Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 listopada 2015

140. Stigmata - Beatrix Gurian

Tytuł: Stigmata Autor: Beatrix Gurian
Stron: 382 Wydawnictwo: MUZA Ocena: 3/6

Nie jestem typem osoby, która lubi się bać. Nie oglądam horrorów, ani ich nie czytam. Jest to jedyny gatunek, którego nie trawię. Niedawno zobaczyłam zapowiedź książki, która wyglądała mi na ciekawy thriller dla młodzieży, a z tym gatunkiem jestem całkiem zaznajomiona. "Stigmata" niezaprzeczalnie przyciągała mnie do siebie i nie minęło sporo czasu aż zdecydowałam się, że chcę ją przeczytać. Okazało się, że powieść ta niestety momentami bardziej podchodziła mi pod horror niż thriller, ale o szczegółach za chwilę.

Matka Emmy ginie w wypadku samochodowym. Świat dziewczyny legnie w gruzach, gdyż matka była jej jedyną rodziną. Oprócz niej, nie ma nikogo. Po kilku dniach od tego zdarzenia, Emma otrzymuje tajemniczą przesyłkę, w której zawarty jest list z poleceniem by zaczęła szukać morderców swojej matki, w pewnym elitarnym obozie dla nastolatków. Z początku dziewczyna nie wie co o tym myśleć. Dziwny obóz, ulokowany jest w górach w starym zamku, co w żaden sposób nie zachęca jej do odwiedzin tego miejsca. Jednak w paczce Emma znajduje również stare zdjęcie, które wydaje jej się dość przerażające. Wszystko wskazuje na to, że obóz ten może faktycznie być związany z jej matką. Dziewczyna postanawia, że zrobi wszystko by dowiedzieć się prawdy, czy w ów tragiczny wypadek nie były zamieszane osoby trzecie.

Emma udaje się do obozu, który wygląda wręcz jak sceneria z horroru. Zapadające się deski od podłogi, skrzypiące schody - miejsce wygląda na zimne i ponure. Do tego jedynymi uczestnikami obozu oprócz niej okazują się być Phillip, Tom i Sophia, wszyscy mniej więcej w tym samym wieku. Coś tu od razu wydaje się być nie tak, zaczynając od wystroju po bardzo upiorne zadania, jakie mają wykonywać uczestnicy. Jakby tego było mało, to właśnie Emmie przytrafiają się najbardziej niebezpieczne zadania, a ktoś wyraźnie próbuje ją zastraszyć. Czy dziewczynie uda się dowiedzieć o co w tym obozie chodzi i odnaleźć morderców matki?

Muszę przyznać, że dawno nie miałam do czynienia z tak dziwną książką. Jej opis wydał mi się intrygujący i niekoniecznie straszny, bardziej wpasowujący się w thriller niż horror. Może przesadzam, a może nie, ale po jej przeczytaniu uważam, że "Stigmata" może być klasyfikowana jako horror dla młodzieży. Nieszczególnie straszny tylko bardziej wyważony, ale thriller to za łagodne określenie jak na mój gust. Nie chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że bohaterka jest w przerażającym zamku, ale autorka wplotła tu także wątki mocno religijne, a więc pojawiły się wzmianki o egzorcyzmach albo stygmatach, czyli ranach Chrystusa, które jak się później okazało pełniły ważną rolę w książce. Moim zdaniem, była to mieszanka trochę dziwna i nie bardzo przypadła mi ona do gustu.

Książka niemieckiej autorki Beatrix Gurian wywołała we mnie sprzeczne emocje. Sama historia była w pewnym stopniu ciekawa, ale w głównej mierze czuję się nią zawiedziona. Spotkało mnie dużo niedorzeczności, nietypowych pomysłów, plus wątki religijne, które wydawały mi się strasznie pokręcone. Do końca nie wiem, co autorka w pewnych chwilach chciała czytelnikowi udowodnić. Za to na plus zasługuje oprawa graficzna książki, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Piękna okładka, a w środku zdjęcia wykonane specjalnie na prośbę autorki, które bardzo ładnie komponują się z treścią, a przy tym są przerażające, podobnie zresztą jak cały klimat książki.

Myślałam, że "Stigmata" trafi w mój gust, ale się myliłam. Spodziewałam się lekkiego thrillera z wątkiem kryminalnym, a dostałam słaby horror dla młodzieży. Dużo naciąganych sytuacji, nieciekawych bohaterów, ale za to w osobliwym klimacie, który nie licząc wydania książki, jest jej jedynym plusem. Autorka w tej kwestii bardzo się postarała i przyłożyła do tego aby czytelnik ciągle był zaskakiwany, a gęsia skórka towarzyszyła mu przez całą lekturę. Osobiście "Stigmaty" nie polecam, chyba że młodzieży, która lubi literaturę grozy, bo na starszym czytelniku chwyty Beatrix Gurian raczej nie zrobią wrażenia.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości 
Wydawnictwa MUZA SA i Business & Culture

niedziela, 18 października 2015

136. Serce ze szkła - Kathrin Lange

Tytuł: Serce ze szkła Autor: Kathrin Lange
Stron: 447 Wydawnictwo: MUZA

Czasami nie potrafię się powstrzymać i wybieram daną książkę pod wpływem ślicznej okładki. Zazwyczaj jestem od tego daleka i nie kupuję książkę, tylko ze względu na ich szatę graficzną, ale zdarzają się wyjątki. Tym razem, najpierw przyciągnęła mnie okładka "Serca ze szkła", a dopiero później jej opis. Zapowiadała się bardzo ciekawa lektura, o lekko mrocznym i tajemniczym klimacie, więc postanowiłam spróbować.

Siedemnastoletnia Juli wraz z ojcem-pisarzem, który aktualnie cierpi na brak weny, udaje się na wyspę Martha's Vineyard,  gdzie  mają zamiar spędzić przerwę świąteczną. Jej tata liczy na to, że w warunkach jakie panują na wyspie odnajdzie wenę i w końcu dokończy swoją powieść, a przy okazji Juli będzie miała oko, na syna właściciela willi, od którego otrzymali zaproszenie. Od pierwszej chwili dziewczyna czuje dziwne przyciąganie do tajemniczego chłopaka, który całkiem niedawno stracił ukochaną narzeczoną Charlie. Okoliczności jej śmierci okazują się być tematem numer jeden na wyspie, gdzie prawie każdy ją znał. Juli postanawia dowiedzieć się jak najwięcej o tej sprawie, ale drążenie tematu może doprowadzić ją do szaleństwa. Czy dziewczynie uda się poznać tajemnice wyspy, zanim nieznane siły ją powstrzymają? Co oznaczają dziwne głosy, które Juli zaczyna słyszeć i czy to wszystko ma coś wspólnego z duchem Charlie?

Młodzieżówki dość często goszczą na mojej półce, jednak zawsze staram się je wybierać ostrożnie. W przypadku "Serca ze szkła" podobało mi się, że jest to bardziej thriller dla młodzieży, w dodatku z pewnym paranormalnym motywem. Podeszłam do tej książki bez większych oczekiwań, a moje odczucia podczas czytania dość często ulegały zmianie. Na początku byłam wręcz zafascynowana historią, gdyż uwielbiam jak akcja dzieje się na mrocznych i mglistych wyspach. W tym przypadku Juli trafia na Martha's Vineyard, gdzie wszystko jest owiane tajemnicą, począwszy od śmierci Charlie, po przepowiednie, klątwy i bardzo dziwne zachowanie jednego z ważniejszych bohaterów męskich czyli Davida. Ten wątek został ciekawie przedstawiony, jednak jak to zazwyczaj bywa, główne bohaterki potrafią zniszczyć całe dobre wrażenie o książce.

Postać Juli była niestety momentami okropnie irytująca, szczególnie to jak narzucała się Davidowi, po którym od samego początku było widać, że nie jest zainteresowany jej towarzystwem. Niestety dziewczyna wzięła sobie do serca swoje zadanie i biednego chłopaka zamęczała, aż w końcu musiał się poddać. I jak sama historia oraz pomysł autorki, bardzo mi się podobał, tak bohaterowie, których wykreowała byli momentami nie do zniesienia. Jeśli chodzi o pomysł na "Serce ze szkła" to autorka zaczerpnęła go z książki Daphne du Maurier pt. "Rebeka", głównie klątwę i duch Madeleine, który miał straszyć na wyspie, na której znajduje się bohaterka powieści. Samą "Rebekę" czyta Juli, która w pewnym momencie zaczyna czuć się jakby to ona była jedną z postaci stworzonych przez du Maurier. Bardzo mi się to spodobało i ciekawiło mnie, jak dalej potoczą się losy bohaterki, prześladowanej przez ducha kobiety w czerwonej sukience, która miała zmuszać zakochanych do skoku z klifu. Motyw ten przewija się prawie przez całą książkę, ale dopiero na końcu dowiadujemy się jak było naprawdę, przez co czytelnik cały czas trzymany jest w niepewności.

Wobec "Serca ze szkła" mam mieszane odczucia, chociaż w głównej mierze są one pozytywne. Z jednej strony pomysł autorki uważam za rewelacyjny, a klimat panujący na wyspie jaki stworzyła sprawia, że człowiek momentalnie chciałby schować się pod koc, co mi akurat odpowiada. Natomiast z drugiej, za nic nie mogłam się przekonać do Juli i Davida, przez ich zachowanie, które często było infantylne i denerwujące. Nie mogę jednak odmówić tej książce swoistego uroku i ciekawie poprowadzonego wątku kryminalnego, który bardzo miło mnie zaskoczył. Po zastanowieniu, stwierdzam, że znalazłam w tej książce więcej plusów niż minusów, dlatego polecam ją szczególnie młodzieży, która lubi ciekawe historie z dreszczykiem emocji.

1. Serce ze szkła  2. Serce w kawałkach


Za książkę bardzo dziękuję Pani Annie z Business&Culture!

niedziela, 20 lipca 2014

80. Ukryta Brama - Eva Völler

Tytuł: Ukryta Brama ♦ Autor: Eva Völler
Stron: 448 ♦ Seria: t. #3 ♦ Wydawnictwo: Egmont
Ocena: 5/6 

Seria Poza Czasem bardzo szybko trafiła na listę moich ulubionych. Podróże w czasie zafascynowały mnie od momentu gdy poznałam Trylogię Czasu Kerstin Gier. Później przyszła kolej na Evę Völler, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że podróże w czasie mogą być naprawdę interesujące. "Magiczna Gondola" czyli pierwszy tom tej serii akcję obsadzoną miał w przepięknej Wenecji, w drugim tomie czyli "Złotym Moście" razem z Anną i Sebastiano udaliśmy się do Paryża. Teraz przyszła kolej na "Ukrytą Bramę" czyli spotkanie w XIX wiecznym Londynie!

Nasi główni bohaterowie tym razem mają zadanie zupełnie inne niż dotychczas, a zarazem bardziej niebezpieczne. Udają się w przeszłość do Londynu, z początku nie mając pojęcia co ich tam czeka. Dopiero podczas pobytu tam, dowiadują się, że ktoś bardzo potężny, prawdopodobnie jeden ze Starców, ma zamiar zniszczyć wszystkie Bramy, przez które podróżnicy mogą przenosić się w czasie. Dla Obrońców Czasu takich jak Anna i Sebastiano, może to oznaczać tylko i wyłącznie kłopoty. Razem muszą stawić czoła niebezpieczeństwu i zdać się na własny instynkt by przeżyć i zapobiec katastrofie. Tym razem będzie to walka również o ich własne życie.

Zdecydowanie największym plusem tej serii jest zmiana miejsc akcji, w zależności od tomu. Uważam, że ten pomysł jest znakomity, dzięki temu zawsze możemy bliżej poznać dane miasta, zamiast ciągle czytać o jednym. To jest naprawdę świetna rzecz, tym bardziej podobał mi się ten tom, ponieważ rzecz odbywała się w Londynie, czyli moim ukochanym mieście. Świetnie było przenieść się do tego miejsca i to w przeszłość. Skoro już zaczęłam od zalet tej książki, to nie sposób nie wspomnieć o tym, że autorka zawsze szczegółowo i skrupulatnie opisuje zwyczaje jakie panowały w XIX wieku w danym miejscu. Piękne suknie, bale, dorożki czy też po prostu codzienne życie, zawsze jest przedstawione w rzeczywisty sposób. 

Tak właściwie, to nie znalazłam w niej większych minusów. Jedynie miałam wrażenie, że ta trzecia część za bardzo przypominała mi poprzednią. Niby wątek przewodni był całkowicie odmienny i Anna z Sebastianem mieli inne zadanie do wykonania, to i tak odczuwałam lekkie deja vu. Chociaż nawet i pomimo tego, książkę czytało mi się przyjemnie. Seria pani Völler, ma w sobie coś takiego, że nie sposób jej nie lubić. Bohaterowie są pierwszorzędni, chociaż relacje pomiędzy nimi już nie aż tak- mam tutaj na myśli wątek miłosny, który jak dla mnie jest za mało rozwinięty. Poza tym lekkość z jakim pisze autorka sprawia, że książkę czyta się w bardzo szybkim tempie. To także działa na jej korzyść, gdyż dzięki temu idealnie nadaje się ona na letnie wieczory.

To już trzeci tom serii o młodych Obrońcach Czasu, a historia napisana przez panią Evę nadal potrafi mnie zaciekawić. Jestem pewna, że osobom, którym "Magiczna Gondola" przypadła do gustu, ta część również się spodoba. Ja sama zastanawiam się co też będzie się działo w kolejnej części, ponieważ zakończenie "Ukrytej Bramy" było zaskakujące. Zapowiada się coś zupełnie nowego i nie mogę się doczekać by poznać dalsze losy Anny i Sebastiana. A Was zachęcam do zapoznania się z tą serią :)

Za książkę bardzo dziękuje wydawnictwu Egmont! 





W skład serii wchodzą:
1. Magiczna gondola 2. Złoty most 3.Ukryta brama

wtorek, 10 czerwca 2014

72. Spojrzenie Elfa - Katrin Lankers

Tytuł: Spojrzenie Elfa  Autor: Katrin Lankers
Stron: 351 Wydawnictwo: Dreams

Od zawsze lubiłam czytać książki o stworzeniach nie z tego świata. Z resztą cała moja fascynacja książkami zaczęła się od przygody z wampirami. Po tym, czytałam książki tylko i wyłącznie o podobnej tematyce. Dopiero około roku temu, zmieniłam, a raczej urozmaiciłam swoją biblioteczkę o książki z innych gatunków. Dawno nie czytałam czegoś o elfach, a kiedyś bardzo lubiłam o nich czytać. Także gdy pojawiła się okazja, by móc ponownie zagłębić się w historię o elfach, zrobiłam to bez zastanowienia. 

"Spojrzenie Elfa" opowiada historię szesnastoletniej dziewczyny Mageli -jest ona nastolatką, z typowymi problemami, z jakimi spotykają się dziewczyny w jej wieku. Jednak Mageli ma niesamowity talent do muzyki, wszyscy mówią o niej, że jest piękna, ale dziewczyna wciąż uważa siebie za przeciętną. Do tego ma spiczaste uszy, które od zawsze jej przeszkadzały i zasłaniała je długimi włosami. Zaczynają ją też nachodzić wątpliwości, czy na pewno żyje z biologicznymi rodzicami. Pewnego dnia, podczas spaceru po lesie Mageli napada dwójka podejrzanych mężczyzn, a ratuje ją tajemniczy chłopak o imieniu Erin. Jak się później okazuje jest to elficki książę, który sam nie wie dlaczego nagle znalazł się w świecie ludzi. Od tej pory Erin i Mageli spotykają się w snach, a więź między nimi zaczyna się pogłębiać. Niespodziewanie Erinowi przydarza się coś złego, a Mageli wierząc w swoje możliwości, wyrusza do krainy elfów, aby uratować księcia.

Na początku ciężko było mi się wczuć w fabułę powieści, była ona po prostu niezbyt ciekawa, ale jak się później okazało warto było czekać aż akcja się rozwinie. Gdy po jakimś czasie oswoiłam się ze stylem jakim pisze autorka, mogłam spokojnie cieszyć się z lektury. Jest to książka zdecydowanie dla młodszej młodzieży, myślę, że najbardziej odpowiednia dla osób poniżej piętnastego roku życia. Nie jest to lektura wymagająca, pióro autorki jest przyjemne, a jednocześnie język jakim się posługuje bardzo prosty, z tego względu uważam, że wymagający czytelnik mógłby się rozczarować. Mocną stroną książki jest świat w niej przedstawiony. Tutaj autorka mnie zaskoczyła, ponieważ kraina elfów- Enigmala, wymyślona przez panią Lankers, jest czarująca. Autorka pokazała życie elfów, oraz zmiany jakie w nim zaszły odkąd zaczął władać ich krainą zły Czarny Elf. To mi się bardzo podobało, ponieważ jak już wcześniej wspominałam, bardzo lubię takie magiczne klimaty, które tutaj jak najbardziej występowały.

Jest to książka dla osób, które lubują się lekkich lekturach, których głównym motywem są elfy. Powieść ta porusza też kilka ważnych kwestii, z którymi często młodzi ludzie borykają się w swoim życiu. Oprócz tego na uwagę zasługuje również szata graficzna książki, która jest naprawdę bardzo ładna. Takie książki, aż miło się czyta! Myślę, że młodszy czytelnik nie będzie zawiedziony "Spojrzeniem Elfa". Polecam!

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Dreams!

sobota, 4 maja 2013

53. Ostatnia spowiedź- Nina Reichter


Tytuł: Ostatnia spowiedź Tom I
Autor: Nina Reichter
Stron: 375
Wydawnictwo: Novae Res
Seria: Ostatnia spowiedź #1
Ocena: 3/6  5/10


Jak kocha ten, którego kochają tysiące

Był czas kiedy "Ostatnia spowiedź" była prawdziwym "hitem internetu" tak jak jest to napisane nawet na okładce. Wtedy wszędzie czytałam całą masę zachęcających recenzji, po których nie mogłam się doczekać aż sama na własnej skórze przekonam się o genialności tej oto książki. Jak na złość, nie miałam jak jej zdobyć, bo nawet z księgarni była wyprzedana! Kiedy wreszcie się doczekałam, mój entuzjazm był już mniejszy, ale zabrałam się do czytania ze sporymi oczekiwaniami.

"Bo gdy serce mówi, muzyka milknie, a słowa bledną..."

Bradin Rothfeld, to dziewiętnastolatek, którego na pewno nie można nazwać przeciętnym. Jest on bożyszczem wielu kobiet w całej Europie, które jednymi słowy za nim szaleją. Wracając z trasy koncertowej Brade spóźnia się na samolot i przez to czeka na lotnisku na kolejny lot, gdzie poznaje dziewczynę, o której na długo nie może zapomnieć.

Ally Hanningan, główna bohaterka książki, zaplątana jest w bardzo dziwny związek ze starszym od siebie facetem, którego wcale nie kocha,a jest z nim, głównie ze względu na swoją rodzinę. Już wkrótce dziewczyna ma się przeprowadzić do swojego, nowego domu we Francji, gdzie czeka ją nowe życie na własną rękę. Jej życie przewraca się do góry nogami gdy na lotnisku poznaje bruneta o ślicznych brązowych oczach. Chłopak jest zafascynowany osobą Ally, która nie ma bladego pojęcia, że rozmawia z gwiazdą rocka. Spędzają ze sobą noc na rozmowie i obydwoje czują do siebie więcej niż powinni, a przecież dobrze wiedzą, że już nigdy się nie spotkają. Chyba, że los będzie im sprzyjał...

Początek książki, o dziwo mi się podobał, ale potem było już tylko gorzej. Szczerze mówiąc jestem zdumiona, że trafiłam kolejny raz na książkę, którą zachwycają się dosłownie wszyscy oprócz mnie. Może z moim romantyzmem jest coś nie tak? Raczej nie, ale na "Ostatniej spowiedzi" bardzo się zawiodłam... Na dodatek, jeszcze zanim zaczęłam tą książkę, wyczytałam gdzieś, że była ona na początku fanowską opowieścią o zespole Tokio Hotel! :O Przez to zamiast Bradina widziałam Billa, a Toma hmm no właśnie imię nawet to samo, jako Toma z TH. Zdecydowanie zadziałało to u mnie na niekorzyść, chociaż o zgrozo, dobrych parę lat temu byłam nawet fanką tego zespołu.

Główna bohaterka Ally, to jedna z najbardziej denerwujących postaci z jakimi miałam do czynienia. Jak można zachowywać się tak jak ona? Jej zachowanie było nie do pomyślenia, nie wiem jak mogła być ciągle ze swoim facetem, który odrzucał mnie pod każdym względem, skoro mogła być szczęśliwa z Bradinem. Największa głupota z jaką się spotkałam, a jej powody były bezsensowne.
Bradin... owszem chłopak jak najbardziej zrobił na mnie pozytywne wrażenie, ale moim zdaniem był on za bardzo 'wspaniały'. Na każdym kroku tylko 'oh! ah!' na jego temat i nic poza tym, a przecież chyba nikt nie lubi aż tak wyidealizowanych postaci.

Język jakim jest napisana "Ostatnia spowiedź", jest godny uwagi. Szczególnie słowa na początku książki przyciągają uwagę gdyż są napisane wręcz poetyckim językiem. To mi się podobało, książka jest pod tym względem ciekawa i czytałoby się ją dobrze gdyby nie ta monotonna fabuła. Nie potrafiłam się wczuć w klimat opowieści i wręcz nie mogłam się doczekać kiedy zbliżę się już do końca, bo wszyscy pisali, że właśnie zakończenie jest niesamowite. Kolejna klapa i straszna głupota jak dla mnie. Nawet nie potrafiłam się przejąć takim finałem. Nie wiem dlaczego aż tak jestem nastawiona do tej książki, ale naprawdę miałam chyba za duże oczekiwania. Nie cierpię się zawodzić na książkach, ale widzę, że powinnam przestać się nastawiać na nie wiadomo co, za każdym razem, bo nic dobrego z tego nie wynika.

"Ostatnia spowiedź" nie przypadła mi do gustu. Nie wiem czy jest to kwestia gatunku czy może tego, że nie potrafiłam wczuć się w jej klimat i fabułę, która była dla mnie po prostu nudna i banalna. Zabrakło mi w niej jakiejś większej akcji, chociaż wiem, że nie jest to tego typu książka, a to chyba znak, że to nie jest mój gatunek. Jeżeli o mnie chodzi, to jej nie polecam, ale jakby nie patrzeć to wszystkim innym się podoba, więc może nie bierzcie mojej opinii do serca :)

czwartek, 7 lutego 2013

48. Magiczna gondola- Eva Völler

Tytuł: Magiczna gondola
Autor: Eva Völler
Tytuł oryginału: Zeiten Zauber. Die magische Gondel.
Stron: 463
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ocena: 5+/6 , 8/10


Wenecja. Promienie słońca. Szum wody. Gondole. Tajemnica i przygoda.

Bardzo lubię książki, w których jest motyw podróży w czasie. Do dziś bardzo miło wspominam Trylogię Czasu Kerstin Gier, od której tak naprawdę zaczęłam interesować się tym motywem. Ucieszyłam się gdy w prezencie dostałam "Magiczną gondolę", i nim się zorientowałam książka leżała już przeczytana.

17 letnia Anna przyjeżdża razem z rodzicami na wakacje do pięknej i słonecznej Wenecji. Dla dziewczyny zwiedzanie z rodzicami to nic innego, jak sama nuda. Gdy nadchodzi dzień wielkiego święta wenecjan Regata Storica, Anna wraz z rodzicami i nowo poznanymi znajomymi udają się nad kanał by móc podziwiać przypływające gondole. Wtedy wzrok dziewczyny przykuwa jedna gondola. Nie jest to zwyczajna czarna gondola tak jak powinno być przepisowo, ale ta gondola ma kolor czerwony. Dziwnym trafem Annie i jej rodzicom udaje się zająć jedno z lepszych miejsc przy samym kanale. Podpływa do nich czerwona gondola i nagle nadbiega do nich chłopak, który przypadkiem popycha Annę i razem wpadają do kanału, a potem dziewczyna zostaje wciągnięta na pokład owej gondoli. Świat przed oczami dziewczyny traci ostrość, następuje trzask i nagła jasność. Tak dziewczyna budzi się z omdlenia, tylko coś jej się nie zgadza... Dlaczego nagle wylądowała w... 1499 roku?

„Możliwości nie było zbyt wiele. Na ile mogłam to ocenić - najwyżej cztery. 
Raz: byłam martwa i znalazłam się w ogniu piekielnym. Dwa: ktoś mnie nafaszerował narkotykami. Trzy: to jakiś film. Cztery: zwariowałam.”

Anna zdaje sobie sprawę, że odkąd wkroczyła na pokład czerwonej gondoli, jej życie diametralnie się zmieni. Dziewczyna od teraz znajduje się w XV wiecznej Wenecji, i nic nie wskazuje na to żeby sytuacja miała się zmienić. Zostaje wciągnięta w wir wydarzeń, o których nie ma bladego pojęcia, a tajemniczy Sebastiano nie jest skłonny do wyjaśnień. Zagubiona Anna po jakimś czasie dowiaduje się, że ma arcy ważne zadanie do wykonania, a jej powrót do swoich czasów nie będzie możliwy jeśli go nie wypełni.

"Magiczną gondolą" jestem kompletnie oczarowana! Wspaniały klimat panujący w książce, świetnie wykreowani i zabawni bohaterowie, XV-nasto wieczne zwyczaje, bale, maski i stroje. Wszystkie te elementy zgrane są w jedną, fantastyczną całość. Dawno nie miałam takiej przyjemności z czytania książki. Akcja rozpoczyna się już od pierwszej strony, pani Völler nie przedłuża, i od razu wciąga czytelnika w wir wydarzeń. Na taką książkę czekałam! "Magiczna gondola" jest o tyle dobrą książką, może dlatego, że autorka jest prawdziwą znawczynią Wenecji. Dzięki temu, możemy dowiedzieć się wielu rzeczy o tym mieście i jego obyczajach. Opisy są realistyczne, wąskie i ciemne uliczki nadają książce niezwykłego klimatu, i to właśnie dlatego możemy poczuć się jakbyśmy razem z Anną zwiedzali nie tylko XXI-wieczną Wenecję, ale także tą renesansową.

Kolejnym plusem, jest zdecydowanie język jakim posługuje się pani Eva. Książka skierowana jest głównie do młodzieży, i jest to wyczuwalne w wielu zabawnych dialogach. Główna bohaterka jest postacią bardzo sympatyczną i chyba nie da się jej nie polubić. Często śmiałam się przy czytaniu, ale były też momenty "grozy" gdzie trzymałam kciuki aby bohaterom się udało. Znalazłam też kilka minusów. Największym okazał się chyba wątek miłosny. No cóż, o tym za wiele nie da się powiedzieć, bo taki wątek jest, ale znikomy i właściwie przypadkowy. Pojawia się nagle, nie wiadomo skąd, bo w zasadzie ta para prawie się nie zna, nie rozmawia ze sobą i uwaga bum! Wielce zakochana para. Szkoda i to bardzo, że autorka go nie dopracowała. Gdyby poświęciła mu więcej czasu, książka byłaby o wiele lepsza. A tak, zajmujemy się samą akcją, natomiast wątek miłosny jest zapomniany i co gorsza całkiem niedorzeczny.

Mimo, że książka czasami wydaje się banalna, a niektóre sytuacje są naciągane i dość przewidywalne, ja dobrze się bawiłam czytając ją. Przeczytałam ją w bardzo szybkim tempie, chociaż to może być po części wina ogromnej czcionki, ale i tak przy "Magicznej gondoli" czas się zatrzymuje. Podobał mi się sposób w jaki pani Völler ukazała podróż w czasie. Z takim się jeszcze nie spotkałam, i uważam, że był to ciekawy pomysł. Po skończeniu jej zastanawiałam się czy wyjdzie kolejna część, wydawało mi się, że nie bo w sumie zakończenie było powiedzmy idealne, a tu gdy szukałam jej zagranicznych okładek, wypatrzyłam, ( na niemieckiej stronie, więc nie pewna czy dobrze rozumiem :D) że chyba będzie druga część i tym razem akcja będzie dziać się w Paryżu! A z resztą sami zobaczcie: link. Tymczasem zachęcam każdego kto lubi książki tego typu do przeczytania "Magicznej gondoli" bo można przy niej naprawdę miło spędzić czas. Polecam!


„-Zaraz będziesz mogła pójść, ale muszę znać twoje imię, a także  
miejsce, w którym mieszkasz. 
-Nazywam się Hannah Montana. 
-A gdzie mieszkasz? 
-Przy kanale Disneya.”

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Czytam fantastykę". 



piątek, 6 kwietnia 2012

16. Zieleń szmaragdu - Kerstin Gier

Tytuł: Zieleń szmaragdu
Autor: Kerstin Gier
Stron: 450
Seria: Trylogia Czasu

Po wspaniałej "Czerwieni rubinu" i równie niesamowitym "Błękicie szafiru"
nadszedł czas na "Zieleń szmaragdu"!
W ostatniej części pożegnaliśmy się z Gwen w wyjątkowo smutnym
nastroju, dziewczyna bowiem ma złamane serce. Na tygodniowe rozpaczanie nie
może sobie jednak pozwolić, musi wziąć się w garść bo przed nią 
dużo wyzwań. W trzeciej części Trylogii Czasu Gwendolyn musi stawić czoła
nowym trudnościom. Hrabia de Saint Germain pragnie władzy i nieśmiertelności, knuje
coraz to nowe intrygi i podstępy oraz chce doprowadzić do jak najszybszego 
zamknięcia kręgu dwanaściorga. Czy Gwendolyn razem z przyjaciółką i Gideonem
rozwiążą zagadkę chronografu? Jaki sekret kryje hrabia ? Co mogą oznaczać
przepowiednie, które tyczą się przede wszystkim rubinu ?
Odpowiedzi znajdziecie w książce, którą
pokochałam dosłownie "od pierwszego wejrzenia".

 „Właściwie to dziwne, że złamane serce w ogóle jeszcze może bić”

"Zieleń szmaragdu" jest chyba jeszcze lepsza od poprzednich części, o ile to 
w ogóle możliwe. Utwierdziłam się w przekonaniu, że Trylogia Czasu to zdecydownie
moja ulubiona seria. Podczas czytania, minęły godziny, a ja i tak nie zauważyłam
upływającego czasu. Kompletnie wciągnęłam się w tą powieść i nie mogłam
oderwać oczu od kartek. Akcja jest dynamiczna, a czytelnik nie ma chwili 
odpoczynku bo ciągle coś się dzieje.

„... W rzeczywistości serca są zrobione z całkiem innego materiału. 
Chodzi o materiał bardziej znacznie bardziej plastyczny i nietłukący, który zawsze odzyskuje swój pierwotny kształt. Wykonany według tajnej receptury. Marcepan!”

Nie mogę uwierzyć, że to koniec tej trylogii, chciałabym czytać i czytać dalej
o losach Gwen i Gideona, których z całego serca pokochałam. Kerstin Gier, napisała
fantastyczną powieść, w której nie zabrakło dużej dawki humoru, błyskotliwych
dialogów i ciętych ripost mojej wspaniałej Gwen. 

Jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni kontynuacją Trylogii Czasu. 
Mogę jeszcze dodać, że będę strasznie tęsknić za Gwen ,Gideonem, Leslie i oczywiście
nie mogłam pominąć Xemeriusa, który potrafił rozbawić mnie do łez swoimi 
przemyśleniami. Na pewno szybko wrócę do tej serii. Mam też nadzieję, że pani Gier
napisze kolejną cudowną serię, która tak bardzo mi się spodoba jak ta, tylko 
jeśli można to bym poprosiła taką na 10 tomów (oczywiście utrzymanej na wysokim
poziomie) żebym nie musiała się martwić, że tak szybko ją skończę. :)

Podsumowując polecam ją KAŻDEMU, jest ona tak niesamowita, że
nadal moje serce bije zdecydowanie za szybko chociaż przeczytałam ją 
godzinę temu, a moje emocje nadal nie opadły. Może żeby tak nie słodzić to jakiś
minus bym znalazła? Jest jeden, otóż Trylogia Czasu jest dla mnie za krótka, chociaż
może to i dobrze, że autorka na siłę niczego nie wymyślała.. W każdym bądź razie
jestem zachwycona, sięgnę po nią nie raz i nie będę już nic więcej pisać bo słowa
i tak nie są w stanie opisać mojej miłości do niej! :)
Jednym słowem: Polecam!

Ocena: 6+/6