Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melissa de la Cruz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melissa de la Cruz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

125. Przedpremierowo: Wyspa potępionych - Melissa de la Cruz

Tytuł: Wyspa potępionych Autor: Melissa de la Cruz
Stron: 317 Wydawnictwo: Egmont Premiera: 26 sierpnia

Większość dzieci, jeśli nawet nie wszystkie, od małego zostają zapoznane przez rodziców z baśniami i bajkami. Wspominając swoje dzieciństwo, historie o księżniczkach czekających na księcia na białym koniu wyraźnie rysują się w mojej pamięci. Przede wszystkim pamiętam piękne bajki Disneya, o Kopciuszku, Królewnie Śnieżce czy też o Małej Syrence. Były to historie z morałem, które robiły na mnie wielkie wrażenie jak byłam mała. Później zaczęły powstawać kolejne filmy Disneya, ale dla mnie najważniejsze zawsze były te z mojego dzieciństwa. W dzisiejszych czasach wraca się do nich, pod różnymi formami. Powstają przecież seriale na ich podstawie takie jak "Once upon a time", a tym razem także i książka "Wyspa potępionych" i film na jej podstawie "Następcy", który polscy widzowie będą mogli zobaczyć we wrześniu. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić książkę, której zdjęcie widnieje u góry.

"Wyspa potępionych", została napisana na podstawie tych wszystkich bajek o których nadmieniłam we wstępie. Autorka wspominając swoje dzieciństwo, zapragnęła przedstawić swoich ulubionych bohaterów w trochę innej odsłonie. Tytułowa wyspa potępionych, to miejsce gdzie uwięzieni są wszyscy złoczyńcy i złe moce. Wyspa otoczona jest kloszem, którego nikt nie jest w stanie przebić, aby całe to zło nigdy nie wyszło poza jej granice. Istnieje również Auradon, którego mieszkańcy wiodą szczęśliwe i beztroskie życie. Mieszkają tam wszystkie magiczne istoty o jakich słyszeliśmy z bajek, a królestwem rządzi Król Bestia u boku swojej pięknej żony Belli. Znajdziecie tam wszystkie księżniczki, krasnoludki i dobre wróżki, jednak nie uraczycie tam magii. Jest ona bowiem zakazana, by nikt nie czuł się ważniejszy od drugiego, oraz aby już na zawsze panowała równość wśród mieszkańców. 

Na wyspie potępionych, gdzie znajdują się wszystkie złe dusze panuje królowa Diabolina, która nie może pogodzić się z brakiem magii i izolacją. Dzięki eksperymentom Carlosa, jednego z wybitnych uczniów, naruszona zostaje powłoka klosza. Zaledwie poprzez małą szczelinę, odrobina magii dostaje się do środka wyspy pobudzając mroczne berło Diaboliny. Mal, jej córka od urodzenia próbuje sprawić by matka była z niej dumna, robiąc coraz to straszniejsze i niegodziwsze rzeczy. Gdy pojawia się okazja, Mal zbiera grupę i postanawia odnaleźć berło matki, by przestać być dla niej rozczarowaniem. Ta wyprawa będzie niosła za sobą wiele niebezpieczeństw i wymagała niemałej odwagi. Czy drużynie Mal się powiedzie i odzyska berło, powodując przy tym obudzenie się złych mocy?

Muszę przyznać, że po tej książce spodziewałam się czegoś innego. Przede wszystkim, nie wiedziałam, że w takim stopniu będzie ona przeznaczona dla dzieci. Myślałam, że będzie to typowa lektura młodzieżowa, w baśniowym klimacie. W jakimś stopniu tak jest, jednak uważam, że na moje dwadzieścia lat, nie była to odpowiednia lektura. Nie podziałał na mnie jej urok, a sama fabuła nie była do końca przekonująca. Bohaterowie natomiast, zostali bardzo dobrze wykreowani, na osoby przesiąknięte złem, jak na złoczyńców przystało. Wyspa również mi się podobała oraz obyczaje na niej panujące. Im bardziej ktoś był zły, tym lepiej. Wszystko było komiczne, lekko przesadzone, ale często mnie to bawiło i chyba właśnie taki był zamiar autorki. Co do technicznej strony, absolutnie nie mogę się do niczego przyczepić. Podobał mi się język, jakim posługiwała się autorka, ponieważ był lekki i idealny dla młodszych czytelników, którzy bez problemu będą w stanie odnaleźć się w świecie przedstawionym. 

 "Wyspa potępionych" to dobra lektura z baśniowym klimatem, przy której można miło powspominać czasy dzieciństwa. Jednakże trzeba nastawić się, że jest to zdecydowanie książka dla najmłodszych czytelników i to właśnie im powinna spodobać się najbardziej. Ja osobiście średnio bawiłam się podczas lektury, ale zrzucam to na fakt, że z takich historii już dawno wyrosłam. Niemniej jednak, polecam ją ze względu na ciekawy baśniowy klimat i możliwość powrócenia do ulubionych bohaterów z dzieciństwa. 

Za możliwość poznania "Następców" serdecznie dziękuję wydawnictwu Egmont!

sobota, 16 czerwca 2012

25. Zapach spalonych kwiatów - Melissa de la Cruz

Tytuł: Zapach spalonych kwiatów
Autor: Melissa de la Cruz
Tytuł oryginału: The Witches of East End
Stron:  298
Wydawnictwo: Znak


Melissa de la Cruz to znana amerykańska pisarka, która zasłynęła na rynku wydawniczym m.in. serią Błękitnokrwiści, którą pokochało wielu czytelników. Teraz nadeszła pora na "Zapach spalonych kwiatów" czym tym razem nas zaskoczy?

Niewidniejące na mapie małe miasteczko North Hampton zamieszkują trzy na pozór zwykłe kobiety, które w rzeczywistości są czarownicami: Joanna i jej dwie córki -Freya i Ingrid. Przed wieloma laty Rada zabroniła im używać magii, dlatego bohaterki postanowiły przenieść się do małego i spokojnego miasteczka, gdzie będą mogły prowadzić normalne życie wśród śmiertelników. Akcja książki zaczyna się w dniu zaręczyn Freyi, gdzie dziewczyna nie może oprzeć się urokowi brata swojego narzeczonego - Killiana. Dziewczyna nie potrafi się opanować i wpada w jego ramiona, niezupełnie wiedząc co ją tak do niego przyciąga. To dopiero początek zawirowań w życiu tych trzech czarownic, Joanna od dawna wyczuwała zbliżające się zagrożenie, Ingrid najspokojniejszą z rodu Beauchamp zaczynają dręczyć koszmary, które wyraźnie wskazują, że stanie się coś niedobrego. Natura tych trzech kobiet sama prosi się o ujawnienie, Freya zaczyna sporządzać magiczne eliksiry, Ingrid leczy i pomaga chorym, a Joanna przywraca życia, chociaż wszystkie trzy wiedzą, że nie powinny tego robić. W North Hampton zaczynają dziać się dziwne rzeczy, ginie kilka osób, a na plaży leżą martwe ptaki. Czarownice już wiedzą, że nie może to być przypadek...

"Zapach spalonych kwiatów" nie jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością tej autorki. Pierwszy raz zetknęłam się z książką "Błękitnokrwiści" o której pewnie większość z Was słyszała. Niestety nie wspominam go najlepiej, nie przeczytałam nawet połowy tej książki bo chyba umarłabym z nudów. Może trochę przesadzam, ale tamta seria ani trochę nie przypadła mi do gustu, ale postanowiłam dać jeszcze jedną szansę tej autorce i sięgnęłam po jej najnowszą książkę o czarownicach z East Endu. Czy bardziej mi się podobała? Na pewno!

Język w książce nie jest trudny do przyswojenia, ale jak dla mnie niektóre opisy są zdecydowanie za długie i ciężko przez nie przejść. Fabuła jest skonstruowana bardzo ciekawie i ogólnie pani Melissa miała dobry pomysł na książkę, którego według mnie nie wykorzystała. Albo może to mi nie odpowiada styl pisania tej autorki, ale nie potrafiłam wciągnąć się w historię czarownic Beauchamp. Porównując tą książkę z "Błękitnokrwistymi" ta pozycja u mnie wypadła o wiele lepiej, tą przynajmniej przeczytałam do końca.

Plus dla autorki zdecydowanie należy się za wykreowanie tak specyficznych postaci. Każda z bohaterek jest inna i nie można ich do siebie porównywać. Freya to energiczna barmanka, Ingrid to ułożona bibliotekarka, a Joanna to odważna i silna kobieta. Przyznam, że bardzo lubię książki z motywem czarownic w tle, dlatego do "Zapachu spalonych kwiatów" podchodziłam z wielką chęcią, a do tego ta cudowna okładka, która kusi z daleka. Szkoda, że z każdym rozdziałem mój zapał stawał się coraz mniejszy. Po tej lekturze nadal nie jestem przekonana do twórczości Melissy de la Cruz, aczkolwiek nie było aż tak źle, momentami książka była naprawdę zaskakująca i do tego to zakończenie! Z jednej strony jestem ciekawa jak dalej potoczą się losy czarownic z North Hampton, ale z drugiej sama nie wiem...Może jeśli opis będzie zachęcający to przeczytam i drugą część.

Książkę mogę polecić na pewno tym, którym spodobali się "Błękitnokrwiści" pewnie nie będziecie zawiedzeni, ale również tym którzy nie mają niczego lepszego pod ręką. Może z mojej recenzji wynikać, że "Zapach spalonych kwiatów" mi się nie podobał, ale nie było wcale tak źle, m.in. dzięki ciągłej akcji i oczywiście motywowi czarownic.

Ocena: 3/6