedna Julka. 

„A przecież czasu nie da się zamknąć w ciasnych granicach naszego pojmowania. Jest nieskończony, niezależny od nas. Nie może nam braknąć czasu, nie możemy stracić poczucia czasu, podobnie jak nie znamy sposobu, żeby go zatrzymać. Czas biegnie nawet wtedy, kiedy my stoimy.”

Reasumując, wiem, że moja wypowiedź, może być dla niektórych niezrozumiała i tak dalej, poza tym zdaję sobie sprawę, że nie każdy będzie podzielał mój ogromny entuzjazm wobec tej książki, ale to nic. Wyznaczam sobie teraz misję, żeby każdy kogo znam, przeczytał tę książkę całą trylogię. A teraz właśnie, zacznę od CIEBIE! Nie masz się nad czym zastanawiać. Czym prędzej zabieraj się za czytanie, bo no cóż chyba nie chcesz żeby ominęło Cię coś tak fantastycznego?! Tak właśnie myślałam. :)


W skład trylogii wchodzą:
1. Dotyk Julii ♦ 2. Sekret Julii ♦ 3. Dar Julii

We wrześniu, premierę będzie miał dodatek z trzema opowiadaniami
o tytule "Julia. Trzy tajemnice". Nie mogę się go doczekać!