środa, 3 stycznia 2018

173. Władca Cieni - Cassandra Clare


Tytuł: Władca Cieni
Autor: Cassandra Clare
Seria: Mroczne Intrygi #2
Stron: 848
Wydawnictwo: MAG

Osoby, które śledzą mojego bloga od dawna, wiedzą że jedną z moich ulubionych autorek jest Cassandra Clare. Zdarzały jej się lepsze i gorsze momenty w twórczości, szczególnie ostatnio, ale seria Mroczne Intrygi podobała mi się od samego początku. Teraz w końcu po długim oczekiwaniu mogłam zabrać się za drugi tom przygód Nocnych Łowców z Los Angeles.

Emma zrobiła wszystko aby Julian uwierzył, w to że nigdy nie będą dla siebie kimś więcej niż parabatai. Wiedziała, że złamie mu to serce, jednak alternatywa byłaby dla nich obojga znacznie gorsza. Miłość między parabatai jest zakazana i może przynieść śmiertelne skutki, stąd taką decyzję podjęła młoda Nocna Łowczyni. Niestety nie jest to jej jedyny problem. Nad Instytut w Los Angeles nadciągają czarne chmury, a jego mroczne tajemnice wychodzą na jaw. Ich ostatnią deską ratunku może być Czarna Księga Umarłych, którą każdy pragnie dostać w swoje ręce. Emma wraz z Cristiną i Julianem wyruszą do krainy Faerie by razem z Markiem odnaleźć magiczną księgę. Tam spotka ich wiele niespodzianek i niebezpieczeństw, z królową Jasnego Dworu na czele.

Mimo iż czytanie tego tomu zajęło mi dużo czasu przez ogrom obowiązków, to i tak mogę śmiało przyznać, że "Władca Cieni" spełnił moje oczekiwania. Po tym tomie spodziewałam się oczywiście rozwinięcia wątku zakazanej miłości między Emmą i Julianem- co w pewnym sensie dostałam, a także rozbudowanej i szybkiej akcji. Podobało mi się to, że autorka pokazała również świat Faerie, który do tej pory nigdy nie był tak szeroko przedstawiony, co na pewno zasługuje na plusa ode mnie. Oczywiście zdarzały się też momenty wolniejsze, ale jakby nie patrzeć taki odpoczynek od pędzącej akcji też był przydatny. Kolejnym dużym atutem "Władcy Cieni" była bez wątpienia jego nieprzewidywalność. Zazwyczaj z książkami Clare tak właśnie jest, ale wydaje mi się, że w tym przypadku autorka przeszła samą siebie. Jak to z zaskoczeniami bywa, raz są dobre a raz złe, co można było tutaj zaobserwować.

We "Władcy Cieni" przewija się mnóstwo bohaterów. Nadal istotną rolę odgrywają tu Emma i Julian, ale autorka przybliża czytelnikowi postać Kita - zaginionego Herondale'a. Z bólem serca przyznaję, że jego osoba w żaden sposób mnie do siebie nie przekonała, przez co czytanie rozdziałów z jego udziałem było dla mnie odrobinę męczące. Tak jak w przypadku "Pani Nocy" swoje pięć minut mieli również Clary i Jace z "Darów Anioła", a także Alec i Magnus. Nie miałam powodów, żeby na to narzekać, jednak można było zauważyć, szczególnie w przypadku Clary i Jace'a, że z upływem lat zmienili się i dojrzeli. Mam nadzieję, że w następnej części, również będziemy mieli okazje do wglądu w ich życie.

Podsumowując "Władca Cieni" to dobra kontynuacja, ale nadal będę obstawiała przy tym, że "Pani Noc" była odrobinę lepsza. Niemniej jednak uważam, że jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana świata Nocnych Łowców. Polecam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MAG

sobota, 21 października 2017

172. Podtrzymując wszechświat - Jennifer Niven


Tytuł: Podtrzymując wszechświat
Autor: Jennifer Niven
Stron: 402
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ocena: 5/6
Fragment powieści: LINK

Kilka miesięcy temu miałam okazję przeczytać "Wszystkie jasne miejsca", czyli poprzednią powieść autorki. Pamiętam, że wzbudziła ona we mnie całą masę uczuć, a po jej skończeniu miałam prawdziwego książkowego kaca i nie mogłam przestać myśleć o bohaterach, z którymi zdążyłam się zżyć. Gdy tylko dowiedziałam się o nowej powieści Jennifer Niven, oczywiście musiałam ją poznać. Czy była równie dobra jak poprzednia, albo może lepsza?

O Libby Strout słyszał prawie każdy. To była przecież "najgrubsza nastolatka w Ameryce", którą kiedyś wyniesiono z domu dźwigiem. Jednak oprócz jej ojca, nikt tak naprawdę nie zna Libby, ani nawet nie próbuje tego zmienić. Dziewczyna jest postrzegana jedynie poprzez pryzmat swojej wagi, a chyba nie ma nic bardziej krzywdzącego od tak powierzchownej oceny. Teraz Libby jest na dobrej drodze do zmiany swojego życia, a przede wszystkim ma już dość siedzenia zamknięta w czterech ścianach i postanawia wrócić do szkoły. To będzie dla niej prawdziwe wyzwanie.

Jack Masselin to chłopak, którego wszyscy znają i darzą sympatią. Na pozór wyluzowany i lekko arogancki nastolatek, który w głębi duszy skrywa pewien sekret. Cierpi on na rzadką chorobę mózgu zwaną prozopagnozją, której objawem jest niemożność rozpoznawania twarzy. Jack codziennie rano na nowo musi poznawać swoją twarz, a także bliskich mu osób. Jakby życie nastolatka nie było wystarczająco trudne, chłopak stara się jak może by nie wyróżniać się z tłumu i uchodzić za "normalnego", gdyż boi się tego, jak ludzie zareagowaliby na wieść o jego niespotykanej chorobie.

Ścieżki Libby i Jacka przetną się po raz kolejny za sprawą pewnej okrutnej zabawy. Co niektórym wydawało się śmieszne, stało się krzywdzące dla innych. Jednak to doświadczenie nauczy tę dwójkę kilku ważnych życiowych lekcji, a przede wszystkim pozwoli im odkryć prawdziwych siebie.

Najnowsza powieść Jennifer Niven jest zdecydowanie inna niż ostatnia, którą czytałam, jednak z obu można wynieść wiele dobrego. "Podtrzymując wszechświat" to na pozór kolejna książka młodzieżowa o nastolatkach z problemami, ale przecież jeśli czegokolwiek się z niej dowiedziałam, to właśnie tego by nie oceniać po pozorach. Jest to chyba najważniejsza lekcja, jaką każdy powinien poznać i wdrożyć w swoje życie. Bo ta historia to coś zdecydowanie więcej niż może się wydawać. Otworzyła nie tylko moje oczy, ale także serce. Przekonała mnie, że każdy ma swoją historię i rzeczy, z którymi się zmaga, ale nie zawsze decyduje się nimi dzielić, o czym powinniśmy pamiętać zanim kogoś zbyt pochopnie ocenimy.

Myślę, że największymi atutami tej książki są jej bohaterowie, a w szczególności Libby i Jack. Autorka postanowiła podzielić narrację pomiędzy nich, dzięki czemu możemy dokładnie wczuć się w ich sytuacje. Polubiłam ich oboje, jednak postać Libby skradła moje serce. Mimo młodego wieku wycierpiała wiele, a do tego na każdym kroku ludzie wytykają jej tuszę, jakby to właśnie ona ją definiowała. Libby oczywiście czuje się dotknięta obelgami, ale nie daje im wygrać. Zna swoją wartość i wie, że jeśli tylko chce, może osiągnąć wszystko o czym marzy. Taka postawa naprawdę skłoniła mnie do myślenia i pewnej zmiany poglądów.

"Podtrzymując wszechświat" to piękna historia o szukaniu siebie, ale także o szeroko pojętej akceptacji. Myślę, że gdyby więcej osób się z nią zapoznało i wzięło przykład z Libby Strout to świat byłby chociaż odrobinę lepszym miejscem. Bardzo Was zachęcam do lektury!

Za egzemplarz bardzo dziękuję Forever Young Books
(Wyd. Bukowy Las)

środa, 30 sierpnia 2017

171. Dżentelmen w Moskwie - Amor Towles (przedpremierowo)

Tytuł: Dżentelmen w Moskwie
Autor: Amor Towles
Stron: 524
Wydawnictwo: Znak Literanova

PREMIERA: 27 września 2017

Czasem mam ochotę sięgnąć po książkę, która jest innego gatunku niż mój zwyczajowy wybór. Obecnie w mojej biblioteczce króluje fantastyka oraz literatura młodzieżowa, przeplatana z kryminałami. Wcześniej próbowałam co nieco literatury klasycznej, ale nie przypadliśmy sobie do gustu, więc zaprzestałam starań. Jednak odkąd trafiłam w liceum na dzieła Dostojewskiego, zdecydowanie przepadłam, a jako, że akcja "Dżentelmena w Moskwie" dzieje się w Rosji, tak samo jak "Zbrodni i kary", która skradła moje serce, postanowiłam, że spróbuję i sprawdzę czy Towles również urzeknie mnie swoim dziełem.

Wszystko zaczęło się od jednego, z pozoru niewinnego wiersza. Hrabia Aleksander Rostow prowadzący dotąd życie pełne dostatku, mieszkający w jednym z najlepszych apartamentów w ekskluzywnym hotelu Metropol, musi zrezygnować ze wszystkich swoich wygód, przez jeden wiersz. Zostaje on dożywotnio skazany przez bolszewicki sąd, na zajęcie małego pokoiku na poddaszu tegoż hotelu. Rostow doskonale zdaje sobie sprawę, że od teraz wszystko może się dla niego skończyć - lub wręcz przeciwnie, z odpowiednim nastawieniem, przystosowawszy się do warunków, jego życie może się dopiero zacząć. Bohater zostaje pozbawiony wszystkiego, co do tej pory definiowało jego status, ale nikt nie jest w stanie odebrać mu bogactwa, które nosi w sobie.

"Dżentelmen w Moskwie", to niesamowita historia o człowieku, którego życie uległo nagłej zmianie o sto osiemdziesiąt stopni w ciągu kilku chwil. Hrabia próbuje na nowo próbuje wpleść do niego ład i porządek, podczas gdy za murami hotelu rozgrywają się historyczne momenty. Rostow jednak nie może sam ich doświadczyć będąc uwięzionym w hotelu. Nie może wyjść do teatru czy opery, ale stara się kontynuować pozostałe tradycje, chodząc raz w tygodniu o wyznaczonej porze do fryzjera, pojawiać się w hotelowej wykwintnej restauracji, a także rozwinąć znajomości z personelem. Mimo, że utracił wiele i odebrano mu wolność, hrabia pozostaje człowiekiem pokornym i dobrym, a do tego jest prawdziwym dżentelmenem, dla którego honorowe zachowanie jest w życiu kluczowe. Mogłoby się wydawać, że nic go już nie zaskoczy, do czasu gdy poznaje pewną dziewczynkę, dzięki której jego życie znowu zostanie wywrócone do góry nogami.

Książkę Towlesa czytałam z zapartym tchem, od samego początku. Dzięki niej dowiedziałam się nieco więcej o historii Rosji, bo mimo, że bohater był zamknięty w hotelu to wydarzenia rozgrywające się poza nim, miały znaczny wpływ na funkcjonowanie hotelu i jego mieszkańców. Akcja rozgrywa się na przestrzeni ponad trzydziestu lat, a więc czytelnik ma wgląd w wielką część życia bohatera i należy tutaj zaznaczyć, że przez cały ten czas postać hrabiego stawała się mi coraz bliższa, tak jak reszta wspaniałych bohaterów powieści, których poznał.

Jestem urzeczona lekturą "Dżentelmena w Moskwie" i bardzo się cieszę, że dałam jej szansę się porwać. Jest to książka obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli historii, szczególnie Rosji, a także dla osób ceniących sobie literaturę z przesłaniem, która skłania do myślenia. Dla mnie była to lektura pełna emocji, w której radosne momenty przeplatały się z wielkim wzruszeniem, a więc na pewno długo o niej nie zapomnę. Polecam!

Za możliwość przedpremierowej lektury 
dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

niedziela, 20 sierpnia 2017

170. Pochodnia w mroku - Sabaa Tahir


Tytuł: Pochodnia w mroku
Autor: Sabaa Tahir
Seria: Ember in the Ashes #2
Stron: 510
Wydawnictwo: Akurat
Ocena: 9/10

Recenzja pierwszego tomu: TU

Serię Ember in the Ashes poznałam po raz pierwszy prawie dwa lata temu i od tamtej pory nie mogłam się doczekać aż ponownie wkroczę do świata Lai i Eliasa. Wtedy zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie, ale niestety na drugi tom autorka kazała nam czytelnikom długo czekać. Miałam obawy, że niewiele będę pamiętać z fabuły co utrudni mi czytanie kontynuacji, ale jak było w rzeczywistości?

Laia wraz z Eliasem prowadzą życie uciekinierów. Odkąd opuścili Czarny Klif, są jednymi z najbardziej poszukiwanych przestępców w Imperium, jednak mają misję do wykonania i nie zamierzają dać się złapać. Odkąd dowiedzieli się gdzie przebywa brat Lai - Darin oraz jakie umiejętności posiadł, muszą zrobić wszystko by go wydostać z Kauf. Może być on jedyną deską ratunku dla wszystkich Scholarów, których czeka pewna śmierć bez niego. Tymczasem Helenie Aquilli ogłoszonej nowym Krukiem Krwi, powierzono zadanie, którego zrealizowanie zagwarantuje jej koniec przyjaźni z Eliasem. Czy dziewczyna odważy się sprzeciwić imperatorowi i stanie po stronie młodego Veturiusa? Czy dwóm zbiegom, scholarskiej dziewczynie i wojaninowi uda się uratować jedynego człowieka, który jest w stanie przeważyć szalę zwycięstwa w wojnie między okrutnym Imperium a Scholarami?

W przypadku tej serii w jednym miałam rację. Niewiele pamiętałam z "Imperium Ognia", lecz w miarę zagłębiania się w fabułę drugiej części, elementy układanki zaczynały wskakiwać na swoje miejsce i nie stanowiło to dla mnie problemu. Owszem, szkoda że tyle trzeba było czekać na kontynuację, ale nawet mimo tego "Pochodnię w mroku" czytało mi się wyśmienicie i całe te oczekiwanie się opłaciło. Sabaa Tahir ponownie zachwyciła mnie swoimi pomysłami, a przede wszystkim swoim stylem. Mam wrażenie, że o czymkolwiek by pisała i tak zainteresowałoby mnie to ze względu na dobór słów jakim się posługuje. Nic na to nie poradzę, że mam słabość do tej serii i już żałuję, że nie mam pod ręką trzeciego tomu, którego premiera w Ameryce przypada dopiero na kwiecień przyszłego roku. Mam tylko nadzieję, że na tłumaczenie nie będziemy musieli czekać za długo.

Często kontynuacje nie dorównują poprzednikom, ale "Pochodnia w mroku"jest równie świetna jak pierwsza część serii. Akcja trzyma w napięciu prawie przez cały czas, a moje przywiązanie do bohaterów rosło z każdą stroną, a ja nie mogłam się oderwać od lektury. Tym razem autorka podzieliła narrację na trzech bohaterów: Laię, Eliasa oraz Helenę. Bardzo mnie to ucieszyło, gdyż od pierwszej części polubiłam tę ostatnią i chciałam bliżej poznać jej historię. Okazało się, że Helena to wspaniała wojowniczka o dobrym sercu, które zostaje wystawione na poważną próbę. Przed bohaterami stoi jeszcze więcej niebezpieczeństw niż ostatnim razem, ale wspólnie mają szansę odnieść zwycięstwo.

Sabaa Tahir tym tytułem udowodniła, że jest stworzona do takich historii. Mimo, że seria jest jej debiutem, absolutnie nie sprawia ona takiego wrażenia, gdyż jest napisana na najwyższym poziomie. Ember in the Ashes stała się jedną z moich ulubionych, dlatego zawsze z wielką radością będę sięgać po kolejne powieści autorki. Jeśli lubicie fantastykę, pędzącą akcję, świetnie wykreowanych bohaterów, a przede wszystkim dobrze napisane książki, to zachęcam Was do poznania twórczości Saby Tahir. Mocno polecam!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat
(oraz Business&Culture)

wtorek, 11 lipca 2017

169. "Caspar Lee" - Emily Riordan Lee

Tytuł: Caspar Lee
Autorzy: Emily Riordan Lee i Caspar Lee
Stron: 250
Wydawnictwo: Egmont

Jeszcze rok temu nie wiedziałam co takiego interesującego można znaleźć na YouTubie. Moje korzystanie z tej platformy kończyło się na słuchaniu muzyki i nic poza tym. Jednak przez przypadek trafiłam na filmiki brytyjskich vlogerów, a dokładnie Zoelli - znanej głównie z life-style'owych i makijażowych filmików, a zaraz później na jej brata Joe, który zasłynął na swoim kanale poczuciem humoru. Właśnie wtedy doszłam do wniosku, że sporo mnie ominęło. Caspara Lee odkryłam przy okazji, gdyż jest on przyjacielem Joe'go, a na jego kanale można obejrzeć zabawne skecze. Oglądając jego filmiki, zawsze można liczyć na porządną dawkę humoru i rozrywki, co aktualnie jest powodem, dla którego zaczęłam nie tylko częściej, ale nawet regularnie odwiedzać YouTube, aby obejrzeć nowości na moich ulubionych kanałach.

Wielu youtuberów ma możliwość wydania książki, a na polskim rynku znajdziemy ich coraz więcej. Nie mówię tu tylko o światowych, ale także polskich twórcach i nie jest to wcale nic dziwnego, zważywszy na to, jak wielu posiadają widzów. Dlatego też ich książki zazwyczaj plasują się na szczytach bestsellerów. Jeśli chodzi o tytuł, który ostatnio trafił w moje ręce, jest on autorstwa Emily Riordan Lee czyli matki Caspara, ale sam zainteresowany również miał wkład w pisanie książki, a mianowicie znajdziemy w niej jego adnotacje i rysunki. Lee postawili na biografię, co z początku może zaskakiwać, gdyż Caspar ma dopiero 23 lata. Jednak mimo młodego wieku, może się on pochwalić całkiem ciekawym życiem, zwłaszcza, że już od małego miał wiele przygód mieszkając z rodziną w Południowej Afryce.

Książka na tyle, na ile jest to możliwe dość szczegółowo opowiada historię Caspara oraz jego rodziny, od momentu jego urodzenia aż do teraz. Na pewno jest to świetna gratka dla każdego fana, bo dzięki niej można się dowiedzieć wielu nieznanych dotąd ciekawostek z jego życia. Dodatkowo może ona służyć jako całkiem dobry przykład jeśli samemu myślało się o zostaniu youtuberem, co zdecydowanie ułatwi poznanie wszystkiego zza kulis.

Pisząc o tej książce, na pewno nie mogę pominąć jej pięknego wydania. Strony są z grubszego, błyszczącego papieru, rysunki dopracowane, a uwagi Caspara estetycznie wpasowane. Zdecydowanie przyjemnie mi się ją czytało i oglądało. Ja jestem zadowolona z tej lektury, dlatego polecam ją szczególnie wszystkim tym, którzy znają i lubią Caspara Lee, ponieważ jest to świetna sprawa jeśli chcecie się dowiedzieć o nim czegoś więcej.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Egmont


środa, 21 czerwca 2017

168. Królestwo Kanciarzy - Leigh Bardugo


Tytuł: Królestwo Kanciarzy
Autor: Leigh Bardugo
Seria: Szóstka Wron #2
Stron: 579
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 7/10

"Strach jest jak feniks: choćbyś tysiąc razy widziała jak spłonął, zawsze wróci."

Od premiery "Szóstki Wron" zauważyłam, że z książkami Leigh Bardugo niektórzy mają mały problem i nawet najbardziej pozytywne recenzje nie potrafią ich przekonać do poznania jej nowej serii. Wiem też, że jest bardzo wiele osób, które pokochały jej twórczość i zawzięcie czytają wszystko co wyjdzie spod jej pióra. Próbuję się jakoś przyporządkować do którejś z grup, ale wydaje mi się, że w tym przypadku nic nie jest tylko czarne i białe. Przede wszystkim znam tylko tą serię Bardugo, natomiast Trylogii "Grisza" jeszcze nie czytałam, chociaż zdecydowanie jestem skłonna dać jej szansę. Dzisiaj jestem po lekturze drugiego tomu "Szóstki Wron" i muszę przyznać, że ten tom był chyba nawet lepszy od pierwszego.

Po dokonaniu niemożliwego, Kaz Brekker i jego ekipa powinni świętować swój sukces z milionami kruge w kieszeni. Niestety mimo tego, że ich akcja w Lodowym Dworze się udała, zostali oszukani przez swojego zleceniodawcę Jana Van Ecka. Zostali bez funduszy, osłabieni jako drużyna i do tego w dużym niebezpieczeństwie. Tym razem chodzi o coś dużo ważniejszego niż pieniądze, w grę wchodzą życia ludzi i niedokończone porachunki. Wrony muszą trzymać się razem, ale czy uda im się dokonać zemsty i odzyskać to, co do nich należy?

Wydawało mi się, że "Szóstka Wron" nie powinna mieć kontynuacji, ponieważ historia jaką przedstawiła autorka, spokojnie mogłaby się skończyć na jednym tomie. Jednakże zakończenie jakie wymyśliła Bardugo nie pozostawiało złudzeń- musi być coś więcej. Myśląc o tym teraz, dochodzę do wniosku, że to był dobry manewr, ponieważ autorka miała jeszcze sporo do przekazania o Wronach. Ten tom podobał mi się chyba bardziej, dlatego, że poznani przeze mnie bohaterowie w "Szóstce Wron", tutaj mieli jeszcze dużo do zaoferowania. Trzeba przyznać, że postaci jest tutaj sporo, ale na szczęście każdy z nich ma po kilka swoich rozdziałów, a więc udało mi się poznać ich jeszcze lepiej.

Cieszę się, że moje obawy o to, że "Królestwo Kanciarzy" będzie naciągane, się nie spełniły. Leigh Bardugo po raz kolejny stworzyła przemyślaną i spójną historię, która naprawdę wciąga do swojego świata. Jak zwykle byłam zachwycona kreacją bohaterów, ale na uwagę zasługuje tu również język i styl autorki, która odpowiednio dozowała dawkę humoru i sarkazmu, pomiędzy smutnymi momentami, które przecież nieustannie towarzyszyły bohaterom.

Podsumowując, swoją przygodę z duologią Szóstka Wron uważam za udaną. Zdecydowanie była ona pełna wrażeń i przeróżnych emocji, a przecież o to właśnie w literaturze chodzi. Jeśli szukacie dobrej lektury, która zapewni Wam porządną rozrywkę, to zapewniam, że Szóstka Wron to zrobi. Polecam serdecznie, a mi pozostaje już tylko zabranie się za trylogię Grisza, co na pewno poczynię.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG

środa, 3 maja 2017

167. Opowieści z Akademii Nocnych Łowców - Cassandra Clare i inni



Tytuł: Opowieści z Akademii Nocnych Łowców
Autorzy: C. Clare, S. Rees Brennan, M. Johnson, R. Wasserman
Stron: 654
Wydawnictwo: MAG


Książki Cassandry Clare od wielu lat należą do grona moich ulubionych. Pierwsze tytuły czytałam będąc w gimnazjum, a Świat Nocnych Łowców tak mnie wciągnął, że nawet teraz będąc na studiach wracam do bohaterów, których poznałam siedem lat temu. Z jednej strony cieszę się, że dzięki nowym historiom tak naprawdę nigdy nie musiałam się żegnać z ulubionymi postaciami, a z drugiej zastanawiam się, czy nowe opowieści mają sens?

"Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" opowiadają losy Simona Lewisa niedługo po wydarzeniach z ostatniego tomu Darów Anioła, czyli "Miasta Niebiańskiego Ognia". Simon to postać, która na przełomie sześciu tomów serii przeszła ogromną przemianę zarówno fizyczną jak i psychiczną. Mieliśmy okazję go poznać jako wielkiego fana gier wideo i filmów science-fiction, który był najlepszym przyjacielem Clary. Jednak Simon z pierwszego tomu, a z ostatniego, to skrajnie różne postaci. Chłopak zdążył zostać wampirem, a przy okazji uratować świat razem z resztą przyjaciół. Teraz stracił pamięć i nie przypomina sobie wydarzeń do kilku lat wstecz, a poza tym nie jest już wampirem. Lewis nie może sobie poradzić z emocjami wiążącymi się z oglądaniem twarzy ludzi, którzy byli kiedyś jego przyjaciółmi, a teraz wydają mu się zupełnie obcy. Słuszną opcją wydaje mu się zostanie Nocnym Łowcą, dlatego wybiera się do Akademii w Idrisie, gdzie być może uda mu się odnaleźć siebie i odzyskać utracone wspomnienia.

Chciałabym zacząć od tego, że nie jestem wielbicielką opowiadań, chociaż dla Clare robię wyjątki i sięgam po nie w ciemno. Tak właśnie było w przypadku "Kronik Bane'a", które ostatecznie mi się spodobały. Tutaj podeszłam do lektury z pozytywnym nastawieniem i bez żadnych obiekcji. Niestety "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" lekko mnie rozczarowały. Wydaje mi się, że problemem było mieszanie wielu różnych wątków innych postaci takich jak Robert Lightwood, Helen Blackthorn, a co było dla mnie zaskoczeniem nawet Tessy Grey i jej syna. Każdy rozdział był jakby zupełnie nową historią, a do tego napisaną w innym duecie, co było trochę dezorientujące. Brakowało mi w tej książce większej ciągłości wydarzeń, ale zdaję sobie sprawę, że są to opowiadania, które mają to do siebie, że taka będzie ich konstrukcja, aczkolwiek w ogólnym rozrachunku, książka mi się podobała i nie żałuję, że po nią sięgnęłam.

Osobiście wolałabym, żeby historia Simona Lewisa nie była przedstawiona w formie opowiadań, ale mimo tego, czytało mi się je przyjemnie, a dzięki nim poznałam kilka ciekawych historii o innych, znanych Nocnych Łowcach. "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców" to ciekawy dodatek dla każdego fana serii Cassandry Clare, zwłaszcza, że zawsze miło jest powrócić do ukochanych bohaterów i przy okazji poznać ich dalsze losy. Polecam!

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG

wtorek, 7 marca 2017

166. Zakazane życzenie - Jessica Khoury


Tytuł: Zakazane życzenie
Autor: Jessica Khoury
Stron: 376
Wydawnictwo: SQN
Ocena: 7/10

"Nie można wybrać swojego losu, ale można wybrać, kim staniemy się za jego sprawą."

Jako dziecko uwielbiałam wszelkiego rodzaju baśnie i opowiadania. Jedną z moich ulubionych była "Baśń Tysiąca i jednej nocy", dlatego wiedziałam, że muszę dostać w swoje ręce "Zakazane życzenie", które jest historią Aladyna opowiedzianą na nowo. Zapowiadała się prawdziwa uczta wyobraźni dla takiego mola książkowego jak ja!

Znany złodziejaszek Aladyn otrzymuje misję do wykonania. Ma wykraść pewien wyjątkowy pierścień z rąk księcia, ale nie spodziewa się, że moc owego przedmiotu doprowadzi go do jeszcze cenniejszej zdobyczy. Od wieków wśród mieszkańców Parthenii krążyły pogłoski o lampie i uwięzionym w niej dżinie, jednak nikt łącznie z Aladynem nie dawał temu wiary. Było tak do momentu, gdy ów chłopak odnalazł lampę wraz z dżinem, który obiecał spełnić jego trzy życzenia.

W powieści Khoury dżinem jest kobieta - Zahra, która pięćset lat temu zdradziła swoją ludzką przyjaciółkę Roszanę i po latach więzienia w lampie, nareszcie zostaje przywołana przez Aladyna. Teraz pozostaje jej tylko czekać aż chłopak wypowie trzy życzenia i z powrotem wyląduje w magicznym naczyniu. Jednakże gdy wielki król wszystkich dżinów Nardukha dowiaduje się o uwolnieniu Zahry, proponuje jej układ nie do odrzucenia. Dziewczyna ma uwolnić jego syna Zhiana z pałacu, a w zamian odzyska wolność. Stawka jest olbrzymia, zwłaszcza, że niewywiązanie się z umowy oznacza dla mieszkańców Parthenii i samego Aladyna zagładę. Czy Zahrze uda się uwolnić Zhiana i ochronić mieszkańców przed gniewem samego Szajtana?

Chciałabym przede wszystkim wyrazić swój zachwyt nad okładką tej książki, gdyż niewątpliwie jest to jedna z piękniejszych jakie posiadam w swojej biblioteczce. Cudowna oprawa i złote zdobienia od razu przyciągnęły mój wzrok. Nie inaczej było z samą treścią książki, która okazała się być niesamowitą przygodą w baśniowym klimacie. Był to dla mnie powrót do przeszłości, ale oczywiście w zmienionej formie co odebrałam bardzo pozytywnie. Podobał mi się styl autorki, która w plastyczny sposób przedstawiła magiczny świat Aladyna. Narratorem powieści nie był jednak on, ale dżin, co również było ciekawym zabiegiem. Bohaterów polubiłam od razu, nie tylko znanego mi już księcia złodziei, ale również Zahrę, która mimo tego, że w swoim długim życiu popełnia kilka błędów, za które słono zapłaciła, to nadal pozostała odważną, silną i przede wszystkim zdolną do uczuć kobietą-dżinem.

"Zakazane życzenie" to świetny retelling "Baśni tysiąca i jednej nocy", który urzekł mnie od samego początku. Autorka miała ciekawy pomysł na odnowienie tej wspaniałej baśni i moim zdaniem bardzo dobrze jej to wyszło. Książka o nieustannie toczącej się walce dobra ze złem, sile przyjaźni, a także miłości - chociażby tej zakazanej. Lektura "Zakazanego życzenia" to była dla mnie prawdziwa przyjemność i mam nadzieję, że w Waszym przypadku będzie tak samo. Gorąco polecam!

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu SQN

piątek, 30 grudnia 2016

Przedpremierowo: W sercu światła - Amie Kaufman & Meagan Spooner


Tytuł: W sercu światła
Tytuł oryginału: Their Fractured Light
Autorki: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Seria: Starbound #3
Stron: 367
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
PREMIERA: 11 stycznia 2017


Po skończeniu drugiego tomu serii Starbound, marzyłam tylko o tym by zabrać się za następny. Miałam to szczęście, że "W sercu światła" miałam już dostępne pod ręką, zatem bez długiego czekania mogłam zanurzyć się w lekturze.

Sofia jest uciekinierką z Avonu. Po tragicznej śmierci ojca trafia na Korynt, gdzie wiedzie życie w ciągłym strachu i obawie, że wkrótce zostanie złapana. Jednak dziewczyna jest pogodzona z losem, a co najważniejsze przyświeca jej jeden cel, który chce zrealizować bez względu na konsekwencje i jest nim zemsta na Rodericku LaRoux, który odebrał jej wszystko. Aby tego dokonać będzie potrzebować pomocy innych osób, ale czy ją otrzyma i za jaką cenę?

Gideon wiele lat temu stracił brata. Chłopak nadal nie pogodził się z tą stratą, ale swoją rozpacz zamienił w siłę, która pomogła mu się stać najlepszym hakerem na planecie, jeśli nie całej galaktyce. Poprzez kable i sieci może kontrolować prawie wszystko. Okazuje się, że z Sofią mają wspólnego wroga i cel, którym jest pokonanie LaRoux Industries i tego kto stoi na czele organizacji. Mimo, że oboje mają ogromne problemy z zaufaniem, postanawiają dać sobie szansę i razem stawić czoła wrogowi.

Nie mogę uwierzyć, że właśnie skończyłam czytać ostatni tom Starbound, serii którą niezmiernie polubiłam. "W sercu światła" przenosi nas na planetę Korynt, gdzie wszystkie spiski i intrygi mają miejsce. Mam wrażenie, że ta część jest zupełnie inna od poprzednich. Czułam jakby ona cała była wielkim finałem od początku do końca, może dlatego, że akcja była jeszcze bardziej zagęszczona niż przy poprzednich dwóch. Planeta Korynt jest bardzo rozwinięta, szczególnie pod względem technologicznym. Jeden z dwójki głównych bohaterów Gideon czuje się tam jak na swoim terenie, a ze swojej kryjówki może obserwować wszystko, wystarczy, że podłączy się do sieci. Dzięki temu jest idealnym sprzymierzeńcem dla Sofii, ale nie tylko dla niej, gdyż mniej więcej od połowy książki, powracają nasi starzy i dobrzy bohaterowie z poprzednich części, co oczywiście było dużym plusem. Natomiast co za tym idzie, z wszystkich postaci w serii, Sofię i Gideona poznajemy najmniej.

"W sercu światła" nie skupia się już tak bardzo na samych bohaterach, a bardziej na akcji i głównym celu wszystkich postaci. Każdy z nich pragnie klęski LaRoux i przywrócenia wolności "Szeptom". Lilac, Tarver, Jubilee, Flynn, a także Sofia i Gideon wspólnymi siłami walczą zarówno z tym co nieznane i nieodgadnione czyli Szeptami, ale również z bliską osobą dla Lilac. Nie będzie to łatwy pojedynek, ale żadna ze stron nie chce odpuścić.

Przez ostatnie rozdziały było mi naprawdę smutno, że to już koniec tak fantastycznej kosmicznej serii, bo zżyłam się z bohaterami i na pewno będzie mi ich brakowało. Swoją przygodę z serią będę wspominać bardzo ciepło, mimo, że przecież świat w niej przedstawiony był pełen okrucieństwa i smutku, lecz poprzez wszystkie te złe uczucia przebijała się nadzieja i miłość. Trzy piękne historie i szóstka wspaniałych bohaterów- seria Starbound zdecydowanie podbiła moje serce. Polecam serdecznie!

Za możliwość lektury, dziękuję Wydawnictwu Otwarte

sobota, 10 grudnia 2016

Przedpremierowo: W spojrzeniu wroga - Amie Kaufman & Meagan Spooner


Tytuł: W spojrzeniu wroga
Autorki: Amie Kaufman & Meagan Spooner
Seria: Starbound #2
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 6/6
PREMIERA: 11 stycznia 2016


Seria Starbound podbiła moje serce już przy pierwszym tomie. O tej kosmicznej historii bardzo długo nie mogłam zapomnieć, a teraz w końcu doczekałam się jej kontynuacji! Nawet nie wyobrażacie sobie jak się cieszę z tego powodu. Ale do rzeczy! Czy "W spojrzeniu wroga" jest co najmniej tak dobre jak "W ramionach gwiazd"?

Lee Chase jest bezwzględną żołnierką. Ukształtowały ją tragiczne doświadczenia z przeszłości, przez co musiała ukrywać się pod maską człowieka bez duszy i serca. W końcu przy karierze jaką wybrała, okazywanie jakichkolwiek uczuć byłoby niczym więcej jak przeszkodą. Lee stacjonuje od niedawna na planecie Avon. Niestety nie jest to przyjazne miejsce, nawet same środowisko naturalne o tym świadczy. Od lat na planecie przeprowadzane są badania, które mają pomóc w rozwinięciu się roślinności, jednak tak zwana Terraformacja nie przynosi rezultatów. Mieszkańcy planety są podzieleni, Rebeliantom udało się zyskać rozejm ze stacjonującymi na Avonie żołnierzami, jednak jest on kruchy jak lód. Wystarczy niewielka iskra by go złamać. 

Flynn Cormac brat Orli- jednej z ważniejszych postaci wśród Rebeliantów, która poświęciła swe życie w walce o wolność, ma dość ciągłego czekania aż sprawy wymkną się spod kontroli i postanawia podjąć pewien bardzo ryzykowny krok. Dotyczy on Lee Chase i może być dla jego ludzi jedynym ratunkiem. Czy rebeliantowi uda się wywalczyć stały pokój, przy pomocy Chase? Plan wydaje się być szalony, zważywszy na to, że rebeliant i żołnierka są swoimi śmiertelnymi wrogami...

Gdy dowiedziałam się, że kontynuacja "W ramionach gwiazd" nie będzie prowadzona z perspektywy tamtejszych bohaterów, byłam zawiedziona. Przede wszystkim dlatego, że niezmiernie polubiłam Tarvera i Lilac, a zżerała mnie ciekawość jak potoczą się ich dalsze losy. Niemniej jednak, nadal chciałam dowiedzieć się co wydarzy się później, nawet jeśli oznaczało to pewne pożegnanie z ukochanymi bohaterami. Okazało się, że mimo iż nie są oni już głównymi postaciami, to nadal się w książce pojawiają. Dlatego każde wzmianki na ich temat mnie cieszyły, ale tym razem swoją uwagę przeniosłam na Jubilee i Flynna, którzy tak samo skradli moje serce. Autorki mają niezwykły dar kreowania swoich postaci, tak że nie sposób jest się nimi nie interesować lub ich nie polubić. Nie przychodzi to jednak od razu, ale dopiero po czasie, gdy razem z nimi podejmujemy się podróży po Avonie.

Tym razem autorki zaprosiły nas na właściwie umierającą planetę Avon. Panuje tam chaos i nieustanna walka pomiędzy dwoma stronami. W środku tego zamieszania, na mglistych bagnach czai się nieodgadniona moc. Wyraźnie widać tu podobieństwa do pierwszego tomu, jednak tutaj mamy okazję w końcu dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat. W tej chwili jedyne o czym mogę myśleć, to trzeci tom, po którego przeczytaniu uzyskam resztę odpowiedzi. Wracając do "W spojrzeniu wroga", książka rzuciła mnie na kolana. Myślę, że to zasługa bardzo zgranego duetu Kaufman i Spooner, które kolejny raz spisały się świetnie. Autorki dokładnie wiedzą czego czytelnik pragnie i potrafią idealnie zagrać mu na emocjach. 

Drugi tom serii Starbound zrobił na mnie równie wielkie wrażenie jak poprzedni. Autorki udowodniły, że każdy aspekt tej historii mają dobrze przemyślany i wiedzą jak go rozegrać, tak aby czytelnik chciał więcej. "W spojrzeniu wroga" to pełna napięcia i emocji książka, od której nie mogłam się oderwać. Autorkom ponownie udało się stworzyć ciekawych i ludzkich bohaterów, których losy bardzo mnie poruszyły. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać pierwszego tomu, bardzo Was do tego zachęcam, a ja teraz zabieram się za "W sercu światła". Polecam!

Za możliwość przedpremierowej lektury, dziękuję Wydawnictwu Otwarte :)



niedziela, 4 grudnia 2016

163. Szóstka Wron - Leigh Bardugo


Tytuł: Szóstka Wron
Autor: Leigh Bardugo
Seria: tom #1
Stron: 493
Wydawnictwo: MAG

Odkąd po raz pierwszy zobaczyłam zapowiedź tej książki, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Już od dawna o moje uszy obijało się nazwisko Bardugo. W 2013 roku w Polsce ukazała się drukiem jej pierwsza trylogia o nazwie Grisza. Mimo wielu pozytywnych opinii jakie o niej krążyły, ja nadal nie miałam okazji jej przeczytać. Niemniej jednak, jakiś czas temu autorka napisała kolejną historię dziejącą się w uniwersum z poprzedniej trylogii, a tą książką jest właśnie "Szóstka Wron", która zbiera równie pochlebne, albo nawet i lepsze opinie niż poprzedniczka. Postanowiłam sprawdzić, czy faktycznie jest ona tak dobra jak mówią i zabrałam się do czytania.

Kaz Brekker kiedyś był biednym i nieporadnym chłopcem. Lata ciężkiej pracy, krwi i potu sprawiły, że teraz jest szefem jednego z groźniejszych gangów w Baryłce. Pewnego razu dostaje ofertę, na którą zgodziłby się jedynie szaleniec. Włamać się do Lodowego Dworu- twierdzy niezdobytej przez nikogo, strzeżonej licznymi zabezpieczeniami i uwolnić znajdującego się w nim zakładnika. Nagroda? Przekraczająca wszelkie wyobrażenie kwota, która wreszcie pozwoliłaby Kaz'owi odegrać się na swoim wrogu, który kiedyś odebrał mu wszystko. Wygląda na to, że jest on jedynym człowiekiem, który z pomocą dobrze dobranej ekipy, może zrealizować ten plan. Szóstka niebezpiecznych ludzi o wszechstronnych umiejętnościach, jeden szalony skok i bogactwo, które nie mieści się w głowie. 

Chcę od razu zaznaczyć, że miałam ogromne oczekiwania wobec tej książki. Wcześniej spotkałam się właściwie z samymi pozytywami na jej temat, dlatego spodziewałam się, że mnie również zachwyci. "Szóstka Wron" okazała się inna niż zakładałam, jednakże nie jest to akurat zła rzecz. Mimo, że sam zamysł fabuły opiera się na włamaniu i uwolnieniu zakładnika, to myślałam, że może będzie tu więcej pobocznych wątków. Może to dobrze, że nie było ich zbyt wiele, tylko zostały zastąpione akcją, której zdecydowanie nie brakuje. W książce ciągle coś się dzieje i autorce cały czas udawało się mnie zaskoczyć.

Dużym plusem tej książki jest niezaprzeczalnie kreacja świata, a także bohaterów. Jednak to właśnie Baryłka, obskurne miasteczko pełne złodziejaszków i innych czarnych charakterów, uformowało bohaterów tej powieści. Szczególnie Kaza, którego trudna młodość w tym miejscu, zmieniła na zawsze. Nie było mu łatwo żyć w tym środowisku, jednak jego ogromna chęć zemsty, codziennie go napędzała i dzięki temu udało mu się nie tylko przetrwać, ale zyskać szacunek i pozycję wśród Szumowin, czyli gangu, którym przewodzi. Ta misja, wydaje się być stworzona dla niego, więc jeśli komukolwiek miałaby się ona udać, to właśnie jemu i pozostałym Wronom. Każdy z nich jest świetnie wykreowany i wcale nie są oni jedynie tłem tej powieści. Bardugo rozdzieliła narrację na kilku bohaterów, tak aby czytelnik mógł w pełni poznać ekipę Brekkera i zrozumieć pobudki, dla których odważyli się wziąć udział w misji. 

"Szóstka Wron" okazała się być dobrą i przemyślaną książką fantasy. Wspaniale wykreowany świat, który niejednego by przeraził, wyraziści i wielowymiarowi bohaterowie, a także szybka akcja, to niewątpliwe plusy tej powieści. Niejednokrotnie zostałam zaskoczona obrotem spraw, a więc nie radzę szukać tutaj schematów i łatwych rozwiązań. Mnie książka pochłonęła i mimo, że czytanie jej zabrało mi sporo czasu, to zdecydowanie był on dobrze spożytkowany. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MAG! :)

niedziela, 13 listopada 2016

162. Ogień za ogień - J. Han & S. Vivian



Tytuł: Ogień za ogień
Autorki: Jenny Han & Siobhan Vivian
Seria: tom #2
Stron: 487
Wydawnictwo: Feeria young


Po przeczytaniu pierwszej części z tej serii byłam bardzo ciekawa jej kontynuacji, gdyż powieść zakończyła się w bardzo ciekawym momencie. Z drugiej strony, miałam też swoje obawy przed lekturą, ponieważ nie wiedziałam czy autorkom uda się utrzymać wysoki poziom, tak jak to było przy lekturze książki "Ból za ból". Czyżby druga część miała być powtórką z rozrywki?

Plan Kat, Lillii i Mary był idealny, a w drodze do jego wykonania nie powinny pojawić się żadne komplikacje. Niestety nie wszystko poszło jak po maśle. Wrogowie zostali ukarani za swoje przewinienia, jednak Bal Absolwentów nie przebiegł po myśli dziewcząt. Chociaż najważniejsze, że plan został zrealizowany i sprawiedliwości stało się zadość. Teraz przyjaciółki mogą poczuć smak zwycięstwa. Sojusz między Kat, Lillią i Mary nadal trwa, a to oznacza, że mogą posunąć się jeszcze dalej i definitywnie rozliczyć się z fałszywymi chłopakami i "przyjaciółkami". Czy dziewczynom uda się zrealizować plan zemsty na kolejnej osobie bez poważniejszych konsekwencji?

Już przy okazji recenzowania pierwszej części serii, podkreślałam, że jest to opowieść ku przestrodze. Trzy dziewczyny, które wcześniej nie miały ze sobą nic wspólnego, nagle postanawiają połączyć swoje siły i wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Czy to nie brzmi jak zły plan? Może zależy to od punktu widzenia, chociaż według mnie szukanie zemsty w taki sposób, nie jest najlepszym rozwiązaniem. Aczkolwiek zważywszy na to, że jest to książka, która z założenia ma dostarczyć rozrywki, jestem zdecydowanie na tak. Dziewczyny do tej pory wykonały część planu i teraz zależy im, a w szczególności Mary, która jest najbardziej pokrzywdzona, na dalszej zemście. Tym razem mają zamiar trafić prosto w serca swoich wrogów. Decyzje, które podejmą mogą je bezpowrotnie odmienić, a także dotknąć postronne osoby.

Książka "Ogień za ogień" jest w bardzo podobnym tonie co poprzedniczka, ale można zauważyć tu parę zmian. Przede wszystkim autorki przybliżają nam obraz poszczególnych bohaterek, czego nie zrobiły tak szczegółowo w pierwszym tomie. Możemy się dowiedzieć wielu istotnych faktów z życia bohaterek, co zdecydowanie pomaga lepiej zrozumieć ich chęć zemsty. Dodatkowo został tu wpleciony wątek paranormalny, który prawdę mówiąc nie został wyjaśniony do końca. Może w trzeciej części autorki rzucą światło na tę sprawę i bardziej ją rozwiną. Oprócz tego mamy okazję lepiej poznać pozostałych bohaterów, a zwłaszcza Reeva czyli jednego z czarnych charakterów, który przy bliższym poznaniu wcale nie okazuje się taki zły.

Książkę czytało mi się przyjemnie, ale lekturę pierwszego tomu wspominam trochę lepiej. Może to przez powtarzające się wątki i ciągłą chęć zemsty bohaterek, która mimo, że jest centrum fabuły, to czasami bywała męcząca. Reasumując jest to ciekawa historia dla nastolatek, bo porusza ona tematy, które mogą je najbardziej zainteresować dlatego ją im polecam, a także wszystkim osobom, którym spodobał się pierwszy tom.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Feeria young! :)

wtorek, 1 listopada 2016

161. Nie poddawaj się - Rainbow Rowell


Tytuł: Nie poddawaj się (ang. Carry On)
Autor: Rainbow Rowell
Stron: 507
Wydawnictwo: Harper Collins
Ocena: 4/6

Simon Snow był dość szczególną postacią w "Fangirl". Jego wątki pojawiały się na przemian z główną akcją książki i były jedynie dodatkiem, pewnym urozmaiceniem. Będąc kompletnie szczerą, nie za bardzo mnie te wątki interesowały, wolałam się raczej skupić na Cath i jej potyczkach. Oczywiście, jest tu pewne "ale", mianowicie osobna powieść o Simonie i jego misji to już zupełnie coś innego! Tego nie chciałam odpuścić, ponieważ lubię wszelkie fantastyczne historie, a poza tym twórczość Rowell nie była mi obca, więc mogłam spodziewać się tylko i wyłącznie świetnej lektury.

Simon Snow jak co roku, nie może się doczekać powrotu do Szkoły Czarodziejów w Watford. Tym razem będzie jednak inaczej, gdyż jest to jego ostatni rok nauki. Mimo tego Simon wcale nie czuje, że wie o magii wystarczająco dużo. Chłopak wciąż nie może zrozumieć jakim cudem to on jest przepowiedzianym wiele lat temu Wybrańcem, który zbawi świat od złego Szarobura, skoro nie potrafi nawet użyć różdżki, a co dopiero zapanować nad ogromną mocą, którą posiada. To go przerasta, a jedyny człowiek, który może mu pomóc, jego mentor Wielki Mag znika ze szkoły. Simonowi wiele rzeczy zwala się na głowę, zrywa z nim dziewczyna, z którą planował przyszłość, a także jego mroczny i  złowieszczy współlokator Baz nie pojawia się przez pierwsze miesiące w szkole. Dla Snowa oznacza to, że zapewne kombinuje on za jego plecami jak go wykończyć...

Zaczynając lekturę tej książki, byłam lekko zdziwiona. Przede wszystkim w oczy ogromnie rzucały mi się wszelkie podobieństwa do "Harry'ego Pottera", którego kocham całym sercem. "Nie poddawaj się" jest kolejną książką o Wybrańcu. Postaci, która ma zbawić świat przed czarnym charakterem. Zapewne kojarzycie ten motyw, gdyż jest on popularny, a dla mnie w pierwszym odruchu kojarzy się właśnie z Potterem. W książce Rowell można doszukiwać się wielu podobieństw, jednak czytając ją starałam się to rozgraniczyć i za bardzo o nich nie myśleć. Dzięki temu mogę stwierdzić, że "Carry On" to ciekawa książka, o więzach przyjaźni, rodzinnych i oczywiście o czarodziejach walczących ze złem. 

"Nie poddawaj się" czytało mi się przyjemnie, a autorce nie raz udało się mnie zaskoczyć zwrotami akcji, czy też samym zakończeniem, które robi wrażenie. Polubiłam bohaterów jej powieści, a także sam styl, który jak zwykle u Rowell jest lekki i niewymagający, ale za to miły w odbiorze. Jestem świadoma, że nie będzie to dobra lektura dla każdego. Wiem, że są osoby, dla których podobieństwa do innych książek o czarodziejach mogą wydawać się zbyt rażące, a wątki homoseksualne trochę przeszkadzać. Ja nie miałam z tym problemu, chociaż przyznam, że niektóre inspiracje były zbyt widoczne. W każdym razie, mi się książka spodobała, ale Wy sami zdecydujcie czy będzie to odpowiednia lektura dla Was.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!

sobota, 22 października 2016

160. Elantris - Brandon Sanderson


Tytuł: Elantris
Autor: Brandon Sanderson
Stron: 659
Cykl: Elantris #1
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 9/10

Czasem przypadek sprawia, że postanawiamy sięgnąć po jakąś książkę. Pamiętam jak kilka miesięcy temu zdecydowałam się dać szansę "Z mgły zrodzonemu", która była pierwszą książką Sandersona jaką miałam przeczytać. Nie wiecie nawet, jak bardzo się cieszę, że wtedy spróbowałam. Od tamtej pory nie mogę przejść obojętnie obok jego twórczości, tym bardziej, że wydawnictwo MAG wznawia teraz poprzednie wydania. Niedawno w moje ręce trafiła specjalna edycja "Elantris" z bardzo ciekawymi dodatkami, której lektury nie mogłam się doczekać!

Elantris było kiedyś miastem bogów, niegdyś zwykłych śmiertelników, dopóki nie dokonała się w nich przemiana. Dotknął ich Shaod, który dał im niezwykłe moce, nic więc dziwnego, że zwykli obywatele Arelonu mieli ich za bóstwa. Elantryjczycy słynęli ze swojej potęgi i co więcej, potrafili ją wykorzystać w dobrym celu. Od lat pomagali ludziom, w przypadku chorób, a także dbali o to, by nigdy nikomu nie zabrakło żywności. Jednak czasy świetności Elantris minęły dziesięć lat temu, kiedy to ich moce przestały działać, a sami Elantryjczycy stali się bezwartościowi i wręcz przeklęci. Miasto popadło w ruinę, okryło się sadzą i brudem. Bramy zostały zamknięte i od tamtej pory wstęp do niego mają jedynie naznaczeni Shaodem. Księżniczka Sarene od lat nie mogła znaleźć sobie miejsca na świecie. W rodzinnym mieście czuła na sobie nieprzychylne spojrzenia poddanych, którzy nie potrafili jej zrozumieć. Jej los w końcu się odmienia, gdy postanawia ze względów politycznych zawrzeć związek małżeński z księciem Arelonu- Raodenem. Niestety pech nie opuszcza księżniczki i gdy tylko przybija statkiem do portu okazuje się, że jej narzeczony nie żyje, a ona sama została uznana za wdowę...

Zabierając się za "Elantris" miałam spore oczekiwania. W końcu jest to książka autora "Ostatniego Imperium", które zachwyciło mnie w każdym calu. Jednak jest to przecież debiutancka powieść autora, a więc nie byłam pewna czego się spodziewać. Do tej pory jestem w szoku, że debiut może być aż tak dobry. Sanderson to dla mnie mistrz gatunku, jestem pełna podziwu wobec jego umiejętności tworzenia nowych światów, reguł, a także bohaterów, którzy w jego powieściach są niezwykle ważni. W tle mamy dworskie rozgrywki polityczne, spiski i intrygi. Nie da się ukryć, że jednym z ważniejszych elementów powieści jest oczywiście umarłe miasto Elantris. Co się kryje za Shaodem? Dlaczego z daru stało się przekleństwem? Przez całą książkę, te pytania kołatały mi się w głowie, dlatego nie mogłam wysiedzieć spokojnie dopóki nie przewróciłam ostatniej kartki.

"Elantris" to był dla mnie duży szok. Nie mogę uwierzyć, że jest to debiut Sandersona, ponieważ różnica między tą powieścią, a genialnym "Ostatnim Imperium" wcale nie jest wielka. Kunszt pisarski owszem, w kolejnych książkach widać poprawę, ale oprócz tego przepaści żadnej nie ma! Począwszy od kreacji świata, magii, intryg i skończywszy na wspaniałych bohaterach jest to Sanderson jakiego znam i uwielbiam. Jeśli jeszcze nie czytaliście powieści tego autora, bardzo Was do tego zachęcam! Sami zobaczcie jak powinno wyglądać piekielnie dobre fantasy, od którego ciężko się oderwać, a co dopiero o nim zapomnieć :)

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG!

piątek, 30 września 2016

159. Załącznik - Rainbow Rowell


Tytuł: Załącznik
Autor: Rainbow Rowell
Stron: 413
Wydawnictwo: HarperCollins
Ocena: 7/10


Pierwszą książką Rowell jaką przeczytałam, była "Eleonora & Park", która zachwyciła mnie od razu. Od tamtej pory, systematycznie uzupełniam książki tej autorki na mojej półce. Do teraz przeczytałam już wszystkie wydane w Polsce łącznie z "Załącznikiem", o którym chciałabym Wam dzisiaj napisać kilka słów. 

Lincoln O'Neill nie lubi swojej pracy. Czytanie cudzych e-maili w celu zapewnienia bezpieczeństwa danych w redakcji wydaje mu się zwyczajną startą czasu. Gdy zgłosił się na to stanowisko spodziewał się czegoś zupełnie innego, myślał, że będzie budował systemy zabezpieczeń i odpierał ataki hackerów, a nie robił za "szpiega". Natrafiając na korespondencję dwóch przyjaciółek Beth i Jennifer, Lincoln zaczyna przejawiać zainteresowanie ich życiem, a szczególnie dowcipnej i inteligentnej Beth. Wie, że powinien wysłać im upomnienie za wszelkie nadużycia jakich się dopuściły pisząc ze sobą w godzinach pracy, jednak historie, o których sobie opowiadają za bardzo go interesują by to zrobić. W końcu Lincoln uświadamia sobie, że zakochał się w Beth, ale nie wie jaki powinien być jego następny krok, zważywszy na okoliczności. Czy uda mu się wymyślić sposób na nawiązanie z nią znajomości, bez wychodzenia na dziwnego faceta, który czyta jej prywatne e-maile?

"Załącznik" to pierwsza powieść Rowell, w dodatku przeznaczona dla dorosłego czytelnika. Ja autorkę poznałam najpierw od drugiej strony, czytając jej książki dla młodzieży, które niezmiernie mi się podobały, bo zawsze świetnie potrafiła wczuć się w swoich nastoletnich bohaterów, co nadawało historiom realności. Tym razem jest to powieść dla dorosłych, tak samo jak "Linia serc" i przyznaję, że Rowell nie zawodzi. Ciekawie było poznać spojrzenie na pewne sprawy z perspektywy mężczyzny przed trzydziestką, który szczerze powiedziawszy wiedzie okrutnie nudne życie, mieszkając z własną matką (nie widząc w tym nic złego), która ciągle podsuwa mu jedzenie pod nos i płaci za niego rachunki. Lincoln jest typem człowieka, który właściwie nie wie czego chce od życia. Nie można mu odmówić inteligencji, gdyż ma skończonych kilka kierunków, ale nadal nie potrafi się zdecydować co go interesuje i co chciałby robić, więc dopóki nic innego nie wymyśli, będzie siedział w redakcji jako "administrator bezpieczeństwa danych". Beth natomiast jest pełną życia, dowcipną kobietą, której aktualny związek z muzykiem średnio się układa. Jej relacji z Jennifer można wręcz pozazdrościć, gdyż obie są dla siebie oparciem i wspierają się w każdej sytuacji. Nic dziwnego, że Lincoln czytają ich korespondencję, tak bardzo je polubił.

Książkę czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, zapewne z tego względu, że zwyczajowa narracja Lincolna jest przeplatana z e-mailami Beth i Jennifer. "Załącznik" to idealna lektura, dla tych którzy mają ochotę cofnąć się do końcówki 1999 roku i wkroczyć razem z nietuzinkowymi bohaterami w nowy wiek. Polecam!

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu HarperCollins! :)

piątek, 15 lipca 2016

158. Przekroczyć granice - Katie McGarry

Tytuł: Przekroczyć granice Autor: Katie McGarry 
Stron: 488 Wydawnictwo: Muza

Przy wyborze kolejnych lektur staram się nie ograniczać co do jednego gatunku, lecz próbować nowości i odkrywać nowych ulubieńców. Odkąd po raz pierwszy sięgnęłam po powieść z nurtu New Adult, wiedziałam, że nie będzie to mój ostatni raz. Ucieszyłam się, gdy dowiedziałam się o nadchodzącej premierze książki z tego gatunku autorstwa Katie McGarry, o której wcześniej słyszałam wiele pozytywnych opinii. Czy "Przekroczyć granice" jest faktycznie tak dobra jak o niej mówią?

Echo Emerson i Noah Hutchins to dwoje skrzywdzonych przez życie nastolatków. Kiedyś popularni i lubiani, dzisiaj odrzuceni przez większość rówieśników i społeczeństwo. Echo należała do szkolnej elity i miała wszystko o czym mogła tylko zamarzyć: przystojnego chłopaka, świetne oceny i grono przyjaciółek. Pewnego wieczoru jej życie wywraca się do góry nogami. Dziewczyna nie pamięta nic z tego dnia, a jedynym przypomnieniem o tamtym wydarzeniu stają się blizny na jej rękach. W jej życiu nic już nie jest takie same, przyjaźnie odeszły wraz z dawną Echo. Teraz dziewczyna chodzi na terapię do szkolnego psychologa, gdzie poznaje równie pogubionego jak ona Noaha. Chłopaka, którego świat zawalił się jednego dnia, podobnie jak jej. Oboje szukają normalności i stabilizacji. Echo pragnie dowiedzieć się prawdy o tragicznym wieczorze, a Noah odzyskać braci, którzy po śmierci rodziców trafili do rodziny zastępczej. Razem może im się udać, ale czy będą w stanie sobie zaufać?

Przeczytałam już całkiem sporo powieści z tego gatunku i po pewnym czasie niektóre schematy wydają mi się trochę nużące. Aby mnie coś zaciekawiło potrzebne jest coś więcej niż tylko pomysły, ponieważ równie ważny jest dla mnie styl autora. Jeśli jest świetny, to może nawet przyćmić kulejącą akcję i słabe pomysły. W przypadku "Przekraczając granice", nie spodobał mi się język i styl i już na wstępie książka mnie trochę do siebie zraziła. Jednak w miarę jak się rozkręcała, podobała mi się coraz bardziej, aż w końcu zapomniałam, że coś mi w niej nie pasowało. Jak widać do stylu można się przyzwyczaić i skupić się bardziej na uczuciach bohaterów i samej akcji, co uratowało książkę. Tutaj bohaterowie i ich charakterystyka odgrywała wielką rolę i sama autorka mocno skupiła się na ich życiu, szczególnie na wydarzeniach z przeszłości, co pomaga czytelnikowi lepiej zrozumieć ich zachowanie.

Podobało mi się, że McGarry podzieliła narrację na Echo oraz Noaha, ponieważ są to skrajnie różne postaci, z których każda ma zupełnie inne poglądy, czy życie. Echo mieszka z bogatym ojcem i macochą, którzy kontrolują każdy aspekt jej życia, przez co dziewczyna do końca nie może stanąć na nogi, natomiast Noah mieszka w rodzinie zastępczej, która kompletnie się nim nie interesuje, ale ma za to dwójkę przyjaciół, z którymi non stop imprezuje przynajmniej do momentu gdy poznaje Echo. 

"Przekraczając granice" to dobra książka, ale w ogólnym rozrachunku mnie nie zachwyciła. Porusza trudne tematy dotyczące nie tylko nastoletniej miłości, ale także straty, akceptacji i zrozumienia siebie samego. Jednak nie znalazłam w niej niczego odkrywczego, a co gorsza nie udało jej się mnie poruszyć, tak jak bym się tego spodziewała. Ogólnie fabuła była ciekawa, ale jak na mój gust trochę za bardzo dramatyczna. Jest to tylko moja opinia i wiem, że są osoby, których ta książka może wzruszyć i zachwycić. Sami musicie zdecydować czy dać jej szansę.

Za możliwość poznania historii Echo i Noaha dziękuję Business&Culture!

sobota, 25 czerwca 2016

157. Ból za ból - Jenny Han & Siobhan Vivian

Tytuł: Ból za ból Autorki: Jenny Han i Siobhan Vivian
Stron: 352 Seria: #1 Wydawnictwo: Feeria young

Swego czasu sporo naczytałam się pozytywnych opinii na temat książek Jenny Han. Rok temu nawet kupiłam dwa tytuły autorki, jednak nie miałam jeszcze okazji się za nie zabrać, ale za to natrafiłam na "Ból za ból", książkę którą Han napisała w duecie z Siobhan Vivian, wydaną przez Feerię young. Oczekiwałam lekkiej i przyjemnej lektury, w wakacyjnym klimacie i właśnie to dostałam co oznacza, że swoje pierwsze spotkanie z twórczością autorek uważam za bardzo udane!

Życie na wyspie Jar ma swoje uroki, ale niestety dla niektórych jej mieszkańców wcale przyjemne nie jest...
Kat mieszka na wyspie od zawsze. Za dziecka miała dwie dobre przyjaciółki Rennie i Lillię, z którymi była nierozłączna. Niestety po czasie, Rennie okazała się fałszywą przyjaciółką i Kat została odsunięta od grupy. Od tamtej pory stała się wręcz outsiderką, natomiast Rennie i Lillia stoją u szczytu szkolnej elity. 
Mary na wyspie nigdy nie mieszkała, ale za to uczęszczała do lokalnej szkoły. Odkąd poznała Reeva, w jej życiu nastąpiło pasmo nieszczęść. Jej życie zostało praktycznie zrujnowane, ale teraz po latach dziewczyna wraca na wyspę, by zmierzyć się ze swoim oprawcą. 
Lillia natomiast jest przekonana, że gwiazda szkolnej drużyny Alex, kręci się wokół jej młodszej siostry, co według niej, jest zdecydowanie nie w porządku. Trzy dziewczyny mające jedno pragnienie - na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy je zawiedli i skrzywdzili. 

"Ból za ból" to swego rodzaju książka ku przestrodze. Pokazuje nie tylko jak trudne może być życie dorastających nastolatków i z jakimi problemami czasem idzie im się mierzyć, ale także uzmysławia, że zemsta niekoniecznie jest tym co w danej sytuacji pomoże. Głównymi bohaterkami książki są trzy skrzywdzone dziewczyny, każda w innym stopniu. Mimo, że największa krzywda spotkała Mary, to nie ona wpada na pomysł żeby dokonać zemsty, tylko Kat, która ma dość bezczynnego siedzenia i czekania aż karma zrobi swoje. I tak właśnie, za jej sprawą dziewczyny pod osłoną nocy, tak by nikt ich nie podejrzewał, spotykają się i knują swoją zemstę.

Lubię takie niezobowiązujące i lekkie książki. Ta podobała mi się szczególnie dlatego, że miała letni klimat, wszystko działo się na wyspie i czytając ją czułam się jakbym była tam na wakacjach. Wyspa Jar była tylko tłem dla historii, gdyż najważniejsze były rewelacje z życia głównych bohaterek. Podobało mi się, że narracja była prowadzona właśnie z ich punktu widzenia po kolei, a więc autorki dały wgląd w myśli Lilli, Kat i Mary, co było bardzo dobrym posunięciem ze względu na to, że mogłam poznać historię każdej z nich. Mimo, że nie popieram tego typu zachowań i sama bym się nie posunęła do tego co zrobiły dziewczyny, to uważam, że "Ból za ból" może pomóc komuś podjąć decyzje zanim zrobi coś głupiego i nieodpowiedzialnego. Jest to dopiero pierwsza część serii, a zakończenie pozostawiło po sobie wiele pytań, dlatego nie wiadomo jeszcze jak dalej rozwinie się sytuacja dziewczyn, a ja jestem tego bardzo ciekawa!

Świetne wykreowane postaci, lekki, a zarazem tajemniczy klimat to właśnie atuty tej książki. Duet Han & Vivian wyszedł naprawdę dobrze i aż jestem zdziwiona, że pisanie w parze wyszło autorkom tak ciekawie. Akcja była spójna, styl autorek również nie odbiegał od siebie i wcale nie miało się wrażenia jakoby książkę pisały dwie osoby. Zdecydowanie polecam na te ciepłe, wakacyjne dni, które są już przed nami, ja natomiast będę wyczekiwać drugiego tomu.

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Feeria young! :)

wtorek, 21 czerwca 2016

156. Tytany - Victoria Scott

Tytuł: Tytany Autor: Victoria Scott
Stron: 334 Wydawnictwo: IUVI 

Twórczość Victorii Scott poznałam już jakiś czas temu, przy okazji jej serii "Ogień i woda", która podbiła serca polskich czytelników. Sama zaliczam się do tego grona i nadal bardzo miło wspominam książki z tej serii. Dzisiaj natomiast przychodzę do Was z nową książką Scott "Tytany". Ciekawe czy ma szansę powtórzyć sukces "Ognia i wody"?

Astrid Sullivan nie ma w życiu łatwo. W jej rodzinie od zawsze panowało zamiłowanie do hazardu, począwszy od jej dziadka, po ojca, aż w końcu po nią samą. Dziewczyna od dziecka uwielbia oglądać wyścigi tytanów- mechanicznych koni. Wyścigi te stały się niezwykle sławne i od lat przyciągają wielu widzów. Jednym z nich był kiedyś jej dziadek, który chętnie obstawiał wyniki tytanów, aż pewnego dnia stracił wszystko. Jego syn, a ojciec Astrid, zamiłowanie do hazardu ma we krwi i też okazało się ono dla niego zgubne. Teraz mając dom na utrzymaniu i nakaz eksmisji, rodzinie Sullivanów przyda się każdy napływ gotówki. Przez przypadek Astrid natrafia na staruszka, który proponuje jej wzięcie udziału w wyścigu. Dziewczyna nie waha się ani chwili, bo wie, że wygrana w wyścigu mogłaby zmienić całe jej życie i uratować rodzinę od rozpadu.

W przypadku poprzedniej serii autorki, z wciągnięciem się w historię nie miałam żadnych problemów. Niestety tym razem to spotkanie nie przebiegło tak pomyślnie i trochę przy "Tytanach" się wynudziłam. Jakby nie patrzeć, to bardzo pomysłowa i dobrze napisana książka, która niejednego może zaskoczyć. Sama idea zasługuje na pochwałę, bowiem takich stworzeń jak tytany w literaturze jeszcze nie spotkałam. Oczywiście sam pomysł czasem nie wystarcza i w tym wypadku reszta trochę kulała. Mam wrażenie, że za dużo było w niej nierealnych i naiwnych wątków, nawet jak na ten gatunek. Przymykam jednak na to oko w mojej ocenie, gdyż wiem, że książka skierowana jest raczej do młodszych czytelników, dla których takie sytuacje mogą wydawać się całkiem normalne.

Plusem są bohaterowie książki, w tym nie tylko silna i zdeterminowana główna bohaterka, ale także postaci drugoplanowe, których jest całkiem sporo. Każda z nich jest wyrazista i ma coś ciekawego do zaoferowania. Zamysł książki całkiem przypadł mi do gustu, szczególnie wątki poboczne dotykające problemów rodzinnych bohaterki. Autorka nie skupiła się tylko na mechanicznych koniach i wyścigach, ale zadbała o to, żeby postaci miały swoje życie poza derbami. W przypadku Astrid łatwo nie było, ale to właśnie przez sytuację jaka panowała u niej w domu, dziewczyna odważyła się wziąć udział w wyścigu. Nie powiedziałabym żeby to było roztropne zachowanie, zważywszy na to, że Astrid nigdy jeździła na żadnym tytanie, co mogło skończyć się dla niej tragicznie.

Mimo tych kilku minusów uważam, że "Tytany" to dobra książka, skierowana głównie do młodszych czytelników, którzy lubią powieści przygodowe z dozą fantastyki. Autorka w subtelny sposób w swojej twórczości pokazuje jak ważne są dobre relacje między bliskimi i że warto w życiu dążyć do upragnionego celu. Warto przeczytać, chociażby dla bardzo miłego w odbiorze stylu autorki.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu IUVI! 

sobota, 28 maja 2016

155. Pani Noc - Cassandra Clare

Tytuł: Pani Noc Autor: Cassandra Clare 
Stron: 828 Seria: Mroczne Intrygi #1 Wydawnictwo: MAG

Cassandra Clare już od dobrych paru lat należy do grona moich ulubionych autorek. Jej pierwszą książkę przeczytałam mając jakieś piętnaście lat, a teraz mając dwadzieścia jeden, jej twórczość podoba mi się tak samo jak wtedy. Świat Nocnych Łowców towarzyszy mi od dawna i wcale mi się nie nudzi, a więc dopóki Clare pisze, ja będę czytać to co wyjdzie spod jej pióra. Dary Anioła dobiegły końca, ale to nie znaczy, że już więcej nie spotkamy Nocnych Łowców, gdyż w "Pani Noc" poznajemy historię zupełnie nowych bohaterów.

Emma i Julian są nierozłączni od małego. Zbliżyły ich do siebie traumatyczne przeżycia po Mrocznej Wojnie, w której oboje stracili rodziców. Julian wraz z młodszym rodzeństwem przeniósł się do Instytutu w Los Angeles, ale nie chcąc rozstawać się z Emmą, postanowili, że zwiążą się przysięgą parabatai aby nikt więcej nie mógł ich rozdzielić. Dziewczyna od zawsze uważała, że za zabójstwem jej rodziców nie stoi Sebastian Morgenstern, jak to zakłada Clave, ale ktoś inny. Od wielu lat prowadzi prywatne śledztwo, ale dopiero teraz, po kilku latach od ich śmierci, Emma trafia na trop zabójcy. Okazuje się, że w mieście zjawiła się osoba za to odpowiedzialna i zostawia po sobie kolejne ofiary. Tym razem Emma jest gotowa stawić czoło mordercy i sprawić by zapłacił za to co zrobił, gdyż ma przy boku swojego parabatai i wiernych przyjaciół.

Clare zawsze udaje się wciągnąć mnie do świata jej książek. Za każdym razem jej bohaterowie i ich losy stają się dla mnie bardzo ważni, przez co nie mogę się oderwać od tego co czytam. Po "Mieście Niebiańskiego Ognia", które zwieńczyło losy Clary i Jace'a, czyli jednej z moich ulubionych par książkowych, myślałam, że już żadna seria o Nocnych Łowcach jej nie przebije, ale mogłam być w błędzie. "Pani Noc" niczego nie brakuje, a Clare serwuje czytelnikowi masę atrakcji, emocji i wzruszeń. Nie zabraknie tu również dobrze znanych postaci z Darów Anioła, które czasem służą pomocą młodszym bohaterom, a także skomplikowanych relacji międzyludzkich. Do Instytutu wraca Mark, który po Mrocznej Wojnie został uprowadzony Blackthornom przez Faerie, a także pojawi się wątek zakazanej miłości, a jak wiadomo to co zakazane smakuje najlepiej, a więc będzie z tego powodu wiele wzburzeń i emocji. 

W kilku aspektach "Pani Noc" mocno przypominała Dary Anioła, szczególnie ich pierwsze tomy, zwłaszcza jeśli chodziło o zakazaną miłość. Jeśli czytaliście "Miasto kości" to zapewne wiecie co mam na myśli. Tutaj również pojawiło się takowe uczucie, ale nie między domniemanym rodzeństwem, tylko parabatai. Z jednej strony jestem zdziwiona, że Clare postanowiła ponownie w ten sposób namieszać, a z drugiej myślę sobie, że coś w tych zakazanych związkach jest. Im bardziej dwójka osób nie powinna ze sobą być, tym mocniej chcemy żeby jednak im się udało i żeby byli razem bez względu na cenę. Przynajmniej z mojego punktu widzenia tak to wygląda. Wracając do sedna, Cassandrze naprawdę dobrze to wychodzi, więc nawet rozumiem czemu to robi. W końcu nigdy nie może być za słodko. Ciekawe co z tego wyjdzie i szczerze mówiąc nie mogę się już doczekać następnego tomu.

"Pani Noc" to świetna książka, pełna akcji, która zawiera w sobie trochę kryminału, fantastyki i romansu. Dla mnie to idealne połączenie, a w wykonaniu Clare jak zwykle trafione w dziesiątkę. Cieszy mnie fakt, że autorka nadal tworzy w świecie Nocnych Łowców, bo naprawdę ciężko byłoby mi się z nimi rozstać. Jak na pierwszą część z serii, poprzeczka ustawiła się bardzo wysoko, więc jestem ciekawa jak to będzie z kontynuacją i czy uda jej się przebić ten tom. Reasumując serdecznie polecam Wam ten tytuł, jeśli jesteście wielbicielami Darów Anioła. Znajdziecie tu wiele smaczków, a nawet specjalne opowiadanie o bohaterach tej właśnie serii. Dla mnie rewelacja!

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG! 

piątek, 22 kwietnia 2016

154. Remedium - Suzanne Young

Tytuł: Remedium Autor: Suzanne Young Stron: 430
Seria: Program cz. 0 Wydawnictwo: Feeria young 

We wrześniu poprzedniego roku swoją premierę miała pierwsza część cyklu "Program", o tytule "Plaga samobójców". Zewsząd napływały do mnie jej pozytywne opinie i zachęcające do czytania recenzje. W tamtym czasie, niestety nie skusiłam się na lekturę, jednak cały czas mam ją w planach. W tym miesiącu w Polsce ukazał się zerowy tom z serii, czyli opisujący wydarzenia poprzedzające historię z tomu pierwszego. Zrobiłam pewne rozeznanie w tej kwestii i zdecydowałam, że mogę bez obaw przystąpić do lektury "Remedium" bez znajomości sequela. Wydaje mi się, że miałam rację.

Quinlan McKee wiedzie nietypowe życie pracując jako sobowtór. Jej zadaniem jest pomoc rodzinom, które w ostatnim czasie straciły kogoś ukochanego i nie potrafią się z tym pogodzić. Wtedy do akcji wkracza Quinlan, która wedle zlecenia tymczasowo przejmuje rolę denata. Najpierw uważnie studiuje wszystkie dostępne informacje o danej osobie i na określony czas przeistacza się w nią. W ten sposób niesie pocieszenie rodzinie zmarłej i pomaga im domknąć proces żałoby. Dziewczyna jest w tym bardzo dobra, można nawet powiedzieć, że jest wzorowym sobowtórem, dlatego częste kontrakty nie są dla niej niczym nowym. Warunek jest tylko jeden - nie może się angażować emocjonalnie. Niestety natłok kontraktów i inne czynniki, wpływają na jej następne zlecenie. Tym razem Quinn wciela się w nastoletnią Catalinę Barnes, która wiodła fantastyczne życie. Dla sobowtórów, takich jak Quinlan, najciężej jest nie utracić swojej tożsamości, a w przypadku obecnego zlecenia, coraz trudniej jest jej określić co jest prawdą, a co złudzeniem. Na domiar złego, okazuje się, że śmierć Cataliny mogła wynikać z epidemii...

Zasiadając do "Remedium" nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Z jednej strony miałam świadomość, że seria Suzanne Young zbierała wśród czytelników same pochlebne opinie, jednak ta książka opowiada wydarzenia sprzed Programu, a więc była dla mnie prawdziwą zagadką. Postanowiłam po nią sięgnąć, ponieważ stwierdziłam, że skoro jest to prequel i historia zupełnie innych bohaterów niż w "Pladze samobójców" i "Kuracji..." to się nie pogubię. Tak właśnie było i na szczęście nie miałam żadnych problemów z wdrożeniem się do tego świata. Autorka bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie oryginalnością swoich pomysłów, które chociaż na początku wydawały mi się dziwne, to później tak się wciągnęłam, że nie mogłam oderwać się od lektury.

Być może w jakiś sposób na tym tracę, że przeczytałam ją nie znając części pierwszej i drugiej, ale mogę śmiało stwierdzić, że nawet mimo tego, "Remedium" bardzo mi się podobało. Bohaterowie wykreowani przez panią Young, a w szczególności Quinlan McKee czyli główna postać żeńska, mieli złożone osobowości i przede wszystkim niezwykłą pracę, która powszechnie cieszyła się złą sławą. Nikt nie lubi ludzi podszywających się pod innych, bo przecież każdy chce się czuć niezastąpiony, natomiast zawód sobowtóra w pewien sposób temu przeczy. Quinn będąc w tym tak dobra, często musiała przez to cierpieć, jednak koniec końców dziewczyna czerpała satysfakcję z niesienia pomocy innym, co wynagradzało jej niektóre przykre sytuacje.

Autorka w książce porusza trudne tematy, mamy tu bowiem do czynienia nie tylko ze śmiercią, ale także całym procesem żałoby po stracie i godzeniem się z nią. Oprócz tego pojawiają się wątki odnajdywania swojej tożsamości, a także pierwszych miłości i wszystkich komplikacji z niej wynikających. Osobiście z wielką ciekawością śledziłam losy Quinlan, a po zakończeniu i cliffhangerze w jakim zostawiła czytelnika autorka, nie mogę uwierzyć, że nie poznam dalszej części wydarzeń, zważywszy na to, że w "Pladze samobójców" występują inni bohaterowie. Nie przedłużając, książkę zdecydowanie polecam, nawet tym którzy tak jak ja, nie czytali pierwszej i drugiej części, gdyż ja się doskonale we wszystkim odnalazłam. Teraz pozostaje mi tylko nadrobić następne tomy, mając nadzieję, że będą równie dobre jak "Remedium". 

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Feeria young! :)