Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2018

173. Władca Cieni - Cassandra Clare


Tytuł: Władca Cieni
Autor: Cassandra Clare
Seria: Mroczne Intrygi #2
Stron: 848
Wydawnictwo: MAG

Osoby, które śledzą mojego bloga od dawna, wiedzą że jedną z moich ulubionych autorek jest Cassandra Clare. Zdarzały jej się lepsze i gorsze momenty w twórczości, szczególnie ostatnio, ale seria Mroczne Intrygi podobała mi się od samego początku. Teraz w końcu po długim oczekiwaniu mogłam zabrać się za drugi tom przygód Nocnych Łowców z Los Angeles.

Emma zrobiła wszystko aby Julian uwierzył, w to że nigdy nie będą dla siebie kimś więcej niż parabatai. Wiedziała, że złamie mu to serce, jednak alternatywa byłaby dla nich obojga znacznie gorsza. Miłość między parabatai jest zakazana i może przynieść śmiertelne skutki, stąd taką decyzję podjęła młoda Nocna Łowczyni. Niestety nie jest to jej jedyny problem. Nad Instytut w Los Angeles nadciągają czarne chmury, a jego mroczne tajemnice wychodzą na jaw. Ich ostatnią deską ratunku może być Czarna Księga Umarłych, którą każdy pragnie dostać w swoje ręce. Emma wraz z Cristiną i Julianem wyruszą do krainy Faerie by razem z Markiem odnaleźć magiczną księgę. Tam spotka ich wiele niespodzianek i niebezpieczeństw, z królową Jasnego Dworu na czele.

Mimo iż czytanie tego tomu zajęło mi dużo czasu przez ogrom obowiązków, to i tak mogę śmiało przyznać, że "Władca Cieni" spełnił moje oczekiwania. Po tym tomie spodziewałam się oczywiście rozwinięcia wątku zakazanej miłości między Emmą i Julianem- co w pewnym sensie dostałam, a także rozbudowanej i szybkiej akcji. Podobało mi się to, że autorka pokazała również świat Faerie, który do tej pory nigdy nie był tak szeroko przedstawiony, co na pewno zasługuje na plusa ode mnie. Oczywiście zdarzały się też momenty wolniejsze, ale jakby nie patrzeć taki odpoczynek od pędzącej akcji też był przydatny. Kolejnym dużym atutem "Władcy Cieni" była bez wątpienia jego nieprzewidywalność. Zazwyczaj z książkami Clare tak właśnie jest, ale wydaje mi się, że w tym przypadku autorka przeszła samą siebie. Jak to z zaskoczeniami bywa, raz są dobre a raz złe, co można było tutaj zaobserwować.

We "Władcy Cieni" przewija się mnóstwo bohaterów. Nadal istotną rolę odgrywają tu Emma i Julian, ale autorka przybliża czytelnikowi postać Kita - zaginionego Herondale'a. Z bólem serca przyznaję, że jego osoba w żaden sposób mnie do siebie nie przekonała, przez co czytanie rozdziałów z jego udziałem było dla mnie odrobinę męczące. Tak jak w przypadku "Pani Nocy" swoje pięć minut mieli również Clary i Jace z "Darów Anioła", a także Alec i Magnus. Nie miałam powodów, żeby na to narzekać, jednak można było zauważyć, szczególnie w przypadku Clary i Jace'a, że z upływem lat zmienili się i dojrzeli. Mam nadzieję, że w następnej części, również będziemy mieli okazje do wglądu w ich życie.

Podsumowując "Władca Cieni" to dobra kontynuacja, ale nadal będę obstawiała przy tym, że "Pani Noc" była odrobinę lepsza. Niemniej jednak uważam, że jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana świata Nocnych Łowców. Polecam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MAG

sobota, 21 października 2017

172. Podtrzymując wszechświat - Jennifer Niven


Tytuł: Podtrzymując wszechświat
Autor: Jennifer Niven
Stron: 402
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ocena: 5/6
Fragment powieści: LINK

Kilka miesięcy temu miałam okazję przeczytać "Wszystkie jasne miejsca", czyli poprzednią powieść autorki. Pamiętam, że wzbudziła ona we mnie całą masę uczuć, a po jej skończeniu miałam prawdziwego książkowego kaca i nie mogłam przestać myśleć o bohaterach, z którymi zdążyłam się zżyć. Gdy tylko dowiedziałam się o nowej powieści Jennifer Niven, oczywiście musiałam ją poznać. Czy była równie dobra jak poprzednia, albo może lepsza?

O Libby Strout słyszał prawie każdy. To była przecież "najgrubsza nastolatka w Ameryce", którą kiedyś wyniesiono z domu dźwigiem. Jednak oprócz jej ojca, nikt tak naprawdę nie zna Libby, ani nawet nie próbuje tego zmienić. Dziewczyna jest postrzegana jedynie poprzez pryzmat swojej wagi, a chyba nie ma nic bardziej krzywdzącego od tak powierzchownej oceny. Teraz Libby jest na dobrej drodze do zmiany swojego życia, a przede wszystkim ma już dość siedzenia zamknięta w czterech ścianach i postanawia wrócić do szkoły. To będzie dla niej prawdziwe wyzwanie.

Jack Masselin to chłopak, którego wszyscy znają i darzą sympatią. Na pozór wyluzowany i lekko arogancki nastolatek, który w głębi duszy skrywa pewien sekret. Cierpi on na rzadką chorobę mózgu zwaną prozopagnozją, której objawem jest niemożność rozpoznawania twarzy. Jack codziennie rano na nowo musi poznawać swoją twarz, a także bliskich mu osób. Jakby życie nastolatka nie było wystarczająco trudne, chłopak stara się jak może by nie wyróżniać się z tłumu i uchodzić za "normalnego", gdyż boi się tego, jak ludzie zareagowaliby na wieść o jego niespotykanej chorobie.

Ścieżki Libby i Jacka przetną się po raz kolejny za sprawą pewnej okrutnej zabawy. Co niektórym wydawało się śmieszne, stało się krzywdzące dla innych. Jednak to doświadczenie nauczy tę dwójkę kilku ważnych życiowych lekcji, a przede wszystkim pozwoli im odkryć prawdziwych siebie.

Najnowsza powieść Jennifer Niven jest zdecydowanie inna niż ostatnia, którą czytałam, jednak z obu można wynieść wiele dobrego. "Podtrzymując wszechświat" to na pozór kolejna książka młodzieżowa o nastolatkach z problemami, ale przecież jeśli czegokolwiek się z niej dowiedziałam, to właśnie tego by nie oceniać po pozorach. Jest to chyba najważniejsza lekcja, jaką każdy powinien poznać i wdrożyć w swoje życie. Bo ta historia to coś zdecydowanie więcej niż może się wydawać. Otworzyła nie tylko moje oczy, ale także serce. Przekonała mnie, że każdy ma swoją historię i rzeczy, z którymi się zmaga, ale nie zawsze decyduje się nimi dzielić, o czym powinniśmy pamiętać zanim kogoś zbyt pochopnie ocenimy.

Myślę, że największymi atutami tej książki są jej bohaterowie, a w szczególności Libby i Jack. Autorka postanowiła podzielić narrację pomiędzy nich, dzięki czemu możemy dokładnie wczuć się w ich sytuacje. Polubiłam ich oboje, jednak postać Libby skradła moje serce. Mimo młodego wieku wycierpiała wiele, a do tego na każdym kroku ludzie wytykają jej tuszę, jakby to właśnie ona ją definiowała. Libby oczywiście czuje się dotknięta obelgami, ale nie daje im wygrać. Zna swoją wartość i wie, że jeśli tylko chce, może osiągnąć wszystko o czym marzy. Taka postawa naprawdę skłoniła mnie do myślenia i pewnej zmiany poglądów.

"Podtrzymując wszechświat" to piękna historia o szukaniu siebie, ale także o szeroko pojętej akceptacji. Myślę, że gdyby więcej osób się z nią zapoznało i wzięło przykład z Libby Strout to świat byłby chociaż odrobinę lepszym miejscem. Bardzo Was zachęcam do lektury!

Za egzemplarz bardzo dziękuję Forever Young Books
(Wyd. Bukowy Las)

środa, 21 czerwca 2017

168. Królestwo Kanciarzy - Leigh Bardugo


Tytuł: Królestwo Kanciarzy
Autor: Leigh Bardugo
Seria: Szóstka Wron #2
Stron: 579
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 7/10

"Strach jest jak feniks: choćbyś tysiąc razy widziała jak spłonął, zawsze wróci."

Od premiery "Szóstki Wron" zauważyłam, że z książkami Leigh Bardugo niektórzy mają mały problem i nawet najbardziej pozytywne recenzje nie potrafią ich przekonać do poznania jej nowej serii. Wiem też, że jest bardzo wiele osób, które pokochały jej twórczość i zawzięcie czytają wszystko co wyjdzie spod jej pióra. Próbuję się jakoś przyporządkować do którejś z grup, ale wydaje mi się, że w tym przypadku nic nie jest tylko czarne i białe. Przede wszystkim znam tylko tą serię Bardugo, natomiast Trylogii "Grisza" jeszcze nie czytałam, chociaż zdecydowanie jestem skłonna dać jej szansę. Dzisiaj jestem po lekturze drugiego tomu "Szóstki Wron" i muszę przyznać, że ten tom był chyba nawet lepszy od pierwszego.

Po dokonaniu niemożliwego, Kaz Brekker i jego ekipa powinni świętować swój sukces z milionami kruge w kieszeni. Niestety mimo tego, że ich akcja w Lodowym Dworze się udała, zostali oszukani przez swojego zleceniodawcę Jana Van Ecka. Zostali bez funduszy, osłabieni jako drużyna i do tego w dużym niebezpieczeństwie. Tym razem chodzi o coś dużo ważniejszego niż pieniądze, w grę wchodzą życia ludzi i niedokończone porachunki. Wrony muszą trzymać się razem, ale czy uda im się dokonać zemsty i odzyskać to, co do nich należy?

Wydawało mi się, że "Szóstka Wron" nie powinna mieć kontynuacji, ponieważ historia jaką przedstawiła autorka, spokojnie mogłaby się skończyć na jednym tomie. Jednakże zakończenie jakie wymyśliła Bardugo nie pozostawiało złudzeń- musi być coś więcej. Myśląc o tym teraz, dochodzę do wniosku, że to był dobry manewr, ponieważ autorka miała jeszcze sporo do przekazania o Wronach. Ten tom podobał mi się chyba bardziej, dlatego, że poznani przeze mnie bohaterowie w "Szóstce Wron", tutaj mieli jeszcze dużo do zaoferowania. Trzeba przyznać, że postaci jest tutaj sporo, ale na szczęście każdy z nich ma po kilka swoich rozdziałów, a więc udało mi się poznać ich jeszcze lepiej.

Cieszę się, że moje obawy o to, że "Królestwo Kanciarzy" będzie naciągane, się nie spełniły. Leigh Bardugo po raz kolejny stworzyła przemyślaną i spójną historię, która naprawdę wciąga do swojego świata. Jak zwykle byłam zachwycona kreacją bohaterów, ale na uwagę zasługuje tu również język i styl autorki, która odpowiednio dozowała dawkę humoru i sarkazmu, pomiędzy smutnymi momentami, które przecież nieustannie towarzyszyły bohaterom.

Podsumowując, swoją przygodę z duologią Szóstka Wron uważam za udaną. Zdecydowanie była ona pełna wrażeń i przeróżnych emocji, a przecież o to właśnie w literaturze chodzi. Jeśli szukacie dobrej lektury, która zapewni Wam porządną rozrywkę, to zapewniam, że Szóstka Wron to zrobi. Polecam serdecznie, a mi pozostaje już tylko zabranie się za trylogię Grisza, co na pewno poczynię.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG

środa, 3 maja 2017

167. Opowieści z Akademii Nocnych Łowców - Cassandra Clare i inni



Tytuł: Opowieści z Akademii Nocnych Łowców
Autorzy: C. Clare, S. Rees Brennan, M. Johnson, R. Wasserman
Stron: 654
Wydawnictwo: MAG


Książki Cassandry Clare od wielu lat należą do grona moich ulubionych. Pierwsze tytuły czytałam będąc w gimnazjum, a Świat Nocnych Łowców tak mnie wciągnął, że nawet teraz będąc na studiach wracam do bohaterów, których poznałam siedem lat temu. Z jednej strony cieszę się, że dzięki nowym historiom tak naprawdę nigdy nie musiałam się żegnać z ulubionymi postaciami, a z drugiej zastanawiam się, czy nowe opowieści mają sens?

"Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" opowiadają losy Simona Lewisa niedługo po wydarzeniach z ostatniego tomu Darów Anioła, czyli "Miasta Niebiańskiego Ognia". Simon to postać, która na przełomie sześciu tomów serii przeszła ogromną przemianę zarówno fizyczną jak i psychiczną. Mieliśmy okazję go poznać jako wielkiego fana gier wideo i filmów science-fiction, który był najlepszym przyjacielem Clary. Jednak Simon z pierwszego tomu, a z ostatniego, to skrajnie różne postaci. Chłopak zdążył zostać wampirem, a przy okazji uratować świat razem z resztą przyjaciół. Teraz stracił pamięć i nie przypomina sobie wydarzeń do kilku lat wstecz, a poza tym nie jest już wampirem. Lewis nie może sobie poradzić z emocjami wiążącymi się z oglądaniem twarzy ludzi, którzy byli kiedyś jego przyjaciółmi, a teraz wydają mu się zupełnie obcy. Słuszną opcją wydaje mu się zostanie Nocnym Łowcą, dlatego wybiera się do Akademii w Idrisie, gdzie być może uda mu się odnaleźć siebie i odzyskać utracone wspomnienia.

Chciałabym zacząć od tego, że nie jestem wielbicielką opowiadań, chociaż dla Clare robię wyjątki i sięgam po nie w ciemno. Tak właśnie było w przypadku "Kronik Bane'a", które ostatecznie mi się spodobały. Tutaj podeszłam do lektury z pozytywnym nastawieniem i bez żadnych obiekcji. Niestety "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" lekko mnie rozczarowały. Wydaje mi się, że problemem było mieszanie wielu różnych wątków innych postaci takich jak Robert Lightwood, Helen Blackthorn, a co było dla mnie zaskoczeniem nawet Tessy Grey i jej syna. Każdy rozdział był jakby zupełnie nową historią, a do tego napisaną w innym duecie, co było trochę dezorientujące. Brakowało mi w tej książce większej ciągłości wydarzeń, ale zdaję sobie sprawę, że są to opowiadania, które mają to do siebie, że taka będzie ich konstrukcja, aczkolwiek w ogólnym rozrachunku, książka mi się podobała i nie żałuję, że po nią sięgnęłam.

Osobiście wolałabym, żeby historia Simona Lewisa nie była przedstawiona w formie opowiadań, ale mimo tego, czytało mi się je przyjemnie, a dzięki nim poznałam kilka ciekawych historii o innych, znanych Nocnych Łowcach. "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" to ciekawy dodatek dla każdego fana serii Cassandry Clare, zwłaszcza, że zawsze miło jest powrócić do ukochanych bohaterów i przy okazji poznać ich dalsze losy. Polecam!

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG

wtorek, 7 marca 2017

166. Zakazane życzenie - Jessica Khoury


Tytuł: Zakazane życzenie
Autor: Jessica Khoury
Stron: 376
Wydawnictwo: SQN
Ocena: 7/10

"Nie można wybrać swojego losu, ale można wybrać, kim staniemy się za jego sprawą."

Jako dziecko uwielbiałam wszelkiego rodzaju baśnie i opowiadania. Jedną z moich ulubionych była "Baśń Tysiąca i jednej nocy", dlatego wiedziałam, że muszę dostać w swoje ręce "Zakazane życzenie", które jest historią Aladyna opowiedzianą na nowo. Zapowiadała się prawdziwa uczta wyobraźni dla takiego mola książkowego jak ja!

Znany złodziejaszek Aladyn otrzymuje misję do wykonania. Ma wykraść pewien wyjątkowy pierścień z rąk księcia, ale nie spodziewa się, że moc owego przedmiotu doprowadzi go do jeszcze cenniejszej zdobyczy. Od wieków wśród mieszkańców Parthenii krążyły pogłoski o lampie i uwięzionym w niej dżinie, jednak nikt łącznie z Aladynem nie dawał temu wiary. Było tak do momentu, gdy ów chłopak odnalazł lampę wraz z dżinem, który obiecał spełnić jego trzy życzenia.

W powieści Khoury dżinem jest kobieta - Zahra, która pięćset lat temu zdradziła swoją ludzką przyjaciółkę Roszanę i po latach więzienia w lampie, nareszcie zostaje przywołana przez Aladyna. Teraz pozostaje jej tylko czekać aż chłopak wypowie trzy życzenia i z powrotem wyląduje w magicznym naczyniu. Jednakże gdy wielki król wszystkich dżinów Nardukha dowiaduje się o uwolnieniu Zahry, proponuje jej układ nie do odrzucenia. Dziewczyna ma uwolnić jego syna Zhiana z pałacu, a w zamian odzyska wolność. Stawka jest olbrzymia, zwłaszcza, że niewywiązanie się z umowy oznacza dla mieszkańców Parthenii i samego Aladyna zagładę. Czy Zahrze uda się uwolnić Zhiana i ochronić mieszkańców przed gniewem samego Szajtana?

Chciałabym przede wszystkim wyrazić swój zachwyt nad okładką tej książki, gdyż niewątpliwie jest to jedna z piękniejszych jakie posiadam w swojej biblioteczce. Cudowna oprawa i złote zdobienia od razu przyciągnęły mój wzrok. Nie inaczej było z samą treścią książki, która okazała się być niesamowitą przygodą w baśniowym klimacie. Był to dla mnie powrót do przeszłości, ale oczywiście w zmienionej formie co odebrałam bardzo pozytywnie. Podobał mi się styl autorki, która w plastyczny sposób przedstawiła magiczny świat Aladyna. Narratorem powieści nie był jednak on, ale dżin, co również było ciekawym zabiegiem. Bohaterów polubiłam od razu, nie tylko znanego mi już księcia złodziei, ale również Zahrę, która mimo tego, że w swoim długim życiu popełnia kilka błędów, za które słono zapłaciła, to nadal pozostała odważną, silną i przede wszystkim zdolną do uczuć kobietą-dżinem.

"Zakazane życzenie" to świetny retelling "Baśni tysiąca i jednej nocy", który urzekł mnie od samego początku. Autorka miała ciekawy pomysł na odnowienie tej wspaniałej baśni i moim zdaniem bardzo dobrze jej to wyszło. Książka o nieustannie toczącej się walce dobra ze złem, sile przyjaźni, a także miłości - chociażby tej zakazanej. Lektura "Zakazanego życzenia" to była dla mnie prawdziwa przyjemność i mam nadzieję, że w Waszym przypadku będzie tak samo. Gorąco polecam!

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu SQN

niedziela, 13 listopada 2016

162. Ogień za ogień - J. Han & S. Vivian



Tytuł: Ogień za ogień
Autorki: Jenny Han & Siobhan Vivian
Seria: tom #2
Stron: 487
Wydawnictwo: Feeria young


Po przeczytaniu pierwszej części z tej serii byłam bardzo ciekawa jej kontynuacji, gdyż powieść zakończyła się w bardzo ciekawym momencie. Z drugiej strony, miałam też swoje obawy przed lekturą, ponieważ nie wiedziałam czy autorkom uda się utrzymać wysoki poziom, tak jak to było przy lekturze książki "Ból za ból". Czyżby druga część miała być powtórką z rozrywki?

Plan Kat, Lillii i Mary był idealny, a w drodze do jego wykonania nie powinny pojawić się żadne komplikacje. Niestety nie wszystko poszło jak po maśle. Wrogowie zostali ukarani za swoje przewinienia, jednak Bal Absolwentów nie przebiegł po myśli dziewcząt. Chociaż najważniejsze, że plan został zrealizowany i sprawiedliwości stało się zadość. Teraz przyjaciółki mogą poczuć smak zwycięstwa. Sojusz między Kat, Lillią i Mary nadal trwa, a to oznacza, że mogą posunąć się jeszcze dalej i definitywnie rozliczyć się z fałszywymi chłopakami i "przyjaciółkami". Czy dziewczynom uda się zrealizować plan zemsty na kolejnej osobie bez poważniejszych konsekwencji?

Już przy okazji recenzowania pierwszej części serii, podkreślałam, że jest to opowieść ku przestrodze. Trzy dziewczyny, które wcześniej nie miały ze sobą nic wspólnego, nagle postanawiają połączyć swoje siły i wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Czy to nie brzmi jak zły plan? Może zależy to od punktu widzenia, chociaż według mnie szukanie zemsty w taki sposób, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Aczkolwiek zważywszy na to, że jest to książka, która z założenia ma dostarczyć rozrywki, jestem zdecydowanie na tak. Dziewczyny do tej pory wykonały część planu i teraz zależy im, a w szczególności Mary, która jest najbardziej pokrzywdzona, na dalszej zemście. Tym razem mają zamiar trafić prosto w serca swoich wrogów. Decyzje, które podejmą mogą je bezpowrotnie odmienić, a także dotknąć postronne osoby.

Książka "Ogień za ogień" jest w bardzo podobnym tonie co poprzedniczka, ale można zauważyć tu parę zmian. Przede wszystkim autorki przybliżają nam obraz poszczególnych bohaterek, czego nie zrobiły tak szczegółowo w pierwszym tomie. Możemy się dowiedzieć wielu istotnych faktów z życia bohaterek, co zdecydowanie pomaga lepiej zrozumieć ich chęć zemsty. Dodatkowo został tu wpleciony wątek paranormalny, który prawdę mówiąc nie został wyjaśniony do końca. Może w trzeciej części autorki rzucą światło na tę sprawę i bardziej ją rozwiną. Oprócz tego mamy okazję lepiej poznać pozostałych bohaterów, a zwłaszcza Reeva czyli jednego z czarnych charakterów, który przy bliższym poznaniu wcale nie okazuje się taki zły.

Książkę czytało mi się przyjemnie, ale lekturę pierwszego tomu wspominam trochę lepiej. Może to przez powtarzające się wątki i ciągłą chęć zemsty bohaterek, która mimo, że jest centrum fabuły, to czasami bywała męcząca. Reasumując jest to ciekawa historia dla nastolatek, bo porusza ona tematy, które mogą je najbardziej zainteresować dlatego ją im polecam, a także wszystkim osobom, którym spodobał się pierwszy tom.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Feeria young! :)

wtorek, 1 listopada 2016

161. Nie poddawaj się - Rainbow Rowell


Tytuł: Nie poddawaj się (ang. Carry On)
Autor: Rainbow Rowell
Stron: 507
Wydawnictwo: Harper Collins
Ocena: 4/6

Simon Snow był dość szczególną postacią w "Fangirl". Jego wątki pojawiały się na przemian z główną akcją książki i były jedynie dodatkiem, pewnym urozmaiceniem. Będąc kompletnie szczerą, nie za bardzo mnie te wątki interesowały, wolałam się raczej skupić na Cath i jej potyczkach. Oczywiście, jest tu pewne "ale", mianowicie osobna powieść o Simonie i jego misji to już zupełnie coś innego! Tego nie chciałam odpuścić, ponieważ lubię wszelkie fantastyczne historie, a poza tym twórczość Rowell nie była mi obca, więc mogłam spodziewać się tylko i wyłącznie świetnej lektury.

Simon Snow jak co roku, nie może się doczekać powrotu do Szkoły Czarodziejów w Watford. Tym razem będzie jednak inaczej, gdyż jest to jego ostatni rok nauki. Mimo tego Simon wcale nie czuje, że wie o magii wystarczająco dużo. Chłopak wciąż nie może zrozumieć jakim cudem to on jest przepowiedzianym wiele lat temu Wybrańcem, który zbawi świat od złego Szarobura, skoro nie potrafi nawet użyć różdżki, a co dopiero zapanować nad ogromną mocą, którą posiada. To go przerasta, a jedyny człowiek, który może mu pomóc, jego mentor Wielki Mag znika ze szkoły. Simonowi wiele rzeczy zwala się na głowę, zrywa z nim dziewczyna, z którą planował przyszłość, a także jego mroczny i  złowieszczy współlokator Baz nie pojawia się przez pierwsze miesiące w szkole. Dla Snowa oznacza to, że zapewne kombinuje on za jego plecami jak go wykończyć...

Zaczynając lekturę tej książki, byłam lekko zdziwiona. Przede wszystkim w oczy ogromnie rzucały mi się wszelkie podobieństwa do "Harry'ego Pottera", którego kocham całym sercem. "Nie poddawaj się" jest kolejną książką o Wybrańcu. Postaci, która ma zbawić świat przed czarnym charakterem. Zapewne kojarzycie ten motyw, gdyż jest on popularny, a dla mnie w pierwszym odruchu kojarzy się właśnie z Potterem. W książce Rowell można doszukiwać się wielu podobieństw, jednak czytając ją starałam się to rozgraniczyć i za bardzo o nich nie myśleć. Dzięki temu mogę stwierdzić, że "Carry On" to ciekawa książka, o więzach przyjaźni, rodzinnych i oczywiście o czarodziejach walczących ze złem. 

"Nie poddawaj się" czytało mi się przyjemnie, a autorce nie raz udało się mnie zaskoczyć zwrotami akcji, czy też samym zakończeniem, które robi wrażenie. Polubiłam bohaterów jej powieści, a także sam styl, który jak zwykle u Rowell jest lekki i niewymagający, ale za to miły w odbiorze. Jestem świadoma, że nie będzie to dobra lektura dla każdego. Wiem, że są osoby, dla których podobieństwa do innych książek o czarodziejach mogą wydawać się zbyt rażące, a wątki homoseksualne trochę przeszkadzać. Ja nie miałam z tym problemu, chociaż przyznam, że niektóre inspiracje były zbyt widoczne. W każdym razie, mi się książka spodobała, ale Wy sami zdecydujcie czy będzie to odpowiednia lektura dla Was.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!

piątek, 15 lipca 2016

158. Przekroczyć granice - Katie McGarry

Tytuł: Przekroczyć granice Autor: Katie McGarry 
Stron: 488 Wydawnictwo: Muza

Przy wyborze kolejnych lektur staram się nie ograniczać co do jednego gatunku, lecz próbować nowości i odkrywać nowych ulubieńców. Odkąd po raz pierwszy sięgnęłam po powieść z nurtu New Adult, wiedziałam, że nie będzie to mój ostatni raz. Ucieszyłam się, gdy dowiedziałam się o nadchodzącej premierze książki z tego gatunku autorstwa Katie McGarry, o której wcześniej słyszałam wiele pozytywnych opinii. Czy "Przekroczyć granice" jest faktycznie tak dobra jak o niej mówią?

Echo Emerson i Noah Hutchins to dwoje skrzywdzonych przez życie nastolatków. Kiedyś popularni i lubiani, dzisiaj odrzuceni przez większość rówieśników i społeczeństwo. Echo należała do szkolnej elity i miała wszystko o czym mogła tylko zamarzyć: przystojnego chłopaka, świetne oceny i grono przyjaciółek. Pewnego wieczoru jej życie wywraca się do góry nogami. Dziewczyna nie pamięta nic z tego dnia, a jedynym przypomnieniem o tamtym wydarzeniu stają się blizny na jej rękach. W jej życiu nic już nie jest takie same, przyjaźnie odeszły wraz z dawną Echo. Teraz dziewczyna chodzi na terapię do szkolnego psychologa, gdzie poznaje równie pogubionego jak ona Noaha. Chłopaka, którego świat zawalił się jednego dnia, podobnie jak jej. Oboje szukają normalności i stabilizacji. Echo pragnie dowiedzieć się prawdy o tragicznym wieczorze, a Noah odzyskać braci, którzy po śmierci rodziców trafili do rodziny zastępczej. Razem może im się udać, ale czy będą w stanie sobie zaufać?

Przeczytałam już całkiem sporo powieści z tego gatunku i po pewnym czasie niektóre schematy wydają mi się trochę nużące. Aby mnie coś zaciekawiło potrzebne jest coś więcej niż tylko pomysły, ponieważ równie ważny jest dla mnie styl autora. Jeśli jest świetny, to może nawet przyćmić kulejącą akcję i słabe pomysły. W przypadku "Przekraczając granice", nie spodobał mi się język i styl i już na wstępie książka mnie trochę do siebie zraziła. Jednak w miarę jak się rozkręcała, podobała mi się coraz bardziej, aż w końcu zapomniałam, że coś mi w niej nie pasowało. Jak widać do stylu można się przyzwyczaić i skupić się bardziej na uczuciach bohaterów i samej akcji, co uratowało książkę. Tutaj bohaterowie i ich charakterystyka odgrywała wielką rolę i sama autorka mocno skupiła się na ich życiu, szczególnie na wydarzeniach z przeszłości, co pomaga czytelnikowi lepiej zrozumieć ich zachowanie.

Podobało mi się, że McGarry podzieliła narrację na Echo oraz Noaha, ponieważ są to skrajnie różne postaci, z których każda ma zupełnie inne poglądy, czy życie. Echo mieszka z bogatym ojcem i macochą, którzy kontrolują każdy aspekt jej życia, przez co dziewczyna do końca nie może stanąć na nogi, natomiast Noah mieszka w rodzinie zastępczej, która kompletnie się nim nie interesuje, ale ma za to dwójkę przyjaciół, z którymi non stop imprezuje przynajmniej do momentu gdy poznaje Echo. 

"Przekraczając granice" to dobra książka, ale w ogólnym rozrachunku mnie nie zachwyciła. Porusza trudne tematy dotyczące nie tylko nastoletniej miłości, ale także straty, akceptacji i zrozumienia siebie samego. Jednak nie znalazłam w niej niczego odkrywczego, a co gorsza nie udało jej się mnie poruszyć, tak jak bym się tego spodziewała. Ogólnie fabuła była ciekawa, ale jak na mój gust trochę za bardzo dramatyczna. Jest to tylko moja opinia i wiem, że są osoby, których ta książka może wzruszyć i zachwycić. Sami musicie zdecydować czy dać jej szansę.

Za możliwość poznania historii Echo i Noaha dziękuję Business&Culture!

sobota, 25 czerwca 2016

157. Ból za ból - Jenny Han & Siobhan Vivian

Tytuł: Ból za ból Autorki: Jenny Han i Siobhan Vivian
Stron: 352 Seria: #1 Wydawnictwo: Feeria young

Swego czasu sporo naczytałam się pozytywnych opinii na temat książek Jenny Han. Rok temu nawet kupiłam dwa tytuły autorki, jednak nie miałam jeszcze okazji się za nie zabrać, ale za to natrafiłam na "Ból za ból", książkę którą Han napisała w duecie z Siobhan Vivian, wydaną przez Feerię young. Oczekiwałam lekkiej i przyjemnej lektury, w wakacyjnym klimacie i właśnie to dostałam co oznacza, że swoje pierwsze spotkanie z twórczością autorek uważam za bardzo udane!

Życie na wyspie Jar ma swoje uroki, ale niestety dla niektórych jej mieszkańców wcale przyjemne nie jest...
Kat mieszka na wyspie od zawsze. Za dziecka miała dwie dobre przyjaciółki Rennie i Lillię, z którymi była nierozłączna. Niestety po czasie, Rennie okazała się fałszywą przyjaciółką i Kat została odsunięta od grupy. Od tamtej pory stała się wręcz outsiderką, natomiast Rennie i Lillia stoją u szczytu szkolnej elity. 
Mary na wyspie nigdy nie mieszkała, ale za to uczęszczała do lokalnej szkoły. Odkąd poznała Reeva, w jej życiu nastąpiło pasmo nieszczęść. Jej życie zostało praktycznie zrujnowane, ale teraz po latach dziewczyna wraca na wyspę, by zmierzyć się ze swoim oprawcą. 
Lillia natomiast jest przekonana, że gwiazda szkolnej drużyny Alex, kręci się wokół jej młodszej siostry, co według niej, jest zdecydowanie nie w porządku. Trzy dziewczyny mające jedno pragnienie - na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy je zawiedli i skrzywdzili. 

"Ból za ból" to swego rodzaju książka ku przestrodze. Pokazuje nie tylko jak trudne może być życie dorastających nastolatków i z jakimi problemami czasem idzie im się mierzyć, ale także uzmysławia, że zemsta niekoniecznie jest tym co w danej sytuacji pomoże. Głównymi bohaterkami książki są trzy skrzywdzone dziewczyny, każda w innym stopniu. Mimo, że największa krzywda spotkała Mary, to nie ona wpada na pomysł żeby dokonać zemsty, tylko Kat, która ma dość bezczynnego siedzenia i czekania aż karma zrobi swoje. I tak właśnie, za jej sprawą dziewczyny pod osłoną nocy, tak by nikt ich nie podejrzewał, spotykają się i knują swoją zemstę.

Lubię takie niezobowiązujące i lekkie książki. Ta podobała mi się szczególnie dlatego, że miała letni klimat, wszystko działo się na wyspie i czytając ją czułam się jakbym była tam na wakacjach. Wyspa Jar była tylko tłem dla historii, gdyż najważniejsze były rewelacje z życia głównych bohaterek. Podobało mi się, że narracja była prowadzona właśnie z ich punktu widzenia po kolei, a więc autorki dały wgląd w myśli Lilli, Kat i Mary, co było bardzo dobrym posunięciem ze względu na to, że mogłam poznać historię każdej z nich. Mimo, że nie popieram tego typu zachowań i sama bym się nie posunęła do tego co zrobiły dziewczyny, to uważam, że "Ból za ból" może pomóc komuś podjąć decyzje zanim zrobi coś głupiego i nieodpowiedzialnego. Jest to dopiero pierwsza część serii, a zakończenie pozostawiło po sobie wiele pytań, dlatego nie wiadomo jeszcze jak dalej rozwinie się sytuacja dziewczyn, a ja jestem tego bardzo ciekawa!

Świetne wykreowane postaci, lekki, a zarazem tajemniczy klimat to właśnie atuty tej książki. Duet Han & Vivian wyszedł naprawdę dobrze i aż jestem zdziwiona, że pisanie w parze wyszło autorkom tak ciekawie. Akcja była spójna, styl autorek również nie odbiegał od siebie i wcale nie miało się wrażenia jakoby książkę pisały dwie osoby. Zdecydowanie polecam na te ciepłe, wakacyjne dni, które są już przed nami, ja natomiast będę wyczekiwać drugiego tomu.

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Feeria young! :)

wtorek, 21 czerwca 2016

156. Tytany - Victoria Scott

Tytuł: Tytany Autor: Victoria Scott
Stron: 334 Wydawnictwo: IUVI 

Twórczość Victorii Scott poznałam już jakiś czas temu, przy okazji jej serii "Ogień i woda", która podbiła serca polskich czytelników. Sama zaliczam się do tego grona i nadal bardzo miło wspominam książki z tej serii. Dzisiaj natomiast przychodzę do Was z nową książką Scott "Tytany". Ciekawe czy ma szansę powtórzyć sukces "Ognia i wody"?

Astrid Sullivan nie ma w życiu łatwo. W jej rodzinie od zawsze panowało zamiłowanie do hazardu, począwszy od jej dziadka, po ojca, aż w końcu po nią samą. Dziewczyna od dziecka uwielbia oglądać wyścigi tytanów- mechanicznych koni. Wyścigi te stały się niezwykle sławne i od lat przyciągają wielu widzów. Jednym z nich był kiedyś jej dziadek, który chętnie obstawiał wyniki tytanów, aż pewnego dnia stracił wszystko. Jego syn, a ojciec Astrid, zamiłowanie do hazardu ma we krwi i też okazało się ono dla niego zgubne. Teraz mając dom na utrzymaniu i nakaz eksmisji, rodzinie Sullivanów przyda się każdy napływ gotówki. Przez przypadek Astrid natrafia na staruszka, który proponuje jej wzięcie udziału w wyścigu. Dziewczyna nie waha się ani chwili, bo wie, że wygrana w wyścigu mogłaby zmienić całe jej życie i uratować rodzinę od rozpadu.

W przypadku poprzedniej serii autorki, z wciągnięciem się w historię nie miałam żadnych problemów. Niestety tym razem to spotkanie nie przebiegło tak pomyślnie i trochę przy "Tytanach" się wynudziłam. Jakby nie patrzeć, to bardzo pomysłowa i dobrze napisana książka, która niejednego może zaskoczyć. Sama idea zasługuje na pochwałę, bowiem takich stworzeń jak tytany w literaturze jeszcze nie spotkałam. Oczywiście sam pomysł czasem nie wystarcza i w tym wypadku reszta trochę kulała. Mam wrażenie, że za dużo było w niej nierealnych i naiwnych wątków, nawet jak na ten gatunek. Przymykam jednak na to oko w mojej ocenie, gdyż wiem, że książka skierowana jest raczej do młodszych czytelników, dla których takie sytuacje mogą wydawać się całkiem normalne.

Plusem są bohaterowie książki, w tym nie tylko silna i zdeterminowana główna bohaterka, ale także postaci drugoplanowe, których jest całkiem sporo. Każda z nich jest wyrazista i ma coś ciekawego do zaoferowania. Zamysł książki całkiem przypadł mi do gustu, szczególnie wątki poboczne dotykające problemów rodzinnych bohaterki. Autorka nie skupiła się tylko na mechanicznych koniach i wyścigach, ale zadbała o to, żeby postaci miały swoje życie poza derbami. W przypadku Astrid łatwo nie było, ale to właśnie przez sytuację jaka panowała u niej w domu, dziewczyna odważyła się wziąć udział w wyścigu. Nie powiedziałabym żeby to było roztropne zachowanie, zważywszy na to, że Astrid nigdy jeździła na żadnym tytanie, co mogło skończyć się dla niej tragicznie.

Mimo tych kilku minusów uważam, że "Tytany" to dobra książka, skierowana głównie do młodszych czytelników, którzy lubią powieści przygodowe z dozą fantastyki. Autorka w subtelny sposób w swojej twórczości pokazuje jak ważne są dobre relacje między bliskimi i że warto w życiu dążyć do upragnionego celu. Warto przeczytać, chociażby dla bardzo miłego w odbiorze stylu autorki.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI! 

sobota, 28 maja 2016

155. Pani Noc - Cassandra Clare

Tytuł: Pani Noc Autor: Cassandra Clare 
Stron: 828 Seria: Mroczne Intrygi #1 Wydawnictwo: MAG

Cassandra Clare już od dobrych paru lat należy do grona moich ulubionych autorek. Jej pierwszą książkę przeczytałam mając jakieś piętnaście lat, a teraz mając dwadzieścia jeden, jej twórczość podoba mi się tak samo jak wtedy. Świat Nocnych Łowców towarzyszy mi od dawna i wcale mi się nie nudzi, a więc dopóki Clare pisze, ja będę czytać to co wyjdzie spod jej pióra. Dary Anioła dobiegły końca, ale to nie znaczy, że już więcej nie spotkamy Nocnych Łowców, gdyż w "Pani Noc" poznajemy historię zupełnie nowych bohaterów.

Emma i Julian są nierozłączni od małego. Zbliżyły ich do siebie traumatyczne przeżycia po Mrocznej Wojnie, w której oboje stracili rodziców. Julian wraz z młodszym rodzeństwem przeniósł się do Instytutu w Los Angeles, ale nie chcąc rozstawać się z Emmą, postanowili, że zwiążą się przysięgą parabatai aby nikt więcej nie mógł ich rozdzielić. Dziewczyna od zawsze uważała, że za zabójstwem jej rodziców nie stoi Sebastian Morgenstern, jak to zakłada Clave, ale ktoś inny. Od wielu lat prowadzi prywatne śledztwo, ale dopiero teraz, po kilku latach od ich śmierci, Emma trafia na trop zabójcy. Okazuje się, że w mieście zjawiła się osoba za to odpowiedzialna i zostawia po sobie kolejne ofiary. Tym razem Emma jest gotowa stawić czoło mordercy i sprawić by zapłacił za to co zrobił, gdyż ma przy boku swojego parabatai i wiernych przyjaciół.

Clare zawsze udaje się wciągnąć mnie do świata jej książek. Za każdym razem jej bohaterowie i ich losy stają się dla mnie bardzo ważni, przez co nie mogę się oderwać od tego co czytam. Po "Mieście Niebiańskiego Ognia", które zwieńczyło losy Clary i Jace'a, czyli jednej z moich ulubionych par książkowych, myślałam, że już żadna seria o Nocnych Łowcach jej nie przebije, ale mogłam być w błędzie. "Pani Noc" niczego nie brakuje, a Clare serwuje czytelnikowi masę atrakcji, emocji i wzruszeń. Nie zabraknie tu również dobrze znanych postaci z Darów Anioła, które czasem służą pomocą młodszym bohaterom, a także skomplikowanych relacji międzyludzkich. Do Instytutu wraca Mark, który po Mrocznej Wojnie został uprowadzony Blackthornom przez Faerie, a także pojawi się wątek zakazanej miłości, a jak wiadomo to co zakazane smakuje najlepiej, a więc będzie z tego powodu wiele wzburzeń i emocji. 

W kilku aspektach "Pani Noc" mocno przypominała Dary Anioła, szczególnie ich pierwsze tomy, zwłaszcza jeśli chodziło o zakazaną miłość. Jeśli czytaliście "Miasto kości" to zapewne wiecie co mam na myśli. Tutaj również pojawiło się takowe uczucie, ale nie między domniemanym rodzeństwem, tylko parabatai. Z jednej strony jestem zdziwiona, że Clare postanowiła ponownie w ten sposób namieszać, a z drugiej myślę sobie, że coś w tych zakazanych związkach jest. Im bardziej dwójka osób nie powinna ze sobą być, tym mocniej chcemy żeby jednak im się udało i żeby byli razem bez względu na cenę. Przynajmniej z mojego punktu widzenia tak to wygląda. Wracając do sedna, Cassandrze naprawdę dobrze to wychodzi, więc nawet rozumiem czemu to robi. W końcu nigdy nie może być za słodko. Ciekawe co z tego wyjdzie i szczerze mówiąc nie mogę się już doczekać następnego tomu.

"Pani Noc" to świetna książka, pełna akcji, która zawiera w sobie trochę kryminału, fantastyki i romansu. Dla mnie to idealne połączenie, a w wykonaniu Clare jak zwykle trafione w dziesiątkę. Cieszy mnie fakt, że autorka nadal tworzy w świecie Nocnych Łowców, bo naprawdę ciężko byłoby mi się z nimi rozstać. Jak na pierwszą część z serii, poprzeczka ustawiła się bardzo wysoko, więc jestem ciekawa jak to będzie z kontynuacją i czy uda jej się przebić ten tom. Reasumując serdecznie polecam Wam ten tytuł, jeśli jesteście wielbicielami Darów Anioła. Znajdziecie tu wiele smaczków, a nawet specjalne opowiadanie o bohaterach tej właśnie serii. Dla mnie rewelacja!

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG! 

piątek, 25 marca 2016

153. Ktoś taki jak ty - Sarah Dessen

Tytuł: Ktoś taki jak ty Autorka: Sarah Dessen Stron: 256
Wydawnictwo: HarperCollins 

Książki młodzieżowe przez długi czas królowały u mnie na półkach. To właśnie one pomagały mi w okresie dorastania, gdyż zazwyczaj mogłam się w pewien sposób utożsamiać z bohaterkami tych powieści. Od kilku lat moje gusta czytelnicze uległy zmianie, co jest jak najbardziej normalne zważywszy na to, że nie mam już nastu lat i problemy nastolatek już mnie w pewnym sensie nie dotyczą. Czasami jednak nadejdzie mnie ochota na mały powrót do przeszłości, oderwanie się od moich standardowych lektur i zabranie się za coś z pogranicza młodzieżówki i Young Adult.

Halley i Scarlett to najlepsze przyjaciółki od lat. Przeszły razem nie jedno, ale jak źle by nie było, zawsze mają siebie. Dziewczyny od zawsze były ze sobą blisko, mówiąc sobie o wszystkim, a więc gdy Halley dowiaduje się, że jej szesnastoletnia przyjaciółka jest w ciąży, jest w niemałym szoku. Okazuje się, że Scarlett zaszła w ciążę z Michaelem, który był jej wakacyjną miłością, ale niestety niedawno poniósł tragiczną śmierć. Teraz cała odpowiedzialność spływa na nastolatkę, jednak nie będzie w tym wszystkim osamotniona, bo w końcu od czego ma się najlepszą przyjaciółkę? Halley i Scarlett czeka trudny okres i prawdziwy sprawdzian ich przyjaźni.

Do tej pory nie znałam książek Sary Dessen, ale słyszałam o niej sporo pochlebnych opinii, dlatego z ciekawością zabrałam się za ten tytuł, który przeznaczony jest głównie dla młodzieży. Dużym zaskoczeniem dla mnie było, że książka ta została wydana po raz pierwszy w 1998 roku, co jest dużym kawałkiem czasu. Dlatego czytając ją, myślami przenosiłam się do końcówki lat dziewięćdziesiątych, gdzie nie było jeszcze smartphonów, ani innych nowoczesnych technologii. Właściwie nawet mi to nie przeszkadzało i traktowałam to jako atut. 

"Ktoś taki jak ty" to zaskakująco mądra i przemyślana książka. Autorka pokazuje w niej siłę przyjaźni, a także przestrzega czytelnika, przed lekkomyślnym zachowaniem. Nie spodziewałam się tego, a już na pewno, że znajdę w niej głębsze przesłanie, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Kiedyś pewnie inaczej odebrałabym tego typu książkę, ale w tej chwili muszę przyznać, że śmiało bym ją poleciła młodszym koleżankom, które dopiero wkraczają w dorosłość. Między wierszami można wiele z niej wyczytać, co skłania do zastanowienia się dwa razy zanim zrobimy coś pochopnie. Kolejne co mi się podobało w tej książce, to poprowadzony wątek rodzinny. Halley kiedyś świetnie dogadywała się z matką, jednak wkraczając w szesnastkę, całkowicie się od niej odcina. Dessen pokazuje jak łatwo można zniszczyć relacje budowane od lat, a także jak ważne jest zaufanie między członkami rodziny, czy przyjaciółmi. Po przekroczeniu pewnej granicy, ciężko jest wrócić na tę samą ścieżkę, tak jak to było w przypadku Halley i jej matki.

Sarah Dessen wykreowała bardzo autentycznych bohaterów, którym nie brakuje wad. Halley to taka typowa szara myszka, która jest cieniem swojej wspaniałej przyjaciółki. W szkole nikt nie zwracałby na nią większej uwagi, gdyby nie to, że przyjaźni się ze Scarlett. Jak to nastolatka, próbuje w swoim życiu nowych rzeczy, chociaż nie zawsze wychodzi jej to na dobre. Ale na tym chyba polega dorastanie, ważne jest tylko, żeby uczyć się na swoich błędach i w przyszłości ich nie popełniać. Mimo pewnych głupot, które bohaterki popełniały, polubiłam je. Podobało mi się, że ich relacja była taka prawdziwa i zawsze siebie wspierały, bo w życiu ważne jest żeby mieć wokół siebie takie osoby. Halley i Scarlett, chociaż nie we wszystkim się zgadzały, to prędzej czy później potrafiły się dogadać.

"Ktoś taki jak ty" to ciekawa młodzieżówka, z której nastolatki mogą wynieść kilka życiowych lekcji. Książka dotyka spraw pierwszej miłości, prawdziwej przyjaźni, a także więzów rodzinnych. Wszystko to jest owiane nastoletnimi problemami, z którymi większości z nas, przyszło się kiedyś borykać. Dobra jako pewna przestroga, dlatego polecam ją szczególnie młodzieży.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Harper Collins!

piątek, 19 lutego 2016

149. Kamień i sól - Victoria Scott

Tytuł: Kamień i sól Autor: Victoria Scott Seria: tom #2
Stron: 365 Wydawnictwo: IUVI

Do dziś pamiętam jak bardzo podobała mi się pierwsza część serii Victorii Scott czyli "Ogień i woda". Książka o młodej dziewczynie, która by uratować swojego brata, postanawia wziąć udział w Piekielnym Wyścigu i zawalczyć o lek dla niego. W tej części przed bohaterami stoją jeszcze dwie próby, co dla mnie oznaczało, że czekają mnie godziny napięcia i świetnej rozrywki! 

Telli udało się dotrzeć do kolejnego etapu Wyścigu. Sukcesem ukończyła dwa ekosystemy, jakimi była dżungla oraz pustynia. Podczas rozgrywek dziewczyna zdobyła przyjaźń nie tylko wielu pandor, ale także uczestników. Należą do nich Guy, Harper, Olivia i Jaxon, z którymi postanawia się sprzymierzyć. Tym razem przed nimi nowe wyzwania i niebezpieczeństwa. Uczestnicy będą musieli zmierzyć się z przeszkodami nie tylko tymi na lądzie, ale także na morzu i górach. W Wyścigu wzięło udział stu dwudziestu dwóch uczestników, na tym etapie jest ich zaledwie czterdziestu. Zwycięzca może być tylko jeden, ale czy będzie nim Tella?

Seria Vicotrii Scott przypadła mi do gustu od samego początku. Wydawać by się mogło, że historii podobnych do niej na rynku wydawniczym jest wiele, ale nie jest to do końca prawda. Scott może i miała podobne pomysły, ale widać, że w swoich książkach idzie własnymi ścieżkami i stara się unikać schematów. W pierwszej części największym zaskoczeniem jak i pozytywem były pandory, czyli genetycznie zmodyfikowane zwierzęta, który miały za zadanie pomagać uczestnikom w wygranej. Tutaj również ich rola była ta sama, ale dodatkowo dla Telli stały się prawdziwymi sprzymierzeńcami i kimś w rodzaju przyjaciół. Niestety organizatorzy Wyścigu nie dali zapomnieć uczestnikom, że pandory to zwierzęta stworzone przez nich, a co za tym idzie, mogą bezkarnie je wykorzystywać do swoich okrutnych rozgrywek. Przez to nie raz, zwierzęta te były krzywdzone i wystawiane na potworne cierpienia. Ciężko się to czytało i jak zwykle gdy chodzi o przemoc na zwierzętach, było to dla mnie szokujące i zarazem łamiące serce. 

W tym tomie autorka skupiła się również na ukazaniu przemiany głównej bohaterki i nie sposób było tego nie zauważyć, gdyż sama Tella co rusz powtarzała, że już nie jest tą samą, strachliwą dziewczyną co kiedyś. Trzeba jej to przyznać, że stała się dużo odważniejsza i zaczęła sama podejmować niektóre decyzje, a co za tym idzie przestała polegać tak bardzo na Guy'u. Co do tego bohatera, to polubiłam go już przy okazji "Ognia i wody", a teraz utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to świetny chłopak. Momentami było mi go szkoda, bo Tella stawiając na swoją samodzielność, przestała liczyć się z jego zdaniem i w moich odczuciach czasem było to dosyć krzywdzące wobec niego. Z wszystkich bohaterów to właśnie tę parę polubiłam najbardziej, jednak pozostałym też niczego nie brakuje. Idealnym uzupełnieniem ich charakterów są oczywiście pandory, których nie sposób nie polubić. 

Zastanawia mnie teraz czy "Kamień i sól" to już ostatnia część z serii, gdyż nigdzie nie mogę znaleźć informacji o tym, aby miała powstać kontynuacja. Zakończenie sugeruje, że to jeszcze nie jest definitywny koniec i zostawia otwartą bramkę na nowe losy Telli. Przyznam, że gdyby miałby to być ostatni tom, to byłabym zawiedziona, gdyż tak naprawdę nadal pewne sprawy i wątki są nierozwiązane. Byłoby szkoda pozostawić akcję w takim momencie i nie dopisać dalszej części wydarzeń. Jednak jako kontynuacja jest to książka, która zdecydowanie utrzymała poziom poprzedniczki i jest to tak samo trzymający w napięciu, dobry kawałek literatury dla młodzieży.

"Kamień i sól" to bardzo dobra kontynuacja, która zaskakuje i momentami ściska za gardło czytelnika. Serię Victorii Scott szczerze polecam, zwłaszcza, że autorce udaje się cały czas utrzymać postawioną wysoko poprzeczkę, a w kontynuacji udowadnia tylko, że ciekawych pomysłów ma jeszcze wiele w zanadrzu. Teraz pozostaje mi tylko trzymać kciuki abyśmy doczekali się trzeciej części, gdyż nie wyobrażam sobie, żeby historia Telli miała skończyć się w takim momencie. Polecam!

1. Ogień i woda 2. Kamień i sól

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu IUVI!

niedziela, 24 stycznia 2016

146. Złe dziewczyny nie umierają - Katie Alender

Tytuł: Złe dziewczyny nie umierają Autor: Katie Alender
Seria: Złe dziewczyny nie umierają #1 Stron: 356
Wydawnictwo: Feeria young

Czasem naprawdę niewiele trzeba żebym zwróciła uwagę na książkę. Mam słabość do klimatycznych okładek i intrygujących tytułów. Na pewno sami rozumiecie co mam na myśli, patrząc na książkę Katie Alender. Dodatkowo lubię eksperymentować z różnymi gatunkami w literaturze i tym razem postanowiłam spróbować z młodzieżówką o mrocznym klimacie.

Alexis nie należy do najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Nie pasuje na cheerleaderkę, ale co ważniejsze wcale jej to nie przeszkadza. Jednak z jej różowymi włosami i charakterkiem, ciężko jest się jej odnaleźć wśród rówieśników, dlatego całkowicie oddaje się swojemu hobby, czyli robieniu zdjęć. Jest to coś, co najbardziej ją uszczęśliwia i do tego wychodzi jej to całkiem dobrze. Natomiast jej młodsza siostra Kasey, która też nie słynie z bycia towarzyską, za jedyne przyjaciółki ma swoje lalki. Kolekcjonuje je od najmłodszych lat i zdobią one wszystkie półki w jej pokoju. 

Siostry mieszkają w starym i wielkim domu, który wśród przechodniów wzbudza dość negatywne odczucia. Dla dziewczyn jest to zupełnie normalne i nie przejmują się zanadto opiniami innych. Do czasu gdy w domu naprawdę zaczynają dziać się dziwne rzeczy, od jasnej poświaty, która przenika do domu, po podmuchy zimnego powietrza i hałasy w piwnicy. Co na początku Alexis bierze za złudzenia, później okazuje się całkiem rzeczywiste. Wszystko zaczyna się od osobliwego zachowania jej młodszej siostry. Dziewczyna miewa ataki złości, zyskuje większą siłę niż zazwyczaj i czasem traci pamięć, a jakby tego było mało, jej oczy skrzą się nienaturalnym blaskiem. Alexis zaczyna nabierać przekonania, że być może jej siostrę opętał... zły duch. Czy uda jej się uratować od tego siostrę, zanim komuś stanie się krzywda?

Przyznam się Wam, że nic bardziej mnie nie przeraża w filmach czy literaturze niż opętanie. W zasadzie to, nieszczególnie lubię się bać, ale latający facet z siekierą nie robi na mnie takiego wrażenia jak właśnie opętanie przez złe duchy, czy jakieś inne zjawiska paranormalne. Jak wiecie "Złe dziewczyny nie umierają" są właśnie o opętaniu, jednak jak na literaturę młodzieżową przystało, poziom strachu podczas czytania jest raczej delikatny. Nie można jej nazwać typowym horrorem, gdyż jest to zbyt mocne słowo by ją opisać, ale będąc szczerą nieraz zdarzyło mi się odczuwać lekki niepokój. Dowodem tego może być moja reakcja na dzwoniący telefon, gdy czytałam książkę i akurat byłam w takim momencie, że aż podskoczyłam w fotelu gdy usłyszałam dzwonek. Sami widzicie jak łatwo można mnie wystraszyć. 

Książka "Złe dziewczyny nie umierają" wywarła na mnie pozytywne wrażenie, w głównej mierze dzięki bohaterce Alexis, którą od razu polubiłam. Jak na piętnastolatkę wykazała się rozumem w niejednej sytuacji i zaskoczyła mnie swoim charakterkiem. Natomiast jej siostra Kasey, od samego początku wzbudzała we mnie obawę, a sam fakt, że kolekcjonowała lalki i miała ich cały pokój, dodatkowo potęgował to uczucie. Najważniejsze w tym wszystkim było to, jak Alexis poradziła sobie z problemem siostry. Przerażało ją to i choć z początku nie mogła w to uwierzyć, zrobiła wszystko by odnaleźć sposób na pozbycie się złego ducha, który wstąpił w Kasey. 

"Złe dziewczyny nie umierają" to horror dla młodzieży, który świetnie nadaje się dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z powieścią grozy. Osobiście nie lubię horrorów, ale ten tytuł jest tylko jego delikatną odmianą i bardziej wpasowuje się w paranormalną powieść dla młodzieży. Momentami wzbudza niepokój i powoduje, że ciarki biegną po plecach, ale oprócz tego w historię zostają wplecione typowe problemy nastolatki borykającej się ze swoją odmiennością, a także wątek romantyczny, który łagodzi ogólne wrażenie i sprawia, że książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Jak dla mnie, strzał w dziesiątkę. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję 
Wydawnictwu Feeria young!

środa, 18 listopada 2015

141. PREMIEROWO: Pojedynek - Marie Rutkoski

Tytuł: Pojedynek Autor: Marie Rutkoski
Stron: 379 Seria: Niezwyciężona #1 Wydawnictwo: Feeria young
Premiera: 18.11.15

O serii Niezwyciężona słyszałam już dawno temu, na zagranicznym booktubie. Jaką mi wszyscy narobili na nią ochotę, to nie macie pojęcia. Szczególnie, że przed oczyma miałam cały czas tę piękną okładkę, obok której nie można było przejść obojętnie. Wyobraźcie sobie moją radość gdy dowiedziałam się, że zostanie ona wydana w Polsce. Była to dla mnie dosłownie lektura obowiązkowa, którą jak najprędzej chciałam przeczytać.

Kestrel jest córką jednego z najpotężniejszych ludzi w Valorii- generała Trajana. Dziewczyna wiedzie dostatnie życie, w którym niczego jej nie brakuje. Jednak ojciec ma wobec niej wymagania, które prędzej czy później zmuszą Kestrel do dokonania wyboru- zaciągnąć się do armii, albo wyjść za mąż. Żadna z opcji nie wydaje się być dla dziewczyny kusząca, tym bardziej, że zdaje sobie ona sprawę z własnych, delikatnie mówiąc, niewybitnych umiejętności walki. Druga opcja w tej chwili również nie wydaje się być dla niej spełnieniem marzeń. Pewnego dnia, będąc w mieście z przyjaciółką, dziewczyny przez przypadek trafiają na targ niewolników. Kestrel, nie mogąc przepchnąć się przez tłum zostaje zmuszona obejrzeć licytację do końca. Tam zauważa niewolnika, którego licytator za wszelką cenę próbuje pokazać w najlepszym świetle, ale nawet mimo tego, nikt nie jest skłonny go kupić. Gdy okazuje się, że ten butny i śmiały chłopak jest kowalem i potrafi śpiewać, dziewczyna pod wpływem impulsu zgłasza się do licytacji. Od tej pory życie jej i Kowala staje się nierozerwalnie połączone. 

W życiu się nie spodziewałam, że ta książka aż tak mi się spodoba! Uwielbiam wszelkiego rodzaju fantastykę, ale jak jeszcze dojdą do tego bale i arystokratyczne rozgrywki w tle, to już po mnie. Fabuła "Pojedynku" okazała się być jeszcze lepsza niż sądziłam. Autorka nie opiera się na znanych schematach i co chwile zaskakuje czytelnika. Bardzo mi się podobał jej pomysł na tę książkę i to w jaki sposób go przedstawiła. Cała akcja opiera się na przekleństwie zwycięzcy i jest to równocześnie dosłowne tłumaczenie tytułu tej powieści. Termin w czysto ekonomiczny aspekcie, jak wyjaśnia Rutkoski, opiera się na koncepcji wygrania i przegrania w tym samym czasie. Dotyczy to oczywiście głównej bohaterki, która wygrywa na aukcji Kowala, płacąc za niego wielką sumę, więc jednocześnie na tym traci. Ale tak naprawdę w tamtym momencie, Kestrel jeszcze nie wie jak to się dla niej skończy. Czy będzie to dla niej przekleństwo, czy może wybawienie?

Mocną stroną książki, oprócz niesamowicie wciągającej fabuły są bohaterowie, a samą Kestrel polubiłam od razu. Należy ona do osób mądrych, walecznych i pewnych swoich racji. Zdecydowanie nie jest ona postacią o płaskiej osobowości, które często można spotkać w książkach młodzieżowych, a jej strategiczny umysł wybija się na ich tle. Jeśli zaś chodzi o pewnego lekko aroganckiego bohatera, którego dziewczyna poznaje jako niewolnika imieniem Arin, to również jestem nim od samego początku niezmiernie zaintrygowana. Mamy tu prawdziwy wachlarz przeróżnych postaci, także drugoplanowych. Jedną z nich jest przyjaciółka Kestrel- Jess, która jest przedstawiona jako prawdziwa arystokratyczna dama, uwielbiające bale i wszystkie uroczystości, na które ma okazję włożyć elegancką suknię. Każdy z charakterów jest dopracowany i wnosi coś do treści.

W "Pojedynku" ważną rolę odgrywa również polityka i przeróżne arystokratyczne gierki. Tak naprawdę, do końca nie wiadomo jak to wszystko się skończy i kto stoi po czyjej stronie w tej rozgrywce. Wszystko to czyta się z wypiekami na twarzy, a chęć poznania dalszych losów bohaterów staje się dla czytelnika niezmiernie ważna i nagląca, co w moim przypadku poskutkowało tym, że książkę przeczytałam w dwa wieczory. Nie było chwili żebym się nudziła, albo domyślała co może się wydarzyć. Autorka doskonale wie jak sprawić, żeby czytelnik chciał więcej i więcej, co doprowadziło do tego, że nie mogę się doczekać drugiego tomu serii. "Pojedynek" to lektura obowiązkowa dla wszystkich fanów gatunku. Gorąco polecam!

Za możliwość poznania losów Kestrel, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria! :)

Książkę możecie kupić TUTAJ

niedziela, 15 listopada 2015

140. Stigmata - Beatrix Gurian

Tytuł: Stigmata Autor: Beatrix Gurian
Stron: 382 Wydawnictwo: MUZA Ocena: 3/6

Nie jestem typem osoby, która lubi się bać. Nie oglądam horrorów, ani ich nie czytam. Jest to jedyny gatunek, którego nie trawię. Niedawno zobaczyłam zapowiedź książki, która wyglądała mi na ciekawy thriller dla młodzieży, a z tym gatunkiem jestem całkiem zaznajomiona. "Stigmata" niezaprzeczalnie przyciągała mnie do siebie i nie minęło sporo czasu aż zdecydowałam się, że chcę ją przeczytać. Okazało się, że powieść ta niestety momentami bardziej podchodziła mi pod horror niż thriller, ale o szczegółach za chwilę.

Matka Emmy ginie w wypadku samochodowym. Świat dziewczyny legnie w gruzach, gdyż matka była jej jedyną rodziną. Oprócz niej, nie ma nikogo. Po kilku dniach od tego zdarzenia, Emma otrzymuje tajemniczą przesyłkę, w której zawarty jest list z poleceniem by zaczęła szukać morderców swojej matki, w pewnym elitarnym obozie dla nastolatków. Z początku dziewczyna nie wie co o tym myśleć. Dziwny obóz, ulokowany jest w górach w starym zamku, co w żaden sposób nie zachęca jej do odwiedzin tego miejsca. Jednak w paczce Emma znajduje również stare zdjęcie, które wydaje jej się dość przerażające. Wszystko wskazuje na to, że obóz ten może faktycznie być związany z jej matką. Dziewczyna postanawia, że zrobi wszystko by dowiedzieć się prawdy, czy w ów tragiczny wypadek nie były zamieszane osoby trzecie.

Emma udaje się do obozu, który wygląda wręcz jak sceneria z horroru. Zapadające się deski od podłogi, skrzypiące schody - miejsce wygląda na zimne i ponure. Do tego jedynymi uczestnikami obozu oprócz niej okazują się być Phillip, Tom i Sophia, wszyscy mniej więcej w tym samym wieku. Coś tu od razu wydaje się być nie tak, zaczynając od wystroju po bardzo upiorne zadania, jakie mają wykonywać uczestnicy. Jakby tego było mało, to właśnie Emmie przytrafiają się najbardziej niebezpieczne zadania, a ktoś wyraźnie próbuje ją zastraszyć. Czy dziewczynie uda się dowiedzieć o co w tym obozie chodzi i odnaleźć morderców matki?

Muszę przyznać, że dawno nie miałam do czynienia z tak dziwną książką. Jej opis wydał mi się intrygujący i niekoniecznie straszny, bardziej wpasowujący się w thriller niż horror. Może przesadzam, a może nie, ale po jej przeczytaniu uważam, że "Stigmata" może być klasyfikowana jako horror dla młodzieży. Nieszczególnie straszny tylko bardziej wyważony, ale thriller to za łagodne określenie jak na mój gust. Nie chodzi mi tylko i wyłącznie o to, że bohaterka jest w przerażającym zamku, ale autorka wplotła tu także wątki mocno religijne, a więc pojawiły się wzmianki o egzorcyzmach albo stygmatach, czyli ranach Chrystusa, które jak się później okazało pełniły ważną rolę w książce. Moim zdaniem, była to mieszanka trochę dziwna i nie bardzo przypadła mi ona do gustu.

Książka niemieckiej autorki Beatrix Gurian wywołała we mnie sprzeczne emocje. Sama historia była w pewnym stopniu ciekawa, ale w głównej mierze czuję się nią zawiedziona. Spotkało mnie dużo niedorzeczności, nietypowych pomysłów, plus wątki religijne, które wydawały mi się strasznie pokręcone. Do końca nie wiem, co autorka w pewnych chwilach chciała czytelnikowi udowodnić. Za to na plus zasługuje oprawa graficzna książki, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Piękna okładka, a w środku zdjęcia wykonane specjalnie na prośbę autorki, które bardzo ładnie komponują się z treścią, a przy tym są przerażające, podobnie zresztą jak cały klimat książki.

Myślałam, że "Stigmata" trafi w mój gust, ale się myliłam. Spodziewałam się lekkiego thrillera z wątkiem kryminalnym, a dostałam słaby horror dla młodzieży. Dużo naciąganych sytuacji, nieciekawych bohaterów, ale za to w osobliwym klimacie, który nie licząc wydania książki, jest jej jedynym plusem. Autorka w tej kwestii bardzo się postarała i przyłożyła do tego aby czytelnik ciągle był zaskakiwany, a gęsia skórka towarzyszyła mu przez całą lekturę. Osobiście "Stigmaty" nie polecam, chyba że młodzieży, która lubi literaturę grozy, bo na starszym czytelniku chwyty Beatrix Gurian raczej nie zrobią wrażenia.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości 
Wydawnictwa MUZA SA i Business & Culture

wtorek, 10 listopada 2015

139. Playlist for the dead - Michelle Falkoff

Tytuł: Playlist for the dead Autor: Michelle Falkoff
Stron: 271 Wydawnictwo: Feeria young

Książki o tematyce samobójczej z góry kojarzą mi się z lekturami ciężkimi i przygnębiającymi. Dlatego właśnie zazwyczaj po takowe nie sięgam, ale gdy zauważyłam zapowiedź książki o tej tematyce skierowanej do młodzieży, stwierdziłam, że warto spróbować. Tym bardziej, że cała koncepcja miała opierać się na odnalezieniu powodu targnięcia się na życie chłopaka, który wskazówki zostawił na playliście. Brzmi trochę złowieszczo, jednak w rzeczywistości wcale tak nie było i zaraz Wam przybliżę dlaczego.

Wspomnienia z wczorajszej imprezy-katastrofy, wciąż prześladują Sama. Nie dość, że znowu wraz z Haydenem zrobili z siebie pośmiewisko, to jeszcze zdążyli się porządnie pokłócić. Nazajutrz Sam postanawia przeprosić przyjaciela, lecz nie ma ku temu okazji. Chłopak nie żyje i wszystko wskazuje na to, że popełnił samobójstwo. Zszokowany Sam odnajduję na biurku playlistę, a niej kartkę z krótkim wyjaśnieniem, że po przesłuchaniu piosenek, wszystko stanie się dla niego jasne. Ale czy faktycznie składanka może dostarczyć odpowiedzi na pytanie dlaczego twój najlepszy przyjaciel odebrał sobie życie? Czy winę ponosi jego brat, który wraz z kolegami od zawsze robili mu z życia piekło, albo rodzice, dla których Hayden był zawsze chodzącą porażką? Sam musi się zmierzyć z utratą swojego jedynego przyjaciela i spróbować odnaleźć odpowiedzi, których tak bardzo potrzebuje, by móc ruszyć dalej. 


"Playlist for the dead" to książka, która porusza temat niełatwy, ale bardzo ważny. W dzisiejszych czasach wielu ludzi, głównie młodych, decyduje się na krok ostateczny. Zazwyczaj zastanawia nas, co ich do tego skłoniło i jakie mieli motywy. Czy było aż tak źle, że nie byli w stanie stawić czoła rzeczywistości? Nie mi to oceniać, ponieważ najzwyczajniej w świecie, nie znam na te pytania odpowiedzi. Michelle Falkoff pokazuje jednak, jak to może wyglądać z perspektywy osoby, która straciła swojego najbliższego przyjaciela. Stopniowo opowiada historię Sama i Haydena, podrzucając czytelnikowi jedynie małe elementy układanki, i właściwie przez całą książkę, czytelnik nie wie co skłoniło Haydena do samobójstwa. Oprócz bieżącej akcji, co jakiś czas przewijają się retrospekcje, które powoli zaczynają obrazować tę sytuację. Kluczowym elementem jest playlista i to właśnie dzięki niej, Sam ma się dowiedzieć najwięcej. Każdy rozdział zaczyna się od piosenki, którą Hayden zostawił przyjacielowi, co tylko potęguje klimat książki. Sami mogliśmy próbować wyczytać coś między wierszami i razem z głównym bohaterem szukać odpowiedzi. 

Książka Michelle Falkoff mimo, że o tematyce poważnej, jest przedstawiona w sposób lekki o ile można to tak określić. Skierowana jest do młodzieży i napisana w przystępny sposób. Na wstępie zaznaczyłam, że ta historia wydawała mi się być trochę złowieszcza, ale po jej przeczytaniu wcale tak nie uważam. Mimo, że faktycznie akcja kręci się wokół playlisty to tak naprawdę w niewielkim stopniu ona pomaga bohaterowi. Gra ona ważną rolę, jednak nie najważniejszą. Książka ta, ma też swoje jaśniejsze strony, a nie tylko te przygnębiające. Pojawia się miłość, przyjaźń i relacje z bliskimi. Bohater zdaje sobie sprawę, że nie jest w tym wszystkim osamotniony i próbuje sprawić by jego życie na nowo nabrało sensu. Autorka pokazuje, że nie jest to łatwe, ale po pewnym czasie możliwe.

Życiowa, mądra i skłaniająca do refleksji- taka właśnie jest ta książka w skrócie. Osobiście spodziewałam się, że bardziej mnie ona poruszy, a czytałam ją w zasadzie bez specjalnego zaangażowania, ciekawa jedynie motywu samobójstwa Haydena. Zabrakło mi w niej trochę więcej emocji, ale nie oznacza to, że książka była zła. Myślę, że trzeba takie klimaty lubić, żeby w pełni docenić potencjał książki. Czy polecam? To zależy od tego co kto woli. Jeśli czujecie się zaintrygowani treścią przeplatającą się z muzyką, która pełni ważną rolę w życiu bohaterów, i nie boicie się trudnych tematów w literaturze, to jest to książka dla Was.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Feeria!

Kupicie ją tutaj

sobota, 24 października 2015

137. Odrodzona - C.C. Hunter

Tytuł: Odrodzona Autor: C.C.Hunter
Seria: Wodospady Cienia: Po zmroku #1 Stron: 421 Wydawnictwo: Feeria young

Każdy kto zagląda na mojego bloga wie, że przepadam za powieściami z nadprzyrodzonymi bohaterami. Nie ma dla mnie większego znaczenia, do jakiej grupy istot owe postaci będą należeć, byleby było dużo akcji, tajemnic i emocji. Rok temu, miałam okazję poznać Wodospady Cienia napisane przez C.C.Hunter, które właśnie zaliczały się do tej grupy książek, które lubię czytać. Niestety seria się skończyła i po pięciu tomach przygód Kylie Galen, musiałam się rozstać z Wodospadami na jakiś czas. Na szczęście nie na długo, gdyż niedawno ukazał się u nas spin-off serii, tym razem skupiający się na najlepszej przyjaciółce Kylie, czyli Delli Tsang!

Della miała wszystko. Kochającą rodzinę, chłopaka i znakomitą przyszłość przed sobą. Niestety niespodziewanie nadeszła przemiana, przed którą nie mogła uciec, a była to przemiana w wampira. Wszystko o czym do tej pory marzyła, zostało bezpowrotnie przekreślone. Gdyby nie Wodospady Cienia, jej życie mogłoby wyglądać znacznie gorzej. Właśnie tam odnalazła swoje przyjaciółki Kylie i Mirandę, a także powołanie do pracy w JBF. 

Dzięki obozowi dla istot nadprzyrodzonych Della pogodziła się ze swoim losem, jednak wciąż jej czegoś brakuje. Wampirzyca stara się zagłuszyć swoje prawdziwe emocje i myśli, że praca dla tajnej organizacji jaką jest JBF, pomoże jej się uporać z problemami. Jednak gdy na horyzoncie pojawia się zmiennokształtny Steve, który wyraźnie coś do niej czuje, dziewczyna nie wie co robić. Sprawa robi się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy do obozu dołącza kolejny wampir Chase, który od początku wydaje się Delli podejrzany. Czy Della zda się na swoje serce, czy rozsądek? Kim jest Chase, i dlaczego zachowuje się jakby coś ukrywał?

Pamiętam, że Wodospady Cienia zaskoczyły mnie pod wieloma względami. Mimo, że czasem bywały momenty schematyczne, to często pomysły autorki były zupełnie niespodziewane i oryginalne. Zastanawiałam się, co też można jeszcze wymyślić o wampirach, bo wydawać by się mogło, że wszystkie możliwości i pomysły zostały już kiedyś wykorzystane, jednak C.C.Hunter udowadnia, że ma jeszcze sporo do zaoferowania. Mam wrażenie, że tej kobiecie pomysły nigdy się nie skończą i zaskoczy nas jeszcze nie jeden raz. Udowadnia to w "Odrodzonej", wracając z historią bohaterki, którą już dobrze znamy z poprzedniej serii.

Dellę zapamiętałam, jako dość oschłą osobę, którą średnio polubiłam, ale chciałam się przekonać jaka jest ona naprawdę i co doprowadziło do tego, że stała się taką, a nie inną osobą. Ta książka sprawiła, że spojrzałam na nią w innym świetle. Myślę, że na jej miejscu, każdy zachował by się podobnie, po tym jak stracił prawie wszystko o czym kiedykolwiek marzył. Autorka pokazuje, że pomimo tylu przejść i przemiany w wampira, Della jest w stanie się pozbierać i znaleźć w życiu cel. Zajmuje się odkrywaniem tajemnic swojej rodziny, która zataja przed nią więcej niż dziewczyna mogła przypuszczać, a także angażuje się w pracę dla JBF. Nadal ma charakterek i choć czasami bywa zbyt uparta, to jest postacią, którą po jakimś czasie można polubić, chociaż miałam trochę trudności, żeby się do niej w pełni przekonać.

"Odrodzona" to spin-off, idealny dla wszystkich wielbicieli Wodospadów Cienia. Nie tylko poznajecie historię Delli, jednej z ważniejszych bohaterek serii, ale także macie możliwość znowu zagościć w tym niezwykłym obozie dla nadprzyrodzonych. Polecam wszystkim fanom paranormal-romance, a zwłaszcza tym co znają już poprzednią serię C.C.Hunter, jednak jej znajomość nie jest konieczna by sięgnąć po tę pozycję. Osobiście w książkę ciężko było mi się wciągnąć, a wszystko przez to, że nie do końca potrafiłam wczuć się w losy bohaterki, nie wyklucza to jednak, że komuś innemu, może się bardzo podobać. Wniosek jest taki, że jeśli lubicie twórczość autorki, to ten tytuł na pewno przypadnie Wam do gustu.

"Odrodzoną" możecie kupić TUTAJ.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Feeria!

niedziela, 18 października 2015

136. Serce ze szkła - Kathrin Lange

Tytuł: Serce ze szkła Autor: Kathrin Lange
Stron: 447 Wydawnictwo: MUZA

Czasami nie potrafię się powstrzymać i wybieram daną książkę pod wpływem ślicznej okładki. Zazwyczaj jestem od tego daleka i nie kupuję książkę, tylko ze względu na ich szatę graficzną, ale zdarzają się wyjątki. Tym razem, najpierw przyciągnęła mnie okładka "Serca ze szkła", a dopiero później jej opis. Zapowiadała się bardzo ciekawa lektura, o lekko mrocznym i tajemniczym klimacie, więc postanowiłam spróbować.

Siedemnastoletnia Juli wraz z ojcem-pisarzem, który aktualnie cierpi na brak weny, udaje się na wyspę Martha's Vineyard,  gdzie  mają zamiar spędzić przerwę świąteczną. Jej tata liczy na to, że w warunkach jakie panują na wyspie odnajdzie wenę i w końcu dokończy swoją powieść, a przy okazji Juli będzie miała oko, na syna właściciela willi, od którego otrzymali zaproszenie. Od pierwszej chwili dziewczyna czuje dziwne przyciąganie do tajemniczego chłopaka, który całkiem niedawno stracił ukochaną narzeczoną Charlie. Okoliczności jej śmierci okazują się być tematem numer jeden na wyspie, gdzie prawie każdy ją znał. Juli postanawia dowiedzieć się jak najwięcej o tej sprawie, ale drążenie tematu może doprowadzić ją do szaleństwa. Czy dziewczynie uda się poznać tajemnice wyspy, zanim nieznane siły ją powstrzymają? Co oznaczają dziwne głosy, które Juli zaczyna słyszeć i czy to wszystko ma coś wspólnego z duchem Charlie?

Młodzieżówki dość często goszczą na mojej półce, jednak zawsze staram się je wybierać ostrożnie. W przypadku "Serca ze szkła" podobało mi się, że jest to bardziej thriller dla młodzieży, w dodatku z pewnym paranormalnym motywem. Podeszłam do tej książki bez większych oczekiwań, a moje odczucia podczas czytania dość często ulegały zmianie. Na początku byłam wręcz zafascynowana historią, gdyż uwielbiam jak akcja dzieje się na mrocznych i mglistych wyspach. W tym przypadku Juli trafia na Martha's Vineyard, gdzie wszystko jest owiane tajemnicą, począwszy od śmierci Charlie, po przepowiednie, klątwy i bardzo dziwne zachowanie jednego z ważniejszych bohaterów męskich czyli Davida. Ten wątek został ciekawie przedstawiony, jednak jak to zazwyczaj bywa, główne bohaterki potrafią zniszczyć całe dobre wrażenie o książce.

Postać Juli była niestety momentami okropnie irytująca, szczególnie to jak narzucała się Davidowi, po którym od samego początku było widać, że nie jest zainteresowany jej towarzystwem. Niestety dziewczyna wzięła sobie do serca swoje zadanie i biednego chłopaka zamęczała, aż w końcu musiał się poddać. I jak sama historia oraz pomysł autorki, bardzo mi się podobał, tak bohaterowie, których wykreowała byli momentami nie do zniesienia. Jeśli chodzi o pomysł na "Serce ze szkła" to autorka zaczerpnęła go z książki Daphne du Maurier pt. "Rebeka", głównie klątwę i duch Madeleine, który miał straszyć na wyspie, na której znajduje się bohaterka powieści. Samą "Rebekę" czyta Juli, która w pewnym momencie zaczyna czuć się jakby to ona była jedną z postaci stworzonych przez du Maurier. Bardzo mi się to spodobało i ciekawiło mnie, jak dalej potoczą się losy bohaterki, prześladowanej przez ducha kobiety w czerwonej sukience, która miała zmuszać zakochanych do skoku z klifu. Motyw ten przewija się prawie przez całą książkę, ale dopiero na końcu dowiadujemy się jak było naprawdę, przez co czytelnik cały czas trzymany jest w niepewności.

Wobec "Serca ze szkła" mam mieszane odczucia, chociaż w głównej mierze są one pozytywne. Z jednej strony pomysł autorki uważam za rewelacyjny, a klimat panujący na wyspie jaki stworzyła sprawia, że człowiek momentalnie chciałby schować się pod koc, co mi akurat odpowiada. Natomiast z drugiej, za nic nie mogłam się przekonać do Juli i Davida, przez ich zachowanie, które często było infantylne i denerwujące. Nie mogę jednak odmówić tej książce swoistego uroku i ciekawie poprowadzonego wątku kryminalnego, który bardzo miło mnie zaskoczył. Po zastanowieniu, stwierdzam, że znalazłam w tej książce więcej plusów niż minusów, dlatego polecam ją szczególnie młodzieży, która lubi ciekawe historie z dreszczykiem emocji.

1. Serce ze szkła  2. Serce w kawałkach


Za książkę bardzo dziękuję Pani Annie z Business&Culture!

piątek, 25 września 2015

132. Buntownik - Julie Kagawa

Tytuł: Buntownik Autor: Julie Kagawa
Stron: 413 Wydawnictwo: Harper Collins

"Buntownik" to już drugi tom smoczej sagi autorstwa Julie Kagawy. Jego poprzednik czyli "Talon" był dopiero wprowadzeniem do smoczego świata, który zaimponował mi swoją pomysłowością. Tym razem, znając już podstawy historii Ember Hill, miałam okazję dowiedzieć się o niej czegoś więcej, a także o tytułowym buntowniku. Czy moje ponowne spotkanie ze smokami okazało się tak dobre, a może nawet lepsze od pierwszego czy wręcz przeciwnie?

 Ember podjęła decyzje o opuszczeniu smoczej organizacji Talonu. Nie przyszło jej to łatwo, ale po tym gdy na jaw wyszło tak wiele informacji oczerniających go, dziewczyna nie miała innego wyboru. Teraz uznawana jest za zbiegłego smoka, tak samo jak jej towarzysz Riley, który okazuje się być przywódcą buntu. Z nim dziewczyna ma szansę na ucieczkę i życie wolne od zakazów i nakazów Talonu. Jednak zanim Ember będzie mogła cieszyć się wolnością, musi zrobić jeszcze jedną rzecz. Mianowicie uratować pewnego człowieka, który wiele dla niej znaczy, a znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Garret został oskarżony o zdradę Zakonu Świętego Jerzego, za co grozi mu śmierć. Ember razem z Rileyem wyruszają na misję ratunkową, która kończy się sukcesem, jednak Zakon wciąż depcze im po piętach. Cała trójka ucieka do Las Vegas, licząc na to, że uda im się ukryć na jakiś czas. Niestety kłopoty okażą się być bliżej niż sądzili...

Po pierwszej części sagi miałam dość mieszane odczucia. Z jednej strony podobał mi się pomysł autorki, na wykorzystanie motywu smoków w literaturze, a z drugiej czegoś mi tam brakowało. Miałam jednak nadzieję, że "Talon" jako wstęp, będzie jedynie takim wprowadzeniem, w którym nie dowiemy się zbyt wielu informacji, natomiast w kontynuacji na pewno kilka wątków zostanie rozwiniętych. Niestety mimo moich najszczerszych nadziei, "Buntownik" wcale nie okazał się lepszy. Teraz zdałam sobie sprawę, że moim problemem z tą serią jest to, że nie trawię stylu autorki. Czytając ciągle miałam wrażenie jakby to była książka skierowana do trzynastolatków, którym trzeba wszystko krok po kroku wyjaśnić bo inaczej nie będą w stanie zrozumieć treści. Język był infantylny do bólu i przewracając kolejne kartki książki, czułam narastającą irytację skierowaną szczególnie do głównej bohaterki, która swoją głupotą co chwilę mnie zaskakiwała.

Jak już jestem przy bohaterach, to jeszcze w pierwszej części, za ciekawą postać uważałam Rileya. Był on dość interesująco wykreowany na typowego buntownika, który kroczy swoją własną drogą i nie da sobą pomiatać. Natomiast w "Buntowniku" stał się on nijaki i szczerze mówiąc w żaden sposób mnie nie poruszył, nie mówiąc już o Garret'cie, który nadal był tak samo nudny jak na początku. Jeśli zaś chodzi o samą akcje książki, to właściwie tutaj też fajerwerków nie ma. Bohaterowie przez większość czasu uciekają, albo wymyślają dalszy plan działania, co chwile przerywany jakimiś rozterkami Ember, która nie może na nic się zdecydować, albo bezmyślnie robi to na co przyjdzie jej ochota, nie zważając na konsekwencje swoich czynów. 

"Buntownik" okazał się dla mnie rozczarowaniem. Sądziłam, że po "Talonie", który przypadł mi do gustu, autorka się rozwinie i przedstawi świat smoków bardziej szczegółowo, jednak nic takiego się nie wydarzyło. Po tym tomie wiem jeszcze mniej niż po pierwszym, bo pytań w mojej głowie tylko przybyło. Żałuję, że autorka nie skupiła się na tym co trzeba, mianowicie na smokach, które w "Buntowniku" prawie wcale nie występują, a zaledwie przewijają się w tle. Ich wątek został spłycony do granic możliwości, a na pierwszy plan wystawione zostają problemy Ember, od których aż głowa boli. Nasuwa się teraz zasadnicze pytanie, czy warto po tę część sięgnąć. Cóż, jeśli czytaliście "Talona" i podobał Wam się styl autorki, to myślę, że nie będziecie zawiedzeni. Wyraźnie widać, że seria skierowana jest do młodzieży, która lubi lekkie książki z dużą dawką akcji, przygód, a także trójkątów miłosnych. Tym właśnie osobom może się ona spodobać, natomiast, jeśli pierwsza część średnio Wam się podobała, to "Buntownik" na pewno tego odczucia nie naprawi. Decyzja należy do Was.

Za egzemplarz "Buntownika" bardzo dziękuję wydawnictwu Harper Collins!